stokrotka_88
03.05.05, 11:37
Hej.Dawno nie pisałamjakoś tak się fajnie wszystko układa i w ogóle.W domku
praktycznie rzadko jestem w ten cudowny majowy weekedzik i nie było okazji
zajrzeć.Czytałam niektóre posty i nawiedziła mnie pewna myśl.
Chodzi mi mianowicie o dziewczyny,które mają problem z A.lub B.i idą na
psychologię lub psychiatrię,by ciągle mysleć o tych chorobach.Ja wiem,ze
chcecie pomóc na podstawie własnego doświadczenia,ale pomyślcie,że przez to
wy nigdy z tego nie wyjdziecie,bo ta choroba będzie z wami przez całe
życie.Nawet jeśli się wyleczycie to ciągle w waszym życiu te choroby będą
obecne.
Zresztą,znam nawet taki przypadek,gdzie wyleczona z anoreksji
lekarka,lecząca osoby chore na A.lub B.,po bardzo długim czasie znów
zachorowała(co było zaskoczeniem dla pacjentek).
Według mnie najlepiej to po prostu zapomnieć o chorobie,oderwać się od
tego,wychodzić z przyjaciómi,gadać o czym innym itd.Wiem,że teraz myslicie
sobie,żę łatwo mi mówić.Wiem,bo przełom z wolnością miałam dopiero jakieś 4
tygodnie temu.Wcześniej też nie chciało mi się wychodzić,i byłam bardzo
kontrolująca siebie.
Nie mówię,że teraz jestem całkowicie wolna od any,bo ona jest i czasem
niestety daje o sobie znać,ale staram się wtedy wygrać JA,nie ona.Myślę,że w
tym pełnym wyzdrowieniu pomoże bardziej widywanie się z ludźmi bez tego
porblemu,bo wtedy my same,nawet nieświadomie,powoli zaczynamy żyć
normalnie.To jest bardziej pomocne niż przebywanie ciągle z osobami
chorymi.Naprawdę.
Jak byłam chora tak nieźle(przed szpitalem,3lata temu),to też chciałam być
psycholożką,by leczyć ludzi z aną.No i też dużo rzeczy czytałam o tej
chorobie.A to tylko bardziej człowieka pogrąża.
Nie chcę oczywiście nikomu niczego wytykać,to tylko moje takie
przemyślenia.I wiem,że pewnie pod moim postem znajdą się same krytyczne
uwagi.No,ale przyznajcie same,czy nie mam choć trochę racji?