Dodaj do ulubionych

3 etapy zycia za granica

08.05.02, 00:21
Niedawno spotakalm sie ze stwierdszeniem , ze mieszkajac
za garnica przechodzimy
przez 3 etapy:
1. fascynacji, euforii- wszytsko nam sie podoba, jest cudownie lepiej niz u nas
2. nienawisc- zaczyamy dostrzegac negatywy w kraju, porownujemy do naszego,
przy czym pamietamy z niego tylko to co dobre
3. akceptacji- jestesmy w stanie tam mieszkac lub jednak nie i wtedy wyjezdzamy
Co o tym sadzicie?
Obserwuj wątek
    • Gość: zyto08 Re: 3 etapy zycia za granica IP: *.ras.SBG.AC.AT 08.05.02, 00:36
      ja chyba jestem na etapie drugim:a dopiero dwa lata na "obczyznie"
      ale dobrze wiedziec o takich etapach;tylko czy sie napawde sprawdzaja?
    • Gość: Biala Re: 3 etapy zycia za granica IP: *.sympatico.ca 08.05.02, 00:39
      goga.74 napisał(a):

      > Niedawno spotakalm sie ze stwierdszeniem , ze mieszkajac
      > za garnica przechodzimy
      > przez 3 etapy:
      > 1. fascynacji, euforii- wszytsko nam sie podoba, jest cudownie lepiej niz u nas
      > 2. nienawisc- zaczyamy dostrzegac negatywy w kraju, porownujemy do naszego,
      > przy czym pamietamy z niego tylko to co dobre
      > 3. akceptacji- jestesmy w stanie tam mieszkac lub jednak nie i wtedy wyjezdzamy
      > Co o tym sadzicie?

      Ominal mnie pierwszy sad a do trzeciego jeszcze nie dotarlam smile
      • goga.74 Re: 3 etapy zycia za granica 08.05.02, 00:42
        Gość portalu: Biala napisał(a):

        > goga.74 napisał(a):
        >
        > > Niedawno spotakalm sie ze stwierdszeniem , ze mieszkajac
        > > za garnica przechodzimy
        > > przez 3 etapy:
        > > 1. fascynacji, euforii- wszytsko nam sie podoba, jest cudownie lepiej niz
        > u nas
        > > 2. nienawisc- zaczyamy dostrzegac negatywy w kraju, porownujemy do naszego
        > ,
        > > przy czym pamietamy z niego tylko to co dobre
        > > 3. akceptacji- jestesmy w stanie tam mieszkac lub jednak nie i wtedy wyjez
        > dzamy
        > > Co o tym sadzicie?
        >
        > Ominal mnie pierwszy sad a do trzeciego jeszcze nie dotarlam smile

        Na pewno Cie ominal? On moze ponoc byc bardzo krotki, nawet godzinny.
        Ja jestem miedzy 2 a 3, wydaje mi sie ze wchodze wlasnie w etap 3
        (a niedlugo mi juz stuknie 3 roczek na obczyznie)
        • Gość: Biala Re: 3 etapy zycia za granica IP: *.sympatico.ca 08.05.02, 01:00
          goga.74 napisał(a):

          > Na pewno Cie ominal? On moze ponoc byc bardzo krotki, nawet godzinny.
          > Ja jestem miedzy 2 a 3, wydaje mi sie ze wchodze wlasnie w etap 3
          > (a niedlugo mi juz stuknie 3 roczek na obczyznie)

          Mozesz mi wierzyc, na pewno. Nie naleze do grona ludzi, ktorzy stapajac po "nowej
          ziemi" czuja sie jakby zlapali Pana Boga za nogi. Nigdy tez nie idealizowalam
          Polski. Tutaj i tam widze dobre i zle strony zycia. Moim zdaniem pozytywne
          aspekty sa zjawiskiem na tyle powszechnym, ze czesto juz ich nie zauwazamy.
          Dlatego rzucaja nam sie w oczy te nieprzyjemne a ja posiadam talent do
          spostrzegania negatywnych. Dzieki temu moge je zwalczac. Acha, i rzadko mnie
          zaskakuja wink
          • goga.74 Re: 3 etapy zycia za granica 08.05.02, 01:15
            >
            > Mozesz mi wierzyc, na pewno. Nie naleze do grona ludzi, ktorzy stapajac po "now
            > ej
            > ziemi" czuja sie jakby zlapali Pana Boga za nogi. Nigdy tez nie idealizowalam
            > Polski. Tutaj i tam widze dobre i zle strony zycia. Moim zdaniem pozytywne
            > aspekty sa zjawiskiem na tyle powszechnym, ze czesto juz ich nie zauwazamy.
            > Dlatego rzucaja nam sie w oczy te nieprzyjemne a ja posiadam talent do
            > spostrzegania negatywnych. Dzieki temu moge je zwalczac. Acha, i rzadko mnie
            > zaskakuja wink

            Wiesz ja nigdy nie uwazalam, ze zlapalam Pana Boga za nogi, jak sie wyrazilas.
            Ale ja sie w sumie lawto na poczatku zachwycam - te etapy to byl skrot myslowy.
            Poda, przykjlad banalny - jak tutaj bylam po raz pierwszy pogoda sliczna,
            miasteczka tez mnie zachwycily te ich urocze kanaly, ktore potem przy deszczu
            czekajac az opuszcza kladke i bede mogla przejechac nie raz przeklinalam.
    • maly.ksiaze Re: 3 etapy zycia za granica 08.05.02, 00:52
      Etap 2.5: wzmozone uzytkowanie forum GW.

      Serio: nie zauwazylem u siebie nic, co przypominaloby Twoja klasyfikacje. Moze
      oprocz 2.5. Akceptacja (rezygnacja?) to moje credo od pierwszego dnia.

      Pozdrawiam,

      mk.
    • Gość: Nemo MOje etapy w Kanadzie IP: *.zhone.com 08.05.02, 00:56
      Mialem tylko dwa etapy:
      poznanie i zrozumienie tutejszego systemu
      akceptacja systemu jako swojego

      staz prawie 20 lat smile
      • Gość: Funnel- Re: MOje etapy w Kanadzie IP: *.vf.shawcable.net 08.05.02, 01:01
        Dostrzeganie negatywow kraju gdzie sie zyje nazywa sie - NIENAWISCIA ??????

        PS Pozatym o tych etapach bylo na innym watku kilka dni temu i bez nienawisci.
        • goga.74 Re: MOje etapy w Kanadzie 08.05.02, 01:04
          Gość portalu: Funnel- napisał(a):

          > Dostrzeganie negatywow kraju gdzie sie zyje nazywa sie - NIENAWISCIA ??????
          Nazwijmy to skrotem myslowym.
          >
          > PS Pozatym o tych etapach bylo na innym watku kilka dni temu i bez nienawisci.
          Wybacz, tyle tych watkow ze nie wszystkie czytam.



      • Gość: Stary Re: Moje etapy w Australii IP: *.clover.com.au / *.clover.com.au 08.05.02, 01:12
        Gość portalu: Nemo napisał(a):

        > Mialem tylko dwa etapy:
        > poznanie i zrozumienie tutejszego systemu
        > akceptacja systemu jako swojego
        >
        > staz prawie 20 lat smile


        Ja tez mialem tylko dwa etapy:
        poznanie i zrozumienie tutejszego systemu
        akceptacja systemu jako swojego

        staz dobrze ponad 20 lat smile
        • komentator Stary co tu jest grane? 08.05.02, 09:50
          Gość portalu: Stary napisał(a):

          > Ja tez mialem tylko dwa etapy:
          > poznanie i zrozumienie tutejszego systemu
          > akceptacja systemu jako swojego
          > staz dobrze ponad 20 lat smile

          Ale skad wziales tyle wyrozumialosci dla poznania,
          zozumienia i akceptacji?

          Wydawaloby sie ze dla poznania, zozumienia i akceptacji
          takich aspektow systemu jak obowiazkowe wybory, podatek
          od wyjazdow zagranice czy zaleznosc od b. imperium trzeba
          CO NAJMNIEJ tyle samo wyrozumialosci co dla poznania,
          zozumienia i akceptacji takich aspektow systemu RP jak
          jak zawile zrzekanie czy rejestracja stanu cywilnego.

          Tymczasem aspekty australijskie lykasz gladko a na polskie
          wymiotujesz. Moze to mechanizm kompensacyjny z dewiacja w
          polska strone?

          • Gość: Stary Co tu jest grane? Nie zrozumiecie, poruczniku. IP: *.clover.com.au / *.clover.com.au 08.05.02, 12:49
            komentator napisał(a):

            > Ale skad wziales tyle wyrozumialosci dla poznania,
            > zozumienia i akceptacji?


            Z tych samych zasobow duchowych, z ktorych biore pogode ducha i cierpliwosc do
            obcowania dyskusyjnego z ppor. Komentatorem.


            >
            > Wydawaloby sie ze dla poznania, zozumienia i akceptacji
            > takich aspektow systemu jak obowiazkowe wybory, podatek
            > od wyjazdow zagranice czy zaleznosc od b. imperium trzeba
            > CO NAJMNIEJ tyle samo wyrozumialosci co dla poznania,
            > zozumienia i akceptacji takich aspektow systemu RP jak
            > jak zawile zrzekanie czy rejestracja stanu cywilnego.
            >
            > Tymczasem aspekty australijskie lykasz gladko a na polskie
            > wymiotujesz. Moze to mechanizm kompensacyjny z dewiacja w
            > polska strone?


            Uslugi wasze jako psychoanalityka, poruczniku, wydaja mi sie nieco
            przereklamowane. Zamiast podsuwac blizniemu swemu kozetke, ustosunkujcie sie
            lepiej do meritum wątków:

            Dekret z 29.XI.1939 (było: Bezczelny Kwaśniewski)
            Bezczelny tow. Kwasniewski

            Tam bedziecie mogli blysnac znajomoscia prawa kontynentalnego i przekonac nas o
            jego wyzszosci nad prawem anglosaskim oraz zapoznac nas ze swoja koncepcja prawa
            unijnego. A jak nie umiecie sie ustosunkowac, to poproscie przelozonych, zeby wam
            przydzielili pomoc fachowa.

            Czy mozecie mi przyblizyc pojecie australijskiego podatku od wyjazdu za granice,
            poruczniku? Ostatnio polecialem i wrocilem zza granicy (Indonezja), specjalnie
            uwazalem pod wplywem waszych postow, ale nie udalo mi sie takiego podatku
            zauwazyc.

            Ditto wdzieczny bylbym za przyblizenie mi jakichs kompetencji monarchy, ktore
            mogly mi umknac podczas lektury australijskiej konstytucji i ponad 20-letniego
            doswiadczenia zycia w tym straszliwym imperium.

            Znaczenie monarchii brytyjskiej w Australii jest akurat takie same, jak w Polsce
            wyczyszczonych butow z cholewami u wartownikow przy Grobie Nieznanengo Zolnierza
            w Warszawie - cieszy oko i zacheca do myslenia o historii. Zaleznosc Australii od
            b.imperium brytyjskiego jest w praktyce taka sama, jak zaleznosc Rzeczypospolitej
            od tych wartownikow.

            Nie tak dawno bylo w Australii referendum w sprawie ewentualnego pozbycia sie
            monarchini i urzadzenia republiki z jakims lokalnym Kwasniewskim na czele.
            Zwolennicy republiki poniesli sromotna kleske. Osobiscie mnie to ani ziebi ani
            grzeje, ale wiekszosc tutejszego elektoratu uwaza, ze Australia jak dotychczas
            wychodzi lepiej na Elzbiecie II niz wy, poruczniku, na Olku Kwasniewskim, wiec ja
            nie widze zadnego przekonywujacego powodu, by rozpoczynac republikanska
            partyzantke w buszu.

            "Tymczasem aspekty australijskie lykasz gladko a na polskie wymiotujesz."
            Istnieje jedna zywotna roznica, ktorej zrozumienia sie po poruczniku nie
            spodziewam.

            Otoz, moja akceptacja aspektow australijskich pochodzi z wyboru, a nie z nakazu.
            Przyjechalem tu z wlasnej i nieprzymuszonej woli, mieszkam tu z wlasnej checi i z
            entuzjazmem, choc moglbym w paru innych miejscach. W materii upierdliwego spadku
            prawnego po komunizmie, III Rzeczpospolita swojej populacji takiego wyboru nie
            oferuje, tylko ewentualnie opornym wpycha swoje przepisy do gardla sila. Odruchy
            wymiotne sa rzecza normalna u karmionego sila; zapytajcie, poruczniku, kolegow,
            ktorzy mieli okazje lamac strajki glodowe w polskich wiezieniach.

            Pozostawiam was z intrygujaca mysla, poruczniku: byc moze rujnujaca grzywna w
            wysokosci 100 zlotych (AUD50) za nieglosowanie w australijskich wyborach to w
            istocie karygodny gwalt na duszy i kieszeni wyborcy, ale za to przynajmniej brak
            u nas podstaw do niekonczacych sie dywagacji na temat reprezentatywnosci lub
            niereprezentatywnosci rzadu wybranego przy 42% frekwencji.



            • komentator Pryncypialnosc Tow. Starego 08.05.02, 19:13
              Gość portalu: Stary napisał(a):

              > > Ale skad wziales tyle wyrozumialosci dla poznania,
              > > zozumienia i akceptacji?
              > Z tych samych zasobow duchowych, z ktorych biore pogode ducha i cierpliwosc do
              > obcowania dyskusyjnego z ppor. Komentatorem.

              Hehe, to bys mial tez troche wyrozumialosci dla zawilego
              zrzekania.

              > > Tymczasem aspekty australijskie lykasz gladko a na polskie
              > > wymiotujesz. Moze to mechanizm kompensacyjny z dewiacja w
              > > polska strone?
              > Uslugi wasze jako psychoanalityka, poruczniku, wydaja mi sie nieco
              > przereklamowane. Zamiast podsuwac blizniemu swemu kozetke, ustosunkujcie sie
              > lepiej do meritum wątków:
              > Dekret z 29.XI.1939 (było: Bezczelny Kwaśniewski)
              > Bezczelny tow. Kwasniewski

              No widac jednak ze kozetka by sie przydala.

              A propos tego meritum to szkoda sieci: jak wiadomo ustalenia europejskie sa
              przeciwne nadawaniu obywatelstwa mniejszosciom zamieszkalym zagranica.
              Nawet rozwazana przez parlament tzw. Karta Polaka juz jest kwestionowana.
              Wegrzy wprowadzili Karte Wegra i zaostrzyli sytuacje z sasiadami.

              > Tam bedziecie mogli blysnac znajomoscia prawa kontynentalnego i przekonac nas
              > o jego wyzszosci nad prawem anglosaskim oraz zapoznac nas ze swoja koncepcja
              > prawa unijnego. A jak nie umiecie sie ustosunkowac, to poproscie przelozonych,
              > zeby wam przydzielili pomoc fachowa.

              Wy Tow. Stary macie dziwne znane metody demagogicznej pryncypialnosci, gdzie
              wyscie sie obracali za czasow PRL? Pion ideologiczny?

              > Ditto wdzieczny bylbym za przyblizenie mi jakichs kompetencji monarchy, ktore
              > mogly mi umknac podczas lektury australijskiej konstytucji i ponad 20-letniego
              > doswiadczenia zycia w tym straszliwym imperium.
              > Znaczenie monarchii brytyjskiej w Australii jest akurat takie same, jak w Polsc
              > e wyczyszczonych butow z cholewami u wartownikow przy Grobie Nieznanengo
              > Zolnierza w Warszawie - cieszy oko i zacheca do myslenia o historii. Zaleznosc
              > Australii od b.imperium brytyjskiego jest w praktyce taka sama, jak zaleznosc
              > Rzeczypospolitej od tych wartownikow.
              > Nie tak dawno bylo w Australii referendum w sprawie ewentualnego pozbycia sie
              > monarchini i urzadzenia republiki z jakims lokalnym Kwasniewskim na czele.
              > Zwolennicy republiki poniesli sromotna kleske. Osobiscie mnie to ani ziebi ani
              > grzeje, ale wiekszosc tutejszego elektoratu uwaza, ze Australia jak dotychczas
              > wychodzi lepiej na Elzbiecie II niz wy, poruczniku, na Olku Kwasniewskim, wiec
              > ja nie widze zadnego przekonywujacego powodu, by rozpoczynac republikanska
              > partyzantke w buszu.

              Alez tow. Stary tu chodzi o pryncypia. Co wy nagle tak lagodnie? Jakby ta
              nominalna glowa RP byl car na Kremlu to byscie sobie uzywali, nie?


              > "Tymczasem aspekty australijskie lykasz gladko a na polskie wymiotujesz."
              > Istnieje jedna zywotna roznica, ktorej zrozumienia sie po poruczniku nie
              > spodziewam.
              > Otoz, moja akceptacja aspektow australijskich pochodzi z wyboru, a nie z nakazu
              > . Przyjechalem tu z wlasnej i nieprzymuszonej woli, mieszkam tu z wlasnej checi
              > i z entuzjazmem, choc moglbym w paru innych miejscach. W materii upierdliwego
              > spadku prawnego po komunizmie, III Rzeczpospolita swojej populacji takiego
              > wyboru nie oferuje, tylko ewentualnie opornym wpycha swoje przepisy do gardla
              > sila. Odruchy wymiotne sa rzecza normalna u karmionego sila; zapytajcie,
              > poruczniku, kolegow, ktorzy mieli okazje lamac strajki glodowe w polskich
              > wiezieniach.

              Hmm, ladny nowy argument wyskoczyl. Ale jakos pechowo bo latwo mozemy cos
              odrzucic: Co powiecie tow. Stary o obozach dla imigrantow na waszym gruncie?
              Entuzjastycznie popieracie wladze?

              > Pozostawiam was z intrygujaca mysla, poruczniku: byc moze rujnujaca grzywna w
              > wysokosci 100 zlotych (AUD50) za nieglosowanie w australijskich wyborach to w
              > istocie karygodny gwalt na duszy i kieszeni wyborcy, ale za to przynajmniej bra
              > ku nas podstaw do niekonczacych sie dywagacji na temat reprezentatywnosci lub
              > niereprezentatywnosci rzadu wybranego przy 42% frekwencji.

              Aha, no to jestescie Tow. Stary zdemaskowani jako ideowy oportunista hehe.
              Dostajcie Tow. Stary surowa nagane na Forum z wpisaniem do akt za brak
              pryncypialnosci ideologicznej co demaskujemy ponizej:

              Kazdy teraz moze zrobic maly eksperyment myslowy a rebours. Zalozmy ze to w
              biednej nadwislanskiej krainie jakos tak zrobili ze wybory sa obowiazkowe a
              zrzekanie latwe. A w kraju kangurow wybory nieobowiazkowe a zrzekanie trudne.
              Co powiedzialby na to Tow. Stary? Wiemy, wiemy: ohydny rezym PRL zmusza obywateli
              do wyborow a na dodatek ulatwia im zrzekanie. Tow. Stary, nie z nami te numery,
              hehe.


              • Gość: Stary Pryncypia i pragmatyzm IP: *.syd.iprimus.net.au 09.05.02, 11:33
                Pryncypia i pragmatyzm


                Gość portalu: Stary napisał(a):

                ) ) Ale skad wziales tyle wyrozumialosci dla poznania,
                ) ) zozumienia i akceptacji?
                ) Z tych samych zasobow duchowych, z ktorych biore pogode ducha i cierpliwosc do
                ) obcowania dyskusyjnego z ppor. Komentatorem.

                Hehe, to bys mial tez troche wyrozumialosci dla zawilego
                zrzekania.


                ********************************
                Moja wyrozumiałość ma charakter humanitarno-filantropijny, w związku z czym
                obejmuje osobiste niedoskonałości indywidualnych dyskutantów, w tym
                intelektualne. Nie rozciąga się natomiast na instytucje, w tym państwo. Mówiąc
                obrazowo, z przyczyn humanitarnych mogę współczuć indywidualnym prostytutkom, ale
                nie dyrekcji burdelu. Zwłaszcza burdelu ze stuprocentowym udziałem skarbu państwa.
                ********************************

                ) ) Tymczasem aspekty australijskie lykasz gladko a na polskie
                ) ) wymiotujesz. Moze to mechanizm kompensacyjny z dewiacja w
                ) ) polska strone?
                ) Uslugi wasze jako psychoanalityka, poruczniku, wydaja mi sie nieco
                ) przereklamowane. Zamiast podsuwac blizniemu swemu kozetke, ustosunkujcie sie
                ) lepiej do meritum wątków:
                ) Dekret z 29.XI.1939 (było: Bezczelny Kwaśniewski)
                ) Bezczelny tow. Kwasniewski

                No widac jednak ze kozetka by sie przydala.

                A propos tego meritum to szkoda sieci: jak wiadomo ustalenia europejskie sa
                przeciwne nadawaniu obywatelstwa mniejszosciom zamieszkalym zagranica.
                Nawet rozwazana przez parlament tzw. Karta Polaka juz jest kwestionowana.
                Wegrzy wprowadzili Karte Wegra i zaostrzyli sytuacje z sasiadami.


                ********************************
                Absolutnie, święta prawda, tak właśnie wiadomo. Tylko że dowcip w tym leży, że
                obywatelstwa polskiego polskiej mniejszości w Kazachstanie czy innej Białorusi
                NADAWAĆ prawdopodobnie nie trzeba, ponieważ istnieje poważna wykładnia prawna,
                która utrzymuje, że ci ludzie nigdy obywatelstwa polskiego nie utracili. Karta
                Polaka miała być nagrodą pocieszenia, przyznawaną zamiast polskiego paszportu,
                ten pomysł był gruntownie idiotyczny i nic dziwnego, że jest kwestionowany.

                Podstawa prawna rzekomej utraty obywatelstwa polskiego przez Polaków ze Wschodu
                jest tak dęta, że trudno bardziej. Waga i status w prawie polskim dekretu Rady
                Najwyższej ZSRR z 29.XI.1939 nadającego obywatelstwo radzieckie niektórym
                obywatelom II RP są takie same, jak waga dekretu gubernatora generalnego Hansa
                Franka z początku 1940 roku wymagającego od niektórych obywateli II RP noszenia
                opasek z gwiazdą Dawida. Zwłaszcza, że oba są aktami prawnymi okupanta, wydanymi
                na terytorium II RP okupowanym siłą. Późniejsze uznanie postanowień dekretu z
                29.XI.1939 przez PRL jest bez znaczenia prawnego, ponieważ równie dobrze i z
                takim samym skutkiem PRL mogła uznać obowiązek dalszego noszenia opasek -
                radziecki dekret jest prawnie nieważny ab initio, z powodu braku prawowitej
                suwerennej władzy organu, jaki go wydał, nad ludnością terytoriów okupowanych
                przez ZSRR, której dekret miał dotyczyć.

                Dodatkowo istnieje jeszcze kwestia "pułapki konstytucyjnej" na chętnych
                utrzymania Polaków z Kazachstanu jak najdalej od Polski, ponieważ według obecnej
                Konstytucji RP państwo nie może nikogo pozbawić obywatelstwa. Orzecznictwo
                jakiegokolwiek współczesnego sądu polskiego w tej sprawie musiałoby być zgodne z
                obowiązującą Konstytucją III RP, a nie z dekretem Józefa Wissarionowicza z 1939
                roku. Orzecznictwo sądów unijnych musiałoby być zgodne z Europejską Konwencją o
                Obywatelstwie i Powszechną Deklaracją Praw Człowieka; oba te akty prawne
                również zakazują pozbawiania kogokolwiek obywatelstwa wbrew jego woli. Z tych
                powodów wyjątkowo trudno będzie Rzeczypospolitej na dłuższą metę utrzymać
                doktrynę, że Polacy z Kanady i Australii są nadal, ale Polacy z Kazachstanu i
                Białorusi nie są nadal obywatelami polskimi.
                ********************************



                ) Tam bedziecie mogli blysnac znajomoscia prawa kontynentalnego i przekonac nas
                ) o jego wyzszosci nad prawem anglosaskim oraz zapoznac nas ze swoja koncepcja
                ) prawa unijnego. A jak nie umiecie sie ustosunkowac, to poproscie przelozonych,
                ) zeby wam przydzielili pomoc fachowa.

                Wy Tow. Stary macie dziwne znane metody demagogicznej pryncypialnosci, gdzie
                wyscie sie obracali za czasow PRL? Pion ideologiczny?


                ********************************
                Tutaj z kolei dowcip polega na tym, że prawo unijne opiera się właśnie na prawie
                kontynentalnym, które porucznik tak zachwala. Jego regulacje są, zgodnie z
                tradycją europejską, dość drobiazgowe; ale to nie przeszkadza, że niektóre są
                daleko bardziej liberalne niż przełożeni porucznika mogą strawić (np. podany
                przeze mnie przykład dowolnego wyboru służby wojskowej w WP lub Bundeswehrze
                przez podwójnego obywatela polsko-niemieckiego, i zakaz powołania go do WP jeśli
                już odsłużył swoje w Bundeswehrze, na mocy Europejskiej Konwencji o
                Obywatelstwie). Z takich i podobnych powodów przewiduję poważny szok dla
                przełożonych porucznika po wstąpieniu do Unii, ponieważ może okazać się, że prawo
                Unii, choć skomplikowane, drobiazgowe, i nie pozbawione własnej euro-
                upierdliwości, jest daleko liberalniejsze niż bieżący stan prawny, do jakiego
                porucznik z przełożonymi nawykł i uważa za pożądany.
                ********************************

                ) Ditto wdzieczny bylbym za przyblizenie mi jakichs kompetencji monarchy, ktore
                ) mogly mi umknac podczas lektury australijskiej konstytucji i ponad 20-letniego
                ) doswiadczenia zycia w tym straszliwym imperium.
                ) Znaczenie monarchii brytyjskiej w Australii jest akurat takie same, jak w Polsc
                ) e wyczyszczonych butow z cholewami u wartownikow przy Grobie Nieznanengo
                ) Zolnierza w Warszawie - cieszy oko i zacheca do myslenia o historii. Zaleznosc
                ) Australii od b.imperium brytyjskiego jest w praktyce taka sama, jak zaleznosc
                ) Rzeczypospolitej od tych wartownikow.
                ) Nie tak dawno bylo w Australii referendum w sprawie ewentualnego pozbycia sie
                ) monarchini i urzadzenia republiki z jakims lokalnym Kwasniewskim na czele.
                ) Zwolennicy republiki poniesli sromotna kleske. Osobiscie mnie to ani ziebi ani
                ) grzeje, ale wiekszosc tutejszego elektoratu uwaza, ze Australia jak dotychczas
                ) wychodzi lepiej na Elzbiecie II niz wy, poruczniku, na Olku Kwasniewskim, wiec
                ) ja nie widze zadnego przekonywujacego powodu, by rozpoczynac republikanska
                ) partyzantke w buszu.

                Alez tow. Stary tu chodzi o pryncypia. Co wy nagle tak lagodnie? Jakby ta
                nominalna glowa RP byl car na Kremlu to byscie sobie uzywali, nie?


                ********************************
                Hmmm… oprócz Wielkiej Brytanii, konstytucyjny monarcha jest tytularną głową
                państw jeszcze w Belgii, Danii, Luksemburgu, Holandii, Hiszpanii i Szwecji , a
                pryncypiom ludności tych krajów członkowskich Unii jakoś to nie wadzi. Dzisiejsza
                monarchia brytyjska wywodzi sie z dynastii hanowerskiej, niemieckiej, i też jej
                to nie odebrało anglosaskiego charakteru.

                Być może zatem wcale niekoniecznie używałbym sobie na ewentualnej tytularnej
                głowie państwa polskiego fizycznie stacjonowanej w Sankt-Petersburgu, zwłaszcza
                gdyby miało to tyle konsekwencji dla Polski, co fizyczne stacjonowanie tytularnej
                głowy państwa w Buckingham Palace dla Australii.

                Trudno powiedzieć, jak potoczyłaby się historia, gdyby rząd Kiereńskiego
                pomyślnie stłumił bolszewicką rewoltę, a Lenin z Dzierżyńskim zawiśli na tej
                samej belce, ale nie sposób wykluczyć możliwości, że Romanowowie mogli się z
                czasem wyrobić na zupełnie oświeconą dynastię. Piotr Wielki dowiódł, że nawet
                Rosjanie są wyuczalni. To niezły pomysł na powieść modnego gatunku SFPF (science
                fiction/political fiction). Niech się porucznik za to weźmie, wydawcy kupią.
                ********************************


                ) "Tymczasem aspekty australijskie lykasz gladko a na polskie wymiotujesz."
                ) Istnieje jedna zywotna roznica, ktorej zrozumienia sie po poruczniku nie
                ) spodziewam.
                ) Otoz, moja akceptacja aspektow a
                • Gość: Stary Re: Pryncypia i pragmatyzm (dokonczenie) IP: *.syd.iprimus.net.au 09.05.02, 11:34

                  ) "Tymczasem aspekty australijskie lykasz gladko a na polskie wymiotujesz."
                  ) Istnieje jedna zywotna roznica, ktorej zrozumienia sie po poruczniku nie
                  ) spodziewam.
                  ) Otoz, moja akceptacja aspektow australijskich pochodzi z wyboru, a nie z nakazu
                  ) . Przyjechalem tu z wlasnej i nieprzymuszonej woli, mieszkam tu z wlasnej checi
                  ) i z entuzjazmem, choc moglbym w paru innych miejscach. W materii upierdliwego
                  ) spadku prawnego po komunizmie, III Rzeczpospolita swojej populacji takiego
                  ) wyboru nie oferuje, tylko ewentualnie opornym wpycha swoje przepisy do gardla
                  ) sila. Odruchy wymiotne sa rzecza normalna u karmionego sila; zapytajcie,
                  ) poruczniku, kolegow, ktorzy mieli okazje lamac strajki glodowe w polskich
                  ) wiezieniach.

                  Hmm, ladny nowy argument wyskoczyl. Ale jakos pechowo bo latwo mozemy cos
                  odrzucic: Co powiecie tow. Stary o obozach dla imigrantow na waszym gruncie?
                  Entuzjastycznie popieracie wladze?


                  ********************************
                  A w Hameryce - Murzynów biją! Zapomniałem dodać, poruczniku, że do Australii
                  przybyłem wiele lat temu nie tylko z własnej woli i chęci, ale rownież po
                  uprzednim uzyskaniu stosownej zgody władz australijskich i odpowiedniej wizy na
                  pobyt stały, wydanej mi zgodnie z australijskim prawem przez australijską
                  placówkę dyplomatyczną w kraju trzecim.

                  W materii tzw. obozów, w rzeczy samej, entuzjastycznie popieramy nasze władze,
                  razem z około 80% populacji wedle bieżących badań opinii publicznej (10% nie
                  popiera, a reszcie to wisi).

                  Tylko że to nie są żadne "obozy dla imigrantów". Porucznik celowo myli
                  imigrantów [osoby z wizą upoważniającą do pobytu stałego, przybywające do
                  Australii legalnie, na podstawie wyniku skomplikowanego postępowania
                  kwalifikacyjnego, jak kiedyś Stary] z poszukiwaczami azylu (asylum seekers)
                  [osoby chwilowo niewiadomej narodowości, bez żadnych dokumentów, przybywające do
                  Australii nielegalnie, na podstawie własnego mocnego postanowienia, ze chcą tu
                  mieszkać].

                  Imigranci mogą robić w Australii co chcą. Poszukiwaczy azylu natomiast istotnie
                  trzyma się u nas w ośrodkach przejściowych w odległych, pustynnych rejonach
                  kraju. Trzyma się ich tam do czasu wyjaśnienia kim są, o co im chodzi, oraz skąd
                  i dlaczego do nas przybyli. Postępowanie wyjaśniające jest z reguły długie i
                  upierdliwe, ponieważ osoby, które zapłaciły zawodowym przemytnikom ludzi 5 000-30
                  000 AUD na głowę za przemycenie ich do Australii via Indonezja, z reguły robią co
                  mogą, aby utrudnić ustalenie ich tożsamości, narodowości i przyczyn przyjazdu.

                  Od decyzji odmownych, azylanci z reguły apelują, na koszt podatnika, do
                  federalnych sądów powszechnych, przez cztery instancje: Sąd Federalny, Sąd
                  Federalny w pełnym składzie ławy sędziowskiej, Sąd Najwyższy, Sąd Najwyższy w
                  pełnym składzie ławy sędziowskiej. Pełny cykl odwoławczy potrafi trwać 3-4 lata.
                  Podczas cyklu odwolawczego, azylanci dalej siedzą w ośrodkach przejściowych, bo
                  jeśli się ich stamtąd zwolni do sprawy, to tyle ich rząd będzie widział. Po
                  wyczerpaniu drogi odwoławczej, odrzuconych azylantów się deportuje. Jeśli nie
                  wiadomo dokąd ich odesłać, bo nie chcą powiedzieć skąd pochodzą, siedzą
                  bezterminowo, aż zmienią zdanie. Azylant- rekordzista z Iranu wysiedział w
                  ośrodku przejściowym siedem lat, zanim powiedział, dokąd go odesłać.

                  Oprócz adwokatów opłacanych przez podatnika, ośrodki przejściowe wyposażone są w
                  klimatyzację w pomieszczeniach mieszkalnych, stołówki jakie daj Boże każdemu
                  akademikowi w Warszawie, oraz przychodnie lekarskie jakie daj Boże każdej
                  polskiej gminie. Samokrytycznie przyznam, że brak tam klombów z fontannami,
                  ogrodów botanicznych, kin, teatrów, stadionów sportowych, filharmonii, lodowisk
                  do jazdy figurowej na łyżwach, supermarketów, restauracji, burdeli, oraz
                  szkolnictwa dla lokatorów, ponieważ nawet święta cierpliwość australijskiego
                  podatnika ma swoje granice.

                  Na gruncie swojej interpretacji suwerenności panstwowej, rzad Australii uważa, że
                  do stałego osiedlenia sie kogokolwiek w Australii niezbędna jest zgoda władz
                  australijskich, a nie tylko chęć szczera samego kandydata na osadnika. Elektorat
                  australijski to stanowisko rządu entuzjastycznie popiera.

                  Jeżeli u porucznika polski elektorat entuzjastycznie popiera osiedlanie
                  obywateli rumuńskich na Dworcu Centralnym w Warszawie oraz zasadę, że w Polsce
                  może na stałe zamieszkać każdy obywatel Sri Lanki, Czeczni, Autonomii
                  Palestyńskiej, Syrii, Iraku, Iranu i Afganistanu, bez pytania kogokolwiek o
                  zgodę, to jest to święte demokratyczne prawo tego elektoratu. Ale u nas jest
                  akurat inaczej, i australijski elektorat ma w tej kwestii inne zdanie.

                  ********************************



                  ) Pozostawiam was z intrygujaca mysla, poruczniku: byc moze rujnujaca grzywna w
                  ) wysokosci 100 zlotych (AUD50) za nieglosowanie w australijskich wyborach to w
                  ) istocie karygodny gwalt na duszy i kieszeni wyborcy, ale za to przynajmniej bra
                  ) ku nas podstaw do niekonczacych sie dywagacji na temat reprezentatywnosci lub
                  ) niereprezentatywnosci rzadu wybranego przy 42% frekwencji.

                  Aha, no to jestescie Tow. Stary zdemaskowani jako ideowy oportunista hehe.
                  Dostajcie Tow. Stary surowa nagane na Forum z wpisaniem do akt za brak
                  pryncypialnosci ideologicznej co demaskujemy ponizej:


                  ********************************
                  Niechże wam i tak będzie, poruczniku. Przyjmuję na siebie winę za apatię i
                  oportunizm australijskiego elektoratu, który jakoś nie chce powstać i zrzucić
                  kajdan obowiązkowego udziału w wyborach do parlamentu. Z bólem wyznaję, że
                  australijskiemu elektoratowi z tym całkiem wygodnie, zaś opinie płynące w tej
                  sprawie ze świeżo suwerennych krajów Europy Środkowo-Wschodniej wydaje się on
                  mieć głęboko w dupie. O ile w ciagu ostatnich 20 lat żywo dyskutowano i głosowano
                  w Australii prawie wszystkie możliwe aspekty jej konstytucji i ustroju
                  państwowego, włącznie z referendum 1997 roku w kwestii ewentualnego zwolnienia
                  Elżbiety II z posady tytularnej głowy państwa, o tyle od conajmniej 50 lat nie
                  odnotowano tu żadnych oddolnych inicjatyw żądających zarzucenia obowiązku
                  wyborczego.
                  ********************************


                  Kazdy teraz moze zrobic maly eksperyment myslowy a rebours. Zalozmy ze to w
                  biednej nadwislanskiej krainie jakos tak zrobili ze wybory sa obowiazkowe a
                  zrzekanie latwe. A w kraju kangurow wybory nieobowiazkowe a zrzekanie trudne.
                  Co powiedzialby na to Tow. Stary? Wiemy, wiemy: ohydny rezym PRL zmusza obywateli
                  do wyborow a na dodatek ulatwia im zrzekanie. Tow. Stary, nie z nami te numery,
                  hehe.

                  ********************************
                  Co do waszej propozycji, poruczniku, aby w biednej nadwiślańskiej krainie wybory
                  były obowiązkowe, a zrzekanie się obywatelstwa łatwe, zaś w Australii na odwrót,
                  to przyjmuję ten pomysł z najwyższym entuzjazmem.

                  Bo to widzicie, poruczniku, taki stan rzeczy być może mógłby w istotny sposób
                  politycznie pomóc biednej nadwiślańskiej krainie, stawiającej swoje pierwsze
                  demokratyczne kroki od ponad 50 lat. Rząd tej krainy uzyskiwałby bowiem w takim
                  systemie poparcie niekwestionowanej, bezwzględnej większości, a tym samym
                  bezsporny mandat do przeprowadzenia niezbędnych reform. Ci, którym nadwiślanska
                  kraina z jakichkolwiek powodów nie odpowiada, mogliby bez kłopotu i ku
                  obustronnej uldze uzyskać z nią kulturalny rozwód, a następnie zabrać swoje żale
                  gdzieś indziej.

                  Natomiast ustrojowi stabilnej od ponad stu lat Australii, "starej" demokracji
                  parlamentarnej, system taki nie byłby w stanie w żadnym stopniu zaszkodzić, ani
                  nie wywołałby w niej żadnego niezadowolenia społecznego. Wprost przeciwnie,
                  szczęście byłoby powszechne, bo leniwi chętniej obróciliby raz na trzy lata swoje
                  AUD 120 (dziekuje p. Lombatowi - przeoczylem, ze zdrozalo z $A50 na $A120) na
                  piwo, niż na grzywnę. Podniesienie trudności zrzekania się obywatelstwa Australii
                  pozostałoby bez wpływu na coko
                  • Gość: Stary Re: Pryncypia i pragmatyzm (dokonczenie 2) IP: *.syd.iprimus.net.au 09.05.02, 11:38

                    ) "Tymczasem aspekty australijskie lykasz gladko a na polskie wymiotujesz."
                    ) Istnieje jedna zywotna roznica, ktorej zrozumienia sie po poruczniku nie
                    ) spodziewam.
                    ) Otoz, moja akceptacja aspektow australijskich pochodzi z wyboru, a nie z nakazu
                    ) . Przyjechalem tu z wlasnej i nieprzymuszonej woli, mieszkam tu z wlasnej checi
                    ) i z entuzjazmem, choc moglbym w paru innych miejscach. W materii upierdliwego
                    ) spadku prawnego po komunizmie, III Rzeczpospolita swojej populacji takiego
                    ) wyboru nie oferuje, tylko ewentualnie opornym wpycha swoje przepisy do gardla
                    ) sila. Odruchy wymiotne sa rzecza normalna u karmionego sila; zapytajcie,
                    ) poruczniku, kolegow, ktorzy mieli okazje lamac strajki glodowe w polskich
                    ) wiezieniach.

                    Hmm, ladny nowy argument wyskoczyl. Ale jakos pechowo bo latwo mozemy cos
                    odrzucic: Co powiecie tow. Stary o obozach dla imigrantow na waszym gruncie?
                    Entuzjastycznie popieracie wladze?


                    ********************************
                    A w Hameryce - Murzynów biją! Zapomniałem dodać, poruczniku, że do Australii
                    przybyłem wiele lat temu nie tylko z własnej woli i chęci, ale rownież po
                    uprzednim uzyskaniu stosownej zgody władz australijskich i odpowiedniej wizy na
                    pobyt stały, wydanej mi zgodnie z australijskim prawem przez australijską
                    placówkę dyplomatyczną w kraju trzecim.

                    W materii tzw. obozów, w rzeczy samej, entuzjastycznie popieramy nasze władze,
                    razem z około 80% populacji wedle bieżących badań opinii publicznej (10% nie
                    popiera, a reszcie to wisi).

                    Tylko że to nie są żadne "obozy dla imigrantów". Porucznik celowo myli
                    imigrantów [osoby z wizą upoważniającą do pobytu stałego, przybywające do
                    Australii legalnie, na podstawie wyniku skomplikowanego postępowania
                    kwalifikacyjnego, jak kiedyś Stary] z poszukiwaczami azylu (asylum seekers)
                    [osoby chwilowo niewiadomej narodowości, bez żadnych dokumentów, przybywające do
                    Australii nielegalnie, na podstawie własnego mocnego postanowienia, ze chcą tu
                    mieszkać].

                    Imigranci mogą robić w Australii co chcą. Poszukiwaczy azylu natomiast istotnie
                    trzyma się u nas w ośrodkach przejściowych w odległych, pustynnych rejonach
                    kraju. Trzyma się ich tam do czasu wyjaśnienia kim są, o co im chodzi, oraz skąd
                    i dlaczego do nas przybyli. Postępowanie wyjaśniające jest z reguły długie i
                    upierdliwe, ponieważ osoby, które zapłaciły zawodowym przemytnikom ludzi 5 000-30
                    000 AUD na głowę za przemycenie ich do Australii via Indonezja, z reguły robią co
                    mogą, aby utrudnić ustalenie ich tożsamości, narodowości i przyczyn przyjazdu.

                    Od decyzji odmownych, azylanci z reguły apelują, na koszt podatnika, do
                    federalnych sądów powszechnych, przez cztery instancje: Sąd Federalny, Sąd
                    Federalny w pełnym składzie ławy sędziowskiej, Sąd Najwyższy, Sąd Najwyższy w
                    pełnym składzie ławy sędziowskiej. Pełny cykl odwoławczy potrafi trwać 3-4 lata.
                    Podczas cyklu odwolawczego, azylanci dalej siedzą w ośrodkach przejściowych, bo
                    jeśli się ich stamtąd zwolni do sprawy, to tyle ich rząd będzie widział. Po
                    wyczerpaniu drogi odwoławczej, odrzuconych azylantów się deportuje. Jeśli nie
                    wiadomo dokąd ich odesłać, bo nie chcą powiedzieć skąd pochodzą, siedzą
                    bezterminowo, aż zmienią zdanie. Azylant- rekordzista z Iranu wysiedział w
                    ośrodku przejściowym siedem lat, zanim powiedział, dokąd go odesłać.

                    Oprócz adwokatów opłacanych przez podatnika, ośrodki przejściowe wyposażone są w
                    klimatyzację w pomieszczeniach mieszkalnych, stołówki jakie daj Boże każdemu
                    akademikowi w Warszawie, oraz przychodnie lekarskie jakie daj Boże każdej
                    polskiej gminie. Samokrytycznie przyznam, że brak tam klombów z fontannami,
                    ogrodów botanicznych, kin, teatrów, stadionów sportowych, filharmonii, lodowisk
                    do jazdy figurowej na łyżwach, supermarketów, restauracji, burdeli, oraz
                    szkolnictwa dla lokatorów, ponieważ nawet święta cierpliwość australijskiego
                    podatnika ma swoje granice.

                    Na gruncie swojej interpretacji suwerenności panstwowej, rzad Australii uważa, że
                    do stałego osiedlenia sie kogokolwiek w Australii niezbędna jest zgoda władz
                    australijskich, a nie tylko chęć szczera samego kandydata na osadnika. Elektorat
                    australijski to stanowisko rządu entuzjastycznie popiera.

                    Jeżeli u porucznika polski elektorat entuzjastycznie popiera osiedlanie
                    obywateli rumuńskich na Dworcu Centralnym w Warszawie oraz zasadę, że w Polsce
                    może na stałe zamieszkać każdy obywatel Sri Lanki, Czeczni, Autonomii
                    Palestyńskiej, Syrii, Iraku, Iranu i Afganistanu, bez pytania kogokolwiek o
                    zgodę, to jest to święte demokratyczne prawo tego elektoratu. Ale u nas jest
                    akurat inaczej, i australijski elektorat ma w tej kwestii inne zdanie.

                    ********************************



                    ) Pozostawiam was z intrygujaca mysla, poruczniku: byc moze rujnujaca grzywna w
                    ) wysokosci 100 zlotych (AUD50) za nieglosowanie w australijskich wyborach to w
                    ) istocie karygodny gwalt na duszy i kieszeni wyborcy, ale za to przynajmniej bra
                    ) ku nas podstaw do niekonczacych sie dywagacji na temat reprezentatywnosci lub
                    ) niereprezentatywnosci rzadu wybranego przy 42% frekwencji.

                    Aha, no to jestescie Tow. Stary zdemaskowani jako ideowy oportunista hehe.
                    Dostajcie Tow. Stary surowa nagane na Forum z wpisaniem do akt za brak
                    pryncypialnosci ideologicznej co demaskujemy ponizej:


                    ********************************
                    Niechże wam i tak będzie, poruczniku. Przyjmuję na siebie winę za apatię i
                    oportunizm australijskiego elektoratu, który jakoś nie chce powstać i zrzucić
                    kajdan obowiązkowego udziału w wyborach do parlamentu. Z bólem wyznaję, że
                    australijskiemu elektoratowi z tym całkiem wygodnie, zaś opinie płynące w tej
                    sprawie ze świeżo suwerennych krajów Europy Środkowo-Wschodniej wydaje się on
                    mieć głęboko w dupie. O ile w ciagu ostatnich 20 lat żywo dyskutowano i głosowano
                    w Australii prawie wszystkie możliwe aspekty jej konstytucji i ustroju
                    państwowego, włącznie z referendum 1997 roku w kwestii ewentualnego zwolnienia
                    Elżbiety II z posady tytularnej głowy państwa, o tyle od conajmniej 50 lat nie
                    odnotowano tu żadnych oddolnych inicjatyw żądających zarzucenia obowiązku
                    wyborczego.
                    ********************************


                    Kazdy teraz moze zrobic maly eksperyment myslowy a rebours. Zalozmy ze to w
                    biednej nadwislanskiej krainie jakos tak zrobili ze wybory sa obowiazkowe a
                    zrzekanie latwe. A w kraju kangurow wybory nieobowiazkowe a zrzekanie trudne.
                    Co powiedzialby na to Tow. Stary? Wiemy, wiemy: ohydny rezym PRL zmusza obywateli
                    do wyborow a na dodatek ulatwia im zrzekanie. Tow. Stary, nie z nami te numery,
                    hehe.

                    ********************************
                    Co do waszej propozycji, poruczniku, aby w biednej nadwiślańskiej krainie wybory
                    były obowiązkowe, a zrzekanie się obywatelstwa łatwe, zaś w Australii na odwrót,
                    to przyjmuję ten pomysł z najwyższym entuzjazmem.

                    Bo to widzicie, poruczniku, taki stan rzeczy być może mógłby w istotny sposób
                    politycznie pomóc biednej nadwiślańskiej krainie, stawiającej swoje pierwsze
                    demokratyczne kroki od ponad 50 lat. Rząd tej krainy uzyskiwałby bowiem w takim
                    systemie poparcie niekwestionowanej, bezwzględnej większości, a tym samym
                    bezsporny mandat do przeprowadzenia niezbędnych reform. Ci, którym nadwiślanska
                    kraina z jakichkolwiek powodów nie odpowiada, mogliby bez kłopotu i ku
                    obustronnej uldze uzyskać z nią kulturalny rozwód, a następnie zabrać swoje żale
                    gdzieś indziej.

                    Natomiast ustrojowi stabilnej od ponad stu lat Australii, "starej" demokracji
                    parlamentarnej, system taki nie byłby w stanie w żadnym stopniu zaszkodzić, ani
                    nie wywołałby w niej żadnego niezadowolenia społecznego. Wprost przeciwnie,
                    szczęście byłoby powszechne, bo leniwi chętniej obróciliby raz na trzy lata swoje
                    AUD 120 (dziekuje p. Lombatowi - przeoczylem, ze zdrozalo z $A50 na $A120) na
                    piwo, niż na grzywnę. Podniesienie trudności zrzekania się obywatelstwa Australii
                    pozostałoby bez wpływu na coko
                    • Gość: Stary Re: Pryncypia i pragmatyzm (dokonczenie 3) IP: *.syd.iprimus.net.au 09.05.02, 11:40
                      swoje AUD 120 (dziekuje p. Lombatowi - przeoczylem, ze zdrozalo z $A50 na $A120)
                      na piwo, niż na grzywnę. Podniesienie trudności zrzekania się obywatelstwa
                      Australii pozostałoby bez wpływu na cokolwiek. Australia ostatnio uznała de iure
                      prawo swoich obywateli do posiadania wielokrotnego obywatelstwa. Stosowna
                      poprawka ustawodawcza weszla w zycie 31 marca 2002 roku; obywatel australijski
                      może się teraz naturalizować w dowolnej liczbie innych krajów nie tracąc przez to
                      obywatelstwa australijskiego.

                      Wyobraźcie sobie także, poruczniku, w Australii nie ma żadnej ustawy o
                      cudzoziemcach, ponieważ dla każdego jest oczywiste, że każdy za swoje czyny
                      odpowiada w Australii zupełnie tak samo, niezależnie od obywatelstwa lub
                      paszportu.

                      Obywatel australijski naturalizowany np. w USA na ogół nie ma ochoty zrzekać się
                      obywatelstwa Australii, ponieważ ani tu, ani tam nie wiąże się to dla niego z
                      żadną niewygodą. Państwu jest tu jest głęboko obojetne, na jakim paszporcie taki
                      obywatel podróżuje. Nikomu w Australii nie przychodzi do głowy, by zatrzymać
                      takiego obywatela na lotnisku przy wyjeździe z Australii do USA z żądaniem, aby
                      przed opuszczeniem kraju wyrobił sobie i okazał paszport australijski zamiast
                      amerykańskiego. Nikt się nie wyrywa, by obywatelowi pokazać, kto tu rządzi,
                      poprzez zmarnowanie mu kosztownego biletu lotniczego

                      (no bo przecież obywatele australijscy powinni się legitymować australijskimi
                      dokumentami!!! co to za porządki, żeby ktoś się ważył mieć na okładce paszportu
                      amerykańskiego orła zamiast australijskiego strusia!!! my go tu zaraz nauczymy
                      szacunku dla australijskiego paszportu!!!)) .

                      Dla wszystkich jest w Australii oczywiste, że taki krok niczemu nie służy,
                      urzędnicy nasi nie mają zwyczaju odreagowywania własnych kompleksów drogą
                      Schadenfreude, a nasza administracja państwowa ma głęboko gdzieś, jakimi kto się
                      papierami posługuje, byle były prawdziwe, legalnie posiadane, i pozwalały
                      stwierdzić, co on za jeden.

                      Co się tyczy abstrakcyjnych eksperymentow myślowych, to zróbcie sobie inny,
                      poruczniku: pomyślcie, że Stalin zmartwychwstał. Ale z szacunku dla moralności
                      publicznej postarajcie się opanować erekcję, wywołaną waszą ekscytacją na samą
                      myśl o takiej możliwości.
                      ********************************


            • Gość: Lombat Re: Pytanie Sydnejczyka do Starego IP: *.uws.edu.au 09.05.02, 03:29
              Czesc Stary.

              Jeszczeraz winszuje celnych odpwiedzi. Mam tez jedno pytaniegdziez to sie placi
              kare $50 za absencje podczas wyborow. Ja nie zgadzjac sie z obowiazkowym
              udzialem w wyborach federalnych jestem regularnie zmuszany do zaplacenia
              odpowiedniej kary. Ostatnia wyniosla $120. Poprzednia $100.Przed wlasciwym
              urzednikiem zawsze oswiadczam, ze tylko czesc ogolu ludnosci potrafi odroznic
              programy wyborcze dwoch zasadniczych partii. Dla wielu jest to tylko przypadkowy i
              niczym powaznym dyktowany wybor, a i tak na koncu wyniki zostaja skutecznie
              rozamazane przez zastosowanie preferencji miedzypartyjnych, ze partia z najmniejszymi
              preferencjami, ktora otrzymala ok 20% glosow calego elektoratu nie wprowadzila
              do parlamentu ani jednego posla.
              Musze pogratulowac tobie pragmatyzmu w zyciu codziennym za to, ze miales tylko dwa
              etapy zrozumienie , a potem akceptacja. Niestety w moim przypadku bylo tego wiecej.
              Etap Jeden : zaszokowanie innoscia i przestrach, ze wyladowalem (z Niemiec) w
              kraju trzeciego swiata poparty nedza w sklepach, nawet w tych
              najwykwitniejszych i bieda akomodacyjna ( male domki z przerazliwe
              ubogim umeblowaniem)
              Etap Dwa : Poglebienie etapu Jeden, po napisaniu 600 podan o prace dostalem
              prace 3 poziomy nizej, z psychopatycznym kierownikiem (niestety
              Polakiem).
              Etap Trzy : Osiagniecie dna.

              Nastepne etapy wedlug schematu: Polubienie kraju, fascynacja przyroda itd..
              • Gość: Stary Na sydneyskim bruku - Łombat IP: *.syd.iprimus.net.au 09.05.02, 11:42

                Na sydneyskim bruku - Łombat

                Czesc Stary.

                Jeszczeraz winszuje celnych odpwiedzi. Mam tez jedno pytaniegdziez to sie placi
                kare $50 za absencje podczas wyborow. Ja nie zgadzjac sie z obowiazkowym
                udzialem w wyborach federalnych jestem regularnie zmuszany do zaplacenia
                odpowiedniej kary. Ostatnia wyniosla $120. Poprzednia $100.


                ***********************************************
                Dziękuję za wytknięcie błędu, nie zauważyłem, że zdrożało, sam parę lat temu
                zapłaciłem $50 i naiwnie sądziłem, że dalej jest tyle samo. W porządku: *** for
                $50 read $120***. Tak czy owak to jest równoważnik przyzwoitej kolacji z
                alkoholem w przyzwoitej knajpie na dwie osoby, a nie na przykład półroczne pobory.
                ***********************************************


                Przed wlasciwym urzednikiem zawsze oswiadczam, ze tylko czesc ogolu ludnosci
                potrafi odroznic programy wyborcze dwoch zasadniczych partii. Dla wielu jest to
                tylko przypadkowy i niczym powaznym dyktowany wybor, a i tak na koncu wyniki
                zostaja skutecznie rozamazane przez zastosowanie preferencji miedzypartyjnych, ze
                partia z najmniejszymi preferencjami, ktora otrzymala ok 20% glosow calego
                elektoratu nie wprowadzila do parlamentu ani jednego posla.

                ***********************************************
                Szanuję Twoje pryncypia, choć je niekoniecznie podzielam. Osobiście dokładam
                wysiłku, by odróżnić labourzystów od liberałów. Zgadzam się, że różnica nie jest
                wielka, ale w szczegółach jest ich trochę. Na przykład, u liberałów nikt nie mówi
                drugiemu we własnym gronie per "comrade", u labourzystow sie to zdarza.

                ("Democracy is far from perfect. However, all alternatives are much worse" -
                Winston Churchill)
                ***********************************************

                Musze pogratulowac tobie pragmatyzmu w zyciu codziennym za to, ze miales tylko
                dwa etapy zrozumienie , a potem akceptacja. Niestety w moim przypadku bylo tego
                wiecej.

                ***********************************************
                Cholernie mi przykro, ale to się czasami w życiu zdarza.
                ***********************************************

                Etap Jeden : zaszokowanie innoscia i przestrach, ze wyladowalem (z Niemiec) w
                kraju trzeciego swiata poparty nedza w sklepach, nawet w tych
                najwykwitniejszych i bieda akomodacyjna ( male domki z przerazliwe
                ubogim umeblowaniem)

                ***********************************************
                Nigdy nie mieszkałem w Niemczech, bylem tam tylko raz przejazdem, więc nie wiem,
                czy Niemcy to "Zivilisationsspitze der Welt". Mieszkałem dłużej w UK i nieco
                krócej w Skandynawii, ale nie było mnie tam stać na odwiedzanie
                najwykwintniejszych sklepów, więc niestety nie wiem dokładnie, co mają w środku.
                Bylem także cztery razy po 3 miesiace w Afryce, rok w Azji i dwukrotnie po kilka
                tygodni w Ameryce Południowej, więc mam pewne pojęcie o tym, jak wygląda
                prawdziwy Trzeci Świat.

                Trzeci Świat, kolego, jest tam, gdzie ludzie śpią na słomianej macie rozłożonej
                na betonie nad otwartym rynsztokiem. W Sydney, chwala Bogu, jeszcze do tego nie
                doszlismy.

                W sprawie "biedy akomodacyjnej", wszystko jest względne. Mój maly domek o
                powierzchni uzytkowej 120 m2 na dzialce 660m2, z której około 350 m2 to ogródek,
                dosyć korzystnie odbija od mieszkania 36 m2, z wielkiej płyty, na 9 piętrze, z
                kuchnią bez okna, jakie swego czasu zajmowałem w kraju.

                Zgadzam się naturalnie, że na przykład w porównaniu ze Schloss Neuschwanstein w
                Bawarii lub, blizej, większością sydneyskich domów w Vaucluse, Point Piper, czy
                chociaz Potts Point, to jest rezydencja uboga.

                Oczywiście, póki co udział większościowy w moim sydneyskim domu ma bank, a nie
                ja, ale "moje" M3 w PRL tez do mnie nie należało, a szanse na zakup takiego lub
                podobnego lokalu z własnej pracy miałem tam takie same, jak na fruwanie przez
                machanie uszami.

                Umeblowanie również jest u mnie zdecydowanie mniej wykwintne niż w Belwederze
                czy Pałacu na Wodzie w warszawskich Łazienkach, ale za to nabyłem je bez
                problemu, w trzech sklepach w ciągu dwóch weekendów. Pamiętam natomiast czasy,
                kiedy zdobycie półki do kuchni w moim M3 miało smak udanego polowania na
                niedźwiedzia, oraz swoje sześciomiesięczne polowanie na wersalkę.
                ***********************************************


                Etap Dwa : Poglebienie etapu Jeden, po napisaniu 600 podan o prace dostalem
                prace 3 poziomy nizej, z psychopatycznym kierownikiem (niestety
                Polakiem).

                ***********************************************
                Serdecznie współczuję. Ja dostałem swoją pierwszą australijską pracę po sześciu
                tygodniach. Ale miałem referencje z UK, a poza tym biegle znalem angielski.
                Dużo kasy z tego nie było, ale wystarczyło, żeby wynająć pierwsze mieszkanie.
                Co do psychopatycznych kierowników, niestety Polaków, to miałem takich w kraju i
                wyemigrowałem między innymi również po to, żeby takich już nie mieć.
                ***********************************************

                Etap Trzy : Osiagniecie dna.

                ***********************************************
                To też przerabiałem, kiedy mnie z tej firmy po paru miesiącach wylali w ramach
                reorganizacji. Odbijanie się od dna zajęło potem prawie pięć lat. Niemniej ja się
                od samego początku liczyłem z możliwością, że na emigracji trzeba będzie zwiedzić
                warstwy przydenne, a ponadto przed przyjazdem do Australii dostałem trochę w dupę
                tak w Polsce jak i potem w Europie Zachodniej, w związku z tym byłem na to
                moralnie przygotowany. Po trochu wydrapałem się na poziom zbliżony do tego, jaki
                miałem w Polsce przed wyjazdem, potem się ożeniłem, niebogato, lecz z bardzo
                dorzeczną miejscową kobietą, i dalej poszło z górki.
                ***********************************************


                Nastepne etapy wedlug schematu: Polubienie kraju, fascynacja przyroda itd..

                ***********************************************
                Dalej tak samo. Pozdrawiam.
                ***********************************************




            • luiza-w-ogrodzie Re: Co tu jest grane? Nie zrozumiecie, poruczniku. 09.05.02, 10:35
              Stary, dziwie sie ze chce sie Tobie dyskutowac z Komentatorem, a z drugiej
              strony ciesze sie z tego, bo masz swietne teksty...

              Dodam jeszcze cos o straszliwym monarchicznym panstwie jakim jest Australia:
              grzywne za nie branie udzialu w wyborach latwo jest ominac przy pomocy L4.
              Zreszta jej zaplacenie to rownowartosc dwoch butelek dobrego rieslinga, lub
              pelnego baku w duzym sedanie, wiec dla ludzi pryncypialnie nie chcacych brac
              udzialu w aktach politycznych jest to calkiem tanio. W przeciwienstwie do
              Polski, gdzie kazdy placi za zycie i swoim zmarnowanym zyciem pod rzadami
              demokratycznie wybranego Kwacha.

              Stary, pisz wiecej!

              Luiza-w-Ogrodzie
    • Gość: DundeeGi Re: 3 etapy zycia za granica IP: *.syd.connect.com.au / 210.9.62.* 08.05.02, 01:00
      1 nie mialam, wrecz przeciwnie nic mi sie tu nie podobalo i uwazalam ze Polska w
      wielu przypadkach jest lepsza, teraz jestem chyba na etapie akceptacji.

      PS a gdzie jestes Goga? pytam tak bo jetsesmy w podobnym wiekusmile
      goga.74 napisał(a):

      > Niedawno spotakalm sie ze stwierdszeniem , ze mieszkajac
      > za garnica przechodzimy
      > przez 3 etapy:
      > 1. fascynacji, euforii- wszytsko nam sie podoba, jest cudownie lepiej niz u nas
      > 2. nienawisc- zaczyamy dostrzegac negatywy w kraju, porownujemy do naszego,
      > przy czym pamietamy z niego tylko to co dobre
      > 3. akceptacji- jestesmy w stanie tam mieszkac lub jednak nie i wtedy wyjezdzamy
      > Co o tym sadzicie?

      • goga.74 Re: 3 etapy zycia za granica 08.05.02, 01:05
        Gość portalu: DundeeGi napisał(a):

        > 1 nie mialam, wrecz przeciwnie nic mi sie tu nie podobalo i uwazalam ze Polska
        > w
        > wielu przypadkach jest lepsza, teraz jestem chyba na etapie akceptacji.
        >
        > PS a gdzie jestes Goga? pytam tak bo jetsesmy w podobnym wiekusmile

        W Holandii.
        • Gość: Vika Re: 3 etapy zycia za granica IP: *.ewave.at 08.05.02, 01:13
          Mieszkam za granica 6lat.Polske uwazam za matke a Austrie za dobra
          macoche.Kocham obie.Etapy o jakich piszesz przechodzilam faktycznie.Teraz zyje
          ze swiadomoscia ,ze juz nie umialabym wybrac.To znaczy jestem tu i
          tam.Szkoda,ze niejednoczesnie.
          • Gość: Funnel Re: 3 etapy zycia za granica IP: *.vf.shawcable.net 08.05.02, 01:18
            Vika przechodzilas etap nienawisci - do Austrii - jak to sie objawialo ,napisz .
            • goga.74 Re: 3 etapy zycia za granica 08.05.02, 01:21
              Gość portalu: Funnel napisał(a):

              > Vika przechodzilas etap nienawisci - do Austrii - jak to sie objawialo ,napisz
              Funnel, czepiasz sie slowek. Chodzi o taki etap, kiedy czlowiek nazwijmy
              to "lamanie sie" i chce wracac- bo teskni za rodzina, przyjaciolmi, Polska ktorej
              ma w tym momencie romantyczna wizje.

              • Gość: Funnel Re: 3 etapy zycia za granica IP: *.vf.shawcable.net 08.05.02, 01:32
                goga.74 napisał(a):

                > Gość portalu: Funnel napisał(a):
                >
                > > Vika przechodzilas etap nienawisci - do Austrii - jak to sie objawialo ,na
                > pisz
                > Funnel, czepiasz sie slowek. Chodzi o taki etap, kiedy czlowiek nazwijmy
                > to "lamanie sie" i chce wracac- bo teskni za rodzina, przyjaciolmi, Polska ktor
                > ej
                > ma w tym momencie romantyczna wizje.
                >
                Oczywiscie ze wiem o co chodzi,ale jak mozna ten etap nazwac- nienawiscia.
                Zobacz New York,Bliski Wschod ,to jest nienawisc .
                Pozdrawiam


                • ad12 Re: 3 etapy zycia za granica 08.05.02, 02:04
                  Gość portalu: Funnel napisał(a):

                  > goga.74 napisał(a):
                  >
                  > > Gość portalu: Funnel napisał(a):
                  > >
                  > > > Vika przechodzilas etap nienawisci - do Austrii - jak to sie objawial
                  > o ,na
                  > > pisz
                  > > Funnel, czepiasz sie slowek. Chodzi o taki etap, kiedy czlowiek nazwijmy
                  > > to "lamanie sie" i chce wracac- bo teskni za rodzina, przyjaciolmi, Polska
                  > ktor
                  > > ej
                  > > ma w tym momencie romantyczna wizje.
                  > >
                  > Oczywiscie ze wiem o co chodzi,ale jak mozna ten etap nazwac- nienawiscia.
                  > Zobacz New York,Bliski Wschod ,to jest nienawisc .
                  > Pozdrawiam
                  >
                  >
                  Zgadzam sie z toba funnel !! Ja teraz jesetm na etapie 3 dopiero skonczylam etap
                  2 tylkoz wyjatkiem ja nie mam nic do ameryki tylko niektorych ludzi i
                  organizacji !! Uwazam ze ameryka to kraj oportunistyczny ale musisz miec czasami
                  mocne nerwy !!
                  • Gość: Pola Re: 3 etapy zycia za granica IP: *.extern.kun.nl 08.05.02, 02:20
                    goga nie uwzglednilas stanu marazmu, w ktorym obecnie sie
                    znajduje, hehe smile
                    • Gość: DundeeGi Re: 3 etapy zycia za granica IP: *.syd.connect.com.au / 210.9.62.* 08.05.02, 02:31
                      Swieta racja! spedzalam godziny ogladajac "The Bold and Beautiful" oraz Jerry
                      Springer Show .... Jesus!
                      Trzymaj sie Pola, to niedlugo minie smile
                      • Gość: Funnel- Re: 3 etapy zycia za granica IP: *.vf.shawcable.net 08.05.02, 02:57
                        Kdyby te etapy troche przestawic;
                        1 .Fascynacji
                        2 .Akceptacji
                        3 .Nienawisci
                        - to by wyszlo 'malzenstwo ',na pewno nic Ci sie nie pomylilo Goga ?
                        Pozdrawiam
    • joek Re: 3 etapy zycia za granica 08.05.02, 03:11
      goga.74 napisał(a):

      > Niedawno spotakalm sie ze stwierdszeniem , ze mieszkajac
      > za garnica przechodzimy
      > przez 3 etapy:
      > 1. fascynacji, euforii- wszytsko nam sie podoba, jest cudownie lepiej niz u nas
      > 2. nienawisc- zaczyamy dostrzegac negatywy w kraju, porownujemy do naszego,
      > przy czym pamietamy z niego tylko to co dobre
      > 3. akceptacji- jestesmy w stanie tam mieszkac lub jednak nie i wtedy wyjezdzamy
      > Co o tym sadzicie?

      Cos jak w malzenstwie, prawda?
    • Gość: Jurek Re: 3 etapy zycia za granica IP: *.rocsth01.mi.comcast.net 08.05.02, 03:57
      Oj racja racja moja Anielciu.
      1. fascynacji, euforii- aha

      2. mdlosci - szczegolnie gdy trzeba latac do Francji albo Wloch co 2 tygodnie i
      porownywac smukle kobiety z amerykanskimi hipopotamami

      3. rezygnacja - okazuje sie ze dolary nie sa rozrzucane na ulicach, ziarnistosc
      sygnalu NTSC jest gorsza niz PAL, a chleb razowy mozna tylko dostac w piekarni
      odleglej o okolo 20 km

      4. zrozumienie istoty rzeczy - nie srebro nie zloto, to nic chodzi o to by mlodym
      byc i wiecej nic...
    • lipshits Re: 3 etapy zycia za granica 08.05.02, 05:15
      1. Fascynacja. Nie mialem. Wszystko przyszlo w miare latwo. Akceptowalem
      wszystko.

      2. Porownywanie. nie porownywalem bo wiedzialem ze bylo mi duzo lepiej.

      3. Zlosc. Tego nigdy nie odczulem i nigdy nie mialem ochoty wracac bo nie
      mialem do czego. Moj ulubiony karmik dla ptakow juz sie pewnie rozlecial.
      • Gość: Renka Re: brak etapow IP: *.home.cgocable.net 08.05.02, 07:27
        Ja moge powiedziec, ze wcale nie mam zadnych etapow, ciagle jest tak samo.
        Za krotkie lato.Etap fascynacji czy niecheci nigdy u mnie nie wystapily, jezeli
        narzekam,to mam powod, to samo byloby gdzie indziej.Moge zyc wszedzie byleby za
        zimno nie bylo smile
        • karelia Re: brak etapow: kraj/malzenstwo;-) 08.05.02, 11:22
          jakichs szczegolnych fascynacji nie przechodzilam, ani nienawisci. Bezbolesne
          byly narodziny w nowym kraju, nie wiem dlaczego, ale czulam sie jak w domu,
          czyli Polsce. Nie mialam zadnych szokow. Moment akceptacji nastapil od razu
          wraz ze zrozumieniem, ze tutaj jest tak a nie inaczej. Koniec dyskusji i
          rozpamietywania i pytan"A dlaczego"?
          Czy jest to dowodem , ze w zwiazki wink malzenskie wchodze gladko i bez
          problemow?Nie zachwycajac ,ale i nie nienawidzac, total accepttation od razu;-
          ) .
          • luiza-w-ogrodzie Re: brak etapow: kraj/malzenstwo;-) 08.05.02, 11:47
            karelio, ja tez tak mam, , ja tez, ja tez! a juz sie martwilam ze jestem
            nienormalna, zadnych nienawisci, szybka akceptacja i radocha z zycia. Uff, nie
            jestem sama z tym problemem wink.

            Stokrotne dzieki za wsparcie duchowe.

            Zaustralizowana Luiza-w-Ogrodzie
            • karelia Re: brak etapow: kraj/malzenstwo;-) 08.05.02, 13:11
              Luizo, za ten kwiat, za ten kwiat czerwonyyyy to ja TOBIE wszystkosmile)), to ja
              sie balam, ze jestem takim dziwolagiem. Po prostu , nie mem w sobie wirusa
              nienawisci.
              • luiza-w-ogrodzie Re: brak etapow: i kwiat czerwony 09.05.02, 10:50
                Karelia, nie masz pojecia jak mi ulzylo, ze nie jestem jedyna emigrancka
                optymistka. Okazuje sie ze mozna pojechac na emigracje z ciekawosci i z
                otwartymi oczami, bez nierealistycznych wymagan i ciaglego porownywania z
                Polska. Bez nienawisci do innych krajow/obyczajow/ludzi. Z autoironia. I
                cieszyc sie z pobytu, a nie wynajdywac wady.

                Brawa dla normalnosci! I czerwony kwiatuszek (lilijka malenka) dla Karelii:

                www.anbg.gov.au/main-path/doryanthes.excelsa.html
                www.bearings.nsw.gov.au/Dreaming/Kai'mia.html

                Pozdrowienia
                Luiza-w-Ogrodzie
    • Gość: Kubus Re: 3 etapy zycia za granica IP: *.tnt1.stk3.da.uu.net 08.05.02, 19:44
      Zgadzam sie z etapami. jestem obecnie na etapie 3, tylko nie mam mozliwosci powrotu. I tak sie szarpie, ani tu nie
      chce juz mieszkac a w Polsce nie moge... co do Karelii, to musi byc jakas bezplciowa malza! Nic ja nie zadziwilo,
      nic nie zachwycilo ani nie przerazilo! Wszystko jej jedno gdzie mieszka. Pasujesz ty do tych Szwedow oj
      pasujesz Karelio!
      • karelia Re: 3 etapy zycia za granica 08.05.02, 21:41
        owszem zdziwilo mnie ale tak z lekka, bez szoku , stawiania oczu w slup i temu
        podobnych...np klamka do drzwi byla inna, kobieta prowadzila autobus,
        skrzynaka na listy stala na zewnatrz, posesje byly nieogrodzone drutem
        kolczastym,nikt nie kradl mebli ogrodowychani nie zrywal posadzonych kwiatkow
        i temu podobne lekkie laskotki, ale szok? Przeciez nie wyladowalam na innej
        planecie i jakie takie pojecie mialam o tych zagranicach.
        Czy ja pciowa czy bezpciowa ? Chyba bezpciowa, skoro tak mnie oceniasz po
        jednym poscie. Gratuluje znajomosci psychologii Szwedow.
        pozdrawiam malza/ostryga/szczezuja .... K.
        • Gość: patafian Re: 3 etapy zycia za granica IP: 62.144.245.* 08.05.02, 21:57
          • Gość: Wozak Re:4etapy zycia za granica IP: *.sympatico.ca 08.05.02, 22:02
            Jest jeszcze etap czwarty i ostatni .Zdychamy osamotnieni w przytulku czekajac
            na spalenie na koszt gminy .
        • Gość: selma Re: 3 etapy zycia za granica IP: *.ppp.get2net.dk 08.05.02, 22:13
          1 etap mialam baaardzo krotki,etap 2-niecheci trwal dlugo i mieszal sie z
          etapem 3 -pogodzenia ,potem znowu wracal ,nie wiem na jakim etapie jestem teraz
          chyba -pogodzenia sie z obecna sytuacja, co nie znaczy ze nieraz mnie cos nie
          denerwuje tutaj i nie zadziwia. z okresu poczatkowego pamietam ze schudlam z 6
          kg bo nie moglam tu nic jesc,i nosilam po 3 swetry bo bylo mi ciagle
          zimno,ciagle chcialo mi sie spac i czesto plakalam -byl to okres jak ze zlego
          snu .na szczescie zaaklimatyzowalam sie po ok. 3latach.
          • Gość: Celeste Re: 3 etapy zycia za granica IP: *.067.popsite.net 08.05.02, 22:59
            Moim 1-szym etapem to byla niesamowita tesknota za Grecja. Polske opuscilam 20
            lat temu ale jakos nigdy za Polska nie tesknilam. Natomiast za Grecja bardzo.
            Moze dlatego, ze wyjechalam jako mloda osoba i Grecja jest takim luznym,
            rozrywkowym krajem.
            USA natomiast, gdzie obecnie mieszkam wywolalo we mnie niesamowite poczucie
            podziwu i dumy. Chociaz i tutaj nic nie spada z nieba to jednak czuje sie
            ten "Free World" i juz po kilku latach mieszkania tutaj wiedzialam ze w tym
            kraju naprawde wszystko jest mozliwe.
          • cornio Re: 3 etapy zycia za granica 09.05.02, 05:57
            Gość portalu: selma napisał(a):

            > 1 etap mialam baaardzo krotki,etap 2-niecheci trwal dlugo i mieszal sie z
            > etapem 3 -pogodzenia ,potem znowu wracal ,nie wiem na jakim etapie jestem teraz
            >
            > chyba -pogodzenia sie z obecna sytuacja, co nie znaczy ze nieraz mnie cos nie
            > denerwuje tutaj i nie zadziwia. z okresu poczatkowego pamietam ze schudlam z 6
            >
            > kg bo nie moglam tu nic jesc,i nosilam po 3 swetry bo bylo mi ciagle
            > zimno,ciagle chcialo mi sie spac i czesto plakalam -byl to okres jak ze zlego
            > snu .na szczescie zaaklimatyzowalam sie po ok. 3latach.



            Ludzie jakie cierpienia ,jakie poswiecenia ile lez wylanych.selmo ty mogla bys
            napisac coe wiecej o tym - mniszkowna sie moze schowac !
    • Gość: theend Re: 3 etapy zycia za granica IP: *.nas.onetel.net.uk 09.05.02, 00:27

      to my powinnismy zadziwac swiat , a nie on nas...
      czyli..nie wazne gdzie....

      ja tam w bajki o "zachodzie" nie wierzylem i nadal nie wierze...
      udowodnic to sie mozna ,a nawet trzeba wszedzie...
      reszta to pezypadek..no czasem jakas decyzja..raz na pare lat..
      • Gość: Funnel Re: 3 etapy zycia za granica IP: *.vf.shawcable.net 09.05.02, 01:18
        Celeste,to dla Ciebie;
        grecja.home.pl/

        .....oj! pika!pika!jezeli cos..gdzies...kiedys...na stare lata ,to tylko Tam.
        (tej milosci nie sposob sie pozbyc,za diabla )
        Pozdrawiam serdecznie.
        PS Mam podobny staz,incl.3 lata w Helladzie.
        • Gość: Funnel Re: Do CELESTE IP: *.vf.shawcable.net 09.05.02, 01:37
          Gość portalu: Funnel napisał(a):

          > Celeste,to dla Ciebie;
          > <a href="http://grecja.home.pl/"target="_blank">grecja.home.pl/</a>
          >
          > .....oj! pika!pika!jezeli cos..gdzies...kiedys...na stare lata ,to tylko Tam.
          > (tej milosci nie sposob sie pozbyc,za diabla )
          > Pozdrawiam serdecznie.
          > PS Mam podobny staz,incl.3 lata w Helladzie.

          *******sorry zapomnialem dedykacji*******

      • ad12 Re: 3 etapy zycia za granica 09.05.02, 05:25
        Gość portalu: theend napisał(a):

        >
        > to my powinnismy zadziwac swiat , a nie on nas...
        > czyli..nie wazne gdzie....
        >
        > ja tam w bajki o "zachodzie" nie wierzylem i nadal nie wierze...
        > udowodnic to sie mozna ,a nawet trzeba wszedzie...
        > reszta to pezypadek..no czasem jakas decyzja..raz na pare lat..

        Oj theend ! Ale teraz dostaniesz za to cos powiedzial o zachodzie no przeciez
        nie wiesz ze na tymm forum nie mozna miec innego zdania jak tylko " Ameryka i
        Kanada sa najlepsze " Co do mnie hej ja jestem po twojej stronie !!
        • Gość: aniutek Re: 3 etapy zycia za granica IP: *.c3-0.nyw-ubr2.nyr-nyw.ny.cable.rcn.com 09.05.02, 06:03
          ad12 napisał(a):

          > Gość portalu: theend napisał(a):
          >
          > >

          > Oj theend ! Ale teraz dostaniesz za to cos powiedzial o zachodzie no przeciez
          > nie wiesz ze na tymm forum nie mozna miec innego zdania jak tylko " Ameryka i
          > Kanada sa najlepsze "
          ooo nie mozna???? a kto udziela przyzwolenia???
          jako, ze nie lubie zakazow, nakazow i kontroli mam nieco odmienne zdanie mysle, ze osoby nie
          pozbawione zdrowego rozsadku / chociazby!!!/ nigdy nie beda niczego chwalily tudziez negowaly
          w czambul...../ gdy opadna rozowe okulary, kazdy system, kraj, wspolnota ma wady z US i
          Kanada wlacznie.



          • ad12 Re: 3 etapy zycia za granica 09.05.02, 06:07
            Gość portalu: aniutek napisał(a):

            > ad12 napisał(a):
            >
            > > Gość portalu: theend napisał(a):
            > >
            > > >
            >
            > > Oj theend ! Ale teraz dostaniesz za to cos powiedzial o zachodzie no prze
            > ciez
            > > nie wiesz ze na tymm forum nie mozna miec innego zdania jak tylko " Ameryk
            > a i
            > > Kanada sa najlepsze "
            > ooo nie mozna???? a kto udziela przyzwolenia???
            > jako, ze nie lubie zakazow, nakazow i kontroli mam nieco odmienne zdanie mysle
            > , ze osoby nie
            > pozbawione zdrowego rozsadku / chociazby!!!/ nigdy nie beda niczego chwalily tu
            > dziez negowaly
            > w czambul...../ gdy opadna rozowe okulary, kazdy system, kraj, wspolnota ma wad
            > y z US i
            > Kanada wlacznie.
            >
            >
            >

            Aniutku kochana po pierwsze musze cie przeprosic bo nie bylam dla ciebie zbyt
            mila na tym forum a niee lubie sie klocic ! Po drugie ja ci moge podac cala liste
            wad USA ( nie wiem jak z kanada) Ja sie zgadzam tylko ze jak cos niedobrego
            powiedzialam kiedys to tak na mnie naskoczyli ze szkoda gadac !!
        • Gość: theend Re: 3 etapy zycia za granica IP: *.nas.onetel.net.uk 09.05.02, 10:23
          ad12 napisał(a):

          > Gość portalu: theend napisał(a):
          >
          > >
          > > to my powinnismy zadziwac swiat , a nie on nas...
          > > czyli..nie wazne gdzie....
          > >
          > > ja tam w bajki o "zachodzie" nie wierzylem i nadal nie wierze...
          > > udowodnic to sie mozna ,a nawet trzeba wszedzie...
          > > reszta to pezypadek..no czasem jakas decyzja..raz na pare lat..
          >
          > Oj theend ! Ale teraz dostaniesz za to cos powiedzial o zachodzie no przeciez
          > nie wiesz ze na tymm forum nie mozna miec innego zdania jak tylko " Ameryka i
          > Kanada sa najlepsze " Co do mnie hej ja jestem po twojej stronie !!

          wiecej subtelnosci ad12..choc nie dokonca wierze ,ze jestes mala dziewczynka...
          polecam jednak nie brac na swoje barki klotni z panami "kurwa ,nie wiem jak
          zwalic konia"..
          z pustymi jajami straciliby swoj ciety jezyk..a tego nikt by przeciez nie
          chcial.. czasem zreszta ..po wizycie w burdelu ..lub nocnej polucji..znikaja,
          chleja trzy dni lub tez wracaja z innym grzecznym nickiem..i robi sie nudno..
          a wczoraj jak widzimy na przykladzie macacza
          eksperymentowanie ze swieczkami zakonczylo sie zaklejeniem dupy woskiem..
          to znacznie ciekawsze..rozwija w nas poziom formulowania obelg..

          ps..nie musisz isc do admina..wpadnij tylko do klubu i daj cynk balonowi..on ma
          tam wyrobione kontakty..
          ps2 oczywiscie mozesz pisac o ameryce najgorzej jak tylko potrafisz...
          przeciez nie boisz sie cieci, ktorzy potrafia zgnoic tylko siebie samych..
    • macacz Re: 3 etapy zycia za granica 09.05.02, 05:57
      Walenie konia albo grzebanie swieczka w dupie na pewno lepiej zrobi wam niz
      pisanie idiotyzmow na kretynskim forum, bando skurwialych , zagubionych
      luzerow, bez domu, przyszlosci i odrobiny rozumu.
      Spierdalajcie na chuj kretyni.
      • cornio Re: 3 etapy zycia za granica 09.05.02, 06:10

        kolega macacz ujal to lapidarnie i po swojemu-ale cos w tym jest. jak was
        czytam to widze przed soba zakutych w kajdany katorznikow zsylanych na
        syberie.ich przejmujace cierpienia i meki tesknoty za krajem.potem sie
        przyzwyczaili i nawet byli pozyteczni dla miejsca zeslania. a jeden taki to
        siedzial w twierdzy szliserburg i wyl za krajem i swoimi -choc pluca wyplute
        itd. drugi znowu to popadl w mistycyzm i psychiczna chorobe. Etos
        emigracji,wygnania -zacznijcie pisac pamietniki.ja to zbiore w piekna ksiazke i
        zarobimy na cierpieniach. Piszcie o zzerajacej was tesknocir za swoimi za
        krajem,za tymi wierzbami i bezkresnymi halami .a szczegolnie niech opisza to
        ci ,ktorzy mieszkali (ja) w berlinie lub hamburgu.kilka godzin od granicy.Ale
        was meczy nuda i nostalgia.Po 2 dniach w polsce zaczynacie tesknic za powrotem
        i tak bez konca.To ja juz wole macacza czytac.
        • ad12 Re: 3 etapy zycia za granica 09.05.02, 06:11
          cornio napisał(a):

          >
          > kolega macacz ujal to lapidarnie i po swojemu-ale cos w tym jest. jak was
          > czytam to widze przed soba zakutych w kajdany katorznikow zsylanych na
          > syberie.ich przejmujace cierpienia i meki tesknoty za krajem.potem sie
          > przyzwyczaili i nawet byli pozyteczni dla miejsca zeslania. a jeden taki to
          > siedzial w twierdzy szliserburg i wyl za krajem i swoimi -choc pluca wyplute
          > itd. drugi znowu to popadl w mistycyzm i psychiczna chorobe. Etos
          > emigracji,wygnania -zacznijcie pisac pamietniki.ja to zbiore w piekna ksiazke i
          >
          > zarobimy na cierpieniach. Piszcie o zzerajacej was tesknocir za swoimi za
          > krajem,za tymi wierzbami i bezkresnymi halami .a szczegolnie niech opisza to
          > ci ,ktorzy mieszkali (ja) w berlinie lub hamburgu.kilka godzin od granicy.Ale
          > was meczy nuda i nostalgia.Po 2 dniach w polsce zaczynacie tesknic za powrotem
          > i tak bez konca.To ja juz wole macacza czytac.

          cornio a juz cie zaczynalam lubic .. Jesli ty uwazasz macacza za swojego kolego
          to zle z toba !!
          • cornio Re: 3 etapy zycia za granica 09.05.02, 06:18

            ad1,w kazdym pisaniu jest cos pozytywnego.forma jest oczywiscie wazna-ale
            tresc najwazniejsza.czytaj miedzy wierszami.,zobaczysz co sie tam kryje.jak
            mawial Pilsudski nawet taki skurwiony parlament jest niezbedny dla
            demokracji.rozpedzic i wybrac nowy!! pozdrawiam-niech zywi nie traca
            nadziei.jeszcze i macacz ukaze swoje prawdziwe ja !
            • ad12 Re: 3 etapy zycia za granica 09.05.02, 06:20
              cornio napisał(a):

              >
              > ad1,w kazdym pisaniu jest cos pozytywnego.forma jest oczywiscie wazna-ale
              > tresc najwazniejsza.czytaj miedzy wierszami.,zobaczysz co sie tam kryje.jak
              > mawial Pilsudski nawet taki skurwiony parlament jest niezbedny dla
              > demokracji.rozpedzic i wybrac nowy!! pozdrawiam-niech zywi nie traca
              > nadziei.jeszcze i macacz ukaze swoje prawdziwe ja !

              ok smile???????????????????? czy probujesz nam cos powiedziec przez to ....
            • Gość: aniutek Re: 3 etapy zycia za granica/cornio IP: *.c3-0.nyw-ubr2.nyr-nyw.ny.cable.rcn.com 09.05.02, 06:53
              Czy sugerujesz zatem, ze czarne jest biale i odwrotnie????
              ja twierdze, ze bardzo zadko zycie jest biale lub czarne!!!
              co za tym idzie kraje w ktorych zamieszkujemy nie sa wolne od wad, nade wszystko nie
              trawie generalizowania - ani in "+" ani "in" .... jesli rozumiesz o czym gadam......
              • ad12 Re: 3 etapy zycia za granica/cornio 09.05.02, 07:07
                Gość portalu: aniutek napisał(a):

                > Czy sugerujesz zatem, ze czarne jest biale i odwrotnie????
                > ja twierdze, ze bardzo zadko zycie jest biale lub czarne!!!
                > co za tym idzie kraje w ktorych zamieszkujemy nie sa wolne od wad, nade wszystk
                > o nie
                > trawie generalizowania - ani in "+" ani "in" .... jesli rozumiesz o czym gadam.
                > .....

                A co ze na aniutku biala flaga czy nie??
              • ad12 Re: 3 etapy zycia za granica/cornio 09.05.02, 07:07
                Gość portalu: aniutek napisał(a):

                > Czy sugerujesz zatem, ze czarne jest biale i odwrotnie????
                > ja twierdze, ze bardzo zadko zycie jest biale lub czarne!!!
                > co za tym idzie kraje w ktorych zamieszkujemy nie sa wolne od wad, nade wszystk
                > o nie
                > trawie generalizowania - ani in "+" ani "in" .... jesli rozumiesz o czym gadam.
                > .....

                sorry mialo byc a co ze mna !!??
                • Gość: aniutek Re: 3 etapy zycia za granica/ad12 IP: 199.219.138.* 10.05.02, 01:44
                  biala flaga ale bez przesady wink

                  ad12 napisał(a):

                  > Gość portalu: aniutek napisał(a):
                  >
                  > > Czy sugerujesz zatem, ze czarne jest biale i odwrotnie????
                  > > ja twierdze, ze bardzo zadko zycie jest biale lub czarne!!!
                  > > co za tym idzie kraje w ktorych zamieszkujemy nie sa wolne od wad, nade ws
                  > zystk
                  > > o nie
                  > > trawie generalizowania - ani in "+" ani "in" .... jesli rozumiesz o czym g
                  > adam.
                  > > .....
                  >
                  > sorry mialo byc a co ze mna !!??

              • Gość: Stary Re: 3 etapy zycia za granica/cornio IP: *.clover.com.au / *.clover.com.au 09.05.02, 15:33
                Gość portalu: aniutek napisał(a):

                > Czy sugerujesz zatem, ze czarne jest biale i odwrotnie????
                > ja twierdze, ze bardzo zadko zycie jest biale lub czarne!!!
                > co za tym idzie kraje w ktorych zamieszkujemy nie sa wolne od wad, nade wszystk
                > o nie
                > trawie generalizowania - ani in "+" ani "in" .... jesli rozumiesz o czym gadam.
                > .....


                Na emigracji czarne jest dalej czarne, biale jest dalej biale, miedzy nimi jest
                nieskonczona gama szarosci, ale pozostawione w kraju czerwone niestety tez
                zostalo w zasadzie takie same, jak bylo...

      • karim Re: 3 etapy zycia za granica 09.05.02, 20:26
        macacz napisał(a):

        > Walenie konia albo grzebanie swieczka w dupie na pewno lepiej zrobi wam niz
        > pisanie idiotyzmow na kretynskim forum, bando skurwialych , zagubionych
        > luzerow, bez domu, przyszlosci i odrobiny rozumu.
        > Spierdalajcie na chuj kretyni.
        Ale Cie dopadlo, i to juz po pierwszej secie. Co to bedzie jak wypijesz do konca?. Jedna myszka, dwie myszki, trzy
        myszki.... i znow do przytulku na tydzien.
    • Gość: ozpol Re: 3 etapy zycia za granica - albo mutacje IP: 153.51.21.* 09.05.02, 07:15
      goga.74 napisał(a):

      > Niedawno spotakalm sie ze stwierdszeniem , ze mieszkajac
      > za garnica przechodzimy
      > przez 3 etapy:
      > 1. fascynacji, euforii- wszytsko nam sie podoba, jest cudownie lepiej niz u nas
      > 2. nienawisc- zaczyamy dostrzegac negatywy w kraju, porownujemy do naszego,
      > przy czym pamietamy z niego tylko to co dobre
      > 3. akceptacji- jestesmy w stanie tam mieszkac lub jednak nie i wtedy wyjezdzamy
      > Co o tym sadzicie?

      Gaga dobrze to ujelasz ale kolejnosc moze byc inna albo punkt 2 usuniety.
      Ja bylem w etapie 1 do czsu az wrocilem do Europy i strasznie mi sie zrobilo
      przykro, ze takiego dokonalem wyboru.
      Teraz jestem na etapie 3 - (moze niektorzy podpowiedza ze 2, ale to nie prawda) -
      tu jest dobrze ale zawsze moglobyc lepiej a gdzie indziej tez moglobyc...
      Emigrant juz nie ma miejsca na ziemi ktory by nazwal swoim domem to tylko
      przystanie .... oby nam sie dzialo
      • Gość: Celeste Re: Do Funnel IP: *.067.popsite.net 09.05.02, 19:25
        Evcharisto para poli Funnel.
        Czy ty tez teskniles za Grecja? Przypuszczam ze ci emigranci, ktorzy przebywali
        w Grecji, Wloszech czy Hiszpanii mieli udana emigracje. Po ucieczce z Polski
        kazdy kraj wydawal sie rajem ale jednak ci z Niemiec np. cieszyli sie tak samo
        opuszczajac Niemcy jak i Polske.
    • oborowy_dalej Re: 3 etapy zycia za granica 09.05.02, 22:11
      Dla wielu etap jest tylko jeden: siedzenie na krawezniku w Nowym jorku i
      walenie glowa o kolana: co ja tu robie.
      • Gość: TROY Re: 3 etapy zycia za granica IP: 168.143.113.* 09.05.02, 22:14
        oborowy_dalej napisał(a):

        > Dla wielu etap jest tylko jeden: siedzenie na
        krawezniku w Nowym jorku i
        > walenie glowa o kolana: co ja tu robie.

        >Ja zaczelem cpac w dziesiatym roku zycia.
        >Dalszych etapow nie pamientam.
        • Gość: Funnel Re: Do CELESTE ! IP: *.vf.shawcable.net 10.05.02, 01:33
          Autor: Gość portalu: Celeste
          Data: 09-05-2002 19:25 adres: *.067.popsite.net


          --------------------------------------------------------------------------------
          Evcharisto para poli Funnel.
          Czy ty tez teskniles za Grecja? Przypuszczam ze ci emigranci, ktorzy przebywali
          w Grecji, Wloszech czy Hiszpanii mieli udana emigracje. Po ucieczce z Polski
          kazdy kraj wydawal sie rajem ale jednak ci z Niemiec np. cieszyli sie tak samo
          opuszczajac Niemcy jak i Polske.

          ******
          Parakalo !!!Ti -kanis? kala ,ise ?
          Wciaz tesknie,jak napisalem (post tuz powyzej dedykowanego do Ciebie-
          przeczytaj)... kto wie....Teraz sa inne,sprawy na
          glowie ,praca ,dzieci..normalna zyciowa walka.Ni i mija mlodosc -(nie
          pierwsza).Tu gdzie mieszkam(Vancouver ) tez jest pieknie,miasto otoczone gorami
          z otwarciem na ocean(zamiast morza-mamy morze zieleni),jakby Ateny w innym
          klimacie.
          Nie ma zimy ,a na deszczowe dni...trzeba tez cos miec..a to sa wspomnienia z
          Grecji.Oj! pika! ...pika !
          Celeste ! jak Ci sie podoba strona? Jak sie kliknie i zaczynaja grac buzuki ,to
          zatyka ,nie ?
          Czy mieszkalas w Atenach? jesli tak to cos Ci polece.(next time )
          JASSU !
          • Gość: Celeste Re: Do Funnel!!! IP: *.067.popsite.net 10.05.02, 04:29
            Gość portalu: Funnel napisał(a):


            > Parakalo !!!Ti -kanis? kala ,ise ?
            > Wciaz tesknie,jak napisalem (post tuz powyzej dedykowanego do Ciebie-
            > przeczytaj)... kto wie....Teraz sa inne,sprawy na
            > glowie ,praca ,dzieci..normalna zyciowa walka.Ni i mija mlodosc -(nie
            > pierwsza).Tu gdzie mieszkam(Vancouver ) tez jest pieknie,miasto otoczone gorami
            >
            > z otwarciem na ocean(zamiast morza-mamy morze zieleni),jakby Ateny w innym
            > klimacie.
            > Nie ma zimy ,a na deszczowe dni...trzeba tez cos miec..a to sa wspomnienia z
            > Grecji.Oj! pika! ...pika !
            > Celeste ! jak Ci sie podoba strona? Jak sie kliknie i zaczynaja grac buzuki ,to
            >
            > zatyka ,nie ?
            > Czy mieszkalas w Atenach? jesli tak to cos Ci polece.(next time )
            > JASSU !

            Kala ime.

            Oczywiscie rozumiem ze wakacje niestety nie moga trwac wiecznie. Trzeba troche w
            koncu pozyc normalnym, tym demokratycznym zyciem. Booorrrrinnnngggg...

            Tak sie sklada ze ja rowniez znam bardzo dobrze Vancouver. Mialam tam znajomych i
            przez wiele lat ich odwiedzalam. Piekne miasto. Moi znajomi teraz mieszkaja w
            Calgary. Bylam tam tez kilka razy ale zimy maja tam niesamowite. Jak z praca w
            Vancouver? Chyba w calej Canadzie z ta praca to jest tak: "now you see me now you
            don't". W Vancouver przynajmniej tak bylo. Albo bull market albo bear.

            Wracajac do Grecji... co roku odwiedzamy grecki festival gdzie tanczymy i bawimy
            sie jak kiedys. I jemy souflakia, calamaria i tzatziki. Moze to nie jest zupelnie
            to samo ale lepsze to niz nic. Ta strona, ktora mi przyslales jest fajna. Ale
            jest mi troche smutno jak tam jestem.

            To tyle na dzisiaj.
            Kali nichta.
    • _szwedka Re: 3 etapy zycia za granica 10.05.02, 11:23
      Tak sa rozne etapy ale dla mnie kolejnosc zupelnie odwrocona.
      1.Zaraz po przyjezdzie ciekawosc, porownywanie i nieakceptacja roznic. Nie
      moge nazwac to nienawiscia raczej niechecia do wszystkiego co szwedzkie.
      2.Akceptacja. Czym wiecej zaznajamia sie z dana kultura przychodzi zrozumienie
      i akceptacja. Walka z wiatrakami nie ma sensu
      3.Fascynacja Szwecja i Szwedami. Teraz widze ten luksus ktorym jest zycie
      tutaj. Wieksze kontakty z Polska i Polakami (zawodowe) poteguja tylko to
      uczucie.
      • Gość: kubus Re: 3 etapy zycia za granica IP: *.hkn.g.bonet.se 10.05.02, 13:25
        u mnie na odwrot. najpierw fascynacja tym krajem (wyjazd w czasie komuny) potem pomalu tesknota i rozowe
        okulary mi z oczu spadly. obecnie gdy rozumiem niuanse jezykowe odkrycie falszu szwedow i ich skapstwo i
        niezyczliwosc. tylko na zewnatrz usmiech i mile slowa , ale jak nieszczere...poniewaz mam mily wyglad , jestem
        zyczliwa i pogodna, przezylam straszny mobbing w pracy itd... nie moge juz pracowac ze szwedami. natomiast
        dobrze mi sie wspolpracuje i zyje z cudzoziemcami. nawet somalijczycy sa bardziej normalni od szwedow.
        • _szwedka Re: 3 etapy zycia za granica 10.05.02, 17:52
          Aha, jestes zyczliwa, pogodna, masz mily wyglad i to byl powod mobbingu?
          Pozatym Szwedzi sa falszywi, niezyczliwi i nawet Somalijczycy sa od nich
          normalniejsi. To Twoje stwierdzenia.
          Moglabys mi podac regulke na normalnosc? Interesuje mnie jaki jest "normalny"
          czlowiek.
        • jot-23 Re: 3 etapy zycia za granica 10.05.02, 18:03
          Gość portalu: kubus napisał(a):
          nawet somalijczycy sa bardzi
          > ej normalni od szwedow.

          nawet oni? no to juz musi byc dno z tymi szwedami!

          • karelia Re: 3 etapy zycia za granica 10.05.02, 18:17
            no co Wy, Szwedzi jak Szwedzi .Ja sie spotkalam z : uczciwoscia, podloscia,
            klamstwem, zyczliwoscia, obojetnoscia totalna, zazdroscia, pomoca..... tak ja
            wszedzie. A czy my, Polacy , do qurki wodnej,tacy strasznie zyczliwi i
            mili?????????? Jestesmy podli w stosunku do siebie, jestesmy niemili i
            pogardliwi w stosunku do innych, zazdroscimy.... czyli SREDNIA LUDZKA.Pokaz mi
            Polakow , ktorzy tak bardzo pomagaja obcokrajowcom, gdzie oni sa??? Podobnie
            tutaj, sa rozni , naprawde rozni. I podli i normalni.
            • Gość: Bruno Do goga 74 IP: *.tpl.on.ca / 199.71.64.* 10.05.02, 18:31
              Przeszedlem wszystkie trzy etapy dokladnie jak to ladnie opisalas.
            • _szwedka Re: 3 etapy zycia za granica 10.05.02, 18:31
              Syn znajomej, Polak, marzyl aby studiowac w Polsce. Na jednej uczelni byl
              kierunek ktorym sie bardzo interesowal. Zalatwil sobie wszystko i pojechal.
              Wrocil zalamany po kilku miesiacach mimo ze stracil caly rok. Niezyczliwosc to
              bardzo delikatne slowo aby okreslic co on przezyl. I to nie od kolegow z roku.
              To wykladowcy, pracownicy uczelni a wiec ludzie ktorzy powinni byc jednak na
              poziomie. Chlopak skonczyl studia z super wynikami ale ta szwedzka uczelnia nie
              chce miec wiecej wymiany z Polska.
    • Gość: wowa Re: 3 etapy zycia za granica IP: *.sprint.ca 13.05.02, 02:09
      p 14 latach na emigraci przezylem te 3etapy zyje spokojne

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka