Dodaj do ulubionych

Miss Universum z paszportem RP

IP: *.sympatico.ca 05.11.02, 19:07
SKANDAL - Pisząc o rezygnacji Rosjanki z tytułu najpiękniejszej i koronie dla
Justyny Pasek, amerykańskie gazety nie wspomniały, że jest ona związana z
Polską

Justyna jest obywatelką RP, posiadaczką polskiego paszportu. Wiedzą o tym
wszyscy Polacy w Panamie, a rodzina Pasków nie robi z tego tajemnicy.

Kiedy 29 maja br. telewizja polska retransmitowała wybory Miss Universum,
rodzina Pasków oglądała show w różnych miejscach. Józef i Zofia w
Krzywymstoku w powiecie tomaszowskim na Zamojszczyźnie. Ich dzieci - Edyta
(ostatni rok geografii na Uniwersytecie Warszawskim), Robert (absolwent
Politechniki Lubelskiej) i Michał (student Politechniki Warszawskiej) - w
stolicy. Kiedy na estradzie pojawiła się reprezentantka Panamy i padło jej
nazwisko, wszyscy Paskowie oniemieli. Komentator przedstawiał: "Justine
Pasek", ale przed nimi stała Justyna, Justysia... Córka chrzestna, bratanica,
stryjeczna siostra. Reprezentantka Panamy.


WALDEMAR PIASECKI




Zadzwonił z Finlandii Stachu, sąsiad Pasków z Wożuczyna: "Józek! Nasza

wożuczanka idzie na najpiękniejszą "laskę" świata.

Zdrowie twojej chrzestnej! Żeby tylko wygrała...". Za jakieś pół godziny
dzwoni ksiądz Józef Tucki, proboszcz parafii w Dubie, dawniej w
Wożuczynie. "Sam chrzciłem! Ma się tę rękę, co? Tylko żeby z tą Ruską
wygrała...", krzyczy podekscytowany.

Robert Pasek bierze za słuchawkę i stara się dodzwonić do TVP, żeby
powiedzieć, że o miano najpiękniejszej walczy jego siostra stryjeczna.
Nagrywa się, zostawia namiary. Nikt nigdy nie oddzwonił.

Wygrywa 24-letnia Rosjanka Oksana Fiodorowa, porucznik milicji z Sankt
Petersburga. Druga jest Justine Pasek. Trzecia Ling Zhuo z Chin.

- Jasne, że byliśmy dumni - mówi Pasek. - Zadzwoniliśmy do Panamy i
pogratulowaliśmy bratu. Był jednak żal, że nie pierwsze miejsce. Znajomi z
Wożuczyna nie mogli sobie darować, że Justysia z Ruską przegrała. Wietrzyli
jakiś spisek...

Czas płynął.

24 września br. świat obiegła informacja, że Oksana Fiodorowa odesłała koronę
Miss Universum zaprojektowaną przez japońskiego mistrza Tomohirę Yajimę i
wykonaną z 500 brylantów i 120 pereł, wartą 200 tysięcy dolarów. Obrona pracy
dyplomowej w Akademii Spraw Wewnętrznych (pt. "Instytucja detektywa
prywatnego i prywatnej agencji ochrony w systemie prawa rosyjskiego") i
perspektywa awansu do stopnia kapitana okazały się ważniejsze niż obowiązek
uczestniczenia w licznych imprezach charytatywnych i reklamowych związanych z
tytułem najpiękniejszej. Detronizacja Oksany Fiodorowej zbiegła się z
intronizacją Justyny Pasek.

- Wszyscy szaleliśmy z radości - mówi chrzestny Justyny. - Najbardziej dumny
był ksiądz Józef, który powtarzał, że jest dowód boskiej sprawiedliwości,
skoro Polka (choć Panamka zarazem) i katoliczka ostatecznie zatryumfowała. Do
Panama City, do Staszka, nie mogłem się dodzwonić. Numer ten, ale po
hiszpańsku tylko gadają.

Media amerykańskie doniosły o zmianie na tronie, przedstawiając Justine Pasek
jako Panamkę. W tym czasie byłem już w kontakcie z polską placówką
dyplomatyczną w Panamie, urzędem chargé d'affaires Marcina Popławskiego. Nie
mamy w tym kraju samodzielnej ambasady. Reprezentuje nas ambasada w
Kostaryce. Już pierwsze słowa rozmowy z pracownicą placówki, panią Czesławą
Jolantą Cordobą, nie pozostawiały wątpliwości.

Obserwuj wątek
    • Gość: Bozena L czesc 2 IP: *.sympatico.ca 05.11.02, 19:08
      Szczęśliwy Józef Pasek opowiada: - Pasków była w Wożuczynie jedna rodzina. Tato
      Antoni, mama Janina, ja rodzony w 1950 r. i brat cztery lata młodszy. Na świat
      przyszedł 8 maja i przyniósł sobie imię Stanisław. Ziemi było wszystkiego 3,6
      ha. Trudno było z tego wyżyć i ojciec musiał pracować w cegielni. Cegłę w piecu
      układał. Mieszkaliśmy tak trochę na końcu świata. Do Tomaszowa Lubelskiego - 16
      kilometrów, do Zamościa - 50, do Lublina - 120, a do Warszawy prawie 300...

      Józef Pasek poszedł do liceum, potem ukończył studium nauczycielskie w Zamościu
      i został nauczycielem matematyki. Stanisław poszedł do technikum samochodowego
      w Tomaszowie. W 1974 r. zdał maturę jako najlepszy w szkole i bez egzaminu
      wstępnego skierowano go na Politechnikę Warszawską. Tam też był najlepszy i
      zaproponowano mu studia na Uniwersytecie Politechnicznym w Charkowie, który
      może się poszczycić wysokim poziomem nauczania i... laureatem Nagrody Nobla w
      dziedzinie fizyki, Lwem Landauem. W uczelni kształciło się wówczas wielu
      studentów z krajów socjalistycznych i Trzeciego Świata. Staszek zgodził się bez
      wahania. Brał to za przygodę życiową.

      - Bratu podobało się w Charkowie - kontynuuje opowieść Józef Pasek. - Studiował
      informatykę, był bardzo zadowolony. Towarzystwo miał międzynarodowe. Tam poznał
      Elizabeth Patino, studentkę chemii z Panamy. Wszyscy mówili na nią "Dżami".
      Zakochali się w sobie. Dwa razy przyjeżdżali jeszcze przed urodzeniem Justynki.
      Za drugim razem "Dżami" była już w ciąży, w siódmym miesiącu. Chciała urodzić w
      Polsce. Ale... nie dało rady. Nie miała zaświadczenia z Charkowa, że jest w
      ciąży, a polscy lekarze nie chcieli go wystawić. Bali się odpowiedzialności.
      Bez kwitu "Dżami" nie zostałaby przyjęta na porodówkę. Wrócili. Justynka
      urodziła się 27 sierpnia 1979 r. Po porodzie "Dżami" wróciła do akademika i tak
      mieszkali. Małej nie rejestrowali w urzędzie stanu cywilnego, bo nie wiedzieli,
      jakie mają podać obywatelstwo dziecka: polskie czy panamskie. Któregoś dnia
      przyszli do nich pracownicy opieki społecznej. "Tu jest nielegalny rebionok -
      powiadają. - Urodzony, a nierejestrowany. Jak wy go nie chcecie, to go weźmie
      władza radziecka do domu dziecka" - usłyszał Stachu. Dalej już nie zwlekali.
      Ustalili, że Justynka będzie Polką i bierze nasze nazwisko. Normalnie, Paskówna!

      Oczywiście, Paskówna musiała zostać ochrzczona. Metryka z ZSRR się nie liczyła.
      Problem był jednak, jak małą wwieźć do Polski. Nie miała żadnych dokumentów
      stwierdzających, że ona to... ona. Termin chrztu ustalono z księdzem Józefem
      Tuckim na Wielkanoc 1980 r. Staszek chodził więc po charkowskich urzędach i
      walczył z biurokracją. Wreszcie wziął sprawy w swoje ręce. W sobie tylko
      wiadomy sposób zjawia się w Wożuczynie z Elizabeth i Justysią w Wielki Piątek...

      - Brat nigdy nie chciał mówić, jak on wjechał z dzieckiem przez granicę.
      Legalnie na pewno nie - twierdzi Józef. - Po mojemu, podsypał i jednym, i
      drugim pogranicznikom. Można było więc Justysię chrzcić po katolicku. Mnie
      Stachu poprosił na chrzestnego, a Sabinę Chmielewską, naszą dobrą koleżankę, na
      chrzestną. 8 kwietnia 1980 r. w kościele Najświętszej Marii Panny ksiądz Józef
      Tucki ochrzcił Justynę Pasek, tak jak nakazał Jezus. Proboszcza i gości
      podjęliśmy, jak nakazuje wożuczyńska tradycja i honor rodziny. Mało kto wstał
      od stołu o własnych siłach.

      Oczywiście, nie było mowy o zabraniu małej z powrotem bez dokumentów do ZSRR.
      Została z dziadkami, a rodzice wrócili, by dokończyć swoje prace dyplomowe na
      charkowskiej uczelni.

      Po przybyciu do Charkowa młodzi postanowili wziąć ślub. Nie było to łatwe.
      Operację dało się jednak przeprowadzić w Kijowie, głównie dzięki "talentom"
      Staszka. Już wtedy Paskowie zdecydowani byli, że wolą osiąść w Panamie.

      Polską wstrząsnęły strajki. Konflikt władzy i "Solidarności" narastał, dialog
      stawał się niemożliwy. Wrócili do Wożuczyna wiosną 1981 r. jako inżynierowie i
      natychmiast rozpoczęli starania o wyjazd do Panamy, czyli na Zachód.

      Chrzestny wspomina: - Największym problemem było wyrobienie Justynce polskiego
      paszportu, z którym mogłaby podróżować z matką Panamką. Staszek
      znów "rozwiązał" ten problem w wydziale paszportów w Zamościu. Justysia miała w
      dokumencie zdjęcie, jak siedzi na kozetce... Na polskiej granicy nie było
      problemów. W Madrycie "Dżami" z córeczką zatrzymano, kwestionując autentyczność
      dokumentu dziecka. Trzymano je przez 24 godziny, wyjaśniając, czy nie chodzi tu
      o uprowadzenie obcego dziecka. Wreszcie pozwolono odlecieć do Panamy. Brat
      dołączył do nich później, bo miał do pozałatwiania wiele spraw.

      Pamiętam, że odlatywał w dniu wielkiego strajku w centrum Warszawy, chyba
      ostatniego dnia sierpnia 1981 r. Leciał przez Pragę. Tam od razu okradziono go
      z całego bagażu. Zostały mu tylko dokumenty.

      Przygodę z Panamą rozpoczynał więc goły i wesoły.

      W Panamie Stanisław Pasek nie mógł znaleźć pracy. W podobnej sytuacji byli
      także inni koledzy ze studiów w Charkowie. I wówczas pomógł mu fakt, że jest...
      Polakiem. W przypadkowej sytuacji poznał dystyngowanego, starszego jegomościa
      ze znawstwem rozmawiającego o matematyce. Ponieważ matematyka Paskom nigdy nie
      była straszna, włączył się do dyskusji, swoją nie najlepszą hiszpańszczyzną:

      - Skąd pan właściwie jest?

      - Z Polski, a studia kończyłem w Charkowie...

      - A gdzie pan pracuje?

      - Nigdzie. Szukam pracy.

      Starszy człowiek zamyślił się i ku zdumieniu Paska zwrócił się do niego
      nienaganną polszczyzną:

      - Proszę jutro do mnie się zgłosić, mam dla pana pracę...

      Polak z niedowierzaniem obracał w ręku wizytówkę rozmówcy. Był to... rektor
      Uniwersytetu Panamskiego. Polski Żyd, przedwojenny absolwent matematyki na
      Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie.

      Stanisław Pasek nie zmarnował dwóch lat spędzonych jako asystent na uczelni.
      Dorabiał także w szkole średniej. Potem otrzymał ofertę pracy w zarządzie
      Kanału Panamskiego, w dziale regulacji ruchu statków. Wspiął się po stopniach
      kariery do pozycji dyrektora, zyskując opinię wybitnego fachowca.

      W Panamie urodzili się dwaj synowie Stanisława - czternastoletni dziś Alvaro i
      o dwa lata młodszy Eduardo. Na eleganckim przedmieściu Panama City Stachu
      postawił dom.

      - Polonia panamska to przede wszystkim Polki, które wyszły za Panamczyków -
      mówi Czesława Jolanta Cordoba, zaprzyjaźniona z rodziną Pasków. - Stanisław
      jest wyjątkiem. Odniósł prawdziwy sukces w tym kraju. Teraz na podobną drogę
      wchodzi Justyna. Od dziecka miała talent taneczny i ukończyła szkołę baletową.
      Potem liceum pedagogiczne. Ponieważ miała urodę i figurę modelki, szybko
      zaczęła iść w tym kierunku. Pracowała także w telewizji w programach o
      charakterze społecznym, mających pomóc pokrzywdzonym przez los (np. dzieciom
      ulicy czy chorym na AIDS). Wszyscy cieszyliśmy się, kiedy została
      najpiękniejszą dziewczyną Panamy, a potem Wicemiss Universum. No i teraz, po
      rezygnacji Rosjanki, Miss Universum. To mądra, inteligentna dziewczyna. Uważam,
      że ma przed sobą wielką karierę.

      Szukam Stanisława Paska. Pod domowym telefonem kobiecy głos informuje, że
      Paskowie już tam nie mieszkają.

    • Gość: Bozena L czesc 3 IP: *.sympatico.ca 05.11.02, 19:08
      Prasa panamska pisze, że Elizabeth z synami wyjechała

      do... Nowej Zelandii.

      - Brat mówił mi w telefonicznej rozmowie, że "Dżami" chce jechać do Nowej
      Zelandii, ale że on jest przeciwny - wspomina Józef Pasek. - Panama i kanał to
      jego życie. Wiem, że były na ten temat różnice zdań, ale opcja wyjazdu
      przeważyła. Choć teraz, po zdobyciu tytułu Miss Universum przez Justynę, nie
      wierzę, aby dziewczyna miała szukać szczęścia gdzieś na antypodach.

      W Nowym Jorku spotykam się z Edytą Pasek, siostrą stryjeczną Justyny, córką
      Józefa. Pod koniec października broni pracy magisterskiej z geografii na UW.
      Wakacje spędza w Stanach. - Justynę pamiętam z dzieciństwa, jestem od niej dwa
      i pół roku starsza. Mieszkałyśmy razem i bawiłyśmy się razem na podwórku u
      dziadków w Wożuczynie. Zaczynała mówić, kiedy wyjechała razem z rodzicami do
      Panamy. Więcej w Polsce nie była - opowiada Edyta. - Stryj Staszek przyjechał w
      1990 r., kiedy babcia Janina leżała w szpitalu w Tomaszowie, a wkrótce potem
      zmarła. O sukcesach Justyny dowiadywaliśmy się z listów stryja i wycinków z
      gazet o jej występach jako modelka i prezenterka telewizyjna. Bardzo chciałabym
      się spotkać z nią w Nowym Jorku. Poprosiłam o to biuro Miss Universum na
      Manhattanie...

      Esther Swan jest dyrektorem Public Relations Miss Universe Organization.
      Informacja o tym, że Justyna jest obywatelką Polski, nieco ją zaskakuje.
      Podobnie jak wiadomość, że dziewczyna była chrzczona w Polsce i tam ma rodzinę.
      Pani dyrektor mówi o planach przedstawienia Justyny Pasek polskiej społeczności
      Nowego Jorku oraz zorganizowaniu specjalnego wieczoru wraz z polską misją przy
      ONZ. Może dojdzie do wizyty polsko-panamskiej piękności podczas meczu
      hokejowego New York Rangers kontra Montreal Canadiens w słynnej Madison Square
      Garden, w którym zagrają przeciwko sobie Krzysztof Oliwa i Mariusz Czerkawski.
      Ten ostatni takie zaproszenie już skierował bezpośrednio do Justyny.

      Pisząc o ustąpieniu Fiodorowej i koronie dla Paskówny żadna z wielkich gazet
      nowojorskich nie wspomniała, że ma ona cokolwiek wspólnego z Polską. - To
      wymaga naprawienia - twierdzi Susan Rozdeba z "Daily News". Jej kolega
      redakcyjny i jak ona Polak z pochodzenia, Corky Siemaszko, dodaje: - Powinno
      być podane do wiadomości, kim jest i kim jest miss rodzina.

      Ojciec z Polski, mama Panamka, a dziadek Amerykanin. Bądźmy więc precyzyjni. -
      Jeśli Elizabeth miała ojca ze Stanów, to jej córka Justyna jest w 50% Polką, w
      25% Amerykanką i w 25% Panamką. To jest Paskowa krew! - mówi Józef,
      udowadniając, że Paskowie mają głowę do matematyki.

      Co powie Justyna?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka