wodnik73
10.02.05, 11:14
To już 10-ty rok jak choruję.
Dziś mija 25 dzień czystości.
Ostatnio, na spotkaniu grupy wsparcia, powiedziałam, że jak się nie objadam
(no może czasem i„troszeczkę”) i nie wymiotuje to po co mi terapia?? Z
bulimią chyba (?) sobie poradziłam. Ale po wysłuchaniu dziewczyn,
zrozumiałam, że bez kolejnej terapii się nie obędzie.
Wszystko przez depresję. Ona mnie wykończy. Przestałam zajadać problemy
i „pozbywać” się ich w kiblu...no i mnie dopadły, wylazły, nie dają mi żyć!!!
Jest mi źle, czuję się samotna, niekochana.
Niekochana przez innych i przez siebie.
Nie radzę sobie w pracy, zaniedbuję dom, znajomych, rodzinę.
Nie znoszę swego ciała, czuję do niego wstręt.
Seks jest dla mnie koszmarny i obrzydliwy.
Nie cierpię, nienawidzę jak mnie mój facet dotyka !!!!
Zagadką jest dla mnie zniknięcie B. Ale liczę się z tym, że może mnie chcieć
dopaść. (Boże, miej mnie w swojej opiece!!!!)
Bywam na forum regularnie, czytam co piszecie, ale nie dam rady sama nic
napisać. Często chce mi się wyć jak czytam co piszecie. I ciągle to pytanie
bez odpowiedzi „dlaczego, dlaczego, dlaczego ......???”
Dlaczego tak cierpimy, za co, w imię czego ???
Dlaczego, wręcz z premedytacją, niszczymy nasze zdrowie, marnujemy życie
swoje i często życie naszych bliskich ???
O co chodzi?? Co jest grane??
Musze to w końcu rozgryźć, pojąć, zrozumieć.
Muszę nauczyć się wybaczać. Musze wybaczyć rodzicom.
Chcę nauczyć się dawać i brać, kochać i być kochaną.
Zastanowiło mnie pytanie Magdy w którymś z postów „Czy robisz WSZYSTKO żeby
skończyć z bulimią?? „ Na pewno wszystkiego nie robiłam do tej pory.
Od poniedziałku zaczynam terapię grupową. To już druga. Tym razem nie wierzę
w cud, że ktoś to za mnie załatwi. Dam z siebie wszystko.
Nie wyobrażacie jak się boję.......bardzo....
Chyba tego, że moje dotychczasowe życie przewróci się do góry nogami. Ale jak
mam naprawdę wyzdrowieć to chyba warto??
Pozdrawiam bardzo gorąco, trzymajcie sie mocno !!!!