mftk
17.11.04, 23:08
już prawie 23.00, a mnie ogarnął spokój. złowróżbny. bo na rano budzik już
nastaiony i wiem, ze wstanę, wypiję kawę, w smutku, wyjdę, wrócę po 9h, i
wypiję senes, bo teraz jest juz na to za późno. kwestia wzrostu tolerancji
mojego ciała na sns, potrzeba silniejszych dawek dla tego samego efektu. na
temat B czytałam sporo, prowadze dziennik, świadek moich wzlotów i buch !
upadków. dobry sposób na ssamoanalizę, szczerą. zdaje sobię sprawę, że
choroba zabija mnie, albo ja sama siebie, za jej pomocą. ale przecież taka
świadomość powinna człowiekiem wstrząsnąć i dać mu SIŁĘ żeby wyjść. ja
ostatnio podejrzliwie patrzę na orzeszki słone. wiem, to brzmi głupio, ale
inne rzeczy już były. i to poczucie, ze zaraz albo pęknę, albo zniknę,
żgania, ból, to słowo trzyliterowe. co jest moją motywacją, żeby wyjść?
sceptycznie podchodzę do pomocy specjalisty, próbowałam 3 razy, ale chyba źle
trafiłam, lub nieodpowiednie miałam nastawienie, bo rezygnowałam. a może to
przekonanie, że w każdym z nas JEST siła oczyszczająca. kurczę, ja naprawdę w
to wierzę. teraz motywują mnie moje plany i marzenia. wiem, ze jeśli dalej
pójdę w to powolne samobójstwo, to ani ich nie zrealizuję, co będzie
katastrofą, ani kiedyś nie będę miała rodziny, z przyczyn fizycznych bądź
emocjonalnych. tłumaczę więc sobie że nie warto. na biurku mam figurkę, która
mi o tych planach przypomina. moze to jest sposób? zaczynając od pięciu lat
ja PO RAZ KOLEJNY zaczynam od dzisiaj !!!!!!!!!!!!!!