Dodaj do ulubionych

Emigracja do Australii

IP: 194.78.137.* 13.03.02, 16:44
Jestem zainteresowany emigracja do Australii. Wiem , ze to możliwe w moim
przypadku ( znam w miare dobrze caly system punktowy ).
Mam jednak pytanie do osob , ktore znaja ten kraj a najchetniej do Polaków tam
mieszkajacych jak oceniaja ten kraj jako kraj docelowej emigracji i jak wypada
w porownaniu z obecnym polskim poziomem zycia Australijski poziom zycia.
Po prostu czy waszym zdaniem warto emigrowac do Australii.
Prosze o odpowiedzi na forum lub na moj prywatny e-mail :
wiking17@poczta.onet.pl . Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • Gość: DundeeGi Re: Emigracja do Australii IP: 144.138.135.* 14.03.02, 10:29
      Ja uwazam ze nie, ale chce byc szczera.

      Pozdrawiam
      • Gość: Sylwia Re: Emigracja do Australii IP: *.zamosc.sdi.tpnet.pl 14.03.02, 10:43
        Gość portalu: DundeeGi napisał(a):
        > Ja uwazam ze nie.>


        Mozna prosic o więcej ??? Dlaczego nie ?
        Pozdrawiam

      • Gość: wiking Re: Emigracja do Australii IP: 194.78.137.* 14.03.02, 13:46
        Tego wlasnie oczekuje tzn. szczerości odpowiedzi. Piszesz , ze nie warto, ale
        dla mnie bo nie nie, to zadna odpowiedz. Napisz wiec dlaczego nie, bardzo
        chetnie to przeczytam
        Wiking
        • Gość: DundeeGi Re: Emigracja do Australii IP: *.ncl0102.ncl.iprimus.net.au 15.03.02, 00:31
          Ja sie zrazilam po pierwszych miesiacach jak staralam sie o prace. Niestety nie
          mieszkam w "wielkim miescie" i po parunastu rozmowach mialam dosyc.
          W koncu prace znalazlam i w sumie niezla ale zajelo mi to mase czasu i
          stracilam wiele nerwow!
          • Gość: artek3 Re: Emigracja do Australii IP: *.ph.ph.cox.net 19.03.02, 21:48
            Odsuwajac na bok sprawy ekonomiczne, jakie sa glowne argumenty za i przeciw?
            • Gość: Xenon Re: Emigracja do Australii IP: *.netcom.ca 19.03.02, 21:57
              Jest tam zajebiscie goraco. Slonce daje w dupe od rana do wieczora
              koles. Wot szto!
              Izolacja galore! Do cywilizacji zbyt daleko i nawet zadne pociagi Cie tam
              nie dowiozo!
              Kangury galore! Wracajta nazad w Polsziu !!!
    • musial1 Re: Emigracja do Australii 14.03.02, 10:51
      Witam moj ojciec wyjechal do Australii prawie trzy lata temu chyba niedlugo
      dostanie obywatelstwo . Ja spędzalem tam tylko wakacje ale z moich obserwacji
      wynika że to wspanialy kraj. Podobala mi sie mentalnosc ludzi. Nie wiem o czym
      konkretnie pisać wiec jesli chcesz wyslij mi pytania na skrzynke pozdrawiam
      Pawel
    • Gość: Stary Australia w 10 punktach (1-5) IP: *.clover.com.au 14.03.02, 12:34


      Panie wojak, diagnoza panska jest nie tylko słuszna, ale i dociera do sedna
      sprawy, o którą upominamy się na tym forum.

      [Jak to kiedyś rymował Tadeusz Boy-Żeleński w krakowskim kabarecie sprzed
      pierwszej wojny światowej "Zielony Balonik": "Już się trzecia zima znaczy /
      jak w tych starych murów cieniu / walczym, z odwagą rozpaczy / przeciw mózgów
      rozmiękczeniu"
      ]


      Pozwolę sobie przypomnieć sprawy, co do których, jak mi się wydaje, mamy na tym
      forum pełny consensus jego uczestników:


      1. Polska rozumiana jako nowoczesne państwo, mające pretensje do
      uczestnictwa w cywilizacji zachodniej, nie może się opierać na doktrynie
      azjatyckiej satrapii, udoskonalonej do perfekcji przez praktyczny komunizm:
      że państwo-suweren może ze swymi poddanymi robić co chce, z kim
      chce i kiedy chce
      - z dowolnie błahego powodu lub bez powodu.


      2. Obywatel nowoczesnego państwa, mającego pretensje do uczestnictwa w
      cywilizacji zachodniej, nie jest własnością państwa, tylko suwerennym podmiotem
      prawnym i politycznym.

      3. Urzędnicy nowoczesnego państwa, mającego pretensje do uczestnictwa w
      cywilizacji zachodniej, mają być kompetentni, pracowici, apolityczni i życzliwi
      współobywatelom. W żadnym razie nie mogą przenosić do sfery swojej pracy
      zawodowej swoich prywatnych kompleksów i uprzedzeń. Kto nie jest w stanie tego
      zaakceptować i stosować na codzień, ten nie może być urzędnikiem państwowym.


      Jak pan zapewne zauważył (bo nie sposób nie zauważyć) rozmawiając z osobami z
      Polski odwiedzającymi nas na Zachodzie, największe zdumienie i niewiarę ze
      wszystkich właściwości Zachodu budzi w rodakach z kraju, że w normalnym kraju
      zachodnim władza państwowa w zasadzie nic nie może zrobić obywatelowi, który
      nie narusza prawa, ani nie może mu nakazać niczego, czego nie nakazuje prawo
      . Ba, nawet nie próbuje...

      Tzw. "checks and balances", czyli polityczne, prawne i administracyjne
      mechanizmy kontrolne wbudowane w ustrój starych i stabilnych zachodnich
      demokracji parlamentarnych nie pozwalają na Zachodzie na zbyt łatwe stanowienie
      jawnie represyjnego prawa. Niezawisłe sądownictwo chroni nie tylko państwo
      przed nadużyciami ze strony obywateli, ale również odwrotnie.


      Natomiast dla naszych rodaków z kraju, nawykłych do dziesięcioleci gróźb i
      upokorzeń z rąk pokoleń złośliwych urzędników, nie do pojęcia jest państwo
      które nie jest "Wielkim Bratem", nie jest wszechmocne, nie PANUJE, nie
      poświęca większości swego czasu i środków na wszechobecność w każdym aspekcie
      życia, i nie rości sobie pretensji do regulacji każdej myśli i każdego oddechu
      na swoim terytorium.

      W tym wlaśnie tkwi kluczowa różnica doktryny państwa i prawa pomiędzy
      Wschodem a Zachodem, którą staramy się doprowadzić do świadomości polityków
      świeżo narodzonej III Rzeczypospolitej.


      Demokracja parlamentarna Zachodu jak i praktyczne funkcjonowanie państw tego
      ustroju dalekie są od perfekcji. Ale, jak to swego czasu powiedział Winston
      Churchill, wszystkie inne rozwiązania jakich próbowano do tej pory, okazały
      się znacznie gorsze
      .

      III Rzeczpospolita, jak PRL przed nią, pragnie za wszelką cenę kontrolować
      Polaków mieszkających stale poza granicami RP, zbierać na nich teczki i "haki",
      grozić, pociągać za sznurki, judzić jednych przeciw drugim, dzielić i rządzić.
      A wszystko z jednego prostego powodu:

      Bo kontakt pomiędzy Polakami z kraju a Polonią pokazuje na
      codzień, że król jest nagi.
      Coraz wyraźniej widać, że w ramach "
      transformacji" pomalowano PRL cienką warstwą importowanej farby na wesołe
      kolory, by udawać, że to już Zachód. Każdorazowy rząd III RP pragnie
      wytłumaczyć elektoratowi, że Polska to albo już Zachód, albo tuż, tuż, prawie
      już. Kontakt kraju z Polonią, która dobrze wie, że do Zachodu Polsce jeszcze
      daleko, i potrafi objaśnić dlaczego, funkcjonuje jako kij w szprychy takiej
      propagandy.

      Kłopotliwe aspekty "transformacji ustrojowej" (lub raczej jej braku) można w
      kraju przemilczeć, albo zagłuszyć przy pomocy publicznej telewizji,
      importowanej rozrywki ostatniego gatunku, lub nacisków na prywatne media.
      Gorzej jest z komentarzem politycznym Polonii, którego Warszawa nie kontroluje
      ani nie może sterować. Warszawa tradycyjnie nie znosi niczego, czym sama nie
      steruje. A już specjalnie w wykonaniu takich jak my: spontanicznie zebranej
      grupy osób prywatnych z czterech kontynentów, które są w stanie np. zareagować
      w Internecie na bzdury w prasie krajowej, zanim jeszcze w Warszawie gazetę z
      tymi bzdurami rozwiozą o świcie do kiosków.

      Poza tym, robimy to w poprawnym i potocznym języku polskim, zrozumiałym dla
      naszych rówieśników w kraju, w odróżnieniu od działaczy Polonii starszej
      generacji, którzy często nie mają wyczucia języka i kontekstu. W dodatku, nie
      ma komu przywołać nas do porządku, nie można nas też przekupić, ponieważ
      polonijne honory, splendory, konferencje w Warszawie, bankiety w Pułtusku i
      wódka w konsulatach zupełnie nas nie interesują.


      ==================


      Panie solid, ponieważ cenię sobie pańskie artykuły, chciałbym pana jak
      najserdeczniej prosić, aby zechciał się pan również wznieść intelektualnie
      ponad sensacje dnia i nie zagłuszał, już i tak zbyt cichego, głosu naszego
      komentarza o sprawach polskich wypadami na boki z sensacjami z brukowców.

      Dla nas, na tym forum, nie ma w praktyce żadnego znaczenia, czy Izrael
      szpieguje, czy nie szpieguje w Stanach Zjednoczonych. Jestem przekonany, że
      Amerykanie wiedzą i bez naszej cennej opinii, jak mają sobie z takimi rzeczami
      radzić, o czym mógłby panu ewentualnie opowiedzieć, przez telefon z
      amerykańskiego więzienia, niejaki Jonathan Pollard. Jeśli pana, jako obywatela
      amerykańskiego, rzecz doprawdy niepokoi, proszę napisać list do kongresmena ze
      swojego okręgu wyborczego; otrzyma pan uprzejmą odpowiedź.

      Na tym forum omawiamy przede wszystkim politykę Rzeczypospolitej Polskiej
      wobec Polonii
      , a nie konflikt żydowsko-arabski, stosunki polsko-żydowskie,
      wewnętrzne debaty diaspory żydowskiej, problemy państwa izraelskiego czy
      kontrowersje religijne współczesnego judaizmu. Problemy strategiczne Bliskiego
      Wschodu są dla nas peryferyjne, i to na raczej dalekich peryferiach naszych
      zainteresowań. Dla kwestii, jakie tu omawiamy, istotniejsze jest na przykład,
      czy prezes Moskal jest czy nie jest durniem, niż to, czy jest również
      antysemitą.

      Wstyd mi trochę za pana, Do tego czasu, każdy powinien już wiedzieć, że temat
      żydowski to jest [b]temat zastępczy[/b], jaki Warszawa od zawsze,
      odruchowo, jak słynny "pies Pawłowa", podsuwa Polakom w publicznych dyskusjach -
      nie tylko tutaj - za każdym razem, gdy ktoś zanadto się zbliży do sedna
      sprawy: agresywnej, złośliwej i konfrontacyjnej polityki RP wobec własnych
      obywateli
      .

      Niestety, zbyt wielu Polaków reaguje na słowo "Żyd" jak pies Pawłowa na
      gwizdek, i natychmiast rzuca się na każdy temat żydowski jak pies na kość,
      zapominając o Bożym świecie. Warszawie w to graj i dokładnie o to im chodzi.
      Apeluję, abyśmy przynajmniej tutaj nie dawali robić się w konia i nie sprawiali
      satysfakcji tym, którzy woleliby, aby dyskusja nasza rozpłynęła się w ogólnym
      biciu piany na temat Żydów, masonów, globalistów, bankierów i światowych
      spisków, natomiast odeszła od tematów niewygodnych Warszawie.




      [color=brown]PS. Opowieści o tym, że WTC tak naprawdę to zniszczyli nie
      muzułmańscy terroryści, tylko perfidni Żydzi, zaczęły cyrkulować chyba w trzy
      dni po zamachu, początkowe ich źródło to gazety w Bejrucie sympatyzujące z
      Hamas i Hizbollah. Najpopularniejsza z tych dezinformacyjnych opowieści była
      taka, że w WTC dlatego było mniej ofiar, niż się początkowo obawiano, że
      wszystkich pracujących tam Żydów ktoś tajemniczo uprzedził, żeby nie
      przychodzili 11/9 do pracy. N
      • Gość: Stary Re: Australia w 10 punktach (1-5) ERRATUM IP: *.clover.com.au 14.03.02, 12:40
        Zrobilem cut/paste nie trgo tekstu. przepraszam.

        Służę uprzejmie.


        1. Dochód narodowy na głowę ludności: Polska około 9000 USD, Australia około
        25000 USD - Australia plasuje się o paręset dolarow powyżej dochodu na głowę w
        Niemczech i Wielkiej Brytanii. Ze wszystkimi cywilizacyjnymi konsekwencjami tego
        faktu.


        2. Miejsce w ONZ-owskim rankingu ogólnego rozwoju cywilizacyjnego HDI 2001 (Human
        Development Index, zestawiany przez UNDP dla ponad 170 krajów): Australia 2
        miejsce (za Norwegią, ale przed Kanadą; grubo przed USA), Polska 38 miejsce (za
        Urugwajem, ale przed Chile) w czwartej dziesiątce. Ze wszystkimi cywilizacyjnymi
        konsekwencjami tego faktu. Proszę zwrócić uwagę na latynoamerykańskie towarzystwo
        RP na tej liście.


        Szczegóły: www.undp.org.np/hdr2001/


        3. Miejsce w międzynarodowym rankingu korupcyjnym Transparency International
        szeregującym 100 krajów w kolejności od najmniej do najbardziej skorumpowanych:
        Australia 11 miejsce (znowu za Norwegią, ale przed Szwajcarią), Polska 44 miejsce
        (ex aequo z Peru, za Grecją, ale przed Brazylią). Ze wszystkimi cywilizacyjnymi
        konsekwencjami tego faktu. Proszę zwrócić uwagę na latynoamerykańskie
        towarzystwo RP na tej liście.

        Szczegóły: www.transparency.org/cpi/2001/cpi2001.html


        4. Niecałe 19 milionów ludności na obszarze jak całe kontynentalne Stany
        Zjednoczone lub jak Europa od Lizbony do Uralu. Wszystkie możliwe krajobrazy od
        tropikalnej dżungli (pólnocny Queensland), albo pustyni (South Australia, Western
        Australia), do sub-alpejskich gór (Nowa Południowa Walia) lub całkiem
        europejskich lasów i łąk (Tasmania). 38 000 km linii brzegowej. Rundka dookoła
        Australii idącą naokoło szosą Princess Highway, czyli Highway No.1, ma ponad 19
        000 km, tyle co z Warszawy do Sydney; czasem sobie tak dla rozrywki dookoła
        Australii jeżdżą campingowymi mikrobusami emeryci, którzy mają dużo czasu.

        Środowisko naturalne (za wyjątkiem zupełnie bezpośredniego otoczenia sześciu
        miast, bądź odległych miejsc zdewastowanych przez górnictwo) jest w stanie,
        jakiego w przeludnionej Europie od dwustu lat nikt nie widział i już nigdy nie
        zobaczy. Na większości kontynentu słoneczna pogoda panuje przez ponad 300 dni w
        roku. 85% ludności jest skoncentrowane w sześciu największych miastach,
        wszystkich położonych na wybrzeżu (Sydney, Melbourne, Brisbane, Adelaide, Perth,
        Darwin). Miasta australijskie są jak amerykańskie: 5 minut Manhattanu + ocean
        suburbii czyli 50 razy Kutno. Samochód bardzo potrzebny, odebranie prawa jazdy za
        jazdę po pijanemu to bardzo dotkliwa kara.

        Pomimo poważnego problemu narkotyków i chronicznie zbyt niskiej liczby policji,
        nawet w Sydney, gdzie jest najwyższa przestępczość, jest daleko bezpieczniej niż
        w Warszawie. Naturalnie tu też można dostać po mordzie, ale trzeba chcieć, i
        trochę nad tym popracować.

        Z niewielkimi wyjątkami, cywilizacja kończy się 300 km w głąb lądu od wybrzeża.
        Outback, czyli interior kontynentu, jest bardzo ciekawy, można sobie zafundować
        kawał męskiej przygody, ale to wymaga dużo czasu, a w razie poważnego
        zainteresowania tym tematem także i poważnego samochodu terenowego, który
        poważnie kosztuje. Plaże są tutaj, jakich na żadnej Riwierze i żadnych Hawajach
        nikt nie widział i nie zobaczy. Wyjechać kawałek za miasto, i już możesz mieć
        pięć kilometrów plaży jak z filmu tylko dla siebie. Amerykanie podobno mają
        problemy moralne i policyjne jak się panienki opalają topless; Australijczycy
        takich zahamowań zupełnie nie mają, nawet jak się dorodne panienki nie tylko
        topless, ale i bez majtek na niespecjalnie bezludnej plaży wylegują.


        5. Państwo jest tu minimalistyczne, bardzo dbające o to, by szanownemu panu
        podatnikowi na darmo głowy nie zawracać. Z pomaganiem jest różnie, ale
        nieprzeszkadzanie mają tu opanowane bez zarzutu.

        - Administracja państwowa jest nieduża, kompetentna, apolityczna i
        profesjonalna; jak ci się coś należy, to dostaniesz bez gadania, a jak ci się nie
        należy, to nie dostaniesz - end of story.

        - Przepisy na ogół zwięzłe i oparte na zdrowym rozsądku. Zupełnie
        minimalna interakcja obywatela z urzędami - w zasadzie nie ma takiej rzeczy,
        której nie możnaby załatwić przez telefon albo pocztą.

        - Obciążenie podatkowe od dochodu brutto AUD 50 000 wynosi rocznie około
        27%, od 100 000 około 32%.

        - VAT (tu zwany GST, Goods and Services Tax) jest 10% od wszystkiego z
        wyjątkiem świeżej żywności, nauki i ochrony zdrowia. Dochód z prac zleconych, z
        honorariów, z odsetek od oszczędności, z transakcji giełdowych, z gier
        finansowych na kursach walut etc. jest opodatkowany na normalnych zasadach
        podatku dochodowego. Darowizny, wygrane na loterii, spadki i inne "windfalls",
        czyli nieoczekiwane miłe niespodzianki finansowe nie są opodatkowane w ogóle.
        Próba uczynienia przekrętu podatkowego, na fikcyjnej darowiźnie na przykład, jest
        opodatkowana karnie na 120%, czyli przepadek całej spornej sumy plus 20% kary.

        - Kompetentny (dużymi literami: KOMPETENTNY) informatyk zarabia od AUD 45
        000 na początek do ho, ho, ho... po paru latach (naturalnie zależy gdzie i przy
        czym); należy się odzwyczaić od myśli o etacie, który się dostaje i siedzi na
        nim aż do emerytury; rekrutacja do każdej roboty jest w zasadzie wyłącznie drogą
        konkursu podań. Za lepszą robotą trzeba ganiać samemu, albo przez prywatne
        agencje pośrednictwa, sama nie przyjdzie. Rynek pracy jest raczej ostry.
        Niekompetentny informatyk (i każdy inny niekompetentny) nic nie zarabia.


        • Gość: johnny Re: ERRATUM do Starego bzdur IP: 12.81.9.* 15.03.02, 05:22
          GDP dla Polski jest 5500 USD
          GDP dla Australi byl, podkreslam byl 21000 USD w momencie gdy 1 $A = 70 c US
          to bylo wiec 3 lata temu. Dane ONZ sa opoznione. Przy obecnym 1 $A = 52 c US.
          GDP Australii wynosi 15500 USD, dla porownania Niemcy maja 22500 USD, Canada
          22000 USD, USA 31000 USD (drugie tyle co Australia).
          Dane ONZ beda zkorygowane za rok czy dwa.
          • Gość: PawelJD Re: ERRATUM do Starego bzdur IP: *.eburwd2.vic.optusnet.com.au 22.03.02, 05:57
            Johny, nie czepiaj sie starego;
            rozne zrodla daja rozne dane,
            - zmienia sie z roku na rok (interweniuje tez kurs USD/$A, czy tez jest to np.PPP

            w Australii latwo o prace fizyczna,
            profesjonalistom trudniej - teraz baardzo ciezko na rynku IT
            ale niektorzy radza sobie bardzo dobrze smile
            piekny kraj, zyje sie niezle..

            zasilek jest niezly, ale dopiero po 2 latach

            Pawel
            Melbourne


            Gość portalu: johnny napisał(a):

            > GDP dla Polski jest 5500 USD
            > GDP dla Australi byl, podkreslam byl 21000 USD w momencie gdy 1 $A = 70 c US
            > to bylo wiec 3 lata temu. Dane ONZ sa opoznione. Przy obecnym 1 $A = 52 c US.
            > GDP Australii wynosi 15500 USD, dla porownania Niemcy maja 22500 USD, Canada
            > 22000 USD, USA 31000 USD (drugie tyle co Australia).
            > Dane ONZ beda zkorygowane za rok czy dwa.

      • Gość: Minieta Re: Australia zwiezle ... IP: *.netcom.ca 14.03.02, 15:20
        Czyli inaczej mowiac Stary to ta Australia to taka ostoja cywilizacji
        zachodniej? Popatrz, a ja myslalem ze to ex-penal colony!
        • luiza-w-ogrodzie Re: Australia zwiezle ... 15.03.02, 03:51
          Gość portalu: Minieta napisał(a):

          > Czyli inaczej mowiac Stary to ta Australia to taka ostoja cywilizacji
          > zachodniej? Popatrz, a ja myslalem ze to ex-penal colony!

          Mineta, w takim razie o Polsce mozna powiedziec ze to ex-krolestwo. wink

          Nikt nie patrzy jakie byly poczatki, kazdy chce zyc w terazniejszosci i spedzic
          ten czas na padole lez w jak najprzyjemniejszy sposob, bez klopotow ze strony
          urzedasow, przepisow, wspolobywateli i tak dalej, co sie bede powtarzac po Starym.

          Luiza-w-Ogrodzie

          • Gość: Minieta Luiza IP: *.netcom.ca 15.03.02, 14:12
            Okay! Okay Luiza! Wszyscy wiedza jaka macie historie i co zrobiono z
            Aborygenami. Angole zarobili sobie przeciez na swoja opinie nie bez
            przyczyny, prawda? Nie lubie tylko jak jakis psycho-pismek pieprzy
            trzy-po-trzy jakby sam odkryl wzor na trzesienie ziemi.

            PS. Tak nawiasem mowiac, to skad on ma tyle czasu na te przydlugie i
            przynudne wywody? Przeciez tam tyle natury do podziwiania!
            • luiza-w-ogrodzie Re: Minieta 17.03.02, 11:44
              Gość portalu: Minieta napisał(a):

              > Okay! Okay Luiza! Wszyscy wiedza jaka macie historie i co zrobiono z
              > Aborygenami. Angole zarobili sobie przeciez na swoja opinie nie bez
              > przyczyny, prawda? Nie lubie tylko jak jakis psycho-pismek pieprzy
              > trzy-po-trzy jakby sam odkryl wzor na trzesienie ziemi.
              >
              > PS. Tak nawiasem mowiac, to skad on ma tyle czasu na te przydlugie i
              > przynudne wywody? Przeciez tam tyle natury do podziwiania!

              Aborygeni, imperializm angielski? Panie Minieta, co to ma wspolnego z tym postem,
              opisami terazniejszej Australii, o ktore prosil wiking?

              A dzieki takiemu "pismakowi" jak Stary, wiking (i nie tylko on) mogl sie
              dowiedziec calkiem duzo na temat Australii takiej, jaka jest. Wcale nie uwazam,
              ze wywody Starego sa przydlugie i przynudne. Jest rowniez mozliwe, ze pisze je
              siedzac na werandzie i podziwiajac natura - jedno drugiemu nie przeszkadza i
              mozna to robic przez caly rok, bo taka wlasnie jest Australia.

              Luiza-w-Ogrodzie - entuzjastka australijska
    • Gość: Stary Australia w 10 punktach (6-10) IP: *.clover.com.au 14.03.02, 12:35
      6. Opieka społeczna jest minimalistyczna, obowiązuje zasada, że każdy ma na
      siebie zarabiać, a nie oglądać się na "onych", żeby "oni" mu dali.

      - Zasiłki są niskie (AUD 190 tygodniowo), tak ustawione, żeby ich
      pobieranie było jak najbardziej upierdliwe, i nie przysługują w ogóle podczas
      pierwszych dwóch lat pobytu.

      - Wszystkie emerytury są wyłącznie z prywatnych funduszów emerytalnych,
      do których pracodawca musi wpłacać równowartość 8% poborów (może więcej), a w
      niektórych funduszach pracownik może do tego dopłacać ekstra ze swoich
      pieniędzy, jeśli sobie życzy, przy czym korzysta na preferencyjnej stawce
      podatkowej od takich wpłat. Fundusz emerytalny każdy może sobie wybrać, jest
      ich dziesiątki jeśli nie setki, można sobie nawet założyć własny, jak sie kto
      uprze. Wysokość emerytury, którą można uruchomić po ukończeniu 55 lat, nie ma
      nic wspólnego z ilością przepracowanych lat, a wszystko z sumą pieniędzy
      wsypanych do funduszu. Państwo nic do tych emerytur nie ma, za wyjątkiem
      uprzywilejowanego traktowania podatkowego składek wpłacanych do funduszów
      emerytalnych.

      - Jak ktoś nie ma takiej wypracowanej własnymi rękami emerytury
      (superannuation), to dostanie po ukończeniu 60 roku życia państwowy zasiłek dla
      starców, z grubsza taki sam jak zasiłek dla bezrobotnych, ulgowe bilety na
      tramwaj, zniżki w służbie zdrowia, darmowe lekarstwa etc.

      - "Siatka bezpieczeństwa" opieki społecznej dla najuboższych (np.
      mieszkania typu kwaterunkowego) w zasadzie jest, ale dostęp do niej jest ściśle
      ograniczony, do najbardziej potrzebujących. Za przekręty z zasiłkami, dochodem,
      inwalidztwem etc. idzie się do pierdla.

      - Za studia wyższe się płaci; cudzoziemiec po cenie komercjalnej, 9-30
      000 dolarów rocznie i więcej zależnie od kierunku; obywatel australijski lub
      stały legalny rezydent poniżej kosztu, ale też w granicach 2000-7000 dolarów
      rocznie (Higher Education Charge Scheme - HECS; mozna to załatwic na kredyt,
      który potem urząd podatkowy ściąga razem z podatkiem dochodowym)

      7. Powszechne ubezpieczenie medyczne Medicare (pokrywa szpital publiczny, część
      kosztów wizyt lekarskich) jest jakości od niezłej do takiej sobie, zależnie od
      tego, kto czego potrzebuje; za Medicare strącają każdemu podatnikowi ekstra
      1.5% od dochodu brutto. Jak ktoś nie zarabia, to mu nie strącają, ale
      ubezpieczony jest dalej. Większość osób dodatkowo ubezpiecza się prywatnie.
      Nawet przy najlepszych ubezpieczeniach zawsze pewną część kosztów medycznych
      trzeba wyłożyć z kieszeni.

      Poza płaconą przez pracodawcę co najmniej 8% składką na prywatny fundusz
      emerytalny oraz płaconą przez każdego podatnika składką w wysokości 1.5%
      dochodu na ubezpieczenia medyczne Medicare, żadnych innych "ubezpieczeń
      społecznych" w Australii nie ma i nie będzie.

      Pomysł, by pracodawca płacił składkę na państwowy ZUS w wysokości 48% poborów
      pracownika, a dopiero państwowy ZUS przekazywał te pieniądze (albo nie) do
      prywatnych funduszy emerytalnych byłby tu uznany za wyjątkowo ekscentryczną
      bzdurę, a wsadzenie do systemu emerytalnego państwowego pośrednika, który sam
      pieniędzy nie inwestuje i nie wytwarza dochodu, a tylko pilnuje nie wiadomo
      czego i nabija koszta administracyjne - za kosztowną i zbyteczną
      ekstrawagancję. Od rozmnażania wkładu są prywatne fundusze emerytalne
      zatrudniające w tym celu fachowców od inwestycji, państwo ma w ręku nadzór
      finansowy nad tymi funduszami.

      Zresztą, w ogóle to nikt tutaj emerytury mieć nie musi, może po ukończeniu 55
      lat wycofać swoje pieniądze (wkład + procent składany) z funduszu emerytalnego
      w jednym kawałku i przepić, jak ma taką fantazję. Jeśli ktoś koniecznie chce
      być na starość bardzo biedny i żyć z głodowego zasiłku dla starców, to jego
      sprawa.


      8. Społeczeństwo jest wielokulturowe, świeckie, tolerancyjne, ale nie dające
      sobie za łatwo ciemnoty wciskać. 25% ludności urodziło się poza Australią,
      razem z urodzonymi już w Australii dziećmi pierwszej generacji stanowią ponad
      40% populacji.

      W sześciu miastach kłębi się koktajl ludzi, ras, języków, strojów, obyczajów,
      jedzenia z całego świata; nikomu w najmniejszym stopniu to nie wadzi.
      Najwyższe nasycenie Internetem po USA - 50% gospodarstw domowych i 70%
      ludności ma dostęp do sieci. Około 80% ludności albo ma własną nieruchomość,
      albo jest w trakcie jej nabywania przez spłacanie pożyczki hipotecznej.
      Dostępność kredytu na zakup domu pod zastaw hipoteki nieruchomości nie jest
      żadnym problemem, jeśli ma się pracę. Standardowym sposobem mieszkania jest dom
      z ogródkiem, własny albo wynajęty. Naturalnie można sobie kupić albo wynająć
      także mieszkanie w kamienicy, ale jest to zdecydowanie mniej popularne. Miasta
      są przez to ogromnie rozległe, obszar miejski Sydney albo Melbourne to
      przynajmniej 60x100 km.

      Zakup domu z ogródkiem kosztuje od AUD 180,000 (PLN 370k) do nieskończoności, a
      w Sydney, gdzie jest drogo jak cholera, od AUD 360 000 (PLN 740k) do
      nieskończoności. Spłaca się to przez 25 lat, chyba że wygrasz na loterii.
      Obecne oprocentowanie pożyczek hipotecznych jest między 5.0% a 7.5% rocznie i
      fluktuuje razem z rynkiem finansowym.


      9. Polaków traktują tu tak, jak należy, to znaczy tak samo jak każdego innego.
      Czasem się niektórym Polacy mylą z Holendrami (Poland-Holland). Na nikim nie
      robi żadnego wrażenia, ani pozytywnego ani negatywnego, że ktoś jest z Polski,
      albo z Europy. W kraju zbudowanym przez emigrantow nikogo nie interesuje, czy
      jesteś z Polski czy z Gwadelupy, masz pokazać co jesteś wart jako indywidualny
      osobnik. Papiery i kwalifikacje dobrze mieć, w niektórych zawodach są
      konieczne, ale same w sobie niczego nie załatwiają, trzeba pokazać, co się
      potrafi. Musisz umieć funkcjonować zawodowo po angielsku. Za uczciwą pracę
      uczciwie tutaj płacą; darmo nic nikomu nie dają.

      Narzekania, albo puszenia się, tutaj nie znoszą i mogą narzekającego albo
      samochwała zgnoić (negatywny stereotyp upierdliwego, ciągle jęczącego Anglika,
      czyli "whinging Pom").


      10. Obywatelstwo australijskie uzyskać można po dwóch latach pobytu, z minimum
      formalności. Do obywatelstwa wymagane jest 2 lata legalnego pobytu z prawem
      pracy i pobytu stałego, niekaralność, podstawowa znajomość angielskiego,
      podstawowa znajomość praw i obowiązków (przysyłają broszurkę, żeby się
      nauczyć). Można przeżyć w Australii całe życie nie zostając jej obywatelem, ale
      wtedy trzeba załatwiać wizę powrotną przed wyjazdem za granicę. Natomiast mając
      paszport australijski możesz naturalnie jeździć i wracać jak chcesz i mieszkać
      stale w Australii lub poza Australią, jak ci pasuje.

    • Gość: Stary Australia w 10 punktach (przypis) IP: *.clover.com.au 14.03.02, 12:36
      Przypis:

      Po dwóch latach sam się będziesz chciał naturalizować i zostać obywatelem
      australijskim, bez potrzeby żadnego zachęcania czy namawiania. Po trzech
      latach, z wizytą w Polsce, nie będziesz się mógł doczekać powrotu do domu, do
      Sydney albo Melbourne. Po pięciu latach będziesz wiedział na pewno, że bedziesz
      tu mieszkać do końca życia i tu zakładać rodzinę. Wyjątki od takiej kolei losu
      polskiego emigranta w Australii są sporadyczne i dotyczą głównie ludzi, którym
      nigdy, nigdzie i z nikim nie będzie dobrze.

      Ja, po ponad 20 latach, oceniam Australię bardzo pozytywnie. To była moja
      zdecydowanie najlepsza decyzja w życiu. Żadnego wielkiego majątku tu nie
      zrobiłem i pewnie już nie zrobię, ale okazało się stopniowo, że australijska
      jakość życia nie tylko i nie przede wszystkim na pieniądzach się opiera -
      tutejsza jakość życia normalnego człowieka jest w Polsce w ogóle nie do
      nabycia, ile byś nie zapłacił.

      W Polsce, w razie życiowego sukcesu, możesz dziś ewentualnie wybudować sobie
      dworek za bardzo wysokim murem, z tłuczonym szkłem na wierzchu i uzbrojonymi po
      zęby ochroniarzami dookoła, zamknąć się w środku i głośno puszczać DVD, żeby
      zagłuszały syczenie z zazdrości rodaków za murem oraz litanię do Matki Boskiej
      Częstochowskiej głośno tam odmawianą w intencji, żeby ci ulubiony pies zdechł,
      albo dziecko umarło, bo za dobrze ci się żyje. To jest sukces?

      Jeśli o mnie chodzi, jakość życia, wolność i spokój, jakie znalazłem w
      Australii, przekroczyły moje oczekiwania. Dzisiaj mieszkam we własnym domu,
      otoczony założoną tu rodziną, jestem ceniony zawodowo. Nie zapomiałem i nie
      zapomnę, że ten kraj mi pomógł, kiedy bardzo potrzebowałem pomocy, i dał mi
      równe szanse z wszystkimi innymi. Nie mogę tego samego powiedzieć o PRL, z
      której wyemigrowałem.

      W Australii nikt, ale to nikt, nie wp...dala mi się między przysłowiową wódkę
      i zakąskę z żadnymi genialnymi pomysłami neobolszewickiej inżynierii
      społecznej. Wszystko, co się nadawało do prywatyzacji, dawno tu sprywatyzowano.
      Zarejestrowanie własnej firmy trwa dwa dni. Założenie ostatnio w domu
      dodatkowej linii telefonicznej trwało jeden dzień. Nowy paszport przyszedł
      pocztą zwykłą w 7 dni pozłożeniu wniosku, nikt mi go nie ukradł z
      niezamkniętej skrzynki na listy. Nadpłacony podatek zwrócono mi elektronicznie
      bezpośrednio na konto w 4 dni po złożeniu zeznania podatkowego, o czym urząd
      podatkowy uprzejmie zawiadomił mnie listownie. Bank przysłał uprzejmy list z
      pytaniem, czy nie chciałbym może zaciągnąć taniej pożyczki. Nikt nie próbuje
      upaństwowić moich oszczędności, ani ustawowo regulować jajników mojej żony.
      Problemy, z jakimi dziś w Polsce walczy się z obłędem w oczach, zostały tu na
      ogół rozwiązane drogą rozsądnego kompromisu 50 lat temu. Nielegalni imigranci,
      zamiast żebrać na tutejszym Dworcu Centralnym, siedzą w bardzo niemiłym
      areszcie czekając na deportację. Dres nosi się tylko na treningu. Żaden
      frustrat nie pisze na murze "Hitler wróć!" Świeci słońce.

      Innych jak najbardziej do Australii zachęcam, ale każdy powinien decydować za
      siebie, jako kowal własnego losu. To, co mnie tu odpowiada, niekoniecznie musi
      odpowiadać każdemu. Nie ma emigracji pozbawionej ryzyka.

      Ale jak nie spróbujesz, to do końca życia nie będziesz wiedział, czy mogłeś życ
      lepiej, ciekawiej, albo po prostu inaczej.


      Pozdrówko.
      Stary,
      Sydney



      PS. Ostatni szczegół - pijemy tu przede wszystkim znakomite piwo, australijski
      trunek narodowy, oraz w dużej ilości bardzo dobre wino lokalnej produkcji. Na
      wino tej samej klasy, jakie tutaj jest często pite bez żadnej szczególnej
      okazji, do obiadu z przyjaciółmi, w Polsce byłoby cię stać dwa razy do roku, na
      urodziny i na rocznicę dojścia SLD do władzy.
      • luiza-w-ogrodzie Re: Wiking, sluchaj Starego, on ma racje! 14.03.02, 13:10
        Pozostaje mi tylko po raz kolejny pogratulowac Staremu zdolnosci
        dziennikarskich. Jego post to przyklad artykulu, ktory przejrzystym jezykiem
        przedstawia najwazniejsze aspekty zycia w Australii.

        Wiking, Stary opisal Australie taka jaka jest. Mieszkam tu prawie 10 lat, i jak
        Stary, co rano budzac sie dziekuje losowi i samej sobie ze tu mieszkam.

        Luiza-w-Ogrodzie
        • andre1 Re: Wiking, sluchaj Starego, on ma racje! 14.03.02, 13:40
          luiza-w-ogrodzie napisał(a):

          > Pozostaje mi tylko po raz kolejny pogratulowac Staremu zdolnosci
          > dziennikarskich. Jego post to przyklad artykulu, ktory przejrzystym jezykiem
          > przedstawia najwazniejsze aspekty zycia w Australii.
          >
          > Wiking, Stary opisal Australie taka jaka jest. Mieszkam tu prawie 10 lat, i jak
          >
          > Stary, co rano budzac sie dziekuje losowi i samej sobie ze tu mieszkam.
          >
          > Luiza-w-Ogrodzie

          rowniez moje gratulacje dla Starego za ten doskonaly post,nic ujac nic dodac

          Andre (20 lat w Sydney)


        • Gość: paul Stary ma racje! IP: 193.0.117.* 14.03.02, 15:09
          Ja rowniez przylaczam sie do gratulacji dla Starego, w ktorym zupelnie nie
          odnajduje typowych polskich przywar. Mozna sie z nim czasem nie zgadzac, ale nie
          sposob nie szanowac jego pogladow! A ten tekst jest naprawde super - malo kto
          potrafilby tak zwiezle wszystko opisac.
      • Gość: wiking Re: Australia w 10 punktach (przypis) IP: 194.78.137.* 14.03.02, 14:00
        Stary,

        Dzieki za odpowiedź. Czytało sie to jak dobra ksiazke - jezeli jeszcze nie
        piszesz to zacznij - jeden egzemplarz na pewno sprzedaż ( ja go kupie ).
        Miałbym dwa pytanka do Twojego maila:
        1. Piszesz ze ta pomoc socjalna w Au to nie jest specjalnie najlepsza - mam na
        wzgledzie zasiłki dla chorych lub bezrobotnych - niestety zawsze moze sie to
        przydażyc i warto wiedziec co cie wtedy czeka. Czy ta pomoc w takich sytuacjach
        w Australii to taka sama parodia jak w Pl - tu masz cos kolo 430 pln netto na
        miesiac przez 6 miesiecy a potem zostaje most lub dworzec.
        2. Piszesz o tych podatkach 25 - 32 %-czy te kwoty na ten Medicare i prywatne
        emerytury sa w tym wliczone czy tez to jeszcze dodatkowwo placi pracownik z
        tego co muzostalo po tych pierwszych podatkach.

        Pozdrawiam
        Wik
        • Gość: Stary Wiking - to w sposob oczywisty nie dla ciebie... IP: *.clover.com.au 15.03.02, 10:52
          Gość portalu: wiking napisał(a):

          > Stary,
          >
          > Dzieki za odpowiedź. Czytało sie to jak dobra ksiazke - jezeli jeszcze nie
          > piszesz to zacznij - jeden egzemplarz na pewno sprzedaż ( ja go kupie ).
          > Miałbym dwa pytanka do Twojego maila:
          > 1. Piszesz ze ta pomoc socjalna w Au to nie jest specjalnie najlepsza - mam na
          > wzgledzie zasiłki dla chorych lub bezrobotnych - niestety zawsze moze sie to
          > przydażyc i warto wiedziec co cie wtedy czeka. Czy ta pomoc w takich sytuacjach
          >
          > w Australii to taka sama parodia jak w Pl - tu masz cos kolo 430 pln netto na
          > miesiac przez 6 miesiecy a potem zostaje most lub dworzec.
          > 2. Piszesz o tych podatkach 25 - 32 %-czy te kwoty na ten Medicare i prywatne
          > emerytury sa w tym wliczone czy tez to jeszcze dodatkowwo placi pracownik z
          > tego co muzostalo po tych pierwszych podatkach.
          >
          > Pozdrawiam
          > Wik

          Waleczny Wikingu, jeśli myślenie o emigracji zaczynasz od kwestii zabezpieczenia
          socjalnego na wypadek choroby, to znaczy, że emigracja dokądkolwiek nie jest dla
          ciebie. Zostań w kraju i czekaj, aż dobrobyt do ciebie przyjdzie i zapuka. Nikt
          ci dotąd nie powiedział, że emigracja to jest z samej swojej istoty ryzykowne
          przedsięwzięcie, a nie kolonie letnie? Chłopie, ty masz ten sam kłopot, co
          większość Twojej grupy wiekowej w kraju - myli ci się turystyka z emigracją...

          Pierwszym praktycznym aktem emigranta jest decyzja. To jest (metaforycznie) skok
          do basenu z wieży, z górnej platformy, na głowę, z zawiązanymi oczami, bez żadnej
          gwarancji, że w basenie jest woda. Potem trzeba jeszcze opanować
          (metaforycznie) jazdę rowerem po linie z silnym bocznym wiatrem, też bez żadnej
          siatki ochronnej, oraz umiejętność pracy przez 24 i pół godziny na dobę, bez
          margania i użalania się nad własnym losem, i już po około dziesięciu latach
          zaczynasz się powoli stabilizować, a po 20 latach jest całkiem przyjemnie.

          Jakby można było sobie na emigracji zrobić dobrze nie podejmując żadnego ryzyka,
          to język polski dawno wyparłby w Australii wszystkie inne. Ty nie dość, że
          chciałbyś mieć z góry, na piśmie, że ten australijski basen jest pełny, to ma być
          podgrzany i uperfumowany do Twojego osobistego gustu, jeszcze zanim Ty zaczniesz
          wciągać na tyłek slipy. W Australii jest do wzięcia w tym roku budżetowym 85 000
          wiz imigracyjnych. Na te 85 000 miejsc jest około milion podań. Kto inny weźmie
          Twoje miejsce z pocałowaniem ręki, nie zastanawiając sie nad zasiłkiem
          chorobowym.



          • Gość: Beny Re: Wiking - to w sposob oczywisty nie dla ciebie... IP: *.dip.t-dialin.net 17.03.02, 22:02
            Uchaaaaa, hehehe, chacha, ciekawe czy Wiking jescze sie gdzies wybiera.

            Ale ten post to jest sedno calej emigracji, w duzej mieze niezalezne od kraju do
            ktorego sie wyjezdza.
            Twoje peany na temat Australi tak mnie nie wzruszyle jak ten post o basenie.
            101% racji.

            Mogles sobie co prawda darowac uszczypliwosci skierowane do Polski i Polakow,
            ale to nie moj interes. Co dala Ci Polska, ano dala cos co jest najwazniejsze
            rodzicow a wraz z nimi zycie. Ale to znow tylko moja opinia.

            Pozdrowienia
            Jednego czego ci zazdroszcze to klimatu. Moze kiedys i on bedzie moim udzialem.
            Beny


            > Waleczny Wikingu, jeśli myślenie o emigracji zaczynasz od kwestii zabezpieczeni
            > a
            > socjalnego na wypadek choroby, to znaczy, że emigracja dokądkolwiek nie jest dl
            > a
            > ciebie. Zostań w kraju i czekaj, aż dobrobyt do ciebie przyjdzie i zapuka. Nikt
            >
            > ci dotąd nie powiedział, że emigracja to jest z samej swojej istoty ryzykowne
            > przedsięwzięcie, a nie kolonie letnie? Chłopie, ty masz ten sam kłopot, co
            > większość Twojej grupy wiekowej w kraju - myli ci się turystyka z emigracją...
            >
            > Pierwszym praktycznym aktem emigranta jest decyzja. To jest (metaforycznie) sko
            > k
            > do basenu z wieży, z górnej platformy, na głowę, z zawiązanymi oczami, bez żadn
            > ej
            > gwarancji, że w basenie jest woda. Potem trzeba jeszcze opanować
            > (metaforycznie) jazdę rowerem po linie z silnym bocznym wiatrem, też bez żadnej
            >
            > siatki ochronnej, oraz umiejętność pracy przez 24 i pół godziny na dobę, bez
            > margania i użalania się nad własnym losem, i już po około dziesięciu latach
            > zaczynasz się powoli stabilizować, a po 20 latach jest całkiem przyjemnie.
            >
            > Jakby można było sobie na emigracji zrobić dobrze nie podejmując żadnego ryzyka
            > ,
            > to język polski dawno wyparłby w Australii wszystkie inne. Ty nie dość, że
            > chciałbyś mieć z góry, na piśmie, że ten australijski basen jest pełny, to ma b
            > yć
            > podgrzany i uperfumowany do Twojego osobistego gustu, jeszcze zanim Ty zacznies
            > z
            > wciągać na tyłek slipy. W Australii jest do wzięcia w tym roku budżetowym 85 0
            > 00
            > wiz imigracyjnych. Na te 85 000 miejsc jest około milion podań. Kto inny weźmi
            > e
            > Twoje miejsce z pocałowaniem ręki, nie zastanawiając sie nad zasiłkiem
            > chorobowym.
      • Gość: Mariusz Re: Australia w 10 punktach (przypis) IP: *.dublin.indigo.ie 14.03.02, 17:16
        >PS. Ostatni szczegół - pijemy tu przede wszystkim znakomite piwo,
        > australijski trunek narodowy

        napisz wiecej o tym piwie, gatunki itd - bardzo mnie to interesuje bo ja piwosz
        jestem smile
        • Gość: Stary Re: Australia w 10 punktach - PIWO IP: *.clover.com.au 15.03.02, 11:05
          Gość portalu: Mariusz napisał(a):

          > >PS. Ostatni szczegół - pijemy tu przede wszystkim znakomite piwo,
          > > australijski trunek narodowy
          >
          > napisz wiecej o tym piwie, gatunki itd - bardzo mnie to interesuje bo ja piwosz
          >
          > jestem smile



          No, piwo jak piwo.

          Kilkanaście podstawowych gatunków lokalnych z beczki, kilkadziesiąt z puszki lub
          butelki, pewnie ze setka pomniejszych lokalnych gatunków, plus mnóstwo różnych
          piw butelkowych importowanych z całego świata (z Polski - dwa rodzaje Okocimia,
          Żywiec, EB).

          Główny typ piwa tutaj to "lager", rzadziej "bitter ale". Galeria smaków w
          komplecie, od leciutkiego, mocno chmielnego, bladozłotego pilsnera (doskonałego
          na upał albo do chińskiej lub tajskiej kuchni) aż do ciemnobursztynowego z
          czerwonawym odcieniem, ciężkiego "bitter ale", z wysoką zawartością cukrów i
          alkoholu, którego dwa kufle starczą ci za solidny obiad.

          Jako próbkę tego, jakie jest klasyczne australijskie piwo, kup sobie w sklepie w
          Irlandii butelkę Victoria Bitter (VB) z charakterystyczną zieloną etykietą.
          Nielatwo znaleźć, bo VB zasadniczo nie jest na eksport, rynek australijski wypija
          wszystko, ile by tego piwa browar Carlton and United Brewery w Melbourne (CUB)
          nie zrobil.

          Nie należy natomiast, moim zdaniem, nabierać się na Fosters (znana na całym
          świecie niebieska puszka lub etykieta): piwo mocne ale bez wyrazu, robione
          głównie na eksport w milionach skrzynek w Australii, oraz na licencji w Anglii
          (browar Whitbread), o którym nieobyci myślą, że to australijski styl, ale w samej
          Australii pije się Fosters tylko, jak nic innego nie ma. VB to jest to, co tutaj
          pije doker czy robotnik budowlany po robocie, solidne piwo człowieka pracy.

          Z nowszych - Hahn Premium, Cascade Premium, oba doskonałe, ale troszeczkę lżejsze
          niż VB. Również dobre, bez żadnej szczególnej kolejności: Melbourne Bitter,
          Carlton Bitter, Fourex (pisany "XXXX" - znakomity slogan reklamowy w
          UK: "Australians do not give a XXXX for anything else") z Queenslandu, Tooheys
          New (chociaż dla mnie trochę jałowe i bez wyrazu), Carlton Dry, Swan Premium z
          Australii Zachodniej, Cooper's Pale Ale z Południowej Australii i dowolne
          Cascade (z Tasmanii, jeden z najstarszych browarow - wszystkie ich piwa są bardzo
          dobre.)

          Piwo pije się tu zawsze bardzo zimne, co i nic dziwnego w tym klimacie.
          Stosunkowo niedrogie, wychodzi około AUD 1-1.50 (PLN 2.10 - 3.15) za puszkę lub
          butelkę 375 ml, jeśli kupujesz w sklepie na kartony (24 szt.). W pubie AUD3.00-
          4.50 za dużą szklankę 425 ml zwaną tradycyjnie "schooner" w Sydney a "pot" w
          Melbourne, w knajpie jeszcze drożej.

          Piwo jest dostępne wszędzie 24/7/365. Są nawet sklepy z alkoholem "drive-in", do
          których wjeżdża się samochodem i obsługują bez wysiadania.

          Normalny procent alkoholu w australijskim piwie to 4.9-5.7%. W ostatnich latach
          popularne zrobiły się równie smaczne, ale dużo lżejsze, piwa niskoalkoholowe
          (2.7%), (Light Ice, Hanh Premium Light, Carlton Gold), a to z powodu drakońskich
          kar za jazdę samochodem po alkoholu. Dwie i pół puszki lub butelki 375 ml
          normalnego, albo cztery puszki niskoalkoholowego piwa dają u normalnego mężczyzny
          ważącego 85-90 kg przekroczenie limitu 0.05% alkoholu we krwi.

          Na koniec ciekawostka. Male butelki (375 ml) dużo tu są popularniejsze od puszek.
          Dlaczego?

          Ano dlatego, że puszka jest aluminiowa i lepiej niż szkło przewodzi ciepło. Zanim
          wypijesz, to ci się od ręki zagrzeje, a ciepłego piwa australijski człowiek pracy
          nie toleruje. Puryści używają nawet pokrowców z termoizolacyjnej gąbki
          neoprenowej (ten sam materiał, co na kombinezony dla płetwonurków) na butelkę,
          żeby piwo się za szybko nie ocieplało.

          • Gość: Mariusz Re: Australia w 10 punktach - PIWO IP: *.dublin.indigo.ie 15.03.02, 13:26
            Dzieki za info. Wydrukowalem sobie i wlozylem na 'zas' wink

            > Na koniec ciekawostka. Male butelki (375 ml) dużo tu są popularniejsze od pusze
            > k.
            > Dlaczego?
            >
            > Ano dlatego, że puszka jest aluminiowa i lepiej niż szkło przewodzi ciepło. Zan
            > im
            > wypijesz, to ci się od ręki zagrzeje, a ciepłego piwa australijski człowiek pra
            > cy
            > nie toleruje. Puryści używają nawet pokrowców z termoizolacyjnej gąbki
            > neoprenowej (ten sam materiał, co na kombinezony dla płetwonurków) na butelkę,
            > żeby piwo się za szybko nie ocieplało.

            A moze dlatego ze z buteleczki pije sie lepiej... tak swojsko. A z puszki to
            najczesciej obszczymurki (przynajmniej tu w Dublinie) siorpia, to ani wygodne ani
            fajne. Pozdrowienia,
          • Gość: Diri Harpa to tam jednak nie robia Staruszku, oj nie! IP: *.netcom.ca 16.03.02, 01:04
            Gos´c´ portalu: Stary napisa?(a):

            > Male butelki (375 ml) duzo tu sa popularniejsze od puszek.
            > Dlaczego?
            > Ano dlatego, ze puszka jest aluminiowa i lepiej niz szklo przewodzi cieplo.

            Popatrz, popatrz, jakie te kangury zmyslne bestie! Piwo z buteleki & don't
            worry Mike! Waj to go!
      • Gość: ozpol Re: Australia w 10 punktach (przypis) IP: 153.51.21.* 14.03.02, 23:34
        No Stary teraz bedziemy mieli znow fale Polakow w Australii po tym Twoim opisie.
        Jesli jest tak super to dlaczego az tylu naszych stad wyjezdza?
        Ja tez jestem 20 lat i moze nie mialem az takiego szczesia jak Ty a moze moj
        zwrok jest inny niz Twoj ale to nie jest raj.
        Wiem ze to takie polskie troche dziechciu do beczki miodu, ale nie wszystko
        funkcjonuje tak idealnie i bezstrosko.
        Napewno Polska jest kupe za Australia ale tez chyba po 20 latach zauwazysz ze
        mamy coraz wiecej zgrzytow w tej maszynie.
        Moze to ze zyje w Sydney daje mi inne spojrzenie na zycie tutaj.
        Jezdzenie codziennie po dziurawych drogach ze omalo nie wyrwe kol nie nastraja
        mnie wesolo. Nie wiem czy kiedykolwiek miales konflikt z urzedem tutejszym to
        moze i bys mial inne zdanie o ich kompetencji i uprzejmosci. ja twierdze ze to
        takie same urzedasy jak wszedzie - bez umiejetnosci myslenia.
        Co do pracy zawodowej i emerytur to troche przesadziles. Zasuwasz i nikt tego
        nie szanuje bo czlowiek jest pierwszy ktorego sie tnie a przy obecnej rzezi w
        Informatyce rynek jest zawalony ludzmi a pracy nie wiele i co dostajesz 160 czy
        180 dolcow zeby przezyc - to jest zart. Emerytury sam chyba wiesz ilu
        australijczykow ma emerytury prywatne zeby zyc godnie na stare lata ..... 10 %
        reszta na panstwowych 180 dolcow za cale zycie pracy - zart.
        Dalej gratululuje tak dlugiego i wyczerpujacego opisu ale realnosci w
        niektorych punktach tam bylo brak.
        Tak jak mowil moj kolega z Niemiec - dla niego tutaj byl raj bo jak siedzial na
        kiblu to z okna widzial Park narodowy a Essen widzial kominy.
        Ale po latach to mu przeszlo i wrocil do Niemiec.
      • Gość: Gromit Re: Australia w 10 punktach (przypis) IP: 202.42.183.* 15.03.02, 03:39
        Stary, dzieki za ten przeglad.

        CHyba bede sie przenosil do Australii (siedze od ponad 3 lat w Singapurze).
        Ale, szczerze mowiac, ciagle mam opory, ktore Twoj post nieco zmniejszyl, ale
        nie zniwelowal kompletnie.
        Gdybys mogl mi przedstawic swoj poglad na nastepujace sprawy.
        1) W Australii ludzie wydali mi sie bardzo podobni do Amerykanow: zapatrzeni w
        swoje duze samochody, domy, grube dupy i grube corki.
        2) Jedzenie w porownaniu z Singapurem jest kiepskie, malo zroznicowane,
        europejskie i drogie. Przewazajaca opcja to nudne fish and chips
        3) Kobiety sa grube i brzydkie (bylem tam dwa razy po kilka dni i widzalem
        tylko jedna czy dwie laski)
        4) Zero egzotyki (przynajmniej w Sydney i w okolicach).

        Oczywiscie powyzsze punkty wynikaja z porownania z Singapurem, gdzie mam cieplo
        365 dni w roku, piekne szczuple azjatyckie dziewuchy, rzut beretem do
        Tajlandii, swiatynie buddyjska na rogu i 50 kuchni swiata w zasiegu 100 m za
        AUD 5. Nie potrzebuje porownan negatywnych (prawa czlowieka itd itp), bo zdaje
        sobie z nich sprawe, ale co sadzisz o tych 4 punktach?

        Pzdr
        • Gość: Stary Re: Australia w 10 punktach (przypis) IP: *.clover.com.au 15.03.02, 10:50
          Gość portalu: Gromit napisał(a):

          > Stary, dzieki za ten przeglad.
          >
          > CHyba bede sie przenosil do Australii (siedze od ponad 3 lat w Singapurze).
          > Ale, szczerze mowiac, ciagle mam opory, ktore Twoj post nieco zmniejszyl, ale
          > nie zniwelowal kompletnie.
          > Gdybys mogl mi przedstawic swoj poglad na nastepujace sprawy.
          > 1) W Australii ludzie wydali mi sie bardzo podobni do Amerykanow: zapatrzeni w
          > swoje duze samochody, domy, grube dupy i grube corki.
          > 2) Jedzenie w porownaniu z Singapurem jest kiepskie, malo zroznicowane,
          > europejskie i drogie. Przewazajaca opcja to nudne fish and chips
          > 3) Kobiety sa grube i brzydkie (bylem tam dwa razy po kilka dni i widzalem
          > tylko jedna czy dwie laski)
          > 4) Zero egzotyki (przynajmniej w Sydney i w okolicach).
          >
          > Oczywiscie powyzsze punkty wynikaja z porownania z Singapurem, gdzie mam cieplo
          >
          > 365 dni w roku, piekne szczuple azjatyckie dziewuchy, rzut beretem do
          > Tajlandii, swiatynie buddyjska na rogu i 50 kuchni swiata w zasiegu 100 m za
          > AUD 5. Nie potrzebuje porownan negatywnych (prawa czlowieka itd itp), bo zdaje
          > sobie z nich sprawe, ale co sadzisz o tych 4 punktach?
          >
          > Pzdr


          Gromit, tak jak białemu człowiekowi w Azji to ci w Australii nie będzie, z tego
          prostego powodu, że nikt w Australii nie będzie pracował po AUD 1.50 za godzinę,
          albo po 50 centów od jednej uszytej koszuli, jak w Indonezji, na to, żebyś ty
          zawsze miał tani "fotel i hotel, burdel i serdel" (jak mawiał Marszałek
          Piłsudski). Pozycję białego pod palmą w Azji to ja znam dobrze z własnej tam
          praktyki, i póki to działa, to jest fajnie (jedzonko, panienki, służba domowa,
          rezydencja na pół hektarze tropikalnego ogrodu, z wysokim murem, ochroniarzami i
          ogrodnikiem strzygącym trawę dwa razy dziennie etc. a wszystko za pieniądze
          pracodawcy), ale wszystko to tam wisi na chwiejnej i kapryśnej koniunkturze
          politycznej i ekonomicznej. Poza tym, póty tych szczupłych panienek i dobrego
          żarcia, póki tamtejszej stabilności, która także trochę do życzenia pozostawia.

          Drugi z tymi azjatyckimi panienkami szkopuł jest taki, że w świetle szalejących w
          górę statystyk HIV/AIDS w Azji Pd. Wsch. trochę strach te panny ruszać, nawet z
          użyciem podwójnego kondona i tubki superglue, żeby ci nie spadał smile. Poza tym,
          jak ja miałem wiele lat temu dwadzieścia parę lat, to też sobie, tak jak ty
          teraz, wysoko ceniłem tzw. horizontal jogging; dziś, jako facet dużo starszy,
          poważny, żonaty i dzieciaty, mam trochę inne priorytety, ty też kiedyś będziesz
          miał takie.

          Parę rzeczy ci jednak poradzę:

          Wez 10 dni urlopu. Poleć z Singapuru do Perth. Tam wynajmij od Hertza, Avisa
          albo Budgeta
          4-litrowego Forda Falcona, w jedną stronę, do Melbourne. Będzie kosztowac około
          AUD90 dziennie. Przejedź samochodem przez zaświatową Nullarbor Plain pomiędzy
          oceanem i pustynią (to tam jest ta ponad 200-kilometrowa prosta z Ksiegi Rekordów
          Guinessa). Jedź dalej przed siebie, na wschód, przez Południową Australię i
          drogami wzdłuż wybrzeża. Do Melbourne via Adelaide jest z Perth około 3500 km,
          droga potrwa jakieś trzy-cztery dni. Spać będziesz w motelach po drodze, po ok.
          AUD 60. Jak skończysz tą przejażdżkę, to porozmawiamy o egzotyce. A także o
          miłości Australiczyków do dużych samochodów. Daihatsu Charade zrobiłby z ciebie
          na tym dystansie szmatę. Poza tym, tutaj przynajmniej nie musisz kupować
          kosztownej przepustki do śródmieścia, jak w Singapurze smile

          Jak dojedziesz do Melbourne, to zobaczysz, że o ile Sydney to Los Angeles, ze
          wszystkimi jego wadami, to Melbourne to Londyn. A poza tym M. to australijska
          stolica różnistego jedzenia z całego świata. Wykonaj degustację na przykład na
          Lygon Street (włoskie), Sydney Road (greckie, tureckie i wiretnamskie) a potem w
          okolicach Little Bourke Street (Chinatown), koniecznie kupując do tego butelkę
          dobrego australijskiego wina w sklepie naprzeciwko (w knajpach oznaczonych
          literami BYO /Bring Your Own/ można przynieść własny alkohol). Potem pogadamy.

          Sydney nie jest reprezentatywne dla Australii, jest bardzo amerykańskie, jest
          niespecjalnie sympatycznym miastem. Mieszkam tutaj, bo tak się złożyło, ale bez
          wielkiego entuzjazmu, a bardzo lubię jeździć stąd w interesach do Melbourne albo
          Brisbane, a jeszcze bardziej do Cairns. Żeby mieć naprawdę super jakość życia w
          Sydney, trzeba mieć super-$. Gdzie indziej jest znacznie taniej, znacznie
          spokojniej, dużo mniej korków, rwetesu i gwałtu.

          W sprawie jakości żarcia: nie bluźnij. To prawda, tak jak w Singapurze, w Satay
          Club albo wielu innych miejscach na świeżym powietrzu nad rzeką (model: bankiet
          z dwunastu dań, przynoszonych biegiem na kiwnięcie palcem, za dziesięć dolarow),
          to w Australii nie będziesz miał.

          Ale z drugiej strony, jak trochę ruszyć d…, to w dużych miastach australijskich
          nikt nie ma najmniejszej potrzeby jadać fish and chips ani Big Mac. 50 kuchni
          świata na 100 metrach to może nie, bo miasta są rozległe, ale w promieniu 15-20
          minut samochodem - bez klopotu. Moje ulubione żarcie tutaj to tajskie, a lepsza
          ostrą zupkę z krewetkami (Tom Yum Kung) niż w Melbourne to znalazłem dopiero
          specjalnie szukając perfekcyjnej wersji tego dania w Bangkoku.

          Jeśli chcesz mieć na progu Azję, bo ją lubisz, to rozważ Perth w Australii
          Zachodniej. Miasto Pierwszego Świata, ale do Singapuru i Bangkoku jest stamtąd
          znacznie bliżej niż do Sydney i odpowiednio taniej. A nad panienkami, to w
          Australii musisz przestać się lenić i trochę nad nimi popracować, bo tu już nie
          jesteś biały kolonizator, smile



          • Gość: Gromit Re: Australia w 10 punktach (przypis) IP: 202.42.183.* 15.03.02, 12:09
            Dzieki! Brzmi to wszystko niezle, i chetnie skorzystalbym z niektorych porad,
            tylko w Azji wakacje maja 14 dni, wiec wziac 10 dni urlopu to moge sobie tylko
            pomarzyc.

            Co do panien - wcale nie jestem taki hulaka jak sobie wybrazasz, po prostu
            lubie popatrzec na ladne, szczuple panny, a tych w Australii nie widzialem. A
            co do HIV - w Singapurze 0.19 % prevalence rate a w Australii 0.15 %, nie taka
            znowu duza roznica. Wiec jak piszesz "trzeba popracowac" to rozumiem, ze chodzi
            o to "na swiecie nie ma brzydkich kobiet tylko czasem wina brak"?

            Tom Yam soup tez kocham, ale probowalem w paru miejscach w Sydney zarcia
            japonskiego (moje ukochane), m.in. w Chatswood, gdzie rzekomo azjatyckie getto.
            I to niestety nie to samo, nic na to nie poradze.

            A Sydney- coz, tu nie mam wyboru, albo tam albo nigdzie.

            Jeszcze raz dziekuje i bede obserwowal Twoje przypisy i przepisy.
            • Gość: Gromit Re: Australia w 10 punktach (przypis) IP: 202.42.183.* 16.03.02, 09:26
              acha i jeszcze jedno. Myslac o egzotyce chodzilo mi o kulture a nie o nature.
        • Gość: PawelJD Re: Australia - ciagle masz opory? IP: *.eburwd2.vic.optusnet.com.au 30.03.02, 22:39

          > Ale, szczerze mowiac, ciagle mam opory,
          > 1) W Australii ludzie wydali mi sie bardzo podobni do Amerykanow: zapatrzeni w
          > swoje duze samochody, domy, grube dupy i grube corki.

          smile Australijczycy rzeczywiscie lubia swoje duze domy i duze samovhody,
          ale tez
          * duze lodki
          * surfing
          * dobrze schlodzone piwo
          * barbcque z przyjaciolmi...
          * wyprawe do Grampians..

          > 2) Jedzenie w porownaniu z Singapurem jest kiepskie, malo zroznicowane,
          > europejskie i drogie. Przewazajaca opcja to nudne fish and chips

          Przyjezdzaj do Melbourne!
          to kulinarna stolica swiata (powaznie)
          na jednej ulicy - a nawet w kazedym pozadnym "food court" w supermarkecie masz
          jedzonko z calego swiata...


          > 3) Kobiety sa grube i brzydkie (bylem tam dwa razy po kilka dni i widzalem
          > tylko jedna czy dwie laski)

          mowie jeszcze raz - przyjezdaj do Melbourne...
          do wygboru, do koloru...
          a raz w polskim sklepiku w Springwale Wietnamka pytala mnie czy jestem
          zonaty.... smile)
          Mi sie osobiscie Sydnej nie specjalnie podoba, ale sa tacy co sa nim zachwyceni;
          mysle ze i w damskim departamencie cos by sie znalazlo smile))

          > 4) Zero egzotyki (przynajmniej w Sydney i w okolicach).
          >
          masz rafe koralowa w Queensland,
          niesamowite Kalgoorie (Zach. Austr.
          i pingwiny na Philip Island (kolo Melbourne) mamy tez najbardziej wysuniety na
          poludnie las tropikalny i przepiekna Great Ocean Road

          przyjedz, zobacz...

          i odwiedz tez www.SekretyNegocjacji.com smile

          pozdrawiam

          Pawel
    • dreptak2k Re: Emigracja do Australii i do Stary 14.03.02, 13:40
      wiking
      Oczywiscie, ze nie. Napisales, ze jestes zainteresowany emigracja. Jezeli sie
      nad tym dobrze zastanowisz, dojdziesz do wniosku, ze tak naprawde nie jestes!
      Nie kazdy czlowiek nadaje sie na emigracje.
      Nie czesto komentuje "posty" na tym forum. Nigdy nie komentuje wakow
      politycznych i pytan typu "czy mam wyjechac czy nie", "wyzszosci wyjazdu do
      kraju A versus B", "usa is shit", "botsuana is shit" itp. W tym jednak
      wypadku - jak to napisal stary - wypilem po prostu zbyt duzo dobrej jakosci,
      choc nie wysokiego w cenie, wina - wiec skomentuje.
      Staraj sie zrozumiec, ze nie kazdy nadaje sie na emigracje. Wielu ludzi mowi,
      ze gdymym mogl wyjechac do ameryki to nagle stal bym sie PANEM. A nawet ci,
      ktorzy sie nadaja, nie zawsze jada do tego kraju, do ktorego by sie nadawali.
      Jezeli sie nad tym dobrze zastanowisz, to zrozumiesz posty typu: "dlaczego mam
      jechac do australi (i miec sie tam zle), skoro moge wyjechac do usa i tam moge
      zarobic kupe pieniedzy!" "Bylem (w au), widzialem, jest to kupa
      gnoju." "Bylem, widzialem, zdobylem (australie)", "NZ to zadupie calego
      swiata".

      Chcez wyemigrowac czy tez nie - to jest pytanie, ktore powinienes sobie zadac.
      Jezeli tak, to tylko do kraju, do ktorego chciales wyjechas zawsze. Nawet
      jezeli tym krajem jest Zimbabwe. Jezeli nie jestez pewien, znaczy ze nie.

      Moim osobistym zdaniem, nigdy sie w au sie nie przyjmiesz. Nie przyjmiesz sie
      tez w usa i w ca.

      Masz mozliwosci, umiejetnosci i troche sily przebicia, jedz do usa. Tam
      zarobisz troche pieniedzy, przywieziesz je do kraju i do konca swojego zycia,
      bedziesz mowil, ze jest to fatalny kraj do zycia. Oczywiscie to samo dotyczy
      sie twojego ewentualnego wyjazdu do au, ale w sytuacji w jakiej stoi nasz
      dolar, zarobisz po prostu mniej pieniedzy. Poza tym, moj lokalny patriotyzm
      mowi mi, ze wole zebys pozniej pisal "usa is shit" niz "au is shit".

      Tak wiec, reasumujac, jedz na kontrakt do usa. Gdy wrocisz, napiszesz posty
      typu "jeszcze jeden, ktory nic nie zrozumial". Czasem przypadkiem trafiam na
      nie - smieje sie - i to calkiem szczerze.


      Do starego
      Lubie twoje posty, ten jeden jest wyjatkiem. Czy nie mogles odrazu powiedziec
      facetowi - NIE. Po jaka cholere jest nam tutaj jeszcze jedna zrzeda?

      Pozdrowienia dla wszystkich, ktorzy wiedza, ze chca wyemigrowac i dla tych,
      ktorzy ciagle jeszcze nie wiedza.
      • Gość: wiking Re: Emigracja do Australii i do Stary IP: 194.78.137.* 14.03.02, 14:03
        Mocne musialo byc to wino, ale skoro dobre to chetnie bym sie z Toba go napił

        Pozdrawiam
        Wik
        • Gość: bogdan Re: Emigracja do Australii i do Stary IP: *.proxy.aol.com 14.03.02, 14:30
          za duzo zainteresowania zasilkami przejawia niedoszly emigrant.
          Stary-a co to z tymi muchami w AU? Czytalem gdzies na forum ze to jest plaga.
          Poza tym czytalem gdzies tutaj za air-condition jest tam luksusem.
          Ciebie sie pytam bo wiem ze odpowiesz prawde.PZDR
        • Gość: czytacz Re: Emigracja do Australii i do Stary IP: *.dialup.optusnet.com.au 14.03.02, 14:31
          Absolutnie zgadzam sie z poprzednikami,ze odpowiedz Starego byla jak zwykle
          perfect ale tez zgadzam sie z Dreptakiem,ze nie kazdy nadaje sie na
          emigracje.Znalem i wciaz znam wiecznych narzekaczy ale jednak siedza
          tutaj.Prawda jest,ze trzeba wiedziec gdzie sie jedzie i najwazniejsze po co.
          W tym miesiacu mija mi 20 lat pobytu,nie liczac wczesniejszego tutaj 10-cio
          miesiecznego wypadu kiedy to zdalem sobie sprawe,ze to jest to.
        • Gość: Jasiu Re: Emigracja do Australii i do Stary IP: *.bankofamerica.com 14.03.02, 15:24
          O tym winie czerwonym, polslodkim, Australijskim i slabym AU dolarze tylko
          chcialem wspomniec. W zeszlym tygodniu nasi znajomi poczestowali nas takim
          winkiem - cos niesamowicie dobrego (zapomnialem nazwy, ale pozniej moze
          powiem); najwazniejsze to ze kosztowalo U$ 6.99 za butelke! Gdzie w takim razie
          lepsze zycie niz w USA???
    • Gość: Minieta Re: Emigracja do Australii - fakty i mity! IP: *.netcom.ca 14.03.02, 16:07
      - 85% ludnosci jest skoncentrowane w szesciu (!) najwiekszych miastach,
         wszystkich polozonych na wybrzezu (Sydney, Melbourne, Brisbane,
      Adelaide, Perth, Darwin), dlaczego?

      - 3/4 "bialej" populacji cierpi na powiklania i choroby skory (wielokrotnie to
      rak skory) spowodowane sloncem

      - klimatyzacja jest absolutna koniecznoscia, ale dziwnie kosztuje fortune

      - praca w ciagu dnia jest wynagradzana lepiej ("zdrowotne") niz na nocnej
      zmianie ze wzgledu na upaly

      - paleta wykonywanych zawodow jest oparta na rabunkowej eksploatacji
      zloz naturalnch lub sprzedawaniu importowanych produktow
      przemyslowych (posady rzadowe sa tylko dla bialych Ozzies tzn.
      potomkow przestepcow z Krolestwa)
      • Gość: paul Re: Emigracja do Australii - fakty i mity! IP: 193.0.117.* 14.03.02, 16:23
        dreptak2k tez ma duzo racji - minieta to typowy przyklad opisanego przez
        niego "emigranta"!
      • belus77 Re: Emigracja do Australii - fakty i mity! 14.03.02, 17:42
        Z penal colony wszyscy ex-convicts i emigranci z Azji zmienili ta wyspe w
        najbogatszy kraj swiata. Normalnie ten Stary chyba rznie glaba i tyle. A
        moze on za duzo tego wina pija? A moze zapomnial wlaczyc klimatyzacji i
        jest mu za goraco?
        Teraz powaznie staruszku: Czemu to ci wszyscy Angole, Wietnamy i Nasi
        nie moga zrobic ze swoich krajow takiego raju?
      • Gość: ozpol Minieta a tobie co - winko zy marycha IP: 153.51.21.* 14.03.02, 23:45
        Dlaczego 85% - bo praca , bo woda i klimat
        Klimatyzacaja nie jest luksusem ale domu byly tak budowane ze ciezko bylo
        zainstalowac.
        Czy 2,000 lub wiecej za unit to duzo - coraz wiecej ludzi ma i zaczyna to byc
        standartowym wyposazeniem nawet w mieszkaniach
        Praca w urzedach - nie wiem czy jestes w Au ale chyba nie - bo gdybys poszlas
        to zobaczylabys te geby hinduskie i azjatyckie i trudno podejrzewac ze to
        prawnukowie kolonialistow czy innych kryminalistow. Do pracy w urzedach ida
        spady bez ambicji i gotowi pracowac za niewiele.
        Gospodarka jaka jest taka jest i pozwala zyc nam przyzwoicie.
      • luiza-w-ogrodzie Re: Emigracja do Australii - mity Min(i)ety! 15.03.02, 05:06
        Widze tu same mity!

        > - 85% ludnosci jest skoncentrowane w szesciu (!) najwiekszych miastach,
        >    wszystkich polozonych na wybrzezu (Sydney, Melbourne, Brisbane,
        > Adelaide, Perth, Darwin), dlaczego?

        Bo to byly porty morskie i stolice osobnych kolonii karnych ktore potem utworzyly
        federacje australijska. Klimat tez jest lagodniejszy na wybrzezu niz w glebi ladu.

        > - 3/4 "bialej" populacji cierpi na powiklania i choroby skory (wielokrotnie to
        > > rak skory) spowodowane sloncem

        Ten mitologiczny watek co chwile tu wraca i za kazdym razem procent dotknietych
        rakiem skory jest wiekszy wink

        > - klimatyzacja jest absolutna koniecznoscia, ale dziwnie kosztuje fortune

        Glupota. Mieszkam tu 10 lat bez klimatyzacji. Na zalozenie klimatyzacji stac
        kazdego, kto tego chce. Forune moze ciebie kosztowac prad, jesli masz
        nieoszczedne urzadzenia klimatyzacyjne, nieszczelny dom i chlodzisz przez cala
        dobe.

        > - praca w ciagu dnia jest wynagradzana lepiej ("zdrowotne") niz na nocnej
        > zmianie ze wzgledu na upaly

        Naprawde? Nie obracam sie wsrod robociarzy. Moze latem sa jakies dodatki dla
        tych, co pracuja na dworze? Pod dachem jest zazwycaj klimatyzacja.

        > - paleta wykonywanych zawodow jest oparta na rabunkowej eksploatacji
        > zloz naturalnch lub sprzedawaniu importowanych produktow
        > przemyslowych (posady rzadowe sa tylko dla bialych Ozzies tzn.
        > potomkow przestepcow z Krolestwa)

        Bzdura. Wiadomosci o ekonomii z lat piecdziesiatych. O zawodach tez. Teraz
        wiekszosc urzednikow to imigranci, najczesciej Hindusi.

        Jednym slowem, Min(i)eta fantazjuje jak to Polak o Antypodach... Wiesz, kangury i
        koala tez nie chadzaja tu po ulicach ani Aborygeni z kolkami w nosie. I nie,
        bumerang nie jest tu w powszechnym uzytku.


        Luiza-w-Ogrodzie

        • belus77 Luiza_na_pustyni czyli: Don't worry Mike! 15.03.02, 15:16
          Jest cos dziwnego w tych listach od ludzi mieszkajacych w Australii.
          Pomijajac te mocno przydlugie tyradki Starego (czy on nie ma co robic?),
          zreszta nie tylko w tej kwestii (ten typ tak ma), to zadziwia mnie rowniez
          Twoje stanowisko Luiza. Jesli chcesz negowac pewne oczywiste i ogolnie
          znane sprawy, to reszta Twoich opowiesci o Australii staje sie
          niewiarygodna!
          Nie wiem skad ludzie biora swoje dane na temat raka skory, ale bedac w
          Sydney w czasie Olimpiady zauwazylem wszedzie reklamy uslug
          medycznych w tej kwestii (gazety, tablice ogloszen, ksiazka telefoniczna).
          Nie zobaczysz tego typu ogloszen nawet w Arizonie, o czyms wiec to
          swiadczy!
          W kwestii pracy (czyt. zarobkow), bo to jest w dzisiejszym swiecie niestety
          wyznacznikiem dla wielu ludzi, to jest to zagadnienie dosc intrygujace. Jak
          kraj, ktory nie moze sie pochwalic nawet jednym "brand najm" moze
          zapewnic wysoki standard zycia. Pozwol Luiza ze strzele, bo mimo
          przeczytania tej przydlugiej tyradki rzeczonego Starego dalej nic o tym nie
          wiem. Oto moj strzal: wydobycie i sprzedarz nieprzetworzonych zloz
          naturalnych. Podejrzewam wiec, ze dobrze jest tam gornikom wszelkiej
          masci i to pewnie wszyscy w zwiazkach, myle sie? Ale co moze robic np. taki
          inzynier elektronik z Politechniki Wroclawskiej? Kurs Waszej waluty jest taki
          a nie inny, bo zapotrzebowanie na zloza jest dzisiaj mniejsze niz bylo ... i
          bedzie jeszcze mniejsze. Po prostu: zeby dobrze zyc, trzeba oferowac swiatu
          produkty wysokiej jakosci. Nawet tak zachwalane tu wczesniej piwo ... ludzie
          bez jaj, dobry to jest Beck's lub Stella Artois czy nawet Steinlager (NZ!).
          Czy Wy zwyczajnie nie macie kolosalnego wrecz kompleksu nizszosci? A
          moze to ta izolacja tak na ludzi wplywa?
          • Gość: ozpol Should be don't worry Mate! IP: *.rivernet.com.au 16.03.02, 01:54
            belus77 napisał(a):

            > Jest cos dziwnego w tych listach od ludzi mieszkajacych w Australii.
            > Pomijajac te mocno przydlugie tyradki Starego (czy on nie ma co robic?),
            > zreszta nie tylko w tej kwestii (ten typ tak ma), to zadziwia mnie rowniez
            > Twoje stanowisko Luiza. Jesli chcesz negowac pewne oczywiste i ogolnie
            > znane sprawy, to reszta Twoich opowiesci o Australii staje sie
            > niewiarygodna!
            > Nie wiem skad ludzie biora swoje dane na temat raka skory, ale bedac w
            > Sydney w czasie Olimpiady zauwazylem wszedzie reklamy uslug
            > medycznych w tej kwestii (gazety, tablice ogloszen, ksiazka telefoniczna).
            > Nie zobaczysz tego typu ogloszen nawet w Arizonie, o czyms wiec to
            > swiadczy!
            > W kwestii pracy (czyt. zarobkow), bo to jest w dzisiejszym swiecie niestety
            > wyznacznikiem dla wielu ludzi, to jest to zagadnienie dosc intrygujace. Jak
            > kraj, ktory nie moze sie pochwalic nawet jednym "brand najm" moze
            > zapewnic wysoki standard zycia. Pozwol Luiza ze strzele, bo mimo
            > przeczytania tej przydlugiej tyradki rzeczonego Starego dalej nic o tym nie
            > wiem. Oto moj strzal: wydobycie i sprzedarz nieprzetworzonych zloz
            > naturalnych. Podejrzewam wiec, ze dobrze jest tam gornikom wszelkiej
            > masci i to pewnie wszyscy w zwiazkach, myle sie? Ale co moze robic np. taki
            > inzynier elektronik z Politechniki Wroclawskiej? Kurs Waszej waluty jest taki
            > a nie inny, bo zapotrzebowanie na zloza jest dzisiaj mniejsze niz bylo ... i
            > bedzie jeszcze mniejsze. Po prostu: zeby dobrze zyc, trzeba oferowac swiatu
            > produkty wysokiej jakosci. Nawet tak zachwalane tu wczesniej piwo ... ludzie
            > bez jaj, dobry to jest Beck's lub Stella Artois czy nawet Steinlager (NZ!).
            > Czy Wy zwyczajnie nie macie kolosalnego wrecz kompleksu nizszosci? A
            > moze to ta izolacja tak na ludzi wplywa?

            Jak kazdy emigrant bronimy tego co mamy i gdzie jestesmy a to jest naturalne.
            My tutaj jestesmy i zyjemy i bzdurne sa porownania gdzie lepiej chyba ze
            przezylesz 10 lat tutaj i 10 lat w US czy w Europie to mozesz cos naprawde
            porownac ale to bedzie tylko z twojego punktu widzenia i stylu zycia ktory masz.
            Ja mam to szczescie ze mam przyjaciol ktorzy takie zycie maja. jedni po pobycie w
            Australii przeniesli si edo US - gdyby mogli to byli by tutaj spowrotem w kazdej
            porze ale mam przyjaciol ktorzy przeniesli si edo Europy i w zyciu tutaj nie
            wroca, ale mam takich co byli w US nascie lat i przeniesli si etutaj i nie
            zaluja . Moge podac Tobie kazda kombinacje z pierwszej reki i nie ma zadnej
            rutyny.
            A dowodem na to jest twoj wybor piw bo ja tez jestem piwosz i tylko bym
            zatolerowal Steinlager ale jest wiele innych AU piw ktore z przyjemnoscia pije
            ale dalej uwazam ze belgijskie sa najlepsze i niektore czeskie a i polkim nie
            pogardze. Jak widzisz kwestia gustu i smaku.
            Nikt tutaj nie jest niewolnikiem i przcujemy za tyle ile sie placi - i nie tylkow
            firmach zwiazanych z gornictwem - poczytaj business storny w www.smh.com.au i
            zobaczysz co sie tutaj kreci i elektornicy tez maja prace i to niezle platne.
            Cisz sie gdzie jestes i nie doluj innych bo to tez dowod ze nie zabardzo cieszys
            sie ze swojego wyboru.
            • belus77 Re: Should be don't worry Mate! 16.03.02, 02:44
              It should, yes indeed! Nie mialem najmniejszego powodu wytykac Australii
              tego czy tamtego. Wszyscy wiedza jak jest - kraj bogaty, 5-te miejsce na
              swiecie w konkurencyjnosci, not too bad Mate:
              www.rp.pl/gazeta/wydanie_020305/ekonomia/ekonomia_a_2.html

              Problem w tym, ze gdy ktos pyta o wskazowki na przyszle zycie emigracyjne,
              ten domorosly psycho-pismek za duzo daje do pieca. Wot co!

              PS. Lubie tez Wasze wina, np. Lindeman's ale jesli chodzi o shiraz to RPA
              rules!
    • galilleo Ci co wyjechali wjedza najlepiej!!! 15.03.02, 05:40
      Patanie sie tych co mieszkaja w Australii przyniesie takie same rezultaty jak
      pytanie sie kogokolwiek kto mieszka gdziekolwiek. W szczegolnosci naszych
      rodakow. Zawsze ta sama melodia to my uszcesliwiamy miejsca a nie miejsca nas.
      Australia jest dobrym krajem do zycia ale ktokolwiek robi z tego cud wprowadza
      innych w blad.
      Wiekszosc mieszkancow krajow zachodniej Europy ma 2-3 razy lepsze zarobki,
      samochody, meble w domu czyli wieksza stope zyciowa niz Australia.
      Jezeli juz chcemy porownywac Australie to mozemy tylko do innych krajow
      emigracyjnych jak Kanada czy USA.
      Polowa Polakow wyjezdza z Australi po jakims tam okresie. Moze ci by zabralia
      glos.
      • Gość: Cirka Re: Ci co wyjechali wjedza najlepiej!!! IP: 203.6.250.* 15.03.02, 06:39
        Tak, polowa wyjezdza z Australii do Polski, ale na wakacje. Z mojego grona
        znajomych i ze slyszenia, tylko cztery rodziny zdecydowaly sie na powrot do
        kraju. To w przeciagu dziewietnastu lat.

        Ja nigdzie sie nie wybieram, korzenie zostaly zapuszczone dawno i po mimo
        czestych odwiedzin w Polsce (cala moja rodzina tam zostala), nie wyobrazam
        sobie spokojniejszego, bezstresowego zycia nigdzie indziej. No a poza tym
        lubie sloneczko!!
      • luiza-w-ogrodzie Re: Ci co wyjechali wjedza najlepiej- Oczywiscie!! 15.03.02, 11:25
        A jednak Australia ma cos w sobie co uszczesliwia mnie, Starego, Circe i wielu
        innych. I nie o $$ tu chodzi, a o stabilnosc zycia, wielkie przestrzenie i
        swiety spokoj.

        Luiza-w-Ogrodzie
        • Gość: Pete Australia... bajka IP: *.gco.dialup.connect.net.au 15.03.02, 13:18
          Przyjedz jezeli czujesz ze jestes twardzielem! Bo nie jest latwo na poczatku.
          Duzo polskich malzenstw sie rozpadlo, ludzie popadli w depresje itd.
          Jest to piekny kraj, ale bedzie zawsze obcy tobie. Bedziesz tesknil. To
          nieuniknione.
          Badz pewien ze dostaniesz dobra robote i place. Bo tu, tak jak i wszedzie
          rzadzi pieniadz. Jezeli go masz to do upadlego mozesz sie nacieszyc Australia.
          Jezeli go nie masz, to tu szybko zdziadziejesz i bedziesz pluc na Australie.
          Kilka obiektywnych spostrzezen pro i contra:
          -Piekne plaze
          -Blekitne niebo (nie w Sydney i Melbourne, ktore sa jednymi z najbardziej
          zanieczyszczonych miast na swiecie = wiekszosc MUSI jechac samochodem do pracy)
          -angielska kultura - uprzejmi ludzie i chlodni zarazem
          -cudowna flora i fauna
          -kiepskie piwo (Stary cie w maliny wpuszcza), a importowane drogie!
          -bardzo, ale to bardzo nie-atrakcyjne kobiety, bez wdzieku i elegancji
          -duzo pederastow natomiast, prawdopodobnie spowodowane tym powyzszym
          spostrzezeniem
          -moda? a co to jest moda?
          -radio i TV - lubisz amerykanskie radio i tv? bo to toczka w toczke
          -daleko do swiata
          -swoboda w pewnym sensie, ale daleko do niej jechac przez niekonczace sie
          suburbs...
          -suburbs, suburbs, suburbs - takie polskie wsie ale z asfaltowymi drogami
          -niski poziom edukacji - latwo studia skonczyc
          -duzo pieprznietych - chyba wynika to z pewnej izolacji? moze UV?
          -mlode panstwo (wciaz de facto kolonia, tylko sie o tym glosno nie mowi)
          -a co za tym idzie brak wiekszych tradycji (niektore moga sie wydawac Polakowi
          wrecz smieszne )
          -podobno MULTIKULTUROWE spoleczenstwo, ale Anglo_sasi wciaz u wladzy i mowia co
          i jak inni maja robic (wytlumacze to tak: powiedzmy 100 osob reprezentujacych
          rozne narody chce ugotowac zupe na obiad i kazdy moze cos wrzucic ze swojego
          kraju. Kucharz jest jednak Anglikiem i on ustala co i w jakiej ilosci - no i
          masz zupke 'a la anglais'!)
          -rasizmu podobno nie ma, ale mozesz byc zaszokowany historiami o Aborygenach
          -w pewnym sensie jest tu dyskriminacja tych co tu sie nie rodzili, a w
          szczegolnosci tych co mowia z obcym akcentem.
          -trudnosci w nawiazywaniu przyjazni z Australijczykami - ani to nasza ani ich
          wina - po prostu wychowanie w innych wartosciach (np. 'kablowanie' jest tu OK,
          zaproszony do restauracji na kolacje placisz sam za siebie)
          -swiat materialny - sprawy duchowe sa tu pomijane.
          -roi sie od hipokrytykow - co moze byc wstrzasajace i powaznie wkurzac Polakow,
          ktorzy uwielbiaja szczerosc i czarne na bialym.
          -ludzie usmiechaja sie caly czas (tez mam na ten temat opinie ale pomine)
          -okropna architektura, domy doslownie z dykty ( ale kazdy ma jeden - mniej
          wiecej jak w starym dowcipie o Maluchu - pcham go ale mam go)
          -malo kto potrafi mowic w obcym jezyku, z tym sa zwiazane pewne trudnosci u
          Australijczykow w zrozumieniu, albo nawet domysleniu sie o co chodzi jezeli
          nawet chociaz troszeczke przekrecisz wymowe.
          I na koniec moja rada - nalezy z tej wyspy chociaz raz na rok wyjechac!
          najlepiej jak robote masz 'za morzem' np. w Azji. Lepsza placa, ciekawsze
          zycie, na biezaco z moda i zmianami na swiecie. A tu OK na wakacje. I ja tak
          robie. I Australia jest CUDOWNA!
          • ttc Re: Australia... bajka 16.03.02, 03:38
            Gość portalu: Pete napisał(a):


            > Kilka obiektywnych spostrzezen pro i contra:
            > -Piekne plaze
            > -Blekitne niebo (nie w Sydney i Melbourne, ktore sa
            jednymi z najbardziej
            > zanieczyszczonych miast na swiecie = wiekszosc MUSI
            jechac samochodem do pracy)
            Tutaj to obiektywizm sie Tobie juz skonczyl smile
            Najbardziej zanieczyszczone miasto na swiecie to pewnie
            Mexico City a zaraz to moze Kalkuta...Sydney zajelo chyba
            ostatnio 3 miejsce na swiecie pod wzgedem jakosci zycia.
            Jednym z czynnikow byl stan srodowiska ...



            > -angielska kultura - uprzejmi ludzie i chlodni zarazem
            > -cudowna flora i fauna
            > -kiepskie piwo (Stary cie w maliny wpuszcza), a
            importowane drogie!
            Stary w maliny nie wpuszcza tylko trzeba za lepsze piwo
            zaplacic...
            > -bardzo, ale to bardzo nie-atrakcyjne kobiety, bez
            wdzieku i elegancji
            To tez ma by obiektywne stwierdzenie?! Moim 'obiektywnym"
            stwierdzeniem jest ze Australia ma najpiekniejsze
            rudzielce ne swiecie smile

            > -duzo pederastow natomiast, prawdopodobnie spowodowane
            tym powyzszym

            Ale sie obiektywnie zrobilo. To tak z wlasnych obserwacji
            (moze nam zdradzisz jak do takich wnioskow doszedles?)
            czy masz moze jakies dane?
            > spostrzezeniem
            > -moda? a co to jest moda?
            > -radio i TV - lubisz amerykanskie radio i tv? bo to
            toczka w toczke
            > -daleko do swiata
            > -swoboda w pewnym sensie, ale daleko do niej jechac
            przez niekonczace sie
            > suburbs...
            > -suburbs, suburbs, suburbs - takie polskie wsie ale z
            asfaltowymi drogami
            Mnie juz na tym forum nic nie zdiwi. Porownuja Kanada do
            ZSSR a australijskie przedmiescia to polskich wsi...


            > -niski poziom edukacji - latwo studia skonczyc
            > -duzo pieprznietych - chyba wynika to z pewnej
            izolacji? moze UV?
            > -mlode panstwo (wciaz de facto kolonia, tylko sie o tym
            glosno nie mowi)
            > -a co za tym idzie brak wiekszych tradycji (niektore
            moga sie wydawac Polakowi
            > wrecz smieszne )
            > -podobno MULTIKULTUROWE spoleczenstwo, ale Anglo_sasi
            wciaz u wladzy i mowia co
            >
            > i jak inni maja robic (wytlumacze to tak: powiedzmy 100
            osob reprezentujacych
            T

            > rozne narody chce ugotowac zupe na obiad i kazdy moze
            cos wrzucic ze swojego
            > kraju. Kucharz jest jednak Anglikiem i on ustala co i w
            jakiej ilosci - no i
            > masz zupke 'a la anglais'!)
            To chyba pozytywizm? Jak kazdy chcialby cos innego
            gotowac to chyba wszyscy zostali by glodni? Z reszta
            ludzie ci przyjechali tam poniewaz miejscowa zupka
            przestala im smakowac

            > -rasizmu podobno nie ma, ale mozesz byc zaszokowany
            historiami o Aborygenach

            > -w pewnym sensie jest tu dyskriminacja tych co tu sie
            nie rodzili, a w
            > szczegolnosci tych co mowia z obcym akcentem.
            Uwazam Australie za jeden z najlepszych kraji dla
            emigrantow. Jezeli chodzi o tolerancje do przybyszow to
            bije ona o glowe cala Europe Zachodnia... ttc



          • Gość: PawelJD Re: Australia... bajka IP: *.eburwd2.vic.optusnet.com.au 22.03.02, 06:06
            Gość portalu: Pete napisał(a):
            > Kilka obiektywnych spostrzezen pro i contra:
            > -Piekne plaze
            > -Blekitne niebo (nie w Sydney i Melbourne, ktore sa jednymi z najbardziej
            > zanieczyszczonych miast na

            Pete, duzo masz racji oprocz tego powyzej
            Melborne wyglada jak moja Falenica (czy Wroclawski Biskupin) - jest zielone,
            powietrze czyste, a niebo blekitne...
            co ty z Perth czy Adelajdy jestes?

            szufla z Melbourne

            Pawel
            pawel@SekretyNegocjacji.com
      • Gość: PawelJD Re: Ci co wyjechali wjedza najlepiej!!! IP: *.eburwd2.vic.optusnet.com.au 30.03.02, 22:51

        > Polowa Polakow wyjezdza z Australi po jakims tam okresie. Moze ci by zabralia
        > glos.

        znaczna czesc wraca z powrotem - trzy znajome rodziny wracaly do Polski i...
        wracaly z powrotem;
        niektorzy jednak zostaja w Polsce i czesto b. dobrze sobie daja rade...
        nie ma recept...

        Pawel
        Melbourne
        www.SekretyNegocjacji.com
    • Gość: Tra Re: Emigracja do Australii IP: *.mel.iprimus.net.au 15.03.02, 15:12
      Jako debiutant w Forum witam wszystkich, a szczegolnie Gwiazde watku.
      Stary "smieszy, tumani, przestrasza", ... i o to chodzi.
      Stary jest wspanialy!! Poza tym jest bardzo plodny, pomimo pancernego
      ogumienia, o ktorym musi cos z praktyki wiedziec, gdyz inaczej nie zalecalby go
      polskiej mlodziezy, a w szczegolnosci tej bawiacej tymczasowo w Singapurze.
      Przeczytalem wszystko co zostalo tu napisane do (okolo) godziny 13.00 czasu
      polskiego, dnia 15/03/2002.
      Brawurowe eseje Starego i glosy pozostalych swiatlych dyskutantow na pewno daja
      Wikingowi niezle pojecie o zyciu w Australii. Mozna przecie ten kraj ogladac z
      roznych perspektyw. Wiking, gdy juz tu przyjedzie, i spedzi swoje 6 czy 20 lat,
      tez bedzie mial o Oz swoje zdanie. Zawsze punkt widzenia zalezy od punktu
      siedzenia.
      Ja patrze na Australie z 6-cio letniej perspektywy pobytu tutaj. Mam tez
      niewatpliwa przyjemnosc patrzenia na nia z Adelajdy (to nie reklama, to stan
      ducha).
      Zasiadajac do czytania i pisania nie omieszkalem tez zaserwowac sobie kieliszka
      wspanialego, czerwonego, australijskiego wina.

      Oto moja opinia:

      Dzielny Wikingu, nie znajdziesz na tym Forum, ani nigdzie indziej,
      jednoznacznej, stuprocentowej, ostatecznej odpowiedzi na pytania i dylematy, z
      ktorymi postanowiles sie zmierzyc.
      Wikingu, jak Ci Stary powiedzial, istnieje tu pewien element ryzyka.

      Osobiscie zwyklem porownywac decyzje o emigracji do inwestycji.
      Sa tacy, ktorzy inwestuja w nieruchomosci, kupuja, remontuja, wynajmuja - ruch
      w interesie. Inni dzialaja na parkiecie - niektorych z niego znosza. Jeszcze
      inni otwieraja firme.
      Emigracje w obecnej dobie tak chyba nalezy pojmowac:
      po pierwsze primo - to kosztuje - pieniadze potrzebne aby przejsc przez
      procedury i w ogole fizycznie tu doleciec
      po drugie primo - musisz cos do tego ukladu wniesc - kwalifikacje lub kapital
      (wymogi imigracyjne)
      po trzecie primo - nie wiadomo jak to w koncu wyjdzie

      A jak juz zainwestujesz, to powinienes dbac, aby to rozkwitalo. Po paru latach
      ocenisz swoja kariere zawodowa, zycie rodzinne, zycie towarzyskie, i
      powiesz ... warto bylo, lub ... powiesz inaczej.

      Osobiscie, bardzo sympatyzuje z pozytywnym podejsciem Starego. Tak wlasnie
      powinno byc, gdyz polityczno-spoleczno-gospodarcza infrastruktura Australii
      sprzyja rozwojowi twojej inwestycji. Jednak, to tylko infrastruktura, cala
      reszta nalezy do Ciebie.

      Duzo na temat Australii, zycia codziennego, biznesu i emigracji napisalem na
      stronie: republika.pl/australia_zbe
      Zaprazam Wikinga oraz wszystkie plemiona Slowianskie.

      Pozdrawiam
      Tra
      • Gość: maz Re: Emigracja do Australii -ale Cuda IP: *.arach.net.au 16.03.02, 10:24
        Dawno sie tak nie ubawilem ,jak teraz kiedy czytalem Wasze wypowiedzi
        na temat Australii ,a szczegolnie tych "wtajemniczonych".
        hehehehehehe
        Po 20-tu latach mieszkania tutaj zawsze mozna sie cos nowego dowiedziec
        hihihihihihihi
      • Gość: MW Re: Emigracja do Australii IP: *.hay.dialup.connect.net.au 16.03.02, 11:10
        Pozwole sobie nieco sprostowac kilka wypowiedzi Starego
        1. Poczatkujacy informatyk (po studiach ) dostaje minimum 38000 dolarow
        australijskich.Jest to informacja uzyskana z APESMA (Association of
        Professional Engineers , Scientists and Managers, Australia ). Tylko jeden z
        syna kolegow po studiach dostal $45000 , lecz on mial nie tylko dobre oceny
        ale i wujka w Telstrze. Ten pakiet $38000 zawiera takze ok.$3500 na fundusz
        emerytalny. Wiec na reke przypada ok. $34000 minus podatek .
        2. Podatek od dochodow jest nastepujacy:
        $0 - $6000 0% podatku
        $6001 - $20000 17%
        $20001- $50000 30%
        $50001- $60000 42%
        $60001+ 47%
        3.Zasilki dla bezrobotnych sa uzaleznione od wieku i stanu cywilnego . Np.
        osoba samotna (powyzej 24 lat) otrzymuje tygodniowo $182.30 , zas malzenstwo
        $164.45 na kazdego.
        4. Sa jeszcze zasilki dla dzieci. Sa one uzaleznione od dochodow rodzicow.
        Nieprawda jest , ze kazdy bez problemow otrzyma co mu sie nalezy. Pomimo, ze
        opieka socjalna ma bezposrednie polaczenia z biurem podatkowym , trzeba
        wypelniac dlugie aplikacje podawac dane od pracodawcy, stac w kolejkach .
        Panstwo robi wszystko ,aby zniechecic ludzi do brania zasilkow na dzieci.
        Poza tym liczy sie pelny dochod (przed opodatkowaniem ) co zmniejsza szanse
        otrzymania tychze zasilkow lub stypendium dla ucznia.
        5.Dodam jeszcze , ze sam usmiech urzednika nie gwarantuje profesjonalizmu.
        Bardzo czesto nie jest sie w stanie zalatwic od reki najprostszych spraw .
        Tutaj urzednicy tez wyznaja zasade ,ze "szlachcic na zagrodzie rowny
        wojewodzie. Oczywiscie nie jest to regula , ale kompetencja nie jest az tak
        powszechna jak twierdzi Stary.
        Ja rozumiem , ze kazda sroka swoj ogon chwali , ale czasem warto troche
        zwolnic , aby sie nie osmieszyc.
        Australia na pewno nie jest zlym krajem , jednak nie wyglada tak cukierkowo
        jak na obrazku Starego.
        Dodam tylko , ze mieszkam w centrum Sydney i o przestepczosci tu moglabym
        wiele powiedziec .
        • Gość: Senin Re: Emigracja do Australii IP: *.prem.tmns.net.au 16.03.02, 12:09
          A ja dodam jeszcze, ze na emeryture socjalna przecodzi sie w wieku 65 lat
          (mezczyzni) a 60(kobiety. I tzw prywatniy fundusz emerytalny musialby wynosic
          dobrze ponad 300 tys. aby mozna bylo wygodnie sobie z niego zyc na emeryturze.
          O ile mozna zyc wygodnie za 35000tys. rocznie.

          Ale w sumie to piekny kraj. Ja mieszkam bardzo blisko Cairns (pol godziny jazdy
          samochodem) tylko ze wyzej ( na plaskowyzu) To mi nawet goraco nie jest.
          Zielone wzgorza tropikalne lasy, i dzikie plaze na polnoc od Cairns - to
          wszystko w zasiegu reki.
          Zyc nie umierac.

          Ale teskno.

          Senin
          • Gość: Staey Senin, punkt widzenia zalezy ... etc. IP: *.clover.com.au 17.03.02, 00:22
            Gość portalu: Senin napisał(a):

            > A ja dodam jeszcze, ze na emeryture socjalna przecodzi sie w wieku 65 lat
            > (mezczyzni) a 60(kobiety. I tzw prywatniy fundusz emerytalny musialby wynosic
            > dobrze ponad 300 tys. aby mozna bylo wygodnie sobie z niego zyc na emeryturze.
            > O ile mozna zyc wygodnie za 35000tys. rocznie.
            >
            > Ale w sumie to piekny kraj. Ja mieszkam bardzo blisko Cairns (pol godziny jazdy
            >
            > samochodem) tylko ze wyzej ( na plaskowyzu) To mi nawet goraco nie jest.
            > Zielone wzgorza tropikalne lasy, i dzikie plaze na polnoc od Cairns - to
            > wszystko w zasiegu reki.
            > Zyc nie umierac.
            >
            > Ale teskno.
            >
            > Senin

            ==============

            Senin, wszystko jest wzgledne. Mie denerwuj rodakow w kraju zdaniami np. "O ile
            mozna zyc wygodnie za 35000 rocznie." bo ich problemem nie jest to, zeby zyc za
            PLN 75000 rocznie (ponad 6000 miesiecznie), tylko jak naklonic ZUS zeby zechcial
            wplacac ich skladki do funduszow emerytalnych. Poza ty, pracodawca w Australii
            placi 8% (od 1 lipca 2002 - 9%) a pracodawca polski 48%. I nie wiadomo przy tym,
            gdzie sie te pieniadze podziewaja.

            A sytuacja materialna w Australii osoby, ktora swoj dom ma juz splacony, a oprocz
            niego AUD 35000 rocznie renty indeksowanej do inflacji doprawdy nie jest taka
            zla...
            • belus77 Co za bzdury!? 17.03.02, 00:30
              Stary, czy to Ty? Jak Ci sie kurwa spalo? Sieknij se kawe, albo lepiej
              poczytaj dalej ten watek, to sie naprawde obudzisz!
            • Gość: Stary Re: Senin, punkt widzenia zalezy ... etc. IP: *.prem.tmns.net.au 17.03.02, 01:59
              Chyba dzialam na ciebie, jak plachta na byka, bo Ci sie literki we wlasnym
              nicku pomylily.
              1.Nie rozumiem, co ma punkt siedzenia wspolnego z tym, co napislam.Czyjego
              siedzenia, jesli Twojego, to gratuluje zapewnionej pogodnej starosci.
              Jesli mojego, to ty tak naprawde nic nie wiesz jak i gdzie ja siedze.

              2.
              Ja nie mowie o zyciu za 35tys, w Polsce, lecz w Australii. I owszem, mozna za
              te pieniadze zyc niezle. Ale ile trzeba zarabiac i przez jak dlugo, zeby
              zgromadzic na funduszu emerytalnym ponad 300 tys. (nie zapominaj ze jest to
              dopiero 9-ty rok przymusowych oplat). Moze wiec obecne pokolenie dojdzie do
              tego stanu na skale powszechna za lat powiedzmy 30(zakladajac, ze beda miec
              stala prace na pelny etat przez caly ten czas). Jak narazie to te prywatnie
              fundowane emerytury maja tylko nieliczni. (chyba, ze ty masz inne dane.)

              Poza tym mnie to i tak nie odstrecza od zycia tutaj. W zaleznosci od tego,
              czego sie oczekuje, moze to byc raj na ziemi. Takim jest dla mnie. Ale ja
              staram sie tego miejsca nie porownywac do Polski-bo to wg mnie nie ma sensu.
              Akceptuje to, co mam. Polski jednak nie odrzucam, bo gdyby nie moj malzonek,
              ktory jest czlowiekiem tropikow, to pewnie bym tam wrocila i to nie dlatego, ze
              jest mi tutaj zle.

              Wyluzuj sie

              Senin
            • Gość: Senin Poprzedni post, to byalm ja IP: *.prem.tmns.net.au 17.03.02, 03:41
              Chyba dzialam na ciebie, jak plachta na byka, bo Ci sie literki we wlasnym
              nicku pomylily.
              1.Nie rozumiem, co ma punkt siedzenia wspolnego z tym, co napislam.Czyjego
              siedzenia, jesli Twojego, to gratuluje zapewnionej pogodnej starosci.
              Jesli mojego, to ty tak naprawde nic nie wiesz jak i gdzie ja siedze.

              2.
              Ja nie mowie o zyciu za 35tys, w Polsce, lecz w Australii. I owszem, mozna za
              te pieniadze zyc niezle. Ale ile trzeba zarabiac i przez jak dlugo, zeby
              zgromadzic na funduszu emerytalnym ponad 300 tys. (nie zapominaj ze jest to
              dopiero 9-ty rok przymusowych oplat). Moze wiec obecne pokolenie dojdzie do
              tego stanu na skale powszechna za lat powiedzmy 30(zakladajac, ze beda miec
              stala prace na pelny etat przez caly ten czas). Jak narazie to te prywatnie
              fundowane emerytury maja tylko nieliczni. (chyba, ze ty masz inne dane.)

              Poza tym mnie to i tak nie odstrecza od zycia tutaj. W zaleznosci od tego,
              czego sie oczekuje, moze to byc raj na ziemi. Takim jest dla mnie. Ale ja
              staram sie tego miejsca nie porownywac do Polski-bo to wg mnie nie ma sensu.
              Akceptuje to, co mam. Polski jednak nie odrzucam, bo gdyby nie moj malzonek,
              ktory jest czlowiekiem tropikow, to pewnie bym tam wrocila i to nie dlatego, ze
              jest mi tutaj zle.

              Wyluzuj sie

              Senin

            • Gość: Sylwia Re: punkt widzenia zalezy ... etc. IP: *.zamosc.sdi.tpnet.pl 17.03.02, 08:26
              Gość portalu: Staey napisał(a):
              < Poza ty, pracodawca w Australii placi 8% (od 1 lipca 2002 - 9%) a pracodawca
              polski 48%. >


              Jak zwykle żyjesz przeszłością !
              Pracodawca polski płaci dokładnie 17,88% (emerytalne, rentowe, wypadkowe).

    • Gość: Stary Żelazna Kurtyna IP: *.clover.com.au 17.03.02, 11:32

      Wszystkim, którzy uważają, że na mózg mi padło, kiedy przepoewiadam ruszenie
      nowej fali emigracyjnej (niekoniecznie do Australii, choc 'down under' będzie
      popularne, bo to prawie najdalej od Polski jak się da), polecam artykuł z
      wczorajszego "Wprost":

      kariera.wprost.pl/?d=03&art=209
      16-03-2002
      Emigracja wewnętrzna
      Młodzi Polacy chronią się żelazną kurtyną przed machiną państwa


      Stary
      Sydney
      • Gość: rencista1 Mnie sie nie powiodlo ale...... IP: *.proxy.aol.com 17.03.02, 14:08
        NIE NARZEKAM w Australi jestem prawie 20 lat i po serii wzlotow i upadkow
        wyladowalem na rencie inwalidzkiej(dosc powazny wypadek) i mieszkam w housing
        commision(kwaterunek).Podam dochody i wydatki w rozliczeniu TYGODNIOWYM. Renty
        mam $208 za mieszkanie(niezle w malym bloku) place
        $49,swiatlo,telefon,internet,benzyna(samochod raczej potrzeby -duze
        odleglosci,komunikacja miejska nie wszedzie dochodzi)wydaje ok $70.Zostaje wiec
        na jedzenie ,ubranie,i inne niezbedne do zycia potrzeby ok $80-90 - krotko
        mowiac NEDZA ale jak trzeba mozna jakos wyzyc.Z okresu "wzlotow" pozostal mi
        stary(9lat) ale jeszcze dobry sam. i troche oszczednosci ulokowanych na "czarna
        godz.".
        Stary w swoim poscie ujal sprawe b.ladnie i generalnie mozna to przyjac chociaz
        cos do tego dodam z moich zyciowych doswiadczen "z drugiej strony barykady".
        Zdecydowana wiekszosc moich znajomych jakos sie ustawila -nie sa milionerami
        ale zyja sobie spokojnie i dostatnio.
        W Australii podobnie jak na calym swiecie istnieje tzw"szara sfera" gdzie tacy
        jak ja i inni- pracujacy rowniez -moga dorobic do renty,bezrobocia czy nawet do
        wysokiej pensji nie placac podatkow!
        Podatki jakie obowiazuja ktos juz podal dodam ,ze po zakonczeniu roku finans.30
        czerwca kazdy(powiedzmy 95%) probuje swoj podatek zminimalizowac roznymi
        sposobami zgodnymi z prawem lub nie-raczej nie.
        Urzednicy sa z reguly mili i uprzejmi.szczegolnie jak wiele sie od nich nie
        wymaga i z kompetencja bywa roznie.Zdecydowanie pogorszylo sie na przestrzeni
        ostatnich lat w porownaniu z okresem kiedy tu przyjechalem.
        Pomimo wielu lat w Australii tesknie za Polska i nie moge sie jeszcze z tego
        wyleczyc(zaczynam sie leczy b.pomlu po kazym kolejnym pobycie w Polsce)-mam tam
        duza rodzine i prawdziwych przyjaciol(z dziecinstwa,szkoly)-tutaj mam tylko
        znajomych i praktycznie 2 osoby ktorych moge uznac za prawdziwych przyjaciol.
        Zeby wyjasnic nigdy nic od nikogo nie pozyczalem nie zwracalem sie nigdy o
        zadna pomoc do znajomych wiec nie wchodza w rachube zadne wzgledy finansowe
        (pieniadz sie b.liczy)w/g ktorych ocenialbym tych ludzi.
        Piwo niezle ale polskie lepsze.
        Jedzenie w Australii doskonale (wyjatek chleb) i tanie.
        Ciuchy -nie wiele ich potrzeba.
        Domy piekielnie drogie.
        Wynajmowanie mieszkan na wolnym rynku w duzych miastach-drogie.
        Samochody nawet stare sprawuja sie dobrze(klimat brak zim)nowe-ceny podobne jak
        w Polsce.
        Alkochol drogi -papierosy bardzo.
        Z kobietami bywa roznie jak sie ich szuka to ciezko znalezc ale jak sie
        przestanie to nie mozna sie opedzic-nie wiem na jakiej zasadzie to dziala ale
        dziala -wierzcie mi.
        Tereny rekreacyjne wspaniale -prawie w kazdej dzielnicy kompleks basenow,korty
        tenisowe, boiska,parki a plaze -tak pieknych ,czystych i rozleglych nie spotka
        sie nigdzie na swiecie
        Srednio co dwa lata lece do Polski(naladowac akumulatory) mam duzo czasu a
        ta "szara sfera" o ktorej wspomnialem pozwala mi uciulac na bilet i dolozyc do
        mojej codziennej "nedzy"-jesli nie wystarcza biore z tych na ("czarna..)
        Bedac w Polsce czesto widze szalona roznice poziomu zycia tutaj i w Polsce o
        urzednikach nawet nie wspomne to dalej komuna.Renta w podobnym przypadku jak
        moj wynosi ok 500 zl miesiecznie!!!Nawet nie wyobrazam sobie jak mozna z tego
        zyc!!
        Jezeli nie mialbym zadnych dodatkowych(malych) dochodow i zadnych oszczednosci
        skonczyly by sie wyjazdy do Polski pozbylbym sie samochodu i zylbym skromnie
        ale spokojnie i dlatego sie ciesze ,ze losy rzucily mnie do Australii .
        Przyszlym emigrantom do tego pieknego niewatpliwie kraju zycze powodzenia i
        nawet jesli cos im zyciu nie wyjdzie jak mnie nie zostana "na lodzie"
        Do odwaznych swiat nalezy.

        P.s. ktos wspomnial o olbrzymich kosztach klimatyzacji-w zeszlym roku kupilem
        air.cond.(second Hand) za $300 dziala doskonale.



        • Gość: Lombat Re: Mnie sie nie powiodlo ale...... IP: *.uws.edu.au 18.03.02, 06:19
          Do rencisty1,
          Andrzejku gratuluje zakupu klimatyzatora, ale nie szalej z tymi wydatkami bo nie
          bedziesz mial co stracic w krotkiego brydza.
          Pozdr.
        • Gość: buba Re: Mnie sie nie powiodlo ale...... IP: 144.138.227.* 29.03.02, 04:01
          Przeczytalem prawie wszystkie odpowiedzi na temat emigracji do Australi
          wiekszosc z nich obrazuje prawdziwa sytuacje,ceny ,zasilek dla bezrobotnych,ren-
          ty ,emerytury ,prawie nic dodac nic ujac.Ja powiem jedno,mieszkam w Australi
          od 22 lat i gdybym teraz mial wrocic do Polski,czul bym sie jak dawniej karny
          zeslaniec do Australi mogl sie czuc.Jednym slowem Polska-nie,dziekuje.Bardzo
          trafnie dwa lata temu muj stary przyjaciel w Austri ocenil Polske kiedy w rozmo-
          wie telefonicznej zapytalem Go,o wrazenie z pobytu w naszej starej ojczyznie,
          odpowiedzial krutko stary-Polska to mogila.Nie wiedziale co dokladnie mial
          na mysli,az dopiero sam zobaczylem Polska - to jest naprawde mogila..Nigdy nie
          myslalem ze jest tam az tak zle i biednie,bylem tym zaszokowany.,Dlatego powiem
          Ci Wiking jedno gdy mozesz do Australi wyemigrowac,emigruj i to jak najszybciej
          szkoda Twojego czasu i lat straconych w Polsce.W Polsce ,moze bedzie kiedys le-
          pij ale na to czeba bedzie poczekac jakies 15 moze nawet 25 lat,wiec jak masz
          czas,czekaj.Ja przyjechalem do Australi z pusktymi rekami,z 5 letnim synem
          i z zona,zarabialem niewiele,pracowalismy ciezko razem z zona,dzisiaj jestesmy
          calkiem zamoznymi ludzmi,mam kilka domow jeden nawet w europie i to wszystko
          z pracy rak i oszczednosci.Piewsze musisz nauczyc sie oszczedzadz ,reszta
          przyjdzie sama.

          pozdrawiam Buba.
          i spodziewasz sie zyc 100 albo iwecej lat
          sli,dopiero kiedy po 22 latach,zobaczylem Polske

      • Gość: Alina Re: Żelazna Kurtyna IP: *.zgora.cvx.ppp.tpnet.pl 17.03.02, 17:46
        Mam nadzieje ze przepowiednie Twoje i Wprost sie nie spelnia.
        Alina-z kraju
        • belus77 Przeslona dymna Starego 17.03.02, 18:51
          Gos´c´ portalu: Alina napisa?(a):

          > Mam nadzieje ze przepowiednie Twoje i Wprost sie nie spelnia.
          > Alina-z kraju

          Oczywiscie ze nie Alina.
          Po pierwsze, tenze Stary nic nie przepowiada. On po prostu dezinformuje na
          temat Australii, a wnajlepszym przypadku wyrozawia sutuacje w tej
          angielskiej kolonii (po co?).
          Po drugie, uwazaj na "Wprost" i ich opinie. Nie wiem czy wiesz kto tam
          pracuje? Do jakich partii politycznych oni wczesniej (przed 1989) nalezeli?
          • Gość: zdenerwo Re: Przeslona dymna Starego IP: 194.78.137.* 18.03.02, 14:12
            Belus,
            Odpowiem w Twoim języku.
            Ty chyba ( a nawet na pewno ) popierdolony jestes.
            Wytrzeźwiej i przeczytaj swoje maile, ktore tu dosylasz - jak cos krytykujesz
            to jakies konkrety podaj. Ciebie to nawet zycie w Moskwie pewnie by nie
            zadowoliło.
            • belus77 Re: Przeslona dymna Starego 18.03.02, 18:20
              Gubisz sie Wiking. Zanim cos powiesz, to najpierw policz do 10-ciu i
              wtedy zdecyduj, czy wciaz warto to powiedziec. Nie denerwuj sie zanadto,
              zlosc pieknosci szkodzi. A jak naprawde masz cos z Wikinga, to ... sam
              wiesz, oni nie byli zbyt urodziwi.
              Nie denerwuj sie zanadto, to tylko Forum.

              Powodzenia w ambasadzie Australii.
    • rencista1 Re: Lombat 18.03.02, 10:43
      Chyba mnie z kims pomyliles w brydza nie gram ale na malego!!
      pokerka ....zapraszam do Melbourne.
      • Gość: czytacz Rerencista1 IP: *.dialup.optusnet.com.au 20.03.02, 13:58
        rencista1 napisał(a):

        > Chyba mnie z kims pomyliles w brydza nie gram ale na malego!!
        > pokerka ....zapraszam do Melbourne.

        Podaj gdzie to wpadne z piwem ale przed Swietami sie nie wyrobie na dluzsze
        posiedzenie

        • Gość: Lolo Praca w Australii IP: 217.98.106.* 25.03.02, 07:53
          Chciałbym dowiedzieć się jak jest z możliwością emigracji i pracy w Australii
          dla stolarzy meblowych oraz technologa powłok malarskich (nakładanie powłok na
          konstrukcje, środki transportu metodą natrysku hydrodynamicznego)? W gazetach
          australijskich widziałem sporo ogłoszeń dla w/w profesji, jak to wygląda w
          rzeczywistości, jakie wymagania są stawiane dla kandydatów.
          Piotr
          • bartkowa Procedury imigracyjne 28.03.02, 12:03
            Garsc doswiadczen na wlasnej skorze:
            - najpierw zmudne zbieranie dokumentow i ich tlumaczenie na angielski (to
            kosztuje, oczywiscie), szukanie banku, ktory wystawi czek do realizacji w
            Australii (Pekao SA - jedyny!), potwierdzenie zdjec u konsula (kazde 42 zl)
            wyslanie dokumentow... i czekanie, i nerwowe obgryzanie paznokci. W koncu -
            jest! Uznaja nasze kwalifikacje!.... ale to dopiero poczatek. Teraz -znow kupa
            dokumentow (koszty), egzamin z angielskiego (500 zl jeden), znow czek (ufff...
            ponad 2000 zl) - moze uda sie nam wyslac dokumenty do lata, wiec potem Wam
            napisze, ile czasu rozpatrywali i jaki byl wynik.
            Trzymajcie kciuki!
            • Gość: wiking Re: Procedury imigracyjne IP: 194.78.137.* 28.03.02, 18:08
              Tez przez to przechodziłem i nie jest tak trudno, zadnych potwierdzen zdjec nie
              chcieli od nas a oplaty mozna przelewem zrobic w kazdym banku - jak np w PKO bp
              • Gość: tato Re: Procedury imigracyjne IP: 213.156.54.* 30.03.02, 22:50
                O jak pieknie,mam pytanie:Czy australia jest droga by zrobic wakacje
                (Pazdziernik 2002)Nie bede podawal przykladu innych panstw,sam zrobie
                kosztorys.Dzieki.
                • Gość: Stary Koszt wakacji w Australii IP: *.clover.com.au 01.04.02, 04:02
                  Gość portalu: tato napisał(a):

                  > O jak pieknie,mam pytanie:Czy australia jest droga by zrobic wakacje
                  > (Pazdziernik 2002)Nie bede podawal przykladu innych panstw,sam zrobie
                  > kosztorys.Dzieki.


                  Juz sam przelot nie jest tani, bo zewszad jest do nas daleko. Rowniez duze
                  wydatki na transport, bo sa dalekie dystanse, tak w miastach jak i pomiedzy
                  miastami. "Backpackers" z plecakami radza sobie za okolo AUD 50 (USD 25, PLN 120)
                  dziennie. Jesli chcesz jezdzic po Australii, rozwaz kupienie starego grata za AUD
                  1000-2000, ktorego nastepnie odsprzedasz drugiemu takiemu chetnemu, albo wywalisz
                  na zlom. Mieszkanie w Sydney raczej u znajomych, bo inaczej mozna poplynac na
                  kosztach, jak w Londynie.
                  • Gość: Pasztet Tato jest wciaz w szpitalu razem z Mesko! IP: *.netcom.ca 01.04.02, 06:37
          • Gość: PawelJD Re: Praca w Australii IP: *.eburwd2.vic.optusnet.com.au 30.03.02, 23:02

            > konstrukcje, środki transportu metodą natrysku hydrodynamicznego)? W gazetach
            > australijskich widziałem sporo ogłoszeń dla w/w profesji, jak to wygląda w
            > rzeczywistości, jakie wymagania są stawiane dla kandydatów.

            Czesc!
            nie mam pojecia jakie technologie sa uzywane, ale bylem kierownikiem Biura Pracy;
            zapotrzebowanie na malarzy jest stale i spore
            - moze sie zmienic, spodziewamy sie malej recesji w budownictwie
            ale jak ktos chce, i nie jest zbyt wybredny zawsze prace znajdzie...

            Pozdrowienia z Melbourne

            Pawel

            P.S.: odwiedz www.SekretyNegocjacji.com


            • Gość: boss Re: Praca w Australii IP: *.tnt11.ewr3.da.uu.net 01.04.02, 07:15
              Widzisz !!! jakie masz szczescie !!! uzbierales na glupkowatym temacie ktory
              juz tu na Forum byl walkowany 20000233 razy az 80 wpisow tzn. ze chetnych do
              udzielania rad nie brakuje !!!. Ale - pamietaj !! o jednym !!! o tym tu nikt
              nie pisze nawet raz jeden !!!! TAM NIKT NA CIEBIE NIE CZEKA Z OTWARTYMI
              REKAMI !!!!!!!!!! [nie wiem czy ty to rozumiesz ???]
              • starywiarus Boss, Bog ci zaplac za rade 01.04.02, 13:24
                Gość portalu: boss napisał(a):

                > Widzisz !!! jakie masz szczescie !!! uzbierales na glupkowatym temacie ktory
                > juz tu na Forum byl walkowany 20000233 razy az 80 wpisow tzn. ze chetnych do
                > udzielania rad nie brakuje !!!. Ale - pamietaj !! o jednym !!! o tym tu nikt
                > nie pisze nawet raz jeden !!!! TAM NIKT NA CIEBIE NIE CZEKA Z OTWARTYMI
                > REKAMI !!!!!!!!!! [nie wiem czy ty to rozumiesz ???]


                Boss, Bog ci zaplac za rade udzielona IJD, facetowi mieszkajacemu od kilkunastu
                lat w Melbourne, a przy okazji i mnie, od ponad dwudziestu lat w Sydney. W rzeczy
                samej, nikt tu nie czeka z otwartymi rekami. Ale jak potrafisz wlasne od d...
                oderwac i cos dla siebie zrobic, to zyje sie tutaj doprawdy nienajgorzej.

                Stary

                • programista.w.australii Re: Boss, Bog ci zaplac za rade 17.10.22, 02:23
                  czeka





    • programista.w.australii Re: Emigracja do Australii 17.10.22, 02:25
      Poszukaj mojego kursu.
      google: jak zostac programista w australii

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka