Spedzilam w NYC czesc wakacji. Naturalnie poza wszelkimi atrakcjami, ktore oferuje to miasto, intrygowala mnie rowniez polska dzielnica, o ktorej mowi sie wiele, a mowi sie z reguly zle. Odwiedzilam Greenpoint dwukrotnie, i oto jakie wyciagnelam wnioski.
To oczywiscie ciekawe i dosc fajne zjawisko, takie scisle skupisko jakiejs wspolnoty narodowej za granica. W koncu latwiej sie poruszac, latwiej zalatwiac sprawy i ogolnie funkcjonowac. Polskie sklepy, biura czy inne punkty uslugowe bardzo ulatwiaja sprawe ludziom, ktorzy nie do konca radza sobie z jezykiem. Poza tym w sklepach mozna dostac wiele towarow z kraju, co uwazam za najwieksza zalete tego miejsca. Jest drozej, ale mozna sobie raz na jakis czas pozwolic na taka ekstrawagancje, zeby miec choc namiastke ojczyzny, bo za ta teskni sie - czegokolwiek zlego bysmy o niej nie mowili -, co jest wedlug mnie naturalne. Uraczylam pierogow w jednej z restauracji i bylam zachwycona, wczesniej raczac sie watpliwymi urokami amerykanskiego jedzenia.
Niestety o reszcie nie moge sie wyrazic dobrze.
Wszelkie powyzsze udogodnienia sa przede wszystkim dla ludzi "panowie from construction", przebywajacych i pracujacych w Stanach nielegalnie. Z calym szacunkiem do tychze panow - bo ja rozumiem, ze kazdy do czegos dazy, panowie tez na pewno chcieliby zyc godnie. Niektorzy chcieliby miec za co wypic - ale to juz osobna historia. Nie spotkalam milych Polakow, chocby przekraczajac prog polskiej restauracji czulam na sobie wrogie spojrzenia. Po rozmowie z kilkoma osobami uwierzylam, ze Ameryka potrafi strasznie, ale to strasznie zmienic - na odleglosc bije duma i pycha. Byc dumnym z buractwa i prostactwa (chociaz w koncu ma sie ten amerykanski paszport i fajny samochod), to malo szczytne. A glownie buractwo i prostactwo spotyka sie na Nassau, Manhattan i Greenpoint Avenue. Ludzie sa marudni, uprzedzeni do wszystkiego co inne i nieuprzejmi. I lubia cwaniakowac.
Ostrzegam, ze nie generalizuje - mowie o swoich doswiadczeniach i wrazeniach.
Ogolne wrazenie jest takie, ze Greenpoint mimo wszelkich jego zalet to miejsce PRZEDE WSZYSTKIM - nie tylko - pelne nieudacznikow, nielegalnych imigrantow, tanich roboli. Brudasow i pijaczyn. Wlasnie taka reprezentacje naszego narodu widzialam na ulicach, sterotypowych "polaczkow" z wasem, skarpetami pod sandalami, brudem pod paznokciami. Bolesne ale prawdziwe.
Uprzedzajac pytania - tak, widzialam Chinatown, widzialam Harlem, na Williamsburgu tez nie bylo za ciekawie

sama mieszkalam na Canarsie, dzielnicy nie uchodzacej za bezpieczna ("bo tam same czarnuchy" - komentarz z Greenpointu).
Nigdzie jednak na glownej ulicy w bialy dzien nie spotkalam takiej nieserdecznosci, wrecz wrogosci, a przede wszystkim TAKICH obrazow:
bananq.ovh.org//HPIM0134.jpg
bananq.ovh.org//HPIM0135.jpg
bananq.ovh.org//HPIM0136.jpg
Podejrzewam, ze nie odkrylam Ameryki (o ironio), chcialam sie tylko podzielic tym, co widzialam i co mysle. Pozdrawiam i czekam na opinie.