Dodaj do ulubionych

Po 2 latach powrót?

IP: *.media4.pl / *.media4.pl 04.02.04, 21:29
Przez o 8 lat byłam chora na bulimię,udało mi sie przestać całkowicie 2 lata
temu, droga do tego była niesamowicie cięzka, w ogóle sama decyzja, ze chce
juz z tym skończyć. Wiele spotkań z psychologiem, bardzo trudnych dla mnie i
codzienna walka, upadki i wzloty, byłam dumna z samej siebie. Nie
przypuszałam nigdy, ze uda mi się, a jednak dałam radę.Juz minęły 2 latach
podczas których ani razu nie zwymiotowałam, a teraz niesamowicie boję się. Od
około 2 tygodni jem strasznie dużo, w porównaniu z tym jak do tej pory.
Najadam sie nocami z myślą, ze jutro juz bedzie ok <skad ja to znam> z tym,
ze teraz jeszcze nie zwymiotowałam,ale przbiegło mi to przez głowę. Śniło mi
się, że chce zwymiotować, a nie mogę. I w tej chwili boję się tak
niesamowicie, żeby znowu nie wrócić do punktu wyjścia, chyba bym się
załamała, jeżeli znowu zwymiotowałabym. Zaczynam znowu dziwnie czuć się,
świat jakby znowu zaczynał wirować wokół jedzenia i mojej sylwetki. Mam tylko
nadzieje, ze za chwilę wszystko wróci do normy. W tej chwili czuję się
fatalnie, dlatego to piszę. Muszę szybko stać sie znowu silna !!!
Obserwuj wątek
    • Gość: Kinga Re: Po 2 latach powrót? IP: *.qc.sympatico.ca 05.02.04, 02:29
      Aga, jestes silna, wiele osiagnelas i uwierz mi wciaz jestes silna!
      Zastanow sie tylko co sie ostatnio wydarzylo, moze jakies silne przezycie?
      Jak odzywialas sie w ciazgu tych dwoch " czystych " lat?

      Ja niedawno dowiedzialam sie, ze jestem w ciazy i w jednej chwili postanowilam
      skonczyc z tym. Jest mi latwo bo mam dla kogo, chce zyc i dac zycie!

      Napisz wiecej o swojej sytuacji a jestem pewna, ze ludzie odezwa sie, ja czekam
      na wiecej detali Twojej historii,
      wierze w Ciebie!
      KKinga.
      • Gość: Aga Re: Po 2 latach powrót? IP: *.media4.pl / *.media4.pl 05.02.04, 15:16
        Cześc Kinga:)Właśnie przez te ostatnie parę dni miałam jakieś tam problemy i na
        pewno to własnie stąd wzięły się te myśli, tu masz rację. Moja historia zaczęła
        się dawno temu, jeszcze w 8 klasie podstawówki, później liceum i to właśnie
        wtedy wszystko rozwinęło się i to bardzo. Te wszystkie lata liceum to był
        koszmar, nigdy nie udawało mi się wytrzymać więcej niż 2-3 dni.Potrafiłam robić
        sobie takie maratony, parę razy dziennie. W tym czasie zaliczyłam jeden pobyt w
        szpitalu, spotkanie chyba z 3 psychologami, ale to nic nie dawało. Prawa taka
        była, ze chyba nie dojrzałam do decyzji, zeby z tym skonczyć. Bałam się, ze nie
        dam rady normalnie zyć jak inni, że jak zacznę normalnie jeśc to od razu zrobię
        się strasznie gruba. Nie radziłam sobie ze samą sobą, ze stresem. Na studiach
        wyglądało podobnie. Kiedys potrafiłam o 3 w nocy smażyć całą furę naleśników, a
        rano szłam na wykłady. Już czułam ,że upadam coraz niżej i coraz bardziej nie
        radzę sobie z tym. Czułam się fatalnie. Śniło mi się czasami, ze jem i jem,
        nagle budzę się i rzeczywistość mieszała sie ze snam, nie iwedziałam czy mam
        biec zwymiotować od razu jak sie obudziłam, to były koszmary. Były obiecywanki
        od jutra nowe życie i konic, tylko to jutro jakoś nie chciało nadejść.
        Wiedziałam, ze sama nie dam rady i muszę szukać pomocy. Sama poszukałam sobie
        psychologa, zaczęłam chodzić regularnie na spotkania. Na początku potrafiłam
        całą godzinę przepłakać, później bywało lepiej. Kiedy usłyszałam, ze moje
        leczenie nie będzie trwało x tygodni tylko dłużej załamałam się, nie
        wiedziałam, czy dam radę. Najważniejsze było to, że sama chciałam przestać. Do
        dziś zastanawiam się skad we mnie było wtedy tyle siły i wiary?!? Nie chciałam,
        zeby mój świat kręcił się wokół jedzenia, nie chciałąm myśleć non stop co zjem
        rano, co wieczorem. Wszystko odbywało się małymi krokami, udało się wytrzymać
        najpierw 2 dni, późnij 3 i 4, biłam takie małe swoje rekordy, strasznie byłam
        skupiona na liczeniu. Najgorsze były upadki, kiedy udało się nie wymiotować
        tydzień, a później znowu , od początku liczenie. Bardzo pomogła mi właśnie ta
        moja psycholog, analizowałyśmy sytuację każdą kiedy to zrobiłam, co mnie mogło
        do tego sprowokować, co czułam i zastanawiałyśmy się jak to eliminowac w
        przyszłości. Zrozumiałam na jakich zasadach wszystko u mnie działa. Pamietam
        pierwsze 40 ileś dni, kiedy udało się, później przestałam liczyć, cudowne
        uczucie:) Już coraz mniej myślałam o jedzeniu. Jadłam regularnie, unikłam
        kalorycznych czy tłustych rzeczy. Wreszcie poczułam, ze żyję. Zaczęłam zauważać
        świat wokół mnie. Kiedys byłam skupiona tylko na jedzeniu. Jedzenie było tylko
        po to ,żeby zaspokoić głód. Początki były trudne, bo nawet miałam problem z
        tym, zeby normalnie jeść i trawić. Mój organizm nie był do tego przyzwyczajony,
        ciągle jakieś wdęcia po zjedzeniu czegokolwiek, ale z czasem to mijało. Bałam
        się, ze jedząc normanie od razu zrobię się gruba, ale tak nie było. Naprawdę
        sama nie wiem jak mi się udało. Zycie wracało do normy, raz na jakiś czas
        czasami pomyśłaam, a moze dzis najem się, ale te myśli były coraz rzadsze.
        Tylko raz wciagu tych dwóch lat zwymiotowałam. Na początku 5 roku studiów,
        nadszedł stres, pisanie pracy itd. Zawsze, kiedy takie myśli nadchodziły
        starałąm sie od rau czymś zając i nie myślec o tym, bo wiedziałam, ze byłoby mi
        niesamowicie szkoda, szkoda całej mojej walki, tych wszystkich dni, które
        przestałam liczyć. Ostatnio właśnie miałam dołek, jakies problemy w zyciu i to
        dlatego. Wczoraj kryzys totalny, dlatego wyszukłam tę strone, bo wcześniej
        nigdy tu nie zaglądałąm, nie hcciałam czytać o bulimii, odcięłam się o tego
        całkowicie. A dziś juz ze mną dobrze:) Nie mogłabym samej sobie tego zrobić.
        Zmarnować wszystko, co udało mi się z takim trudem osiagnąć. Zaakceptowałam
        siebie i już nie pozwolę, zeby jedzenie wyznaczło mi rytm życia, zeby stało się
        najważniejsze.
        Dziękuję Ci Kinga za słowa wsparcia:) Ty też jesteś na dobrej drodze, bo chcesz
        coś z tym zrobić, dla samej siebie, jak piszesz masz dla kogo zyć, a to
        najważniejsze. Taki "doping" niesamowicie pomaga. Nie wolno tylko załamywać się
        po każdej porażce i nie myśleć, ze wszystko minie, jak pstryknięcie palcami
        <zależy tez, jak długo Ty zmagasz sie z tą chorobą>. Nie ma tak z dnia na
        dzień!!! Jest powrót do normalnego zycia małymi krokami, dołek i górka i dołek,
        górka, tylko później wspinasz się coraz wyżej, a jak zdarzy sie i zwymiotuje
        sie, to spadamy z coraz wyzszej góry, a wtedy jest naprawdę ciężko, tylko
        trzeba znaleźc siłę, odbić się i będzie coraz lepiej:) Nie poddawać się!!!
        Każdy krok do przodu bardzo mobilizuję, ze jednak można, ze jednak udaje się
        wyjść z tego. Trzymam za Ciebie kciuki Kinga!!!!!!!!:):):) wiem, ze dasz radę:)
        Trzymaj się. Pozdrawiam. Agnieszka

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka