Gość: Doki
IP: *.turboline.skynet.be
01.12.01, 12:38
JAK POLDEK Z ULA ZENIC SIE CHCIAL I CO Z TEGO SLONKO WIDZIALO
A to bylo tak:
Dawno temu, a moze wcale nie tak dawno, zyla byla sobie pewna kobieta. Nazywala
sie, dajmy na to, Ula.
Ula byla juz w srednim wieku, ale samotna, bo jakos tak sie zlozylo, ze nie
byla a to czasu, a to okazji, aby sie z kims zwiazac. Ula byla juz kobieta, jak
to mowia, po przejsciach. Niejedno widziala i spore doswiadczenie zyciowe juz
miala. Chociaz nie mlodka, miala Ula i zalety. W domu zawsze porzadek, zadbane,
ugotowac dobrze umiala, gosci zyczliwie przyjmowala, biednemu tez zawsze grosz
jaki wcisnela, gdy wedle jej domostwa przechodzil. Majatek spory zgromadzila
Ula przez lata pracy i wyrzeczen. Chlop jeszcze jaki by sie zdal...
Kawalerow do zeniaczki chetnych nie bylo w okolicy zbyt wielu i Ula, choc z
poczatku zadzierala nosa, musiala uznac, ze jak sie nie ma co sie lubi... Byl w
sasiedztwie jeden taki Poldek, co pare lat wczesniej od baby sie wyrwal, bo
jedza byla okrutna i teraz przebakiwano, ze go ku spodnicom ciagnie. Ta
pierwsza Poldkowa baba, Rozia ja wolali, to bylo niezle ziolko. Chlopina juz po
paru latach w tym stadle golym tylkiem swiecil, a ta nic, tylko wszelki
pieniadz mu zabierala, zrec dawala jak psu, albo wcale, a i przylozyc
potrafila. I jeszcze obgadywala go w geesie albo i pod kosciolem. W koncu
Poldek wzial sie w kupe, powiedzial szlus i od Rozi precz poszedl. Ta ze zlosci
sie nie posiadala, az jej od tego cos w srodku peklo i skonala po krotkiej
mece. Ze swieca szukac takiego, coby jej zalowal.
Ula delikatnie wypytala czy Poldek na powaznie mysli o zeniaczce. Slyszala
przecie, ze chlop narowisty, no i lata spedzone z Rozia charakter mu popsuly.
Przez zaufana swatke umowila sie z Poldkiem na herbatke.
Wszystko starannie przygotowala, nawet do fryzjera poszla i kiecke najlepsza
odprasowala... Czeka, czeka...
W koncu slyszy hurkot na podworzu. To Poldek, spozniony juz ponad godzine,
zajechal kopcacym traktorem, w poprzek przez wypielegnowane rabatki przed domem
Uli. Zatarasowal caly wjazd, z traktora zeskoczyl, peta w bok wyrzucil,
splunal, beret (z antenka) poprawil i w konkury do Uli ruszyl.
Troche jednak przesadzil. Za duzo tego bylo Uli jak na jeden dzien. W dodatku
od Poldka gorzalka wialo, a z gumiaka wiechec slomy wystawal.
- Nie, moj panie, tak do mego domu nie wejdziesz. Umyj sie, naucz nieco oglady
i wroc, gdy bedziesz w cywilizowany sposob mogl sie ze mna rozmowic. Ja
zaczekam- tymi slowami odprawila Ula zalotnika.
Poldek gebe rozdziawil, ale Ula juz okrecila sie na piecie i weszla do domu.Na
odchodnym usmiechnela sie tylko leciutko do Poldka, jakby mu chciala
rzec "radam ci, ale postaraj sie o mnie troche".
Poldek jeszcze raz stratowal rabatki, do domu wrocil i w kance bimbru, co ja
mial schowana na czarna godzine, rady szukal.
Widac jednak ciagnelo chlopa do Uli, bo w nastepna niedziele wymyty w kosciele
byl, staral sie kazdemu klaniac i nawet pil jakby mniej. Mowili, ze stalej
roboty sobie szuka.
Ula to szystko widziala, ale nie mowila nic, choc rada byla, ze Poldek ku
lepszemu idzie. W koncu zaprosila go znowu.
Poldek, tym razem umyty i trzezwy, przyszedl nawet w miare punktualnie, ale
widac bylo, ze mu to nie w smak, ze czuje sie jak w skorupie przez te cala
grzecznosc i uprzejmosc. Gawedzili tak czas jakis. Poldek pocil sie i wiercil,
wiercil i pocil, bo palic sie chcialo, i piwa tez by sie napil, a czul ze
prosic glupio. Ula ostatniego slowa tez powiedziec nie chciala, choc staral sie
z wszystkich sil rozmowe na odpowiednie tory skierowac. W koncu nie zdzierzyl:
- Sluchajce, pani, oboje jak tu siedzimy, wiemy, ze dobrze byloby stadlo
zawiazac i razem zyc.
- Tak jest w istocie, panie Poldku.
- Czemu mnie wiec zwodzicie i slowa dac nie chcecie?
- Bo ja tez czegos od mezczyzny wymagam, chce bysmy zgodnie zyli i nawzajem sie
szanowali...
Poldek slyszal to juz setny raz, krew sie w nim zagotowala i wrzasnal:
- No dobrze, stara kurwo, a co ja z tego bede mial? Piwko z kumplami nie, na
panienki popatrzec nie, tylko pracuj i pracuj, a na stare lata ziolka i
lumbago, tak? Karty na stol, paniusiu, kredytowe karty znaczy sie!
- Chwilke, panie Poldku, za wczesnie chyba, by majatek dzielic, ale skoro tak,
to rada bym wiedziec co pan do naszego zwiazku wniesie.
- Rozia, moja pierwsza zona, Panie swiec nad jej dusza, wiele mi nie zostawila,
ale mam o ten tu szkaplerzyk zloty po mamusi, przez samiuskiego papieza
poblogoslawiony, szable dziadunia... No i siebie daje, a krzepki jeszczem jest
i o te rzeczy pani Ula martwic sie nie musi.
- Nie watpie, panie Poldku, slyszalam co nieco od mojej sluzki. A ziemi ile
macie?
- Mam ojcowizny piec morg, ale tego nie wnosze!
- Jakze to?
- Nie i juz. Moze potem, jak nam sie szczesliwie ulozy, do majatku dolaczymy,
ale na razie w tej, no, diabelstwo, jakze to sie zwie: interiza, nie,
intercyzie, napisze sie, ze ziemia moja!
- A jesli ja powiem, ze jak tak, to sypialnie nasze osobno, zanim do rozumu nie
przyjdziecie? I to w intercyzie napisze?
- A piszcie sobie!
- Przeciez ta ziemia odlogiem lezy, a razem moglibysmy ja dzwignac, dac
rozkwitnac... Pieniadze na maszyny dam.
- Wy sobie waszej ziemi dawajcie rozkwitnac, a od mojej wam wara! I maszyn nie
trzeba, tatulo siwka jeno mieli i dobrze.
- Zastanowcie sie jeszcze, prosze.
- Mnie tam dlugo deleberowac nie trza. Ziemia moja, a pieniadze swoim
porzadkiem dajcie.
Zapraszam wszystkich do dopisania zakonczenia tej bajki.