stary_zgred1
24.05.07, 21:03
Moja kobieta jest od kilku lat chora na bulimię. Choroba zmieniła ją
psychicznie, nie pozwala sobie pomóc, na kazdą moją próbę naprowadzenia
rozmowy na leczenie reaguje agresywnie. Nasze wspólne zycie kręci się wokół
jej problemów, jej urojeń, jej samopoczucia. Robi z siebie ofiarę, której
nikt nie rozumie i nie chce. Mówi ze jestem przy niej z litości, że nigdy jej
nie zrozumiem - już przestałem to wytrzymywac, na jej wyrzuty reaguję coraz
gwałtowniej. Coraz częściej łapię się na myśli że ona mnie psychicznie
zabija. Nienawidzę siebie za bezsilność a jej - za to jakim człowiekiem się
stała. Zdecydowałem się - nie chce ginąc razem z nią, jeszcze dzisiaj
odchodzę. Jej choroba mnie zwycieżyła.