malenka11111
22.12.06, 00:06
mi na mysl przychodzi tylko jedno...skoro tak bardzo chce zyc normalnie,
normalnie spedzac swieta, przezywac kazdy kolejny dzien, cieszyc sie kazda
drobnostka jak kiedys....skoro tak bardzo chce..i czytajac wasze listy wiem ze
wy terz bardzo chcecie to dlaczego jest to tak cholernie trudne???. podjelam
ostatno leczenie po raz 2. Zmienilam psycologa i wciaz mam nadzieje ze sie z
trgo wydostane...ze nie pograze sie!!!ciagle walcze , bo nie mam innego
wyjscia..trzeba wierzyc do upadlego chodzby sie wszystko na okolo walilo!!!!
Zastanawia mnie tylko jedno...wszystkie jestesmy strasznie swiadome tego co
robimy,tego jak bardzo jest to zle itp...WIEC DLACZEGO TAK MADRE< SWIADOME>
DZIEWCZYNY CIAGLE TO ROBIMY!!!???? Coraz czesciej dochodze do wniosku ze tak
naprawde w glebi duszy nie chcemy z tego wyjsc, a raczej nie chcemy zyc
inaczej...bo to przeciez takie fajne-mozna jesc co sie chce , bez zadnych
konsekwencji dla ciala, mozna zajadac stresy, problemy, oddawac sie chwili i
zapomniec o bozym swiecie bo (niewiem jak wam ) ale mi to przynosi ogromna
ulge...choc potem czuje sie wstretnie to choc na ta jedna chwile jest mi
dobrze, bo mam wrazenie ze to nadal kontroluje...to jest tak skomplikowane ze
nie da sie tego opisac .J mam wrazenie ze puki nie dotkne naprawde dna i sie
nie przestrasze to nic nie bedzie w stanie mnie naprawde wyleczyc!!!!A niechce
dotykac tego dna niechce robic tego bliskim. Wierze ze jeszcze cos sie w moim
zyciu wydarzy takiego co zpowoduje ten zwrot..co odmieni mije zycie i bede
znow taka czysta...taka ..swobodna...lekka i wolna jak male dziecko, niewinne
male dziecko. Wierze i nikt mi tego uczucia nie odbierze!!!!!!!