iiifa Re: b. stale mi towarzyszy :( / co musi sie wydar 15.06.05, 10:34 co musi się wydarzyć, abym z tego wyszła??? Jestem świadoma swojej choroby, tego co ze mnie robi, jak działa, jak zabiera mi czas, jak mnie męczy, jak ogranicz i oddala od wszystkich. Jestem świadoma ze przez nią nie chudnę (wręcz przeciwnie!). Niby walczyłam ale to ciągle wraca, wystarczy lekkie zdenerwowanie i już. Okazje to najedzenia sie znajduje coraz częściej i wystarczy mi 10 min. na jeden zabieg. Nie chce, chce z tego wyjść Wczoraj nawet powiedziałam bliskim ze wymiotowałam, ale popatrzyli poklepali po główce i stwierdzili ze pewnie mi cos zaszkodziło. Tak k...wa zaszkodziło mi! - ale chyba ponad 5 lat temu i od tamtej pory mnie trzyma :((( Nie dam rady, za każdym razem przychodzi myśl, ze przeciez nic mi sie nie stanie jak zrobie to raz, ale ten raz powtarza sie ostatnio codziennie (albo 2x dziennie). Wczoraj to juz tak mnie wszystko bolało (gardło, brzuch) po wymiotowaniu ze jestem załamana. A co najgorsze - tu (= na zewnątrz) uśmiechnięta, ładna, zadbana dziewczyna a w środku... tragedia :((( Odpowiedz Link Zgłoś
annpe Re: b. stale mi towarzyszy :( / co musi sie wydar 15.06.05, 11:19 hej... tez bym to chciala wiedziec :(. najgorsze jest to, ze tym wydarzeniem nie bedzie wydarzenie poztywne i mozliwe sa dwa wyjscia - albo totalna zalamka, albo wyjscie z choroby czasem trzeba siegnac dna, aby sie od niego odbic, ale czy warto tak biernie czekac?? ?? pozdrawiam cieplutko! Odpowiedz Link Zgłoś
carrerka Re: b. stale mi towarzyszy :( / co musi sie wydar 15.06.05, 20:14 ja mam nadzieje ze nic takiego tragicznego się nie musi wydarzyć, bo sam fakt choroby i sama ona jest już tragiczne:( Odpowiedz Link Zgłoś
iiifa Re: b. stale mi towarzyszy :( / co musi sie wydar 16.06.05, 13:42 kiedyś koleżanka opowiedziała mi, że dziewczynie z bulimią przy wymiotowaniu wypłynęło oko - brzmi masakrycznie. Na chwilę się przestraszyłam, ale nie pomogło. Kilka razy miałam krwotoki z nosa, czuje, że mam słabsze zęby. Nie potrafie się skupić... co jeszcze musi się wydarzyć??? Nie chce umierać :((( Odpowiedz Link Zgłoś
leksheygyatso Proszę szukac pomocy- szkoda tracić czas. 16.06.05, 14:06 WITAM, Proszę szukać profesjonalnej pomocy. Szkoda marnowac zycie i młodość. Polecam do bezpłatnej konsultacji specjalistów.Warto miec diagnoże lekarza- psychologa by wiedzieć co naprawde Pani jest i co mozna zrobić!!! Szkoda czasu na bierność. Telefon zaufania dla osób uzależnionych od jedzenia (anoreksja, bulimia, nadwaga)w Warszawie(polecaja bardzo dobrych psychologów) Tel.:0-22 628 96 27 czynny we wtorki w godz. 20.00-21.30 Towarzystwo Pomocy Młodzieży Warszawa, ul. Andersa 29; tel. 635 54 67 (to również telefon zaufania) --> bezpłatnie Polecam terapię grupową zaburzeń jedzenia prowadzoną w Centrum psychoterapii AM (dawny Rasztów) na Sobieskiego 112 w Warszawie.Grupa jest prowadzona systemem 3 miesięczym, jest bardzo intensywna (8 sesji w tygodniu). Zajęcia odbywają się systemem przedpołudniowym (tryb dzienny od 9.00 do 13.00). Jest stała obok terapeutycznej opieka lekarska. Koszty leczenia pokrywa NFZ. Skład grupy to osoby z bulimią i napadowym jedzeniem. Jest to jedyna grupa na Mazowszu w ramach funduszu (czyli bezpłatna). Polecam, telefon: (22) 8412613 Telefon zaufania dla uzależnionych od jedzenia w Krakowie tel. (012) 422-03-21, 422-20-37 (pn.- pt.18.00 - 20.00) Polecam też: Centrum Terapii i Edukacji Psychologicznej "MABOR" , Warszawa , dorośli, młodzież, dzieci. Nerwice, depresje, psychozy, uzależnienia. Anoreksja, bulimia. Warszawa,Tel. (22) 842-25-71, www.mabor.com.pl . Centrum Terapii i Zaburzeń Łaknienia Kraków ul. Grodzka 31 tel. (012) 423-22-94 Bardzo dobre efekty terapeutyczne mają w tym temacie psycholodzy z Polskiego Instytutu Ericksonowskiego Lódź 94-036, ul. Wioślarska 27; tel 0-42/688-48-60; fax 0-42/689-00-47; e-mail: info@p-i-e.pl Poznań 60-276, ul. Promienista 40/2, tel. 0-61/867-34-67; e-mail: piezet@poznan.home.pl. www.p-i-e.poznan.pl Filia w Katowicach Katowice 40-708, ul. Franciszkańska 25; tel./ fax 0-32/25-24-517; e-mail: piemarq@katowice.home.pl www.instytutericksonowski.home.pl Polecam też forum dla osób zainteresowanych pomocą(namiary na sprawdzonych specjalistów wcałej Polsce- Kraków,Wrocław etc.): forum.glodne.pl/viewtopic.php?t=780 Zyczę wszystkiego najlepszego i dużo zdrowia OM MANI PEME HUNG pozdrawiam lekshey Odpowiedz Link Zgłoś
moszi_moszi Re: b. stale mi towarzyszy :( / co musi sie wydar 16.06.05, 17:04 cześć iiifa, pamiętam jak kiedyś napisałaś, że jak się złamiesz, to pójdziesz do psychologa. to było chyba kilka miesięcy temu. może czas w końcu to postanowienie wcielić w życie? :-) pozdrawiam, moszi Odpowiedz Link Zgłoś
iiifa Re: b. stale mi towarzyszy :( / co musi sie wydar 16.06.05, 17:12 Moszi Kochana, pamiętam :( boje sie, boje sie, że znajomi będą pytać gdzie chodzę, na co się leczę siostra też będzie szukać co ja porabiam kilka razy w tygodniu.. i co wtedy powiem, - że lecze się na bulimie bo choruje od 6 lat i już nie daje rady?? :((( Chce z tego wyjść sama! Wiesz, jestem spokojna tylko jak jest ze mną mój chłopak - spędzamy razem weekendy... zmykam i pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
moszi_moszi Re: b. stale mi towarzyszy :( / co musi sie wydar 16.06.05, 20:38 mówi się, że jesteśmy mistrzyniami kamuflażu. taki wypad na terapię też pewnie można by było zakamuflowac :-) kilka barw maskujących: spacer, nauka w bibliotece/u kolezanki, zakupy. znajomym nie musisz sie tłumaczyć z tego, dokąd wychodzisz. a siostra... może gdyby wiedziała, że nie dajesz rady, to mogłaby Ci pomóc, albo przynajmniej nie szkodzić. moim zdaniem: dla chcącego nic trudnego ;-) ja z kolei mam taką przeszkodę, że boje się przyznać do słabości przed samą sobą. 'gdzieś' mam opinię innych. a może jednak nie ;-) trzymam się jakoś od maja bez przeczyszczania (choć nie ukrywam, że myślę o tym dość często), staram się odżywiać zdrowo, ćwiczę, robię masę rzeczy i czasem udaje mi się zapominać o jedzeniu. czasem zdarzają mi się wpadki z obżarstwem, ale coraz rzadziej (no, może trochę koloryzuję ;-)). najważniejsze, że bez przeczyszczania. mam nadzieję, że będzie tylko lepiej. i wierzę, że też dasz radę. najważniejsze, to się nie poddawać. przecież życie jest piękne. po co tracić czas i energię na takie niefajne rzeczy? trzymam kciuki za Ciebie i inne walczące. za siebie oczywiście też :-) w razie czego służe pomocą i energią pozytywną w dawkach ogromnych. ściskam mocno, moszi Odpowiedz Link Zgłoś
iiifa Re: b. stale mi towarzyszy :( / co musi sie wydar 17.06.05, 09:24 wczoraj krótko odpisałam z braku czasu - przepraszam. Moszi, spodziewałam się dzisiaj postu od Ciebie ostrzejszego typu. Tzn. myslałam ze zaczniesz mówić, że nie dotrzymuje słowa itd. ze będziesz mi jechać. A tu miła niespodzianka. Pozdrawiasz i dajesz energii i otuchy. Juz nawet wiem dlaczego - po prostu mnie rozumiesz. Innym, tym którzy nie mieli doczynienia z zab. odżywiania naprawdę cieżko jest pojąc to co przeżywamy, myślimy, robimy. Tak sie cieszę ;), dałaś mi dużo siły i uśmiecham sie teraz gdy to piszę. W sumie dałoby się zakamuflować wszystko - my to potrafimy doskonale. Nie chcę obiecywać ze zacznę sie leczyć, ale wczoraj wydrukowałam podpowiedź jednej z kol. na forum, z telefonami i specjalistami i kto wie czy wreszcie się nie odważę. I jeszcze jedno - moje hasło przewodnie - "dla chcącego nic trudnego!" Przecież wszystkie musimy z tego wyjść!!! ;) Powodzenia ;) Odpowiedz Link Zgłoś
yesstem Re: b. stale mi towarzyszy :( / co musi sie wydar 17.06.05, 13:24 Hej Iiifa, to znowu ja. Za mną też się to ciągle wlecze, choć jest dużo lepiej niż 2-3-4 miesiące temu. Przede wszystkim jestem w ciąży, więc staram się jak najrzadziej ulegać pokusie pełnych ataków. Niestety szybko przybieram na wadze, ale staram się tym nie przejmować. W sumie patrzę w lustro, widzę trochę więcej tłuszczyku, ale też dostrzegam to, że wyglądam ładniej, zdrowiej, bardziej kobieco i wreszcie mam piersi! Patrzę na siebie i myślę sobie: przecież to ciągle ta sama ja i gdyby nie waga i ukochane ciuchy w najmniejszych rozmiarach, które zrobiły się nagle za małe, problem pewnie całkiem by zniknął, bo wcale nie czuję się fizycznie źle z dodatkową fałdką na brzuchu i pełną pupą. Wszyscy traktują mnie tak samo, jak te parę kilo wcześniej, nikt mnie nie krytykuje, nie komentuje, nie pokazuje palcem, więc o co ten szum? Jestem zwykłą kobietą. Zwykłą. Taką jaką zawsze nie lubiłam być, bo to oznaczało ukrywanie się w cieniu, a ja przecież chciałam być 'naj-' [-chudsza, - zgrabniejsza, -piękniejsza, itd] Coś się za bardzo rozwlekłam. Ja myślę, że skoro nie możesz sama dać sobie rady, to na prawdę nie wahaj się poszukać pomocy. Nie przejmuj się takimi głupotami jak 'co powiem siostrze, koleżankom'. Chodzi o Twoje zdrowie i szczęście! To nie wstyd chodzić do psychologa, a przecież nie musisz się przyznawać, jaki dokładnie jest tego powód. Możesz powiedzieć, że ostatnio jest Ci jakoś smutno, jesteś bardziej nerwowa i sądzisz, że takie spotkania z psychologiem mogą pomóc Ci sobie z tym poradzić. Na dobrą sprawę pod oficjalnym hasłem 'psycholog' możesz nawet ukryć psychiatrę. Przecież raczej nikt Cię nie będzie śledził w drodze do i od ;-) Pamiętaj, najwięcej zależy właśnie od Ciebie samej, od Twojej chęci wyzdrowienia, Twojego zaangażowania, Twoich decyzji i konsekwencji w podążaniu we właściwą stronę. Najtrudniejszy wydaje się ten pierwszy krok, choć w rzeczywistości wcale nie jest taki trudny, a jak się już go uczyni, to potem wszystko przychodzi dużo łatwiej. Ja szukałam pomocy, na terapię grupową nie poszłam, bo harmonogram zajęć kolidował z moimi planami, ale dotarłam do psychiatry, łykałam Seronil, co bardzo mi pomogło wyjść z dołka. Trochę ciężko mi było w pierwszych dniach po jego odstawieniu [ze względu na ciążę], ale teraz jest już dobrze i czuję, że pomoc w zasadzie nie jest mi teraz potrzebna. Ty na prawdę poważnie się zastanów, przeanalizuj swoje samopoczucie na przestrzeni ostatnich miesięcy, nie chodzi o tzw. przez nas 'sukcesy' czy 'porażki', bo nie w tym tkwi problem, czy wymiotujesz czy nie, ale w tym, jak ogólnie radzisz sobie w życiu i jak się czujesz. Pomyśl i podejmij decyzję. Pamiętaj, cokolwiek zrobisz, to właśnie Ty jesteś sternikiem swego życia! Powodzenia! Odpowiedz Link Zgłoś
dybbuk co do psychologa 17.06.05, 17:58 Nie rozumiem, o co ten szum... mieszkam w Warszawie i wszyscy moi znajomi albo chodzą do psychologa czy psychiatry, albo ktoś najbliższy w ich rodzinie (mama, tata) ma problemy takiej natury. Nikt nie krępuje się mówić o tym. Po prostu, ten czy ów jest uzależniony, ma depresję... nawet się ktoś z borderline zdarzy... Nie mam jakichś lanserskich znajomych. Są po prostu normalni. A przy tym łykają po ciuchutku swoje leki, spacerują na swoje psychoterapie. Nie ma co demonizować pójścia do psychiatry, a tym bardziej - do psychologa! być może mamie włosy na głowie postaną ("co pomyślą ciotki?"), babcia nie zrozumie, o co chodzi. Ale przecież pójście do psychologa to tak, jak pójście do ginekologa! No, prawie. Większy problem z tym, by znaleźć psychologa. Wielu jest hohszdtaplerów albo pospolitych idiotów, którzy potrafią zadawać tylko stereotypowe pytania. Oni nie pomogą... (no chyba że jako efekt placebo, ale przy anoreksji i bulimiii to, jak sądzę, nie ma racji bytu...) Pozdrawiam Was serdecznie! Odpowiedz Link Zgłoś
moszi_moszi Re: b. stale mi towarzyszy :( / co musi sie wydar 17.06.05, 19:07 ciesze sie, że energia dotarła do Ciebie :-) myślę, że do decyzji o wizycie u specjalisty musisz po prostu dojrzeć. psycholog na pewno pomógłby Ci się też uporać z problemem typu 'co pomyślą moi znajomi'. wiem, że w weekendy przeżywasz pełnię szczęścia i życie staje się piękne ;-), ale w ciągu tygodnia przecież też takie jest, tylko chwilowo nie ma przy Tobie chłopaka. poćwicz jeszcze radzenie sobie ze stresem w inny sposób niż jedzenie i będzie lepiej. myśl o tym jaka jesteś fajna i wartościowa (bo jestem przekonana, że tak właśnie jest w rzeczywistości), doceń siebie w końcu. jeśli uważasz, że masz jakieś braki, to stopniowo staraj się to zmienić (bo nie ma co liczyć, że da się zmienić od razu), przy pomocy środków nie szkodzących zdrowiu oczywiście, ale bądź wytrwała. pomoc psychologa przyda się na pewno, pomoże Ci poukładać emocje i cały ten bałagan w głowie. cudownie jest widzieć, że życie jest piękne. nie trać czasu! p.s. energię emituję nieustannie, w razie czego pobieraj ;-) pozdrawiam, moszi Odpowiedz Link Zgłoś
iiifa Re: b. stale mi towarzyszy :( / co musi sie wydar 21.06.05, 09:05 pobieram Kochana pobieram, dziękuję dziś jestem szczęśliwa, uśmiechnięta wczoraj wieczorem było ciężko ale zamiast sie objadać wyszłam na spacer, zadzwoniłam do kilku znajomych i było ok. Dziś też muszę coś wymyśleć na wieczór, pozdrawiam cieplutko. Odnośnie wizyt u psychologa - macie racje. Nie powinnam sie przejmować co inni na to powiedzą. Obawiam sie tylko ze bede musiała powiedziec siostrze gdzie chodzę (bo na pewno będzie pytała) a jeśli powiem gdzie to ze zacznie dociekać co mi jest - bo jak do tej pory to nie zauważyłam aby coś ze mną sie działo :( jestem ciekawa czy ja na jej miejscu bym zauważyła? - mam wrażenie że jestem bardziej wyczulona, ale to moze tylko złudzenie z uwagi na mój problem? Buziaki dla Was Kochane !!! Odpowiedz Link Zgłoś