starywiarus
05.09.02, 14:45
1. Polacy zamieszkali stale na Zachodzie i posiadający obywatelstwo kraju
zamieszkania nie mogą podróżować do Polski na podstawie legalnie posiadanych
paszportów tych krajów, ponieważ władze III RP odmawiają wydawania podwójnym
obywatelom wiz polskich do paszportów państw obcych (Kanada, Australia, kraje
Ameryki Łacińskiej i in.) W Kanadzie, rutynowo odmawia się obywatelom
kanadyjskim urodzonym w Polsce lub polskiego pochodzenia wiz polskich nawet w
celu podróży na pogrzeb najbliższych w kraju.
2. Placówki dyplomatyczne RP żądają od podwójnych obywateli (RP i innego
państwa) wykupywania paszportów polskich po ponad pięciokrotnej cenie
krajowej (w USA - $130, czyli ponad 550 PLN). Sytuacja ta znana jest
jako "paszportowy szantaż".
3. Polacy zamieszkali stale na Zachodzie i posiadający obywatelstwo kraju,
dla którego nie obowiązują wizy wjazdowe do Polski (USA, państwa Unii
Europejskiej) podróżujący do Polski na podstawie legalnie posiadanych
paszportów tych krajów, ryzykują, że zostaną do Polski wpuszczeni na
podstawie zachodniego paszportu, natomiast odmówi się im wypuszczenia z
powrotem do domu na Zachodzie, żądając okazania paszportu polskiego. Sytuacja
taka znana jest jako "pułapka paszportowa". Straż Graniczna RP przyznała się
do około 80 takich zatrzymań w 1999 i 2000 roku.
O paszport polski nagabywano m.in w 2000 r. zamieszkałego wówczas stale w USA
p. Jana Nowaka-Jeziorańskiego, obywatela USA, oraz w 2002 roku panią dr
Elżbietę Rogacką, prezesa Kongresu Polonii Kanadyjskiej, urodzoną w Wielkiej
Brytanii podwójną obywatelkę brytyjską i kanadyjską, stale zamieszkałą w
Kanadzie. Oczywiście, z VIP-ami Straż Graniczna tylko się droczy, więc oboje
wypuszczono z Polski. Zatrzymuje się tych podwójnych obywateli, za którymi
nikt się nie ujmie.
4. W takiej samej "pułapce paszportowej" mogą znaleźć się również osoby,
które uzyskały wizę polską do paszportu Kanady lub Australii poprzez
nieprzyznanie się do obywatelstwa polskiego. Taktyka ta narusza obowiazujace
polskie prawo i jest całkowicie nielegalna, ale jest oficjalnie zalecana
Polonii przez prezesa Urzędu d/s Repatriacji i Cudzoziemców Piotra
Stachańczyka
(rada zostala udzielona przez prezesa Stachańczyka na posiedzeniu Komisji
Sejmowej d/s kontaktow z Polonia w czerwcu br., i wkrotce potem potwierdzona
pisemnie przez przewodniczacego tej Komisji, pos. Macieja Giertycha /LPR/ w
liscie posla Giertycha do prezesa Kongresu Polonii Amerykanskiej)
Ukrywanie obywatelstwa polskiego, jakie zamiast reformy 40-letniego,
gomulkowskiego jeszcze prawa (ustawa o obywatelstwie polskim pochodzi z 1962
roku) proponuje Polonii prezes Stachańczyk, jest bardzo łatwe do
zdemaskowania przez Straż Graniczną RP, ponieważ na przejściach granicznych
RP zainstalowano (nota bene częściowo za pieniądze Unii Europejskiej)
terminale systemu PESEL, ułatwiające selektywne wyłapywanie osób podejrzanych
o posiadanie oprócz obywatelstwa kraju zachodniego, rownież obywatelstwa
polskiego. No kogo bedziemy sie wtedy powolywac? Na posla Giertycha? Bo
kapral Strazy Granicznej bedzie sie mogl powolac na Dziennik Ustaw.
5. Osoba schwytana w "pułapkę paszportową" musi wyrobić sobie w Polsce polski
paszport, aby móc powrócić do domu za granicą. Do wyrobienia paszportu
potrzebny jest polski dowód osobisty, numer PESEL, książeczka wojskowa i
stałe zameldowanie w kraju. Wszystkich tych rzeczy Polak zamieszkały od 20
czy 30 lat za granicą nie posiada. Numer PESEL wprowadzono dopiero w 1985
roku, a dowód osobisty i książeczkę wojskową odbierano w PRL do depozytu przy
wydawaniu paszportu. Zgodnie z przepisami o archiwizacji akt paszportowych,
teczki tych akt (razem ze zdeponowanym dowodem i książeczką wojskowa) zostały
zniszczone po 10 latach przechowywania.
6. Wyrobienie sobie w Polsce stałego zameldowania, dowodu osobistego, numeru
PESEL i książeczki wojskowej przez osobę stale zamieszkałą za granicą wymaga
w Polsce około 3-4 miesięcy wędrowek po nieżyczliwych urzędach, które nie
kryją uciechy z nieszczęścia zamieszkałego na Zachodzie petenta ("u nas taki
Amerykanin nie będziesz!"). Do czasu otrzymania nowego paszportu polskiego
petent nie może opuścić Polski, a zatem jest uwięziony w granicach RP do
czasu zakończenia postępowania w polskich urzędach. Oznacza to w większości
wypadków zwolnienie z pracy za granicą za nieusprawiedliwione opóźnienie
powrotu z urlopu. W skrajnych wypadkach grozi to także ruiną finansową z
powodu niemożności dokonania terminowych spłat zaciągniętych kredytów.
Kredytodawcy w Kanadzie nie interesuje polski balet urzędowy, i nie zawaha
się przed wystawieniem na licytację domu klienta, który przestał płacić raty
pożyczki hipotecznej.
7. Takiej samej procedurze podlega osoba, stale zamieszkała za granicą, która
pojedzie do Polski na paszporcie polskim, zgodnie z życzeniem władz RP i
instrukcjami polskich konsulatów, a następnie ten paszport zgubi albo pozwoli
go sobie ukraść. Polskie urzędniczki uważają za świetny dowcip, że ktoś
straci pracę za oceanem albo bank zabierze mu dom, kupiony kosztem wyrzeczeń
całego życia za granicą w czasie, kiedy będzie oczekiwał w Polsce tygodniami
lub miesiącami na decyzję urzędów.
8. Podwójny obywatel podróżujący do Polski na paszporcie RP nie ma podczas
pobytu w Polsce dostępu do pomocy konsularnej ze strony ambasady swego kraju
stałego zamieszkania i legalnie posiadanego drugiego obywatelstwa. Rzecz nie
bez znaczenia w kraju, którego prokuratura i sądownictwo potrafią trzymać
aresztowanych w więzieniu przez wiele miesięcy, zanim się zdecydują, czy w
ogóle i jakie zarzuty im postawić.
9. "Szantażem paszportowym" administruje Ministerstwo Spraw Zagranicznych
RP. "Pułapką paszportową" administruje podległa Ministerstwu Spraw
Wewnętrznych i Administracji Straż Graniczna RP, dowodzona przez byłego
oficera organów bezpieczeństwa PRL. Oświadczenie lustracyjne generała Józefa
Klimowicza przyznające się do pracy w PRL-owskich organach bezpieczeństwa
opublikowano w Monitorze Polskim nr 36 z dnia 28 sierpnia 2002 r.
10. Sytuacji tej nie można rozwiązać zrzekając się obywatelstwa polskiego,
ponieważ stalinowsko-bizantyjska procedura ubiegania się o osobistą zgodę
Prezydenta RP na takie zrzeczenie jest w praktyce nie do przebycia dla osoby
stale zamieszkałej poza Polską.
Od petenta wymaga się m.in. napisania i złożenia szczegółowego życiorysu,
zarejestrowania w polskich urzędach urodzonych za granicą dzieci i zawartych
tam związków małżenskich. Jeśli ktoś miał nieszczęście się za granicą
rozwieść, wymagane jest zatwierdzenie takiego rozwodu przez polski sąd,
równające się w praktyce przeprowadzeniu rozwodu (często sprzed wielu lat) od
nowa.
Koszt procedury wynosi od kilkuset dolarow do 2000-3000 dol, zaleznie od
ilości dokumentów, z ktorych kazdy musi (całkowicie bezprawnie i z
pogwałceniem postanowien polskiego Kodeksu Cywilnego, który wymaga takich
poswiadczeń WYŁĄCZNIE w razie poważnych i uzasadnionych wątpliwości krajowego
urzedu co do autentyczności zagranicznego dokumentu) zostać poświadczony
przez Konsulat RP, za słoną opłatą. Wszystkie dokumenty w językach obcych
musza zostac (kosztownie) przetłumaczone na polski przez tlumacza wskazanego
przez Konsulat, a następnie "sprawdzone" (za słoną opłatą) i "zalegalizowane"
(za słoną opłatą), także przez Konsulat RP.
11. Prezydent może się na zrzeczenie obywatelstwa zgodzić lub nie zgodzić,
bez podania przyczyn. Ma na to dowolnie wiele czasu (większość spraw trwa
około dwa lata) a jego decyzja jest ostateczna i nie podlega zaskarżeniu do
sądów RP
Opisane przepisy i ich ultra-restrykcyjna interpretacja weszły w życie
progresywnie od 1998 roku. Przedtem, Polonii Zachodu wydawano bez kłopotu
wizy polskie do obcych paszportów na ogólnych zasadach, i wszyscy byli
zadowoleni, ale to zapewne było za proste.