mykolina88
10.11.08, 17:39
m się i moje słabości...Tyję i waga jednoznacznie mnie o tym informuje. Nie,
nie ważę się codziennie. kiedyś cyfry na niej układały się na kształt
uśmiechu, który automatycznie przechodził na moja twarz. Miałam siłę żyć!
Obecnie powiększyłam się co pewnie raduje moją matkę, ale mnie sprowadza do
stanu najgłębszej depresji. I nie chodzi tylko o to, ze najpierw widzę grube
odbicie w lustrze, a następnie sięgam po żyletkę. Nie, to funkcjonuje nieco
mniej stabilnie. Bywa, że nawet jeśli nie zadowala, mnie moja obecna figura (
zwykle, gdy nieoczekiwanie skaczę z radości z niewiadomych powodów, bo ot tak
zaświeciło słońce, albo deszcz cudnie kapie ) mobilizuje mnie do dzialania.
Mam ochote ja zmienic owsze, ale poprzez racjonalne zywienie, lekkie i
przyjemne, i taszcze swoje cielsko na lake , aby pobiegac i wypocic siebie, co
dodatkowo sprawia mi emocjonalna frajde. Tak jest, bywa pieknie, ale dlaczego
coraz rzadziej i ulotnie? Ostatnio dominuje deprecha i mi samej jest wstyd
przed soba, gdy powraca normalnosc, a ja znoiw moge isc wybiegac zajedzone,
pokaleczone cialo... ja siebie ustabilizowac, bo tylko moja chwiejnosc staje
mi na drodze ku wyleczeniu?