Dodaj do ulubionych

Idę na terapię !

10.02.05, 11:14
To już 10-ty rok jak choruję.

Dziś mija 25 dzień czystości.

Ostatnio, na spotkaniu grupy wsparcia, powiedziałam, że jak się nie objadam
(no może czasem i„troszeczkę”) i nie wymiotuje to po co mi terapia?? Z
bulimią chyba (?) sobie poradziłam. Ale po wysłuchaniu dziewczyn,
zrozumiałam, że bez kolejnej terapii się nie obędzie.
Wszystko przez depresję. Ona mnie wykończy. Przestałam zajadać problemy
i „pozbywać” się ich w kiblu...no i mnie dopadły, wylazły, nie dają mi żyć!!!

Jest mi źle, czuję się samotna, niekochana.
Niekochana przez innych i przez siebie.
Nie radzę sobie w pracy, zaniedbuję dom, znajomych, rodzinę.
Nie znoszę swego ciała, czuję do niego wstręt.
Seks jest dla mnie koszmarny i obrzydliwy.
Nie cierpię, nienawidzę jak mnie mój facet dotyka !!!!

Zagadką jest dla mnie zniknięcie B. Ale liczę się z tym, że może mnie chcieć
dopaść. (Boże, miej mnie w swojej opiece!!!!)

Bywam na forum regularnie, czytam co piszecie, ale nie dam rady sama nic
napisać. Często chce mi się wyć jak czytam co piszecie. I ciągle to pytanie
bez odpowiedzi „dlaczego, dlaczego, dlaczego ......???”
Dlaczego tak cierpimy, za co, w imię czego ???
Dlaczego, wręcz z premedytacją, niszczymy nasze zdrowie, marnujemy życie
swoje i często życie naszych bliskich ???

O co chodzi?? Co jest grane??
Musze to w końcu rozgryźć, pojąć, zrozumieć.
Muszę nauczyć się wybaczać. Musze wybaczyć rodzicom.
Chcę nauczyć się dawać i brać, kochać i być kochaną.


Zastanowiło mnie pytanie Magdy w którymś z postów „Czy robisz WSZYSTKO żeby
skończyć z bulimią?? „ Na pewno wszystkiego nie robiłam do tej pory.

Od poniedziałku zaczynam terapię grupową. To już druga. Tym razem nie wierzę
w cud, że ktoś to za mnie załatwi. Dam z siebie wszystko.
Nie wyobrażacie jak się boję.......bardzo....
Chyba tego, że moje dotychczasowe życie przewróci się do góry nogami. Ale jak
mam naprawdę wyzdrowieć to chyba warto??

Pozdrawiam bardzo gorąco, trzymajcie sie mocno !!!!
Obserwuj wątek
    • kasia22225 Re: Idę na terapię ! 10.02.05, 18:57
      Idż na terapie i postaraj się dać z siebie wszystko . Zastanów się jaki masz
      problem przedczym uciekasz w bulimie . Zastanów się czy potrafisz siebie
      pokochać taką jaką jesteś ze wszystkimi wadami ja i zaletami. Czy potrafisz
      pokochać swoje ciało jakie jest . Czy potrafisz powiedzieć cchłopakowi jak się
      czujesz jak cię dotyka. Czy to że czujesz się niekochana przez innych jest
      tylko ucieczką w bulimie , zapytaj sie znajomych czy Cię akceptują czy możesz
      na nich liczyć . Zastanów się czym Cię skrzywdziła rodzina , czego nie
      zauważyli w dzieciństwie. Zapytaj sama siebie w jakich sytuacjach siebie
      nienawidzisz . Czytając Twoj list odnosze wrazenie żę nienawidzisz swojego
      ciała i dotykania Twojego chłopka ,moze ktoś Cię skrzywdził z rodziny w
      dziecinstwie i nie potrafisz się z tym pogodzić moze stego wynika Twoja
      ucieczka w Bulimie. Zastanów się co chcesz wybaczyć rodzicom. Postaraj sie
      stanąć sama przed sobą czego Nie rozumiesz. Rozumiem Cię co przeżywasz gdyż
      przeżwałam to samo . Ale poterapi w szpitalu i teraz indywidualnej z
      psychologiem wiem przedczym uciekałam. Pozdrawiam Cię trzymam kciuki za Ciebie
      i za terapię którą zaczełaś nie rezygnuj z terapi. Trzymam kciuki Kasia 22225
      • wodnik73 Re: Idę na terapię ! 10.02.05, 21:08
        Kasiu..ile pytań i jakie one trudne. I ważne. Muszę sobie na nie odpowiedzieć.
        Choć na większość z nich odpowiedź znam... ale nie powiem tego głośno, bo
        musiałabym się wtedy zmierzyć z prawdą, która boli.
        Jeszcze niedawno myślałam, że jest już OK, że wiem co jest grane, że sobie
        radzę. O ile łatwiej żyć w kłamstwie...o ile prościej oszukiwać siebie i innych
        że wszystko jest w porządku, uśmiechać się a w sercu czuć smutek i ból. Musze
        się z ta prawdą zmierzyć. Oszukiwałam siebie. Bo nagle zobaczyłam
        zakompleksioną, smutną, zamkniętą w swoim świecie kobietę, która całe życie
        gra, oszukuje i kłamie.
        Kiedyś przeczytałam książkę, z której zapamiętałam jedno zdanie:
        „Tyle w nas choroby ile tajemnicy”
        Muszę skończyć z kłamstwem i zmierzyć się z prawdą. Niech moje tajemnice, lęki
        i obawy ujrzą światło dzienne, muszę je powiedzieć głośno, wykrzyczeć !!!
        To moja szansa na wyzdrowienie.

        Wiem Kasiu, że walczysz i że często jest Ci ciężko. Ale trzymaj się dzielnie.
        Nie poddawaj się.
        Pozdrawiam
        • kasia22225 Re: Idę na terapię ! 11.02.05, 21:20
          Cześć . Musisz odpowiedzieć sobie głśno na te pytania wiem , że będzie bolało.
          Prawda jest najwazniejsza ,a kłamstwo będzie Cię dołowało wiem coś na ten temat
          sama to przeszłam . Gdy nie zaczełam na terapi się otwierać i mówić szczeże co
          czuje w tedy nie wiedziałam co się zemną dzieje , też grałam zakładałam maski
          kłamałam .Tak musisz swoje tajemnice powiedzieć głośno nawet wyobrazic sobie
          jak to mowisz naprzykład do worka . Wtedy wyzdrowiejesz. Tworzymy tajemnice a
          to nie jest dobre dla nas zastanów się i sprubuj pokochać siebie i zakceptować
          będz Ci napewno łatwiej . Wejdź sobie na halo halo kto chce skończyć z bulimią
          na mojego nika kasia22225 i przeczytaj od początku mam bulimie wtedy zobaczysz
          co przeszłam uwież mi zaakceptowałam siebi , polubiłam i zaufałam sobie we
          wszystkim co robie , Mam bulimie z Którą cały czas walcze raz jest z górki raz
          pod gurke nieraz sie chwilowo załamuje , mowiąc sobie ze jestem do dupy ale za
          chwile mi przechodzi gdyż się ciesze z Tych kilku dni bez napadów . Trzymaj się
          pozdrawiam Cie i trzymam kciuki Kasia22225. Odwagi Pójdź zamną ja jestem.
          Proponuje Ci poszukać jakiegoś dobrego spowiednika . Który Cię nakiruje w jaki
          sposób masz postąpić i może powie gdzie leży główna przyczyna u ciebie że sama
          siebie oszukujesz ja znalazłam swoją przyczyne ucieczek w kłamstwa , uciekania
          od ludzi i oszukiwania ich i siebie że jest wszystko OK ale tak nie jest
          musisz to zrozumieć . Pozdrawiam Kasia
          • wodnik73 Re: Idę na terapię ! 11.02.05, 22:51
            Dzięki Kasia :)
            Dziś, pierwszy raz od 26 dni, czułam, że nadchodzi atak. Zaczęłam sprzątac,
            pozmywałam, włączyłam głośną muzykę , zaczęłam śpiewac..udało się. Więc jutro
            zaczynam 27 dzień czystości.
            A w poniedziałek 1 dzień terapii.
            No i musze powiedziec o tym mamie. 3 lata temu, idąc na terapię, powiedziałam
            jej, że mam nerwicę...ha.. tym razem powiem, że to bulimia. Dla mnie to duuuuży
            krok do przodu. Gdyby nie ta terapia, to bym to pewnie odwlekała w czasie. A
            tak, cieszę się, że moja decyzja o terapii przyspieszy przyznanie sie do
            choroby przed rodzicami. Myslę, że nie zroumieją od razu, będą unikac tego
            tematu. Bo z moimi rodzicami na trudne tematy się nie rozmawia.
            W każdą niedzielę wpadam do nich na obiad. I zawsze scenariusz ten sam.
            Najpierw oglądamy Złotopolskich, potem obiad, następnie kawa + "Na dobre i na
            złe" , potem ja sie zbieram, mama szykuje całą reklamówkę żarcia, bo tak mi
            okazuje swoją miłosc, inaczej nie potrafi. Jedzenie jest najważniejsze.
            Za to ojciec nie robi tego w żaden sposób. Ostatnio siostra namówiła mnie i
            ojca na wspólne zdjęcie. Jest smutne. Dwie, "bliskie" sobie osoby, siedzą w
            pewnej odległości od siebie, żeby się tylko przypadkiem nie dotknąc, i
            wyglądaja jakby kije połknęły. Tak wyglądają moje relacje z ojcem. Chłód,
            dystans. Zawsze tak było.
            Idę spac, jutro rano wyjeżdżam, będe dopiero w niedzielę wieczorkiem.
            Kasiu, życzę udanego, spokojnego weekendu. Wierzę w Ciebie. Uda nam się.
            Zobaczysz. Pozdrawiam mocno :)
            • kasia22225 Re: Idę na terapię ! 12.02.05, 08:27
              Napisałaś ze nie masz pisma Świętego pragne Ci napisać ten fragment króry Ci
              podała Magda Mk 11, 20 - 25 .
              Wiara i modlitwa
              Przechodząć rano ujrzeli drzewo figowe uscłe od korzeni. Wtedy Piotr
              przypomniał sobie i rzekł do Niego " Rabbi patrz drzewo figowe , któreś
              przeklął , uchowało" Jezus im odpowiedział < Miejcie wiare w Boga ! Zaprawdę,
              powiadam Wam :kto powie tej górze : ,, Podnieś się i rzuci się w morze " , a
              nie wątpi w duszy , lecz wierzy ,że spełni się to ,co mówi tak mu się stanie .
              Dlatego powiadam Wam : Wszystko o co w modlitwie prosicie ,stanie się wam ,
              tylko wierzcie ,że otrzymacie . A kiedy stajecie do modlitwy , przebaczcie ,
              jeśli macie co przeciw komu , aby tak że Ojciec Wasz , który jest w niebie ,
              przebaczył wam wykroczenia wasze.>
              Ja dzisiaj jade do częstochowy pomodlić sie . Wracam w Niedziele jak bym nie
              weszła do internetu zycze Ci udanej terapi i napisz jak będziesz mogła co Ci
              przynosi terapia , czy jestes zadowolona , czy nie . Trzym za Ciebie kciuki i
              życze powrotu do zdrowia. Kasia22225 Trzymaj się ciepło nie podawaj sie ciesze
              się ze chceszpowiedzieć prawde rodzico o twojej chorobie to pierwszy krok ku
              wyleczeniu się . Pa pozdrawiam kasia
    • 30stka Re: Idę na terapię ! 10.02.05, 23:42
      Kochany Wodniku,
      Widzę, jak bardzo cierpisz, ale mimo to nie ustawaj w tej walce. Cel jest
      jedyny i słuszny - Twoje Życie.
      Dziś zajrzałam do swojego dawno zapomnianego pamiętnika, to był wtedy taki mój
      powiernik (tego forum jeszcze przecież nie było). Chcę tu tylko potwierdzić, że
      rzeczywiście zaprzestanie przeczyszczania wcale nie oznaczało końca moich
      problemów. W tym pamiętniku jest chyba ze 100 mądrych sentencji, zdań
      posłyszanych gdzieś przypadkiem, planów dni, analizowania swoich uczuć. Po
      prostu w moim przekonaniu nie ma innej drogi. Przecież przez te 10 lat udało Ci
      się zagłuszyć może 1000 problemów - teraz musisz je wreszcie w najlepszy sposób
      jaki potrafisz rozwiązać. Daj z siebie wszystko! Warto!
      Nie wiem Wodniku, czy czytujesz sobie czasem Ewangelię - serdecznie polecam dla
      celów terapeutycznych (!). Jeśli może Ci to pomóc - chwyć się także i tego. Mam
      nadzieję, że nie potraktujesz moich słów jako zbytniej śmiałości, ale zachęcam
      do przeczytania króciutkiego fragmenciku: Mk 11, 20-25
      Serdecznie pozdrawiam, Magda
      • wodnik73 Re: Idę na terapię ! 11.02.05, 08:14
        Droga Magdo !
        Wiesz, że nigdy chyba nie miałam Pisma Świętego w ręku? Ale, znalazłam je w
        internecie (koniec świata!!! ) i zamierzam regularnie do niego zaglądać. Dzięki
        wielkie !
        Jestem wierząca, ale nie praktykuję.
        Kiedyś przynajmniej się modliłam, teraz czuję, że bardzo odsunęłam się od
        religii.
        W moim domu nigdy nie było Boga, modlitwy, kolęd, Pisma Świętego, księdza po
        kolędzie.
        Dopiero moja młodsza siostra, wierząca i praktykująca katoliczka, która też ma
        problemy z jedzeniem (ale nie jest ani A ani B) wprowadziła do domu zwyczaj
        przyjmowania księdza po kolędzie. Wiem, że sama ma problemy ze sobą, ale wiara
        ją krzepi, pomaga, daje nadzieję.
        Ubolewam nad tym, że mieszka daleko ode mnie, widujemy się kilka razy w roku.
        To moja jedyna powierniczka, wręcz terapeutka.
        Dziś mam się lepiej, chyba trochę odżyłam. Ale przeraziło mnie to co napisałam.
        Przede mną kilka ciężkich rozmów, z chłopakiem, mamą i przyjaciółką (ona nie
        wie, że jestem chora, a znamy się 17 lat !!!!) .
        brakuje mi tylko odwagi, ale.. dam radę...

        Odwaga to bardzo cenny dar. (...).
        Jeśli zabraknie nam odwagi,
        to tak jak byśmy stracili wszystko.
        Kto nie ma odwagi, jest jak ptak,
        Który zgubił swoje skrzydła.
        Dla niego nie istnieje już ani przestrzeń nieba,
        ani wolne powietrze, ani słońce, ani żadna przyszłość.
        (...).
        Jeżeli posiada się odwagę,
        można przezwyciężyć wszystko.
        Pozwala się wtedy świecić słońcu
        nawet przez ciemne chmury
        Phil Bosman

        gorąco pozdrawiam :)



    • anette1980 Re: Idę na terapię ! 13.02.05, 18:33
      Ja tez chodzilam przez pewien czas na terapie grupowa. Na poczatku bylam bardzo
      podekscytowana i dawalam z siebie wszystko. Jednak bylam bardzo niecierpliwa.
      Chcialam natychmiastowych efektow. Po pol roku spotkan zaczelam coraz czesciej
      opuszczac zajecia, bylam nieprzyjemna dla innych, pytalam "po co nam tak
      naprawde ta terapia?", "ona nic nam nie daje", "wszystko to jest bez sensu".
      Moj psychiatra zaczal jawic mi sie jako najwiekszy wrog - wydawalo mi sie, ze
      jedyne na co czeka to pieniazki po sesji. Zrezygnowalam.

      Teraz bardzo zaluje. Przypominam sobie jak wiele dawala mi ta terapia. Jak
      wiele dowiedzialam sie o sobie i mojej chorobie, jak wiele rzeczy pamietam do
      teraz, jak wiele zrozumialam.

      Teraz jestem w Anglii i szukanie pomocy tutaj jest bardzo utrudnione.

      Pozdrawiam
      • wodnik73 dzień 4 17.02.05, 11:46
        Witam
        Dziś 4 dzień terapii. Wczoraj podczas sesji sie poryczałam, zabolała mnie dusza
        i serce, poruszyły sie skrywane uczucia. Taka też moja teoria- im bardziej
        będzie bolało, im więcej łez wyleję tym większa szansa, że terapia mi pomoże i
        mi się w końcu uda.
        Dziś mija też równiutki m-c jak się nie objadam i nie wymiotuję.
        Tylko ten dół i poczucie coraz większej izolacji. Nie moge odnaleźć się wśród
        znajomych. Nawet przestali do mnie dzwonić. Zero smsów. Ja sama na święta
        Bożego Narodzenia na żaden nie odpowiedziałam, nikomu zyczeń nie wysłałam.
        Przestałam już dawno chodzić na imprezy. Zapomnieli o mnie?? Martwi mnie to
        trochę, że.....wcale mi ich nie brakuje.
        Czuję też , że już "na dzień dobry" zaczynam się izolować w swojej grupie na
        terapii. To samo jest w pracy. Zawsze chyba na siłe chciałam być w grupie,
        chciałam być akceptowana, lubiana.
        Trochę mnie to niepokoi, bo nie wiem co o tym myśleć. Czy jestem po prostu
        typem samotnika, który zawsze na siłe próbował być w grupie? Wbrew sobie i
        swojej naturze?? Ale jak tak, to jeszcze trochę a zostanę sama jak palec....
        ...hmm...do przemyślenia....

        ....i tak sobie od czasu do czasu będę pisać co się podczas mojej terapii ze
        mną dzieje.........:)
        • 30stka Re: dzień 4 17.02.05, 14:15
          Cześć Wodniku!
          Miło usłyszeć co u Ciebie.
          Apropos Twojej izolacji, to ja też muszę się przyznać, że właściwie w tamtym
          czasie (zdrowienia) prawie zerwałam kontakty ze starymi znajomymi. Chyba
          zaczęła mi przeszkadzać rola, jaką zawsze przed nimi odgrywałam - "zawsze
          wspaniałej Magdy". Sama zaczęłam dostrzegać także swoje problemy i też chciałam
          być zauważona przez innych przez pryzmat prawdy o mnie, a nie mojego udawania
          (?)
          Zauważyłam też pewną prawidłowość - otoczenie można zawsze zmienić - np. pójść
          gdzie indziej na angielski, zmienić pracę (kiedyś to było łatwiejsze),
          wyprowadzić się z domu, wejść w jakieś nowe środowisko. Im bardziej będziesz
          odkrywać siebie samą - prawdziwą, taką, która nie wstydzi przyznać się przed
          sobą, że nie jest ideałem, że jest człowiekiem "z krwi i kości", że ma prawo
          mieć problemy - wtedy i inni będą postrzegać Cię w ten sposób. Ze starymi
          znajomymi jest właśnie trudniej - bo oni też przyzwyczaili się do roli jaką
          zwykliśmy odgrywać, ale w nowym otoczeniu możemy "grać samych siebie" - i uczyć
          nowe osoby tego od początku.
          Trzymam kciuki za Ciebie - prawdziwą, realną, rzeczywistą
        • niobe5 Re: dzień 4 17.02.05, 14:43
          To zadziwiajace bo czuje dokladnie to samo wodnik73! Nie potrafie juz
          rozpoznac, ktora to jest ta prawdziwa ja - czy ten samotnik, domator, ktory
          kompletnie nie potrzebuje towarzystwa, znajomych i inych ludzi, czy ta dusza
          towarzystwa, nie opuszczajaca zadnej imprezy.
          W obecnym stanie w jakim jestem rowniez nie odczuwam zadnej potrzeby kontaktow
          z innymi. Oczywiscie zdarza mi sie pomyslec ze marnuje swoja mlodosc siedzac w
          domu (glownie przy okazji tego jak ktos opowiada mi o jakiejs fajniej imprezie
          na ktorej byl), ale przewaznie sama mysl o wyjsciu i spotkaniu ze znajomymi
          denerwuje mnie i wprawia w zly nastroj (traktuje to jako kolejny obowiazek, a
          nie przyjemnosc).
          Tez stracilam wielu przyjaciol z powodu mojej choroby i zawsze zastanawiam sie
          czy to byla moja wina - przeciez sama sie od nich odsunelam, czy tez mam prawo
          miec pretensje do nich - przeciez nigdy jakos bardzo nie nalegali zebym jednak
          sie z nimi spotkala, nigdy nie martwili sie zbytnio jak opuszczalam kolejna z
          rzedu impreze.
          Nie potrafie juz sobie przypomniec jaka bylam przed choroba - to bylo tak
          dawno. Wydaje mi sie jednak, ze trudno bylo mnie utrzymac w domu, lubilam sie
          bawic, mialam wielu znajomych... Sama juz nie wiem - pamiec plata czasem takie
          figle...

          Pozdrawiam goraco
          • wodnik73 Re: dzień 4 18.02.05, 11:21
            Dzięki Waszym wypowiedziom czuję się lepiej w tej swojej izolacji. Wiem, że nie
            jestem sama, że to chyba "normalny" stan w momencie wychodzenia z choroby. Bo
            ja to tak traktuję. Że wychodzę z choroby. Wiedziałam zawsze, że to będzie
            bardzo trudne i bolesne. I takie jest.
            Wczoraj byłam z grupą w pizzerii. Mamy raz w tygodniu obowiązkowe wyjście "na
            zewnątrz", poza ośrodek. Od początku byłam spięta, nieobecna, nie odzywałam
            się. I to nie z powodu miejca,w którym się spotkaliśmy. A może...?
            Nic nie zamawiałam bo byłam po obiedzie. Ale oczywiście sobie myślałam, co oni
            myślą o mnie. Bo przecież jestem bulimiczką "Nic nie je, nie odzywa się,
            pewnie się męczy".
            Dobijałam się myślami, jak oni mnie odbierają. JAK MNIE OCENIAJĄ !!!
            Potem się wyluzowałam. Opowiadaliśmy o sobie, naszych relacjach w rodzinie, w
            sumie było miło, ale ten początek był koszmarny.
            Całe życie starałam się nie odbiegać od grupy, dopasowywać się do innych, być
            taka sama.
            Nie wspominając o tym, jak bardzo chciałam zadowalać swoich rodziców, żeby byli
            ze mnie dumni.....i tu jest chyba pies pogrzebany

            A jaka ja byłam przed chorobą?? Cicha, trochę nieśmiała. Ale zawsze w małej
            grupce bliskich mi osób-znajomych, przyjaciół. Właśnie - małej. A potem nagle
            chciałam przypodobać się wszystkim, całemu światu.

            Czas na egoizm i podobanie się przede wszystkim samej sobie ..

            pozdrawiam ciepło
    • luka-6 Re: Idę na terapię ! 18.02.05, 14:20
      Śledze to forum od kilku dni. Jestem przerażona treścią, nigdy nie myślałam, że
      ta straszna choroba dotyczy tyle osób, już wiem, że ja mam ten sam problem wiem
      również, że nie mogę z nią sobie poradzić. Pamiętam,że zawsze byłam
      niezadowolona ze swojego wyglądu (krzywe zęby, kurpuletna i zawsze w cieniu
      swojej atrakcyjnej przyjaciółki)i wiele innych rzeczy... . Piłam herbatki
      odchudzające, diety itp. dzięki tym zabiegom popsułam sobie cos w srodku
      leczyłam się u gastrologa ponieważ miałam niestrawnosci. Poniważ lubie sobie
      zjeść więc pomagałam sobie wymiotami i tak sie wpakowałam w to bagno. Bardzo
      zależy mi na fachowej pomocy, ale nie wiem jak zacząć?
      • wodnik73 Re: Idę na terapię ! 18.02.05, 14:29
        Hej Luka
        Poczytaj wątek "Ile za leczenie". Tam pisałam gdzie się udać po pomoc. Bez niej
        się nie obędzie.
        Koniecznie zgłoś się do specjalisty. Trzymam kciuki i pisz co u Ciebie

        pozdrawiam :)
        • kasia22225 Re: Idę na terapię ! 18.02.05, 17:15
          Cześć wiem co coczujesz . Też odsunełam się od znajomych na terapi odsunełam
          się od osób wolałam samotność , a niżeli spotykać się z osobami z grupy . Sama
          byłam ze sobą i ze swoim życiem . dlamnie było to dobrym rozwiązaniem ,żeby
          stwożyć tak zawną izolacje od ludzi z grupy . Pomogło mi to wolałam muwić o
          swoich problemach na terapi z grupą aniżeli po niej popołudniami .Sama
          chodziłam na dwór i rozważałam to co mi powiedzieli w grupie . Nawet raz
          dostałam ochżan od terapełty że się izoluje od grupy . Odpowiedzialam mu ze
          wole samotność do wyleczenia się a niżeli rozmawiać na ten temat po za
          terapią . Pozdrawiam trzymaj się ciepło trzymam kciuki Kasia
    • wodnik73 sex i kobiecość 22.02.05, 09:19
      Drugi tydzień terapii.
      37 dzień bez b.

      Wczoraj na terapii dziewczyna, też chora na bulimie, przeczytała swój życiorys.
      Doszukiwałam się wspólnych, podobnych faktów, przeżyć, zdarzeń, żeby znaleźć
      wspólny mianownik, cos co pomoże zrozumieć dlaczego nas to spotkało. I nic nie
      znalazłam.
      Dopiero kiedy zaczęła mówić co się z nią dzieje teraz, co czuje, opisywać swoje
      pewne zachowania, odnalazłam podobieństwo.

      A chodzi o sex i kobiecość.
      Kiedyś przeczytałam, że jedzenie to bardzo intymna czynność. To prawda. W moim
      przypadku. Jedzenie to ogromna przyjemność, która przynosi mi ulgę, daje
      satysfakcję, zadowolenie, uspokaja.....tego nigdy nie dał mi żaden kontakt
      fizyczny.
      Wczoraj powiedziałam, że chyba z tym przyszłam na terapię....nie z bulimią, ale
      ze swą kobiecością. Zawsze skrywaną pod spodniami, warstwami ubrań.......
      oszczędne gesty, skromny makijaż, żeby tylko nikt nie dojrzał we mnie kobiety..
      jako... obiektu seksualnego.
      Gdy jako dziewczynka dostałam pierwszy okres, długo to ukrywałam przed
      koleżankami, było to dla mnie takie wstydliwe, garbiłam się gdy rósł mi biust.
      W podstawówce i liceum zawsze chodziłam w spodniach, w czarnych lub buro-
      nijakich ubraniach, żeby tylko przypadkiem nie rzucać się w oczy. Mimo, że mam
      32 lata wyglądam młodziej....styl zachowania, ubiór robią swoje. Nie chcę
      dorosnąć, dojrzeć.. nie chcę być kobietą ???

      Z jednej strony chcę się podobać, z drugiej bardzo się przed tym bronię.

      Co się za tym kryje, dlaczego tak się dzieje???

      Czy z Wami jest może podobnie ??
      pozdrawiam mocno
      • wodnik73 Re: sex i kobiecość 22.02.05, 11:02
        ale... to nie jest tak, że tych kontaktów intymnych unikałam, wręcz
        przeciwnie.. było ich zbyt wiele, tych związków tygodniowych, miesięcznych,
        kilkuletnich, na jedną noc.....tak jakbym czegoś szukała...
        A szukałam czułości i bliskości -uczuć których nigdy nie dostałam od swego
        ojca......spełnienia i satysfakcji, w końcu znalazłam to w jedzeniu...
        • wodnik73 Re: sex i kobiecość 22.02.05, 11:25
          ale cyrk, tak intensywnie o tym myślę, o tych facetach mego życia, związkach i
          rozwiązkach..że aż mi sie jeść chce, moja dusza jest głodna....musze zapić ten
          głód.....kawą i herbatką oczywiście ;)
          • 30stka Re: sex i kobiecość 22.02.05, 11:42
            Cześć Wodniku!
            Ja z kolei szukam jakichś podobieństw w sobie. U mnie też tych "związków i
            rozwiązków" było niemało, bo też ciągle czegoś szukałam i nie mogłam trafić na
            tego właściwego faceta (oj długo). Gdzieś tam wyczytałam, że bulimik wogóle nie
            potrafi znaleźć umiaru w wielu rzeczach - również w związkach (czasem
            przygodnych) z facetami - to niestety trochę się u mnie potwierdziło. Zanim
            poznałam mojego męża, to już się na siebie zawzięłam pod tym względem, bo znowu
            zaczynało się robić z tego niezłe bagienko i przez rok (dla mnie to było dużo)
            żyłam wogóle bez sexu. Ten czas "abstynencji" bardzo pomógł mi uporządkować
            swoje życie - wróciłam do kościoła (bo też sobie zrobiłam przerwę), zaczęłam
            regularnie chodzić do spowiedzi, no i te moje rozpaczliwe, ale w gruncie rzeczy
            ufne modlitwy o wskazanie mi mojej drogi życiowej... I w końcu pojawił się mój
            mąż! No nie wiem, ale jednak wiara bardzo jest pomocna w niektórych sytuacjach -
            dla mnie to było oczywiste, że Pan Bóg zsyła mi mojego męża jako odpowiedź na
            moje błagania! Miło jest mieć świadomość, że ktoś tam na górze jednak na nas
            spogląda i chce jednak naszego dobra. Z moim mężem nigdy nie miałam problemów
            typu "sex mi nie odpowiada" NIGDY!(?), a wcześniej rzadko czerpałam z tego
            przyjemność...
            To tyle podobieństw, ale cieszę się niezmiernie, że się odzywasz do nas!
            Pozdrawiam serdecznie!! i życzę powodzenia!!
            • wodnik73 Re: sex i kobiecość 22.02.05, 12:05
              Miło mi Cię Madziu poczytać :)
              Ja chyba trochę za bardzo wikłam się w psychoanalizę i filozofowanie,ale to
              takie ludzkie skłonności do gmatwania, wynajdywania problemówsami, sobie
              plączemy w głowach i wiążemy supełki ;)... a podobno wszystko jest takie
              proste.
              Ja wierzę, że człowiek jest kowalem własnego losu, a Bóg patrzy na nas z góry i
              czuwa, a jak się jeszcze do Niego zgłosimy to pomoże. Tylko dlaczego ja o tym
              ciągle zapominam?? No tak..bo za duzo analizuję, filozofuję, za dużo
              psychologii w mojej głowie :)
              Kiedyś słyszałam o pewnym zwykłym chłopaku, który wziął z ciekawości do
              czytania "Wstęp do psychoanalizy" Freuda i po przeczytaniu...sam wylądował na
              kozetce. Czyli co za dużo to niezdrowo.

              pozdrawiam mocno :)
    • wodnik73 dzień 9 24.02.05, 21:09
      9 dzień terapii. Nie wymiotuję od 17 stycznia.

      Boli mnie od wczoraj głowa......a muszę przyznać, że bardzo rzadko mi się to
      zdarza.
      Na terapii rozmawiamy o bliskości, intymności, naszych zahamowaniach i lękach z
      tym związanych. I dlatego czuję ból. Bo ten temat mnie boli.
      O bulimii nie mówię, bo ona jest skutkiem, efektem. Skupiam się na jej
      przyczynach.
      Otwieram się. Powoli. Bo to trudne mówić o problemach do ludzi, których znam
      zaledwie od kilku dni. Ale.....kurcze, oni mają takie same problemy. Nie jestem
      dziwadłem. Nie czuję inaczej.
      Zauważyłam, że gdy są poruszane bardzo ważne dla mnie sprawy, bardzo wstydliwe,
      o których boję się mówić, to cała się trzęsę. Ręce, nogi, całe ciało. To
      niesamowite. Nie da się ukryć, że mnie coś rusza, że coś przeżywam w środku. A
      kiedy już powiem, co tam mnie w środku męczy....moje ciało uspokaja
      się.... ..niesamowite........

      -----------
      "Tyle w nas choroby, ile tajemnicy"

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka