nin4
04.10.06, 23:01
Naprawdę!!!
Na początku wszystko wygląda cudownie i różowo. Osoba , która zachorowała jest
przekonana, że w końcu znalazła genialny sposób na doskonałą sylwetkę bez
odmawiania sobie przyjemnośći jedzeniowych. Ja schudłąm naprawdę dużo.
Połączyła swoją "diete-cud" z intensywnymi ćwiczeniami i zgubiłam prawie 15
kilogramó. Rodzina była zachwycona, ja tym bardziej. Taka mądra a teraz na
dodatek jeszcze śliczna, bo szczupła, he he he...
Potem bywało różnie, waga wahała się wedle napadów, od 3 do 5 kg. Kiedy
ważyłam 51kg wpadałam w euforię, kiedy przytyłam do 55 miałam totalnego doła.
Ale nic to, czas zmierzać do sedna. Ostatnio "utrzymywałam" wagę ok 52 kg,
codziennie żygając (no cóż, po 2-letniej przerwie spowodowanej licznymi
terapiami, wpadłam w to świństwo na całego). Ostatnio zauważyłam, że zaczęłam
tyć. W porównaniu z normalną osobą jadłam niewiele (no wieczorem obżerałam się
jak świnia, ale i tak wszystko lądowało w kiblu) Logicznie rzecz biorąc
powinnam była przynajmniej wagę utrzymać, niestety powoli przybieram na wadze.
Zauważyłam, że mój organizm po prostu przestał trawić. O godzinie 22
wychodziły ze mnie niestrawione resztki z godziny 13!!! Ja wiem, że to brzmi
obrzydliwie, ale fakt jest faktem. Nieważne ile będę jadła, moja waga będzie
rosła. Nie wspominając o innych skutkach ubocznych, fatalne zęby, opuchnięta
twarz, zrypany przełyk, bóle serca, kłucie w boku (nawet boję sie pomyśleć co
to może być). Powiedziałam STOP! Oczywiście z pomocą mojej rodziny. Jestem na
etapie poszukiwania dobrego psychologa, specjalisty od bulimii, zaczęłam ze
sobą walczyć, nie zawsze się udaje, ale doceniam każdy czysty dzień. No i
przestraszyłąm się śmierci. A konkretnie raka przełyku lub żołądka. Bo
powiedzmy sobie szczerze zagrożenie tymi chorobami u osoby z 10-letnim stażem
jest bardzo wysokie. A ja mam dopierao 27 lat i chcę posmakować jeszcze życia,
jakkolwiek dało mi już w kość.
Nienawidzę swoich fałdek na brzuchu, coraz ciaśniejszych spodni, ale kocham
każdy poranek po czystym dniu, kiedy łapię iskrę nadziei i po cichu zaczynam
wierzyć, że życie może mieć kolory. Nie chcę was namawiać do leczenia, bo
wiem, że tylko sięgnięcie swojego własnego dna da wam kopa do działania. Ja
sięgnęłam dna już po raz drugi, amm nadzieję że ostatni i może zabrzmi to
bezczelnie, ale właśnie tego wam życzę, z całego serca.
Magda