Dodaj do ulubionych

Polonia w USA - Polacy czy Amerykanie?

07.02.03, 14:48
czytając wątki poświęcone niewątpliwie ciekawemu zagadnieniu dostępności i
sposobom przyznawania amerykańskich wiz obywatelom polskim zauważyć należy
niezwykły w życiu codziennym zapał niektórych piszących do wzajemnego
obrzucania się inwektywami, słowami powszechnie uważanymi za obraźliwe, jak
również odczuwalną wręcz niechęć obywateli pochodzenia polskiego obecnie
zamieszkujących Stany Zjednoczone Ameryki Północnej wobec innych obywateli
polskich przebywających na terenie Najjaśniejszej III Rzeczypospolitej.
Zastanowić się zatem należałoby, czy owi członkowie ogólnie rozumianej
Polonii w USA czują się jeszcze Polakami, czy może już Amerykanami. Czy owa
niechęć wynika z kulturowo ugruntowanej w Polakach zawiści (ja mam kiepsko,
ale niech inni mają jeszcze gorzej), czy może z pogardliwego odniesienia
Amerykanów wobec innych nacji (z wyjątkiem jednej, bliskowschodniej).
Na kulturalne opinie w tej kwestii czeka uprzejmie
prawie.dyplomata
Obserwuj wątek
    • munde PROBA ANALIZY SYTUACJI 07.02.03, 15:20
      Problem , ktory poruszyles, jest zlozonym problemem socjalno-psychologicznym i
      popelniasz blad uproszczenia sprowadzajac wszystko do chamstwa i podobno
      typowej dla Polakow , czy to w Polsce czy zagranica, zawisci.
      Osoby ktore zdecydowaly sie porzucic Polske i zamieszkac poza nia na ogol
      przeszly dosc trudna droge- nauka jezyka, szkola, zdobywanie doswiadczenia
      zawodowego. Gros wyjecjhalo kilkanascie lat temu i dzis "odcinaja kupony" od
      swych dokonan. Niemniej, jezdza do Polski, czuja sie z nia emocjonalnie
      zwiazani. Maja tam rodzicow etc.
      Juz po ich wyjezdzie, Polska gwaltownie ruszyla do przodu, ekonomicznie i
      spolecznie, zachodzily ogromne zmiany, w wiekszosci korzystne. Ludzie sie
      bogacili, otwierali firmy, budowali domy, jezdzili po swiecie. Bylo swietnie.
      W tym wlasnie momencie doszlo do gwaltownego i niekorzystnego zwrotu jesli
      idzie o postrzeganie wychodzstwa, szczegolnie zas tzw. Polonii amerykanskiej.
      Powstalo sporo niezdrowych stereoptypow rodzaju: "Ameryke to my teraz mamy w
      Polsce", " Po co wy tam siedzicie?", " Wolalby sie zabic niz pol zycia na
      emigracji przesiedziec".
      Kolejki po wize do USA zniknely, do Ameryki zaczli przyjezdzac prawdziwi
      turysci.
      "Polonia" na ogol siedzila cicho, lypiac oczyma na nowe palace i samochody
      podczas wizyt w Polsce....
      W tym ze wlasnie momencie nastapil, niestety, punkt zwrotny.
      Polske zgubilo przekonanie, ze "tango bedzie trwac wiecznie", sztucznie goniona
      prosperita i konsumpcja nigdy sie nie skoncza. Nie budowano bazy, nie
      inwestowano, kupowano pralki, lodowki , domy i samochody.
      Efekty negatywne musialy przyjsc i przyszly.
      Zapasc ekonomiczna, bezrobocie. Widza to Polacy, widza i Polonusi z USA.
      Kolejki chetnych do wyrwania sie z Polski wydluzyly sie,w oczy zaczela zagladac
      nedza, chociaz nie wszystkim oczywiscie.
      Do tego doszlo dziwne zjawisko: Ci co w Polsce mieli niezle prace i kase, nagle
      staneli przed ciezka alternatywa: siedziec w Polsce, zyc przeszloscia i klepac
      bide czy jechac...do USA?
      Doszlo do pewnego sprzezenia zwrotnego, w efekcie rodacy z Polski patrza na
      Polonie z niechecia,bo nagle okazalo sie ze moze jednak zamiast gadac
      o "Ameryce w Polsce" lepiej bylo do tej Ameryki jechac? Dzisiaj zamiast
      zaczynac od piwnicy w polskiej dzielnicy mialo by sie jakas pozycje i kawalek
      wlasnego dachu nad glowa? Stad niezdrowa zawisc skierowana w licznych
      Polonusow, ktorym sie jednak powiodlo.
      Jednoczesnie u czesci Polonii wystapilo zjawisko niezdrowego triumfu:"A nie
      mowilem?" , " No i gdzie ta twoja Ameryka w Polsce?".
      Oliwy do ognia dodalo podejscie rzadu RP do Polakow za granica- tzw. pulapka
      paszportowa.
      Dalej, iskry ida, gdy mowi sie o ruchu bezwizowym z USA dla Polakow- Polonia
      sie nieco irytuje, bo wie, ze to nie bogaci turysci chca tu bez wiz wjezdzac,
      tylko ci, co gadali pare lat temu o "Ameryce w Polsce
      • Gość: est Re: PROBA ANALIZY SYTUACJI IP: *.sympatico.ca 07.02.03, 16:35
        Bardzo udana proba analizy. To samo dotyczy Kanady i Australii.
      • Gość: Pio Mio Re: PROBA ANALIZY SYTUACJI IP: *.dhcp.uno.edu 10.02.03, 22:56
        To chyba nie az tak Munde. Jak jechalem do Polski w 94 to nie bardzo lypalem na
        te palace, bo widzialem jeden palac i sto ciasnych mieszkan w bloku w zaplutych
        klatkach, moze dlatego ze omijam Warszawe, patrzac na zarobki widzialem jednego
        bogatszego wlasciciela firmy i stu na posadach (albo i bez), ktorzy zarabiaja
        mniej niz ja zostawiam w knajpach.

        Bo problem jest w istocie nie ekonomiczny ale psychologiczny. Pamietam jeszcze
        w Polsce w wojsku wywiazala sie dyskusja czy dobrze sie zenic za mlodu, wtedy
        jeden starszy oficer powiedzial - jak nie zrobisz tak bedziesz zalowal. Tak
        samo dla niektorych jest z emigracja.
    • sembach prawie.dyplomata - dyplom mata? 07.02.03, 18:53
      kaila.linart.pl/humor/definicje.htm
      users.nethit.pl/forum/read/xlpoz/1370822/
      • Gość: MM jak juz piszemy o niecheci IP: *.ny5030.east.verizon.net 07.02.03, 19:26
        to niechec sie pojawia, z wielu powodow
        najwazniejszym z nich jest ze wrodzona cecha jest wtracanie sie w czyjes sprawy
        i nie pilnowanie wylacznie wlasnego nosa. chodzi mi o to ze zawsze Polacy lubia
        innym zagladac w kieszenie, ile to on ma, czego nie ma, wypominac, narzekac, ze
        tu lepiej, ze tam lepiej, itp... nie liczac przeklenstw uzywanych w formie
        przecinka w codziennej rozmowie.
        Jesli sie emigruje, zmienia sie w pewnej czesci swoja kulture, wkomponowywuje
        sie w tutejsze zycie, czego wielu osob nie moze zrozumiec. i zawsze sie musza
        wtracac w czyjes sprawy, "radzic" wyczekujac swoich zyskow.
        czesto pogarda do wielu rzeczy rzuca sie w oczy, brak jest czesto optymizmu,
        ciagle markotne, smutne twarze polskie na ulicach.... polonii natomiast rowniez
        odbija, "woda sodowa" sie pojawia, szpanerstwo, itp... niestety wielu rodakow
        zawsze lubi sie wychwalac i upodabniac sie do jakis stereotypow - robi sie
        sztuczna, tracac SWOJA tozsamosc.
        Duzo ludzi jest jednak normalnych, zyjacych swoim zyciem, bawiacych sie ze
        znajomymi i omijajacych jakichkolwiek klopotow. I niestety "najgorsi" sa jak
        zwykle na czarno pracujacy, przedluzajacy wizy turystyczne, aby tylko zarobic
        kolejne $ na budowach by wrocic do kraju i zbudowac dom czy kupic samochod w
        tym samym czasie sie wychwalajac jakim to jest czlowiekiem sukcesu.
        Ja mam w Polsce znajomych, ktorzy sa swietnymi ludzmi, tu tez mam znajomych
        ktorzy sa swietni, ale polonie to sie nauczylem omijac z daleka. niestety. i
        choc poznalem pare (b. niewiele) fajnych osob to wole... kumpli ze studiow...
        A to tylko dlatego ze nie lubie chamstwa, cwaniactwa i wymadrzania sie.. i cale
        szczescie ze zapominam o takich cechac starajac sie egzystowac bez zadnego
        kontaktu z polkoscia...
        mozecie mnie zmieszac z blotem, ale co to da? ja wole miec tylko normalne zycie
        na amerykanskiej ziemi, hiszpanska dziwczyne, szczerych i zaufanych, czulych
        znajomych i .. nigdy wiecej disco polo czy techno tongue_out
    • prawdziwystarywiarus Munde, gratuluję! 08.02.03, 01:08
      Munde, gratuluję! Sam bym tego lepiej nie ujšł.


      Małe addendum: poziom życia, pienišdze, etc. to pół zagadnienia. Tak ja sam,
      jak i wiele osób które znam, wyjechali�my z Polski (wówczas PRL) tyleż w
      poszukiwaniu lepszego i godniejszego życia, co dla �więtego spokoju. Chodzi o
      �więty spokój � ponadczasowy i ponadustrojowy � od rodaków, którzy koniecznie
      muszš wej�ć na głowę, koniecznie muszš wiedzieć, co masz w kieszeni, koniecznie
      muszš przypilnować, żeby ci nie było za dobrze, i zawsze, wszystko wiedzš
      lepiej.

      Oraz, równie ważny, �więty spokój od agresywnego, asertywnego i
      interwencjonistycznego państwa, które cały czas czego� od ciebie chce, cišgle
      jest niezadowolone, cały czas musi przy czym� dłubać, co� regulować
      skomplikowanymi przepisami, naturalnie nikogo przedtem nie pytajšc o zdanie, bo
      państwo tez wie lepiej. W Polsce, państwo martwi się przede wszystkim, aby�
      obywatel nabył nadmiernych praw, a własnego prawa przestrzega tylko na tyle, na
      ile mu wygodnie.

      W mojej dalekiej Australii, państwo tak się zachowuje na codzień, jakby go nie
      było. Bo wie dobrze, że jak obywatel skacze przez płonace obręcze dla uciechy
      zło�liwych urzędników i zajmuje się zdobywaniem surrealistycznych poswiadczeń i
      zaswiadczeń, to nie pracuje. Jak nie pracuje, to nie zarabia. Jak nie zarabia,
      to zmniejsza się podstawa opodatkowania, i tym samym wpływy państwa, które z
      tych podatków żyje. Na Zachodzie państwo wie od wielu dziesięcioleci, że im
      mniej się obywatelom zawraca dupę, tym dla wszystkich, z państwem na czele,
      lepiej. W Polsce to jest cišgle herezja.

      Do dyplomaty: pozwól, że zamiast używać brzydkiego słowa "spierdalaj", złożę ci
      tzw. propozycję z elementami podróży i seksu. Podróże (go) i seks (get fucked)
      składajš się na angielski ekwiwalent "spierdalaj" � "go and get fucked"

      Zajmij się zatem turystykš i seksem. Czy odczuwasz już przyjemne podniecenie
      przed podróżš?
      • biala-twarz Re: Munde, gratuluję! 08.02.03, 17:44
        prawdziwystarywiarus napisał:

        > Munde, gratuluję! Sam bym tego lepiej nie ujšł.
        >
        >
        > Małe addendum: poziom życia, pienišdze, etc. to pół zagadnienia. Tak ja sam,
        > jak i wiele osób które znam, wyjechali�my z Polski (wówczas PRL) tyleż w
        > poszukiwaniu lepszego i godniejszego życia, CO DLA SWIETEGO SPOKOJU.


        ***Tak, tak, dla SWIETEGO SPOKOJU, dobrze to zostalo ujete...ale niektorym
        jest to bardzo trudno zrozumiec...
      • prawie.dyplomata do prawdziwystarywiarus-a 10.02.03, 21:05
        prawdziwystarywiarus napisał:

        > �więty spokój od agresywnego, asertywnego i interwencjonistycznego państwa

        czyż jednak nie warto było się zastanowić dlaczego owo "Państwo" takie jest?
        pomijając aspekt władzy towarzyszy komunistów w chwili obecnej dzięki temu, iż
        wiele wartościowych osób wyjechało na stałe emigrując tu i ówdzie wyniki
        wyborów mówią same za siebie. Mówią zatem to, że społeczeństwo pozostałe na
        terenie III Rzeczypospolitej nie dorosło jeszcze do demokracji (azaliż należy
        sobie postawić pytanie dlaczego to tak się stało i zaraz odpowiedzieć na nie -
        któż ma rozsądnie głosować, jeśli większość inteligencji wyjechała?). Wyniki
        wyborów mówią same za siebie i temu nie można zaprzeczyć widząc to, co się
        dzieje w Polsce... niezależnie od tego, jak daleko się jest. Któż zatem ma
        budować nowe Państwo, takie, którego nie odczuwa się na codzień, które nie
        zagląda obywatelowi do kieszeni w poszukiwaniu dodatkowych złotówek. Kilka
        procent pozostałych wyżej wykształconych osób? W demokracji trakie numery nie
        przejdą,większość głosuje na tow. Szmaciaka, bo ładnie mówi i dużo obiecuje...
        a że później obietnic nie spełnia? któż to pamięta po 4 latach?


        > Do dyplomaty: Zajmij się zatem turystykš i seksem

        a szkoda, ze żartu nie poniał...
        nie wszystko, co tu jest napisane należy przyjmować bezpośrednio do siebie, a
        za ewentualne urazy przeprasza
        prawie.dyplomata
        • prawdziwystarywiarus Re: do prawdziwystarywiarus-a 11.02.03, 11:54
          prawie.dyplomata napisał:

          > prawdziwystarywiarus napisał:
          >
          > > �więty spokój od agresywnego, asertywnego i interwencjonistycznego państw
          > a
          >
          > czyż jednak nie warto było się zastanowić dlaczego owo "Państwo" takie jest?


          Moj dobry czlowieku, przeciez mowie, ze celem bylo uzyskanie swietego spokoju,
          od Rzeczypospolitej (podowczas Ludowej), a nie jej naprawa. Po tosmy miedzy
          innymi wyjechali, zeby sie nie zastanawiac dlaczego owo "Państwo" takie jest,
          bo z takiego zastanawiania sie nic poza frustracja nie wynikalo. I dalej nie
          wynika. Owczesna nasza diagnoza byla taka, ze przypadek PRL jest nieuleczalny,
          potem byla krotkotrwala euforia 1989-93, a potem powoli i niechetnie doszlismy
          do wniosku ze schorzenie jest dalej to samo albo podobne, i ma charakter
          ponadustrojowy.



          > pomijając aspekt władzy towarzyszy komunistów w chwili obecnej dzięki temu,

          > wiele wartościowych osób wyjechało na stałe emigrując tu i ówdzie wyniki
          > wyborów mówią same za siebie. Mówią zatem to, że społeczeństwo pozostałe na
          > terenie III Rzeczypospolitej nie dorosło jeszcze do demokracji (azaliż należy
          > sobie postawić pytanie dlaczego to tak się stało i zaraz odpowiedzieć na nie -

          > któż ma rozsądnie głosować, jeśli większość inteligencji wyjechała?).


          G... prawda. Na 1 stycznia 1980 roku bylo nieco ponad 3% ludnosci z wyzszym
          wyksztalceniem. Na dzisiaj jest nieco ponad 7%. I co?

          A co do dorosniecia do demokracji, to zdecydujcie sie. Albo jestescie kolebka
          kultury europejskiej, potomkowie husarzy i dzieci Paderewskiego, i wtedy mozna
          wymagac od was, zebyscie dorosli. Albo jestescie europejskim Bangladeszem, i
          wtedy niczego od was wymagac sie nie bedzie, i bedzie sie wam przysylalo pomoc
          humanitarna, ale za to jak sobie poscielicie, tak sie wyspicie.



          Wyniki
          > wyborów mówią same za siebie i temu nie można zaprzeczyć widząc to, co się
          > dzieje w Polsce... niezależnie od tego, jak daleko się jest. Któż zatem ma
          > budować nowe Państwo, takie, którego nie odczuwa się na codzień, które nie
          > zagląda obywatelowi do kieszeni w poszukiwaniu dodatkowych złotówek. Kilka
          > procent pozostałych wyżej wykształconych osób? W demokracji trakie numery
          nie
          > przejdą,większość głosuje na tow. Szmaciaka, bo ładnie mówi i dużo
          obiecuje...
          > a że później obietnic nie spełnia? któż to pamięta po 4 latach?



          W demokracjach Zachodu takie numery sa tez znane. Ale w demokracjach Zachodu
          tow. Szmaciak moze wygrac raz, a potem gniew ludu zmiata go do opozycji na 20-
          30 lat. Wyscie sobie demokratycznie umiescili u wladzy mlodziezowke PZPR po raz
          drugi w ciagu 13 lat. Przypadek RP wyglada doprawdy na nieuleczalny.


          >
          >
          > > Do dyplomaty: Zajmij się zatem turystykš i seksem
          >
          > a szkoda, ze żartu nie poniał...
          > nie wszystko, co tu jest napisane należy przyjmować bezpośrednio do siebie, a
          > za ewentualne urazy przeprasza
          > prawie.dyplomata


          Przeprosiny przyjmuje, ale nadal utrzymuje, ze z naprawy Rzeczypospolitej nic
          nie bedzie, dopoki bedziecie uwazac powszechnie, ze wszystko wiecie lepiej, a
          swiat wam nie godzien butow czyscic.
          >
          • prawie.dyplomata Re: do prawdziwystarywiarus-a 11.02.03, 18:27
            > Na 1 stycznia 1980 roku bylo nieco ponad 3% ludnosci z wyzszym
            > wyksztalceniem. Na dzisiaj jest nieco ponad 7%. I co?

            Więcej jest studentów i róznych studiów od początku lat '90... Ale młodzi
            ludzie walcząc o przetrwanie (ci najbardziej inteligentni) zainteresowani są
            pracą, a nie wyborami...

            > jestescie kolebka kultury europejskiej (...) Albo jestescie europejskim
            Bangladeszem

            ani jednym ani drugim... "Polska papugą narodów" mawiał wieszcz i tak było,
            przyjmując wzorce zagraniczne Polska nie była kolebka kultury, zaiste nie jest
            również Bangladeszem, gdyż nie tylko nie potrzebuje pomocy humaniternaj, ale
            nawet sama jej udziela krajom w gorszej pozycji (Czeczenia, Kosowo, Rwanda).

            > W demokracjach Zachodu takie numery sa tez znane. Ale w demokracjach Zachodu
            > tow. Szmaciak moze wygrac raz, a potem gniew ludu zmiata go do opozycji na 20-
            > 30 lat. Wyscie sobie demokratycznie umiescili u wladzy mlodziezowke PZPR po
            > raz drugi w ciagu 13 lat. Przypadek RP wyglada doprawdy na nieuleczalny.

            Zadać należałoby pytanie przez ile lat budowała się demokracja amerykańska,
            francuska.... w porównaniu z tym okresem te 13 lat Polski to mrugnięcie okiem,
            nie należy wymagać rzeczy niemożliwych... trzeba jeszcze czekać, pracować u
            podstaw, a nie krytykować, a jeśli krytykować, to konstruktywnie, podpowiadając
            rozwiązania...

            > Przeprosiny przyjmuje, ale nadal utrzymuje, ze z naprawy Rzeczypospolitej nic
            > nie bedzie, dopoki bedziecie uwazac powszechnie, ze wszystko wiecie lepiej, a
            > swiat wam nie godzien butow czyscic.
            > >
            zaiste, do pojecia "demokracji" nalezy dorosnąć, nie można jednak z wypowiedzi
            jednego butnego szaleńca budować obrazu Polski i jej obywateli. Zdolność
            kompromisu i konstruktywnej rozmowy jest bardzo rzadka w obecnym świecie, do
            tego trzeba dorosnąć.
            Czego wszystkim i sobie życzy
            prawie.dyplomata
            • prawdziwystarywiarus Re: do prawdziwystarywiarus-a 12.02.03, 03:58
              prawie.dyplomata napisał:


              > Zadać należałoby pytanie przez ile lat budowała się demokracja amerykańska,
              > francuska.... w porównaniu z tym okresem te 13 lat Polski to mrugnięcie
              okiem,
              > nie należy wymagać rzeczy niemożliwych... trzeba jeszcze czekać, pracować u
              > podstaw, a nie krytykować, a jeśli krytykować, to konstruktywnie,
              podpowiadając
              >
              > rozwiązania...


              Przychodzi mi na mysl szeroko stosowana w PRL wymowka komunistow: Krytyka? Tak,
              ale tworcza!

              Znowu jestesmy w tym samym miejscu. Emigracja wyjechala po to, m.in. zeby
              wyrwac sie z chocholego tanca w kolko z ludzmi, ktorzy nie przyjmuja sugestii,
              wszystko wiedza lepiej, a na krytyke reaguja jak na personalny atak. W imie
              czego mialbym prowadzic rozmowe z gluchym - z panstwem, ktorego urzednicy
              przescigaja sie w pomyslach represyjnych rozwiazan prawnych, bo innych sposobow
              rzadzenia nie znaja, a czego nie znaja, tego sie boja? To jest problem na dwa-
              trzy pokolenia. Ja zas najdalej za 20-30 lat bede nawozil stokrotki od
              korzenia, i nie czuje sie zobowiazany zuzyc danego mi czasu na przekonywanie
              ludzi, ktorych credo jest, ze oni sie nikomu przekonac nie dadza.

              • prawie.dyplomata Re: do prawdziwystarywiarus-a 13.02.03, 15:16

                > Przychodzi mi na mysl szeroko stosowana w PRL wymowka komunistow: Krytyka?
                > Tak, ale tworcza!

                Zaiste tak było onegdaj, jednakowoż w chwili obecnej nie tylko w Polsce, ale i
                w wielu innych krajach szeroko rozumianej Europy Zachodniej mile widziana jest
                krytyka kokretnych zachowań, a nie osób, jak również wskazywanie możliwości
                poprawy takiego zachowania w sposób akceptowalny dla krytykującego.


                > Znowu jestesmy w tym samym miejscu. Emigracja wyjechala po to, m.in. zeby
                > wyrwac sie z chocholego tanca w kolko

                i jest to jak najbardziej zrozumiałe w ujęciu osobowym, czyli dla tych, którzy
                wyjechali polepszyło się znacznie, natomiast ci, którzy pozostali muszą ten
                chocholi taniec w nieco ciaśniejszym kółku odbywać :o))) a poważnie mówiąc nie
                można znaleźć jasnej i prostej odpowiedzi na takie pytanie, które mimo wszystko
                padło - czy odważniej było wyjechać czy pozostać...


                > z panstwem, ktorego urzednicy przescigaja sie w pomyslach represyjnych
                > rozwiazan prawnych, bo innych sposobow rzadzenia nie znaja, a czego nie
                > znaja, tego sie boja?

                Państwo to niestety takie jest, czego nauczono ich przez lat 45, tego przez 13
                nie da się wyplenić, uwzględniając fakt, że są to ciągle ci sami ludzie...
                młodzi gniewni, rozsądnie myślący są eliminowani ma zasadzie braku
                doświadczenia, podczas gdy właśnie brak takiego doświadczenia powinien być
                atutem. Ale tak bywa, gdy mniejszość rządzi milczącą większością


                > nie czuje sie zobowiazany zuzyc danego mi czasu na przekonywanie
                > ludzi, ktorych credo jest, ze oni sie nikomu przekonac nie dadza.

                I tu racje przyznać należy, że nie jest to zajęcie upragnione ani poszukiwane.
                Nie mając tak samo zamiaru poświęcić się temu w skali ogólnokrajowej, a
                poprzestając jedynie na kręgu przyjaciół i znajomych, również tych z Forum,
                jeśli wyrażają takie zainteresowanie na miłą dyskusję
                z poważaniem pozostaje prawie.dyplomata
    • Gość: wowa Re: Polonia w USA - Polacy czy Amerykanie? IP: *.dial.mtl1.sprint-canada.net 08.02.03, 01:37
      to jest naprawde dobre ,gratuluje wam trafnej oceny.szkoda tylko ze ludzie nie potrafia rozumowac i wyciagac
      wnioskow.
      pozdrowienia dla tow.
    • Gość: pola Re: Polonia w USA - Polacy czy Amerykanie? IP: *.phnx.uswest.net 08.02.03, 02:05
      Polacy w USA to POLANIE. Taki nationalmix. Chca być amerykańscy ale ta dusza
      słowiańska nie zawsze pozwala. Niemniej, niektórym sie udaje.
      • Gość: Gnat Re: Polonia w USA - Polacy czy Amerykanie? IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 08.02.03, 02:21
        Znakomity tekst, Dyplomata!
        Dawno nie czytalem niczego tak rozsadnego na ten temat.
        • jajecznical Re: Polonia w USA - Polacy czy Amerykanie? 08.02.03, 02:34
          POLANIE czy oni jeszcze graja/
          mundi-pierdo lisz
      • prawie.dyplomata Re: Polonia w USA - do poli 10.02.03, 21:09
        Określenie POLANIE jest zaiste bardzo interesujące, uwzględniwszy zwłaszcza
        kontekst "słowiańskiej duszy" w "zamerykanizowanym świecie".
        Ciesząc się z takiego ujęcia sprawy oraz z tego, że "słowiańska dusza" nie
        pozwala o Polsce zapomnieć nawet w USA
        pozdrawia gorąco
        prawie.dyplomata
    • Gość: hhh Re: Polonia w USA - Polacy czy Amerykanie? IP: *.proxy.aol.com 08.02.03, 15:36
    • Gość: wowa Re: Polonia w USA - Polacy czy Amerykanie? IP: *.dial.mtl1.sprint-canada.net 09.02.03, 01:27
      no i co tow. prawda mundiego kole w oczka , do roboty tow. bo bedzie nagana albo bezrobocie.
      PS.
      pozdrowienia dla tow. z PRL-u
      tow. wowka
      • munde Re: Polonia w USA - Polacy czy Amerykanie? 09.02.03, 17:45
        Gość portalu: wowa napisał(a):

        > no i co tow. prawda mundiego kole w oczka , do roboty tow. bo bedzie nagana
        al
        > bo bezrobocie.
        > PS.
        > pozdrowienia dla tow. z PRL-u
        > tow. wowka
        T
        owarzysze siedza w Kanadzie, tam pracowac nie trzeba i mozna zyc na koszt
        innych. Jak to paryjnioko lubia.

        • kowal68 Re: Polonia w USA - Polacy czy Amerykanie? 10.02.03, 03:02

          i jedno i drugie, a co nie mozna?
      • prawie.dyplomata Tow. z PRL pozdrawiają tow. wowkę 10.02.03, 21:14
        tak jak ten temat powyżej najprawdopodobniej tow. z PRL pozdrawialiby tow.
        wowkę, jednak zapewne w chwili obecnej są oni bardzo zajęci zagarnianiem
        wszystkiego tego, co jeszcze do zagarnięcia pozostało, aby zdążyć przed
        momentem usunięcia... należy domniemywać, że wszyscy Ci, którzy korzystając ze
        zdobyczy najnowszej "technologii" w swobodny sposób wypowiadają się na Forum
        nie zagarniają nic poza piaskiem z oczu...
        daleko będąc od jakichkolwiek towarzyszy pozdrawia
        prawie.dyplomata

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka