Dodaj do ulubionych

Hipermarkety

IP: *.kielce.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.02, 14:20
Dziś Radio Kielce poświęciło trochę czasu otwartej dyskusji na temat
celowości powstawania w naszym mieście kolejnych hipermarketów. Obecny był p.
Marek Piotrowicz, który jak się okazało, jest zwolennikiem powstania w
Kielcach 3 lub nawet 4 nowych hipermarketów.
Proponuję rozpętać w tym temacie dyskusję...
Obserwuj wątek
    • Gość: Yahagi Re: Hipermarkety IP: *.kielce.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.02, 14:23
      Moj głos:
      Sporo było różnych wypowiedzi przy okazji tego tematu. Jedna pani powiedziała,
      że tak długo, jak w Kielcach nie było hipermarketów, nikt nie potrafił we
      właściwy sposób handlować nabiałem w mieście. Aha, no i dodała jeszcze, że
      hipermarkety mają jak najbardziej prawo bytu w naszym mieście, bo w takim
      Radomiu jest ich o wiele więcej i żaden nie splajtował (hehe... trzeba by być
      naprawdę niezłym ‘cyrkowcem’ żeby zarżnąć hipermarket).
      Dla większości argumentem, jaki jest przeciw powstawaniu hipermarketów jest
      fakt, że to niszczy drobny handelek i drobne kupiectwo. No i chyba nie wszyscy
      widzą w tym coś złego, skoro – tak jak wspomniana wyżej pani – wychodzą z
      założenia, że hipermarketów powinno być tak dużo, jak tylko możliwe. Chyba
      zapominają przy tym, że ten kij ma dwa końce. Ja np.; chleb codziennie kupuję u
      pana Janka w sklepiku tuż obok. Pan Janek ma malutki sklepiczek , który
      prowadzi wraz z żoną, zatrudniając w ramach praktyk dziewczyny z okolicznych
      bloczków. Pytanie jest takie: czyja działalność jest dla miasta korzystniejsza:
      takiego pana Janka, czy REALA ? Rzecz w tym, że pan Janek wszelkie koszta jakie
      są tylko możliwe ponosi i pozostawia w Kielcach. TU płaci podatek gruntowy,
      rozlicza się w skarbowym, płaci ubezpieczenie od samochodu, którym wozi towary
      z giełdy na Poleskiej i innych hurtowni, płaci za paliwo, płaci za konserwację
      kasy fiskalnej i przegląd techniczny samochodu, płaci rachunki za telefon
      stacjonarny i komórkowy, płaci za biuro rachunkowe, które go rozlicza...
      wyliczać dalej ? Ale oprócz tego pan Janek ma jeszcze punkt przyjęć prac
      fotograficznych jednego z kieleckich labów (zdjęcia tańsze i o niebo lepsze od
      tego co robi REAL), to do niego przyjeżdżają przedstawiciele różnych Lays’ów,
      gum do żucia i innych chipsów i zostawia swoje towary... codziennie
      przynajmniej kilku, jeśli nie kilkunastu.... Co się dzieje, gdy taki pan Janek
      musi zwinąć interes ? Ilu różnych ludzi traci przy okazji swoje miejsca pracy ?
      Niby nic się nie dzieje, gdy zwija się jeden taki sklepiczek, ale gdy zwija się
      ich kilkanaście, pracę traci jeden kierowca w laboratorium fotograficznym,
      również jeden w chipsach, jeden w gumach do żucia, jeden w ...hmm....
      prezerwatywach. To już co najmniej kilku. Ale traci też np. przedstawiciel
      Forda na Kielce, bo ‘chip-siarze’ nie wezmą następnego samochodu dostawczego,
      tracą warsztaty diagnostyczne, bo kilkunastu ‘panów Janków’ nie będzie już do
      nich przyjeżdżać na przeglądy techniczne i zostawiać pieniążków... Tracą
      dziewczyny z okolicznych bloków, bo nie mają gdzie odbywać praktyk, traci pan z
      Kazimierzy Wielkiej, którego towarów na ulicy Poleskiej nikt nie chce już
      kupować... Widać już kto na tym traci ? To nie tylko sklepikarze, to cała masa
      ludzi z tą działalnością związanych .... Nie zauważamy tego problemu tak długo,
      jak nie jesteśmy częścią tego mechanizmu. Jeżeli nasze funkcjonowanie nie jest
      bezpośrednio związane z funkcjonowaniem tego mechanizmu, zwracamy uwagę tylko
      na produkt końcowy jakim jest cena. (o cenie później).
      Warto zadać sobie pytanie: jakie korzyści ma miasto z funkcjonowania REALA (czy
      innych hiper- i super- marketów). W wypadku REALA – cóż, kawał nowoczesności.
      Inwestycja kosztowała jakieś 30 mln zł, sporo kasy. Ale na tym się skończyło.
      Mało kto pamięta, ile to różnych rzeczy miał REAL zrobić dal miasta: zaplecze
      rekreacyjne, korty tenisowe... no i co ? no i nic ! Sam Piotrowicz przyznał, że
      z takimi ‘inwestorami’, to wizje są piękne, jeżeli daleko od ich realizacji,
      ale później jakoś dziwnie tacy ‘inwestorzy’ zapominają o swoich obietnicach.
      Miał być sponsoring imprez kulturalnych – ktoś pamięta, którą REAL finansował ?
      (przy dziennym obrocie 8-12 mln złotych ? A może ktoś słyszał, żeby jakiś
      hipermarket sponsorował drużynę sportową ? Nasz Lider był unikalnym przykładem
      na skalę krajową..... REAL kawał Radomskiej przebudował.... no i bardzo ładnie,
      no i to się chwali. Ale jak przyszło co do czego, to absolutnie nie ma
      najmniejszej ochoty na porozumienie z Komfortem ( i innymi) w temacie
      wybudowania kilkunastu metrów łącznika, bo konflikt interesów. I w tym wypadku
      absolutnie nie jest ważne to, że klienci toną w błocie (jesień nadchodzi, znów
      będzie okazja doświadczyć tego). To jest jeden z przejawów tego, jak wielkie
      sieci handlowe dbają o klienta i jakim darzą go szacunkiem.... że historię z
      amurami _odpoczywającymi_ pływając do góry brzuchem wspomnę jedynie ...:) Tu z
      resztą wystarczy popatrzeć co się dzieje w całym kraju w hipermarketach... i
      zapytać np. osoby zatrudnione na pół etatu pracujące po 12-14 godzin dziennie
      zarabiające marne grosze... Czy tylko cena produktu się liczy ?
      Tyle się mówi o rozwijaniu przedsiębiorczości: jak ją rozwijać, skoro sami nie
      jesteśmy zainteresowani wspieraniem jej ? Bo ta drobna przedsiębiorczość, to
      taki pan Janek, to takie laboratorium fotograficzne, które z ogromnym wysiłkiem
      walczy o swoje miejsce na rynku, to oni dają pracę i szansę rozwoju innym. To
      oni zostawiają pieniązki w Kielcach i pozwalają w oparciu o nie rozwijać się
      innym.
      Na zakończenie pytanie: jakie pieniążki poza podatkiem od gruntów zostawia ‘w
      mieście’ REAL ? No i co miasto z niego tak naprawdę ma ? Miejsca pracy ? Gdy
      REAL stawał na nogi, pracowało tam 500 osób; teraz pracuje 270 (w jakich
      warunkach i za jakie pieniądze ?) a nadal szukają sposobów obniżania kosztów. A
      co będzie, gdy ruszy TESCO ?
      • Gość: jurek Re: Hipermarkety IP: *.kielce.sdi.tpnet.pl 19.09.02, 15:16
        Ja jestem i bede zawsze za.Kazdy Polak ma prawo robic zakupy tam gdzie chce.Ja
        np. takie male zakupki robie w osiedlowym sklepiku i wiem ze ten sklepik nie
        upadnie i nie interesują mnie protesty innych kupcow z osiedla.Chce miec prawo
        wyboru tak jak to ma miejsce w innych miatach Polski.Nie mozemy byc miastem w
        ktorym brak marketów.
        • Gość: Yahagi Re: Hipermarkety IP: *.kielce.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.02, 16:57
          O cenach: ... bo w zasadzie są tacy, których w najmniejszej mierze nie
          interesują czynniki społeczne, a koncentrują się wyłącznie na produkcie
          końcowym i jego cenie. Ponoć zaletą instytucji typu hipermarket są bardzo
          atrakcyjne ceny. Rzeczywiście, na wiele towarów ceny są po prostu ultra-
          atrakcyjne, np. tak jest z cukrem w Biedronce. Ale nie na wszystkie; coś dzieje
          się kosztem czegoś. Ja np. zauważyłem, że niekiedy majonez kielecki tańszy jest
          w wielu sklepikach, niż w REALu. Pytanie: dlaczego ? o tym za moment.
          Nie tak dawno dostałem ulotkę OBI w której był karnisz drewniany w promocji,
          cena już od 29.99 zł. Prawda, że tanio ? Ale całkiem przypadkiem, łażąc po
          centrum Kielc znalazłem porównywalny karnisz (bo pewnie producent inny), w
          cenie 15,99. No i jakie wnioski ? Ano może cukier najtańszy jest w Biedronce
          (potem chyba REAL, i Lider), ale drewniane karnisze najtańsze są w małym
          sklepiku w Śródmieściu. To MIT, że w hipermarketach są najniższe ceny. Są
          najniższe, ale na pewne produkty... podobnie jak najniższe są ceny na pewne
          produkty w sklepiku z galanterią drewnianą w centrum miasta. Nam po prostu jest
          wygodnie kupować w hipermarketach, bo wszystko jest na kupie, wszystko jest w
          zasięgu ręki, ale gdybyśmy pochodzili trochę, to być może by się okazało, że
          nawet ten cukier możemy kupić taniej niż w Biedronce.
          Nie jestem przeciw hipermarketom, ale jeżeli już mają być, to niech konkurują,
          niech funkcjonują na zdrowych zasadach (o funkcjonowaniu – za chwile). Niech
          płacą podatki i nie wykorzystują niewolniczo ludzi. Sorki, ale żaden osiedlowy
          sklepik nie robi 5% ‘numerów’, jakie dzieją się w hipermarketach. W tych
          osiedlowych, nie ograbiają człowieka z godności, każąc im siedzieć za kasą w
          pampersach (tak jak to miało miejsce w Krakowie).
          Z lokalizacją TESCO już się pogodziłem, na Ślichowicach – jeżeli już musi,
          powstać, to wolałbym, żeby Lider do spółki z kimś coś wybudował. Przynajmniej
          podatki by w Kielczech zostawały. Na zachodzie takie obiekty buduje się
          zazwyczaj (prawie zawsze, no bo są wyjątki), na przedmieściach. No i nie mam
          nic przeciwko temu, żeby i u nas powstawały na podobnych warunkach. Tak jest
          np. pod Wrocławiem – 6 dużych obiektów w jednym rejonie, ale w odległości
          kilkunastu kilometrów od Wrocławia, podobnie w Warszawie (Janki), dlaczego w
          Kielcach nie miałoby podobnie ? Może jakaś lokalizacja w rejonie
          obowdnicy/drogi na Łódź ? Tak, żeby było widać i z jednej i z drugiej trasy ?
          Ci ‘przejeżdżający’ może by mieli okazję skusić się i coś kupić ? A może rejon
          Jaworzni, też w zasięgu widoczności z obwodnicy ? Jakby taki hipermarket tam
          powstał, być może byłoby to pozytywnym bodźcem dla tego inwestora od
          AQUAPARKU ? Takie obiekty są niezbędne, ale nie budujmy tego w samym
          mieście !!! Miejmy szacunek dla drobnych przedsiębiorców, którzy pracują i sami
          pracując – dają też pracę innym. Dla mnie hipermarket powinien być taką
          instytucją, do której się jedzie po ‘grubsze’ zakupy raz na tydzień, bądź na
          dwa tygodnie. Wszystko inne powinno się kupować w sklepiku na miejscu. Ale
          chyba coś jest ‘nie bardzo’ jeżeli całe oś świętokrzyskie biega co rano do
          REALa po chleb i bułki. A może się mylę ?
          • Gość: Yahagi Re: Hipermarkety IP: *.kielce.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.02, 16:58
            Jeszcze o fenomenie niskich cen: jakiś czas temu, konkretnie pod koniec lipca
            Rzeczpospolita opisywała mechanizm, w oparciu o który funkcjonuje firma
            Jeronimo Martins z Portugalii (właściciel właśnie Biedronki). Otóż nawet nie
            zaszokowały mnie ‘zatory płatnicze’ sięgające 120 dni. Ciekawsze są inne
            mechanizmy, którymi firma Jeronimo się posługuje. Otóż Jeronimo obciąża
            kosztami produkcji i dystrybucji tych ulotek, jakie spotykamy zawieszone na
            klamkach nikogo innego, jak producentów dostarczanych towarów. Podobnie
            przenosi na nich także koszty organizowanych w Biedronkach promocji, w których
            biorą udział hostessy. No i całe rozliczanie się wygląda tak: producent
            dostarcza towar na ustalonych wcześniej warunkach, termin płatności 120 dni.
            Pierwsze zamówienia są naprawdę duże; powoduje to zazwyczaj, że producent (to
            są zazwyczaj średniej wielkości producenci, prawie nigdy duzi...) nie jest w
            stanie wyrobić się z produkcją, zrywa więc umowy z mniejszymi odbiorcami (no bo
            po co się handryczyć z drobnicą, jeżeli jest jeden, a konkretny), inwestuje w
            linie, budynki itd., żeby móc zaspokoić zapotrzebowanie, które się pojawiło.
            Bierze więc kredyt; kredyt także (prawie zawsze, bo mało kto ma takie zaplecze
            finansowe) bierze na surowce do produkcji towarów, które zamierza dostarczyć
            powiedzmy miesiąc po pierwszej dostawie dla Jeronimo. Pieniążki za pierwszą
            dostawę – jak liczy – będzie miał za 90 dni (no bo miesiąc już minął). Podobnie
            musi organizować kredyty na późniejszą produkcję. Mija 120 dni i nic... więc
            odpuszcza jeszcze 30, bo nie jest w dobrym tonie od razu upominać się o kasę...
            no i dostaje pismo, w którym dowiaduje się, że pierwotna kasa jaka została
            uzgodniona, została pomniejszona o w/w usługi, których oczywiście nie było w
            umowie. Sprawa prosta, no nie ? Heja, Jeronimo podać do sądu.... tylko, że robi
            tak 1 na 4 producentów, bo ich po prostu nie stać na to, mają już zazwyczaj
            takie kredyty pozaciągane, że na dobrego prawnika ich już nie stać. A prawnik
            musi być naprawdę dobry, bo Jeronimo ma swoich, którzy są wyspecjalizowani w
            takich sprawach. No i na dodatek orzeczenie w kwestii spornych zaległości trwa
            trochę, nawet dwa lata. Kogo stać na takie jednoznacznie jasne – zdawałoby
            się – sprawy ? Na pewno nie producenta, który zaciągnął kredyty na sprostanie
            zapotrzebowaniu Jeronimo (czyli Biedronki), który w imię tej współpracy
            zmuszony był olać drobnych odbiorców, bo na nich nie był w stanie wyrobić,
            stracił ten rynek i jest na nim nieobecny, a odzyskać takich odbiorców będzie
            bardzo trudno, bo na jego miejsce pojawili się inni, no a gość jest tak
            zadłużony, że nie ma kasy na to, by powrócić na rynek produktem o naprawdę
            atrakcyjnej-promocyjnej cenie. Co więc robi ? Jeronimo nie odda mu pieniążków
            tak długo, aż sprawa sądowa się nie zakończy. To trwa 120 dni (umowa) powiedzmy
            30 dni (nazwijmy to: karencja handlowa), 30 dni wymiana pism z Jeronimo przed
            decyzją udania się do sądu. To już 180 dni, czyli pół roku. Co robi Jeronimo w
            tym czasie ? A no obraca pieniędzmi; nie swoimi pieniędzmi. Każdy handlowiec
            wie, że ideą handlu jest jak najdłużej obracać cudzą kasą. Ale nawet fakt, że
            sprawa jest w sądzie, nie zamyka tematu, bo taka sprawa potrafi się
            niemiłosiernie wlec... odwołania , rewizje... itd. A procenty kredytu lecą....
            Tylko 1 na 4 z pośród tych, którzy odważyli się wnieść sprawę do sądu,
            doprowadza ją do końca. Dlaczego ? bo ich na to nie stać, nie mają po prostu z
            czego żyć, a spać po nocach nie mogą, bo cały czas główkują, jak tu zaciągnięte
            kredyty spłacić. Ale nawet jeżeli tą sprawę wygrywają, to po takim czasie są
            już bankrutami; nie liczą się, nie ma ich na rynku po prostu nie istnieją. Co z
            pozostałymi trzema, którzy wnoszą sprawę ? Jeronimo proponuje im układ, w ‘imię
            przyszłej współpracy’. I wtedy już płacą o czasie, jak należy.... tylko że cena
            produktu w tej drugiej umowie jest zawsze dostrzegalnie niższa, niż w tej
            pierwszej. Jeronimo nie da zginąć takiej firmie, Jeronimo wie, że ma
            producenta ‘pod ścianą’, że nie ma on możliwości się rozwinąć w innym kierunku
            i dyktuje warunki. Producent robi to, czego się po nim oczekuje, i siedzi jak
            mysz pod miotłą i nie piśnie słowa bo pamięta o kredytach w banku, dla których
            szansą spłaty jest tylko i wyłącznie Jeronimo.
            Fantazjuję ? Bredzę ? Też się z tym liczyłem po przeczytaniu tego artykułu.
            Niestety nie, a zgodnie z tym mechanizmem upadło już wiele firm. Po powrocie z
            Jezior, gdzie czytałem ten artykulik zapytałem kolegę pracującego w Marko
            (gdzie ma dwuletni staż) o opinię na ten temat. I powiedział, że dokładnie tak
            jest ! Każda duża sieć stara się całkowicie uzależnić od siebie producenta.
            Takiemu uzależnionemu można dyktować warunki cenowe i ilościowe, bo wie, że nie
            może podnieść głosu. Teoretycznie nic złego się nie dzieje, bo klient jest
            zadowolony, ma towar w niskiej cenie. Ale naprawdę rzadko kiedy, takie
            uzależnienie nie odbija się na jakości produktu. Coś za coś. W REAL-u można
            kupić np. płyn do garów za 0,90 zł. Myje gary, tylko niech go ktoś spróbuje
            porównać z klasycznym kuchcikiem ? A może komplet kluczy sześciokątnych typu
            imbus ? Kupiłem taki, żeby jedną śrubę odkręcić. Klucz mi się wyprostował (!-
            hehe), a śruba nie drgnęła. A może ktoś się odważył korzystać z majonezu
            marki ‘majonez’ jaki kupić można za grosze w Liderze ? Wymieniać dalej ?
            Fantazjuję ? Ktoś pamięta Browar Belgia ? Dla młodszego pokolenia podpowiedź:
            chodzi o firmę , która wykupiła Browar Kielce, a potem ‘postawiła się’ przy
            trasie na Morawicę. Pamiętacie jak ten browar się niegdyś rozwijał i promował ?
            Reklamy PALMa można było zobaczyć w całej Polsce, a lanego PALMA piłem z
            beczki na rynku w Poznaniu i byłem dumny, że kieleckie piwo dociera tak daleko.
            Jak jest dzisiaj ? Gdzieś się może Browar Belgia promuje ? Nie ? Można
            gdzieś ‘na mieście’ kupić jakiekolwiek robione przez nich jasne piwo ? (bo
            PALM, to się chyba jeszcze zdarza). A dlaczego ? A bo cała produkcja idzie dla
            hipermarketów (kilku różnych sieci). Fajnie, że mają zbyt, prawda ? Tylko czy
            ktoś coś wie o ich ewentualnym rozwoju ? Bo może tylko ja o tym nie wiem ? Ta
            firma po prostu znikła z rynku (chociaż Browar Belgia był już zaliczany do
            średnich browarów), nie wiem czy świadomie poszli na taki układ, czy nie, ale
            ich po prostu nie ma i tyle. Podobnie znikła z rynku firma Bastek.... niee...
            ona dalej produkuje, tyle że na potrzeby min. Jeronimo. Być może ta cukrownia,
            której cukier kupujemy w Biedronce jest uzależniona podobnym układem.
            No i tu odpowiedź na pytanie: dlaczego ‘majonez kielecki’ jest droższy
            hipermarketach, niż w wielu sklepikach osiedlowych. Bo PSS Społem nie poszło na
            tak ‘zaangażowany’ układ z żadnym z hipermarketów. I całe szczęście, bo dziś
            nie byłoby planach budowy drugiego zakładu (bo moce przerobowe istniejącego
            już się kończą), a co za tym idzie nadziei na kolejne miejsca pracy i kolejne
            wpływy z podatków.

            Pozdrawiam serdecznie tych, którym zasada działania hipermarketów ‘dynda i
            powiewa’

            • maam Re: Hipermarkety 20.09.02, 01:32
              Yahagi "niestety" masz całkowitą rację! Właściwie wyczerpałeś temat :-)
              Dlaczego "niestety"? Może na przekór tym, którzy jeszcze się łudzą, że
              hipermarkety stanowia o rozwoju miasta i dobrobycie jego mieszkańców. Dobrym
              przykładem jest tu Radom, miasto o porównywalnej wielkości, gdzie bezrobocie
              jest bardzo wysokie, a w ilości hipermarketów przebija Kielce prawie 3-krotnie.
              Ja nie jestem przeciwny hipermarketom, ale żyjemy w cywilizowanym kraju ludzi
              myslących, gdzie miasta, przynajmniej teoretycznie, są planowane przez takich
              ludzi. Hipermarkety powinny być planowane na obrzeżach miast (Ślichowice
              przecież obrzeżem nie są) jeszcze z powodów komunikacyjnych. I nie chodzi mi o
              bliskość dojazdu np. z osiedla Świętokrzyskiego, tylko o natężenie ruchu przy
              samym sklepie, które w "handlowym szczycie" (np. w piątek wieczorem) może
              skutecznie utrudnić poruszanie się po osiedlu. Wiem coś na ten temat, ponieważ
              na codzień mieszkam w mieście o rząd wielkości większym od Kielc i widze co się
              dzieje przy hipermarketach usytuowanych przy osiedlach mieszkaniowych. Naprawde
              Kochani, nie ma się co łudzić, że tego rodzaju "inwestycje" przyniosą
              jakiekolwiek znaczące korzyści dla miasta. Tylko inwestycje w "high-tech",
              specjalizowane usługi i infrastrukturę (dobre drogi, lotniska, media, edukację)
              mogą cokolwiek zmienić. Weźmy przykład z Irlandii, gdzie jeszcze 15 lat temu
              było biednie jak u nas teraz. A teraz? Nasz PKB nawet się nie umywa do nich.
              Czy jesteśmy jacyś inni? Oni mieli i mają niezbyt bogatych "uchodźców" w
              Ameryce. My też. No i zainwestowali jeden z drugim w starej ojczyźnie.
              Postawili kilka fabryk Intela, zainwestowali w Uniwersytety. No właśnie,
              zaraz... Od czego oni zaczęli? Od edukacji na wysokim poziomie! Natomiast u nas
              trwają przepychanki w tejże edukacji, a ludzie myślący z certyfikatami
              językowymi boją się zdawać matury z tych języków. Czyżby certyfikat - krzak?
              No, ale to już osobna historia. Trzymaj się Yahagi. Popieram mocno.
              maam
            • jarmush Re: Bzdury 23.09.02, 12:58
              Gość portalu: Yahagi napisał(a):

              > Fantazjuję ? Ktoś pamięta Browar Belgia ? Dla młodszego
              pokolenia podpowiedź:
              > chodzi o firmę , która wykupiła Browar Kielce, a potem
              `postawiła sięR
              > 17; przy
              > trasie na Morawicę. Pamiętacie jak ten browar się
              niegdyś rozwijał i promował ?
              >
              > Reklamy PALMa można było zobaczyć w całej Polsce, a
              lanego PALMA piłem z
              > beczki na rynku w Poznaniu i byłem dumny, że kieleckie
              piwo dociera tak daleko.
              >
              > Jak jest dzisiaj ? Gdzieś się może Browar Belgia
              promuje ? Nie ? Można
              > gdzieś `na mieście' kupić jakiekolwiek robione przez
              nich jasne piw
              > o ? (bo
              > PALM, to się chyba jeszcze zdarza). A dlaczego ? A bo
              cała produkcja idzie dla
              > hipermarketów (kilku różnych sieci). Fajnie, że mają
              zbyt, prawda ? Tylko czy
              > ktoś coś wie o ich ewentualnym rozwoju ? Bo może tylko
              ja o tym nie wiem ? Ta
              > firma po prostu znikła z rynku (chociaż Browar Belgia
              był już zaliczany do
              > średnich browarów), nie wiem czy świadomie poszli na
              taki układ, czy nie, ale
              > ich po prostu nie ma i tyle.

              Bzdury gadasz. Gdzies cos slyszales, ale nie do konca.
              Browar Belgia do hipermarketow sprzedaje piwo gorszej
              jakosci, a pod swoja marka sprzedaje tak jak dawniej i
              bynajmniej nie wypadl z rynku.
              A swoja droga, to nie dziwie sie, ze tpsa ma takie
              wysokie koszty polaczen. Redukcja etatow by sie przydala
              albo podniesienie wydajnosci. Wtedy bym sie dziwil, ze
              zamiast pracowac, wiekszosc czasu sie bawisz.
              A tak to nawet sie nie dziwie.

              EOT

          • Gość: jurek Re: Hipermarkety IP: *.kielce.sdi.tpnet.pl 19.09.02, 19:07
            Gość portalu: Yahagi napisał(a):

            > Z lokalizacją TESCO już się pogodziłem, na Ślichowicach – jeżeli już musi
            > powstać, to wolałbym, żeby Lider do spółki z kimś coś wybudował.
            Ja jednak wolalbym jakis inny koncern gdyz teraza Lider ma produkty Leader
            Price'a. Na zachodzie takie obiekty buduje się > zazwyczaj (prawie zawsze, no
            bo są wyjątki), na przedmieściach.
            Wcale tak nie jest.W tym roku kiedy byłem w Austrii,kompleksy handlowe nie
            powstaja na przedmiesciach lecz zazwyczaj w centrum miasta.W Chorwacji z tego
            co zauwazylem jest podobnie.
            > Tak jest np. pod Wrocławiem – 6 dużych obiektów w jednym rejonie, ale w
            odległości > kilkunastu kilometrów od Wrocławia, podobnie w Warszawie (Janki),
            dlaczego w Kielcach nie miałoby podobnie ? Może jakaś lokalizacja w rejonie
            > obowdnicy/drogi na Łódź ? Tak, żeby było widać i z jednej i z drugiej trasy ?
            > Ci ‘przejeżdżający’ może by mieli okazję skusić się i coś kupić ? A
            > może rejon Jaworzni, też w zasięgu widoczności z obwodnicy ? Jakby taki
            hipermarket tam > powstał, być może byłoby to pozytywnym bodźcem dla tego
            inwestora od AQUAPARKU ?
            Fajnie by bylo gdyby powstal pod Kielcami taki przeogromny park rozrywkowo-
            handlowy, a w nim markety roznych branz,multikino,kregielnie i do tego jeszcze
            aquapark.Ale na to przyjdzie nam chyba jeszcze poczekac.
    • kaczusia_ Re: Hipermarkety 19.09.02, 17:26
      Gość portalu: Yahagi napisał(a):

      > Dziś Radio Kielce poświęciło trochę czasu otwartej dyskusji na temat
      > celowości powstawania w naszym mieście kolejnych hipermarketów. Obecny był p.
      > Marek Piotrowicz, który jak się okazało, jest zwolennikiem powstania w
      > Kielcach 3 lub nawet 4 nowych hipermarketów.
      > Proponuję rozpętać w tym temacie dyskusję...

      Jestem za hipermarketami. Z bardzo prostych przyczyn:
      1) wiekszy wybór niż w sklepach osiedlowych. Co nie oznacza, że korzystam ze
      sklepów osiedlowych.
      Nie zgadzam się że powstanie hipermarketu powoduje zamykanie sklepów
      osiedlowych. Od kiedy powstały w Kielcach Real i Macro na moim osiedlu powstał
      kolejny mały sklepik osiedlowy i jakoś od dwóch lat wszystkie funkcjonują.
      Kolejna rzecz każde takie centrum handlowe to kilkaset nowych miejsc pracy dla
      ludzi, którzy pracują nie tylko w hipermarkecie ale i w butikach. Doda, że
      wszyscy ci nowo zatrudnieni płacą podatki w Kielcach, tu robią zakupy i nie
      tylko w hipermarketach, dzięki czemu może zarobić taki pan Janek ze sklepu
      osiedlowego. Jestem ciekaw ile zostało zamkniętych małych sklepików osiedlowych
      od czasu otwarcia Realu i Macro i ile w związku z tym osób straciło pracę. Z
      doświadczenia mojego osiedla przypuszczam, że jednak bezrobocie z tego powodu
      nie zwiększyło się.
    • Gość: wredny Re: Hipermarkety IP: *.kielce.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.02, 18:18
      słyszałem tą audycję i o dziwo z rozmowy wynikało że ilość sklepów w Kielcach
      rok po roku rośnie. A jeżeli chodzi o moją opinię to powinno być maksymalnie 3
      hipermarkety spożywcze. To jest dobra liczba a Radom nie jest dla mnie żadnym
      wyznacznikiem bo jak sami przyznają nie ma już kto tam kupować przy takiej
      ilości sklepów. Zamiast hipermarketu powinny powstawać nawet małe fabryki które
      dają ludziom realną pracę. Wjeżdzając do dużych miast widzimy dziesiątki
      budynków znanych firm - a ile widzimy wjeżdzając do Kielc ?
      I to właśnie świadczy o poziomie rozwoju miasta a nie ilośc
      hipermarketów !
      • kaczusia_ Re: Hipermarkety 20.09.02, 08:41
        Gość portalu: wredny napisał(a):

        > słyszałem tą audycję i o dziwo z rozmowy wynikało że ilość sklepów w Kielcach
        > rok po roku rośnie. A jeżeli chodzi o moją opinię to powinno być maksymalnie
        3
        > hipermarkety spożywcze. To jest dobra liczba a Radom nie jest dla mnie żadnym
        > wyznacznikiem bo jak sami przyznają nie ma już kto tam kupować przy takiej
        > ilości sklepów. Zamiast hipermarketu powinny powstawać nawet małe fabryki
        które
        >
        > dają ludziom realną pracę. Wjeżdzając do dużych miast widzimy dziesiątki
        > budynków znanych firm - a ile widzimy wjeżdzając do Kielc ?
        > I to właśnie świadczy o poziomie rozwoju miasta a nie ilośc
        > hipermarketów !

        Naród buduje fabryki. Budujmy wszyscy fabryki. Tylko co będziemy w nich
        produkować. Nie sądzisz, że to co powstaje zależy od inwestora i paru innych
        czynników.
        Poza tym nie sądzisz, że liczba tzw. centrów handlowo-rozrywkowych świadczy w
        pewien sposób o zamozności mieszkańców miasta. Nie czarujmy się do kin, na
        kręgle i z butików korzystają ludzie którzy troche w portfelach noszą.
        • ckdezerter Re: Hipermarkety 20.09.02, 09:59
          Myślę, że dwa hipermarkety dla Kielc to wystarczająca ilość, kiedyś
          dyskutowaliśmy już na ten temat. Ale pamiętejmy też że do hipermarketów
          przyjeżdżają ludzie z całego województwa, w piątki da się zauważyć sporo
          rejestracji ze Skarżyska, Starachowic i południowych rejonów naszego
          województwa. Także trzeci hipermarket gdzieś na obrzeżach miasta może byłby
          dobrym rozwiązaniem.
          • Gość: jurek Re: Hipermarkety IP: *.kielce.sdi.tpnet.pl 20.09.02, 14:51
            Dwa juz markety juz mamy (Real i Tesco)ale sa one zlokalizowane w jednej
            dzielnicy.Dlatego zachodzi potrzeba wybudowania jescze 2 takich obiektow w
            innych czesciach miasta.
    • Gość: rz Re: Hipermarkety IP: *.kielce.uw.gov.pl 20.09.02, 10:17
      Yahagi odwaliłeś kawał dobrej roboty. Zgadzam sie z Tobą - mówiąc najkrócej
      przy takich zasadach jakie są teraz to wszystko jest chore. Powiem tylko, że na
      plus hipermarketów można zaliczyć zmuszenie do podniesienia jakości i
      pomysłowości "zwykłego" handlu, który niestety w Kielcach w takich branżach jak
      np. odzieżowa był zawsze nieruchawy i "minimalistyczny". Ciągle zresztą tak
      jest, że u nas nie mam co liczyć na to, że kupię takie buty czy sweter, które
      mi się podobają - nawet jeśli coś znajdę to nie ma rozmiaru i nikt nie ma
      najmniejszego zamiaru żeby sie pofatygować i chociaż spróbować na życzenie
      klienta coś zamówić :( No i puby i kawiarnie tez powstają m.in. dlatego, że
      niektórzy dawni handlowcy ze względu na hipermarkety zmieniają branżę:)
      i jeszcze jedni - wizualnie hipermarkety to najczęściej wielkie blaszane pudła -
      czym się tu chwalić ;-)
      • Gość: Yahagi Re: Hipermarkety IP: *.kielce.cvx.ppp.tpnet.pl 20.09.02, 12:03
        No nie wiem, czy na zachodzie hipermarkety stają w centrum miasta. W Niemczech
        miasta są całkowicie inaczej zorganizowane. Centrum zazwyczaj jest zdecydowanie
        biurowe. Taki porządek panuje np. w Hamburgu (w którym trochę mieszkałem),
        gdzie całe śródmieście, to mniejsze lub większe biurowce. Tam nie ma miejsca na
        takie instytucje z bardzo prostej przyczyny: tam ziemia w centrum jest zbyt
        droga, żeby można było ją w ten sposób ‘marnować’. Natomiast na obrzeżach
        miast – owszem, np. dzielnica NeuenFielde to co innego ( to nawet nie
        Białogon, to bardziej niż nasz ‘Słowik’ dla Hamburga). Ale żeby w
        Altonie ? ..hmm.. nie przypominam sobie. Podobnie było w innych miastach, w
        których byłem. Zaraz napiszę maila do kolegi; jeżeli jestem w błędzie, co do
        tego Hamburga, no to mnie szybko wyprostuje. Nie wiem jak zorganizowany jest
        np. Wiedeń, ale też nie sądzę... zapytam znajomego który często tam bywa.
        Na zachodzie funkcjonuje pojęcie takie jak ‘dzielnica handlowa’. U nas czegoś
        takiego nie ma, jest za to moda na stawianie ‘blaszaków’ nawet w samym sercu
        miasta. Ja rozwój Kielc wyobrażam sobie całkiem inaczej, np. teren na którym
        powstaje Echo miał być już wiele lat temu zarezerwowany pod potrzeby
        Politechniki. W ogóle o PŚ mówi się, jako o jednym z najlepiej zorganizowanych
        campusów w Polsce, bo jest przestrzeń, nie jest ciasno, ale to się za kilka lat
        skończy. Tak jak napisałem – pogodziłem się już z tym, ale wolałbym żeby ten
        kompleks stawał w innym miejscu.
        Co do wzrostu, o którym pisze WREDNY: tam była mowa nie o sklepach, jako
        takich, tylko o rejestrowanych działalnościach w oparciu o dane Urzędu
        Statystycznego (to się ‘podmiot gospodarczy’ nazywa). No i fakt, bo
        rzeczywiście ta liczba rośnie, ale wciąż, w porównaniu z innymi miastami (np.
        Radomiem) jest ona stosunkowo niska. A dzieje się tak z prostej przyczyny:
        przez całą dekadę, od czasu zmian w 1989 nasze lokalne zakłady dzielnie broniły
        się, szukając sobie miejsca w ramach gospodarki rynkowej. Jedne z lepszym
        skutkiem inne z gorszym, ale w zasadzie żaden z nich nie upadł, co jest
        poniekąd fenomenem na skalę krajową. Te, które przestały istnieć, zrobiły to w
        zasadzie bezboleśnie. Z wielu firm ludzie odeszli w ramach ‘pakietu socjalnego’
        (ISKRA, NOWINY), z innych teraz odchodzą (np. TPSA). Ci ludzie dostają na ‘do
        widzenia’ kilka złotych, które starają się w jakiś rozsądny sposób
        zainwestować. Zakładają małe firemki, które TERAZ poprawiają nam statystykę
        bardziej niż ma to miejsce w innych miastach.
        Być może KACZUŚ nie dostrzega zwiększenia się bezrobocia na osiedlu obserwując
        małe sklepiki w ‘szybach zsypowych’. Być może rzeczywiście na takim np. oś
        Świętokrzyskim powstanie REALa nie miało takiego spektakularnego wpływu na
        bezrobocie, jak _niektórzy_ by oczekiwali. Tych, którzy tego nie dostrzegają,
        zapraszam na giełdę na ul. Rolną, oraz ul. Poleską. Niech zapytają o ten wpływ,
        bo tam jest on widoczny aż nazbyt. Niech popatrzą ile tam różnych budek stoi
        pozamykanych, między którymi nie tak dawno jeszcze nie można się było
        przecisnąć. Tam bezrobocie po’REAL’owe jest doskonale widoczne.
        Spektakularnego pojawienia się bezrobocia – jeszcze nie było, ale wkrótce ruszy
        TESCO w sercu miasta, potem pewnie ktoś się zainstaluje na Ślichowicach.... I
        gdyby było tyle – byłbym bardzo zadowolony, ale pod warunkiem, że nie powstanie
        w granicach miasta już nic więcej. Czy hipermarkety rzeczywiście nie mają
        wpływu na istnienie małych, osiedlowych sklepików ? Po co mamy experymentować i
        wpuszczać np. jeszcze 4 ‘blaszaki’, tak jak mówił Piotrowicz ? Zapytajmy tych z
        Radomia, co sądzą na temat sytuacji w jakiej przyszło im funkcjonować. Moja
        kuzynka ma sklep w centrum Radomia. Kiedyś było ją stać na to żeby kupić
        poloneza trucka, bo miała jakiś określony przychód. I dobrze, że zdążyła go
        kupić, bo dziś na pewno nie dałaby rady. Jej sklep nadal istnieje, ale dziś nie
        stać jej już na to, żeby dzieciom zmodernizować komputer, dziś zarabia tylko na
        opłaty, i chętnie by sklep zamknęła, tylko co wtedy robić? Z czego żyć ? No a z
        zewnątrz to nadal wygląda bardzo dobrze, bo chociaż hipermarkety powstały, no
        to jej sklep się nadal trzyma, suma się zgadza, tyle ile ich było na osiedlu,
        tyle jest nadal; a więc jakie wnioski ? ano takie, że hipermarkety nie mają
        wpływu na istnienie sklepów osiedlowych... Tylko czy rzeczywiście ?
        Nie jestem przeciw powstawaniu takich obiektów, ale ceńmy się choć trochę.
        Jeżeli następna sieć złoży ofertę przykładowych ‘kortów tenisowych’, no to
        zmuśmy ją do tego, niech od tego zacznie; niech zbuduje tereny rekreacyjne – a
        potem może stawiać ‘blaszaka’. Ale niech nie robi tego w centrum miasta, ani
        nawet w centrum osiedli; niech stawia to za Malikowem, Białogonem, czy w
        Posłowicach. Naprawdę szkoda takich terenów, jak ten przy Świętokrzyskiej na
        hipermarkety.
        O podatkach: tak, zatrudnieni płacą podatki na miejscu (zazwyczaj są
        zatrudniani na umowę-zlecenie, albo na pół etatu, chociaż pracują po
        kilkanaście godzin dziennie). Ale te najważniejsze podatki, takie jak VAT
        rozliczane są nie u nas, tylko tam gdzie siedziba firmy, a ta zazwyczaj nie
        jest w Kielczech. Wyjątkiem jest tu NOMI, co powoduje, że wszystkie ich
        hipermarkety rozliczają się zapewne w naszej ‘centrali’. Jakby na to nie
        patrzył, ta kasa po prostu wypływa od nas, co nie ma miejsca w wypadku drobnych
        kupców.
        • Gość: Yahagi Re: Hipermarkety IP: *.kielce.cvx.ppp.tpnet.pl 20.09.02, 16:21
          Może dla odmiany dziś troszeczkę cyferek: pan, który wypowiadał się w Radio
          Kielce rzucił dwie takie cyferki. Pierwsza, to taka, że w REALu pracuje 270
          osób, a druga, to taka, że obroty dzienne wynoszą 8-12 mln złotych.
          Jeżeli bardzo ostrożnie sobie policzymy, to wychodzi, że taki REAL ma prawie 30
          tyś zł obrotu na pracownika (!!- zachęcam do skorzystania z kalkulatorów).
          Miesięcznie ten obrót na pracownika dochodzi do 900 tyś zł. Pytanie brzmi tak:
          co się dzieje z tymi pieniążkami ? Znikoma (chyba nie ulega kwestii) ich część
          to wynagrodzenia dla pracowników. Równie znikoma, to podatki (w zasadzie – tak
          jak to chyba zgodnie stwierdziliśmy – podatek gruntowy). Gdzie te pieniążki
          więc giną ? Nie jest to kwestia niskiej marży, bo cena majonezu kieleckiego
          (podobnie jak i wielu innych produktów) jest w ‘blaszakach’ wyższa, niż ‘na
          mieście’. Co więc się dzieje z tą kasą ?
          Te 30 tyś obrotu na pracownika: moja koleżanka pracuje w niewielkim sklepiku
          handlując majtkami i innym takim badziewiem. W ramach sklepiku funkcjonuje
          oprócz niej właścicielka całego zamieszania, która jeździ po towar, czyli razem
          dwie osoby. Pytałem jak jej się pracuje, jakie mają dzienne utargi itd....
          całkiem kurtuazyjnie, bo nie sądziłem, że te dane kiedyś będą mi potrzebne.
          Otóż średni utarg dzienny, to jakieś 700-900 zł, bywają dni, że 600, a jeżeli
          jest w miesiącu 4 lub więcej dni, gdy przekroczy 1300 zł, to może liczyć na
          jakąś symboliczną premię. Zarabia 750 zł i jest zatrudniona na cały etat,
          grafik na cały, miesiąc z góry... itd. Fajnie, no nie ? Takie całkiem zwyczajne
          nasze lokalne realia. A teraz skorzystajmy z kalkulatora. I co z tego wynika ?
          Ano jeżeli weźmiemy od uwagę nawet średni obrót 1000 zł, i fakt że dziewczyna
          pracuje 26 dni w miesiącu (bo niedziele mają zamknięte), to okazuje się, że
          razem z właścicielką pracując przez cały miesiąc nie osiągają takiego obrotu,
          jak jeden pracownik REALa dziennie (!). Prawda, że fajnie ? Te 26 tyś, które
          sklep z majtkami osiąga miesięcznie pozwala na opłacenie pensji mojej
          koleżanki, zapłacenie jej ZUSu, opłacenie wynajmu lokalu, opłaty typu prąd i
          telefon... no i jeszcze pozwala właścicielce (która rzecz jasna do filantropów
          nie należy), na utrzymanie siebie, kupienie ładnego ciucha i utrzymanie takiego
          auta jak SAAB 9000 (tu fachowców od samochodów zachęcam do wypowiedzenia się,
          ile takie auto pali benzynki. SAAB dopiero od chyba roku montuje silniki
          Diesla, autko ma na oko 7-10 lat; z resztą takich się już dziś chyba nie
          produkuje. Pojemność co najmniej 2000, a myślę, że nawet więcej... aha;
          kobietka _nie_ma_ instalacji gazowej :)). Po co te wyliczenia ? Ano chyba warto
          sobie zadać pytanie: skoro jakieś 26 tyś obrotu miesięcznego z handlu majtkami
          pozwala funkcjonować dwom kobietkom, i to całkiem nieźle, bo moja koleżanka
          zarabia tam więcej niż zdecydowana część pracowników REALa, zatrudnianych na
          dodatek na pół etatu, i drżących przy każdej okazji, czy nie wyleci z roboty,
          za to, że się oparze o paletę z towarem, lub że odpowie na pytanie koleżanki ze
          stoiska obok ‘która godzina’ (obydwa przypadki autentyczne, wzięte z życia
          naszego Marko).... no to pytanie brzmi: co się dzieje z pieniążkami z obrotu
          uzyskiwanego w takim REALu ? (w Makro są to obroty mniejsze, wiem ile to jest,
          ale nie wiem ile osób tam pracuje, bo byśmy sobie mogli też trochę
          po’porównywać’). Co się dzieje z tą kasą ? Nie są płacone z niej podatki (poza
          wspomnianym), raczej znikoma część idzie na promocję (bo gdzie i w jaki sposób
          REAL się promuje ?). Chyba tablicami typu REAL 3,5 km, wywieszonymi na słupach,
          i od czasu do czasu ulotkami na klamce, co do których nie wiadomo do końca, czy
          kosztami ich dystrybucji nie są obciążani producenci? A może źle liczymy, bo w
          wypadku ‘majtek’ to wysoka marża powoduje, że przy tak niskich obrotach sklepik
          nadal funkcjonuje ? Przykład drewnianego karnisza i majonezu kieleckiego
          świadczy chyba o czymś innym; nie byłbym zaskoczony, gdyby te same majtki co w
          REALu, były u mojej koleżanki tańsze. Co się więc dzieje z tą kasą, którą
          zostawiamy w ‘blaszakach’. Wyparowywuje ? No chyba nie, raczej trafia do
          kieszeni różnych Leclerków w całej EU i nie tylko, którzy pewnie z podziwu
          wyjść nie mogą, jaki to wspaniały mechanizm na czesanie kasy wymyślili.... A my
          się cieszymy, bo mamy w mieście ‘nowe inwestycje’.... Ale nie mamy tu już kasy,
          my już nią w Kielczech nie obracamy, a to właśnie z obrotu pieniążkami jest
          zysk. Co to za inwestycja, która daje 270 niewolniczych miejsc pracy,
          opłacanych po kilkaset złotych miesięcznie w pełnym stresie ? O
          jakim ‘znaczącym’ napływie kapitału my tu mówimy, jeżeli to, co zainwestowane
          zostało w centrum handlowe, czyli około 30 mln złotych, taki REAL w obrocie
          towarów uzyskuje w ciągu trzech dni handlu ? Jaka to inwestycja ?
          Kaczuś: niestety nasze kieszonki nie są z gumy; dziś wydajemy w REALu 8 mln
          dziennie, jak powstanie TESCO, pewnie się to po ustabilizowaniu rozłoży na
          jakieś 6 mln tu i 6 mln tam. Ale owych 4 mln więcej, które będziemy zostawiać
          w ‘blaszakach’, nie będziemy już wydawać u takich panów Janków i w sklepikach z
          majtkami, bo ... bo nasze portfele nie są gumowe. Nie będziemy już mieli tych
          pieniążków, które zostawiliśmy w ‘blaszakach’. Żeby było nas ‘stać’ (zwracam
          uwagę na inne rozumienie tego słowa) na kolejnego ‘blaszaka’, musimy niestety
          wszyscy myśleć o ‘budowaniu fabryk’.
          • Gość: Yahagi Re: Hipermarkety IP: *.kielce.cvx.ppp.tpnet.pl 20.09.02, 16:22
            :)) Nie wiem czy temat wyczerpany, bo wg mnie mało kto wgryza się w specyfikę
            funkcjonowania takich sieci. Nikt się słowem nie wypowiedział o metodzie, w
            oparciu o którą współpracuje ze swoimi dostawcami Jeronimo-Martins. A
            szkoda.... Z drugiej strony, wiem, że to naprawdę trudne, bo na ‘dzień-dobry’
            należałoby zdefiniować, czy taki mechanizm, to ‘kradzież w obliczu prawa’, czy
            raczej jeszcze ‘wolny rynek’ i każdy tak może.
            Nie każdego jak widać przekonują takie metody; Jurek np. w ingerowaniu lokalnej
            społeczności na ilość i lokalizację hipermarketów dostrzega wyłącznie
            ograniczenie swoich swobód. Chyba nie tędy droga, bo jeżeli metodologię
            nazwiemy ‘kradzieżą w obliczu prawa’, to chcąc – nie chcąc, musimy przyznać,
            że kupując w ‘blaszakach’ popieramy taką technikę wolnego rynku.
            Niech sobie te hipermarkety stoją, ale miejmy wpływ na to ile ich jest i gdzie
            one są… Taka sieć, to nie jest absolutnie żaden inwestor, na którego powinniśmy
            oczekiwać z otwartymi ramionami i czerwonym dywanem rzucanym pod nogi.
            Uregulujmy ustawowo pewne sprawy, np. sprawę ‘zatorów płatniczych’. We Francji
            jest podobno ustawa, która stanowi o maxymalnie 50-cio dniowych terminach
            płatności, w rozliczeniach z super i hipermarketami (konkretnie sklepami o
            powierzchni powyżej 2000 m). Czemu nie mielibyśmy zrobić podobnie, albo nawet
            jeszcze ‘bardziej’ ? Gdyby był wyznaczony taki termin, zdecydowanie poprawiłoby
            to ‘żywotność’ producentów i dostawców towarów dla Jeronimo i podobnych. Nie
            byłoby już takiego wachlarza możliwości na przekręty i robienie firm w
            bambuko... Te przykładowe 50 dni, a nie 120 powodowałoby, że producenci
            wyczuwaliby ‘minę’, na jaką wleźli co najmniej o 70 dni wcześniej.... zanim
            utopiliby się w kredyty bez wyjścia.
            Do Kaczusia: Niestety ‘prawdziwi’ inwestorzy nie pchają się do nas drzwiami-
            oknami. To fakt, że to z ich inicjatywy podejmowane są decyzje o zainwestowaniu
            w naszym mieście takich czy innych pieniędzy na taką czy inną budowę. Ale nie
            jest to powód, żebyśmy nie mieli prawa decyzyjnego, czy ich wpuszczamy na teren
            czy też nie. Pamiętasz tego ‘Turka’, który chciał wykupić NOWINY ? Mądrzy
            ludzie zorientowali się co jest grane, i pogonili go... konkretnie pod Kraków,
            gdzie kupił inną cementownię. Pamiętasz jakie ‘larum’ się podniosło ? Bo
            włodarze Kielc, Nowin i województwa ‘odstraszyli’ inwestora. Dali mu takie
            warunki, że sam zrezygnował. A tą cementownię pod Krakowem ‘zarżnął’ w ciągu 2
            lat. Dało się ? Inwestor jedynie może deklarować chęć zbudowania tego, czy
            tamtego, ale moce decyzyjną posiada ktoś inny.
            Jest coś takiego jak plan zagospodarowania miasta. Dlaczego w ramach tego planu
            nie przeznaczyć pod budowę hipermarketów terenów na obrzeżach miasta ? Nawet
            odważyłbym się znacząco podnieść ceny za taką ‘miedzę’. Tereny nie będą wtedy
            już tak atrakcyjne dla różnych Leclerków... może przez kilka lat nikt nawet nie
            będzie się nimi interesował, bo bardziej będzie się opłacało wybudować dwunasty
            i trzynasty hipermarket w Radomiu, dziewiąty w Częstochowie niż trzeci w
            Kielcach. Ale nadejdzie taki moment, że kraj się nasyci ‘hipermarketami’ i to
            Kielce staną się atrakcyjne dla sieci handlowych.
            Czego uczy przypadek HITa, który miał się instalować na Ślichowicach ? Byli
            skłonni dać naprawdę dużą kasę za to, żeby być pierwszym ‘blaszakiem’ w
            mieście. Potem były przekręty z działką, potem było wiadomo że ‘zaskoczy’
            REAL... i HIT już nie był zainteresowany budową na Ślichowicach... nawet po
            renegocjacji warunków. Przyczyna ? W międzyczasie mógł postawić wiele podobnych
            obiektów w kraju, które przynosiłyby większy zysk niż ‘blaszak’ konkurujący z
            REALem.... Ale teraz znów HIT zaczął się interesować tą działką. Dlaczego ? Bo
            właśnie wiele miast osiągnęło już nasycenie hipermarketami, a wśród
            tych ‘nienasyconych’ zostały min. Kielce. Nie bójmy się, że jeżeli nie
            przyjmiemy warunków takiego HITa, to nikt do nas już nie zajrzy. _Na pewno_
            będą następni, bo jak wskazują cyferki – jest to niemiłosierna, i
            niewyobrażalna wręcz kasa. Jeżeli podniesiemy poprzeczkę dla takich instytucji,
            to z pewnością będziemy mogli na tym zyskać o wiele więcej niż teraz. Tylko
            chyba potrzebne jest odrobinę szersze postrzeganie problemu, niż
            jedynie ‘niskie ceny’. Będziemy mieć teraz dwa ‘blaszaki’. One całkiem
            zaspokoją nasze potrzeby ‘blaszakowe’, chociaż – jak wskazują cyferki – same
            sieci zarobią na tym ooooogromne pieniądze..
            I jeszcze jedno. Istnienie wielu centr handlowy wcale być związane z
            zamożnością mieszkańców. Przykład Radomia (i w mniejszym stopniu Częstochowy).
            Pozwolili sobie na to, żeby powstało u nich wiele (np. w Radomiu chyba 7)
            hipermarketów, ale jakoś nie słyszałem, żeby przy którymś powstało multikino
            (ciekawe, czy przy którymś jest kręgielnia ?). Dali sobie wcisnąć totalną
            kiszkę, wysysającą ich z kasy, nie stawiając w zasadzie żadnych warunków. (my
            daliśmy się przekręcić w wypadku REALa i kortów tenisowych). Zobacz, ile Kielce
            zyskały na tym, że HIT się nie zaczepił ? Inwestycja w ECHO, to nie 30 mln. jak
            wypadku i tak dość dużego centrum jakim jest REAL wraz z otoczeniem. ECHO, to
            120 mln, a wraz z nimi kręgielnia, multikino, parking piętrowy... i nie wiem co
            jeszcze. Dobrze się stało, że HIT się nie zaczepił, bo postawiłby ‘blaszaka’ i
            by się skończyło; teraz ECHO wraz z całą infrastrukturą podniosło poprzeczkę
            naprawdę wysoko, tylko, żebyśmy już poniżej niej nie schodzili. To nie
            hipermarkety są wartością samą w sobie (jeżeli w ogóle można mówić tu o
            wartościach), to samo otoczenie takich inwestycji powinno mieć dla nas
            znaczenie.
            • Gość: Yahagi Re: Hipermarkety IP: *.kielce.cvx.ppp.tpnet.pl 20.09.02, 16:25
              I to chyba tyle w tym temacie.
              Trochę byłem chory (już w zasadzie wyzdrowiałem), miałem trochę czasu, to sobie
              trochę popisałem o swoich przemyśleniach. Fajnie byłoby usłyszeć jakieś kontr-
              argumenty, ale takie oczywiście trochę 'więcej' niż 'chcemy hipermarketów i
              już', albo.... ' bo wszyscy już mają hipermarkety'.

              • Gość: Pello Re: Hipermarkety IP: *.internet.radom.pl 20.09.02, 17:59
                Jest wiele racji w tym co piszesz. Jeśli byłbyś rzecznikiem "pana Janka" z
                pewnością powinien dać Ci premię. Opisany przez Ciebie mechanizm
                wykorzystywania kontrahentów jest okrutnie prawdziwy. Mimo, że nie znam się na
                hipermarketach (to trudne, jeśli się mieszka w Radomiu :)), to z kasowaniem
                firm współpracujących z rynku, z uwagi na jego się kurczenie, stosowane przez
                duże koncerny w ostatnim czasie, zetknąłem się osobiście. Ale co tam, było,
                minęło. Nie bardzo widzę wpływ dużych marketów (i nie tylko ja) na plajtę
                małych sklepików osiedlowych. Sam jesteś tego dowodem - zawsze kupujesz chleb u
                pana Janka. Z tego on żyje. Nie wiem czy ma się dobrze, ale jakoś sobie radzi.
                Jeśli gorzej, to musi ruszyć neco rozumem i wymyślić coś, czego jeszcze u
                innych nie ma, a już w hipermarketach to nawet się nie śni. Prosty przykład:
                byłem wczoraj w Lublinie, parkuję przy Politechnice na parkingu. Obok mnie
                kolejka babć z wiaderkami i takimi paletkami na jajka. Duże poruszenie -
                nadjeżdża stara furgonetka i staje na tymże parkingu. Oczywiście robi się tłum.
                Pytam się jednej z babć: "co to za jajka, czy takie dobre, czy takie tanie?"
                Odpowiada: "ani dobre, ani tanie, są wprost ze wsi, są świeże i nie śmierdzą
                rybą, bo nie dostają mączki". I druga anegdota: byłem u rodziny na wsi "ścianie
                wschodniej". Typowa wiejska bida: nikt nic nie sprzedaje, renty rolnicze itp.
                Jem wędlinę, taka dobra, że odpływam. Pytam się, kto taką dobrą wędlinę
                produkuje - a taki Heniek, co na górce mieszka. A czy sprzedajecie taką
                wędlinę, kupaludzi to kupi, w markecie w mieście nigdy czegoś takiego nie
                mieli. AAAAA tak, ktoby chciał, dla nas starczy.
                Finał: znalazłem w Radomiu taki sklepik z taką wędliną. Są zapisy, przywóz
                towaru co środę. Możesz przekazać pomysły Panu Jankowi.
                Wnioski: punkt widzenia konsumenta. Cieszę się, że mam wybór. Hipermarkety dają
                mi to, co jest mi najbardziej potrzebne: oszczędzam czas, bo kupuję wszystko w
                jednym miejscu. A w mojego Pana Janka, kupuję tylko pifko, chleba nie, bo mają
                paskudny.
                Punkt widzenia budżetu miasta: tyle , ile płaci market z podatków gruntowych,
                nie wpłaci wiele małych sklepików razem wziętych. Ponadto w radomskich
                marketach i tak najwięcej jest produktów mlecznych z radomskiego Rolmleczu. A o
                podatkach dochodowych i VAT to miasto i tak nie mówi, bo to i tak w całości
                trafia do budżetu państwa. Jak to trafia z powrotem do miasta to już inna
                historia.
                A te sklepy z "majtkami" w centrum, po prostu powinny szukać nowego
                asortymentu. Poradzą sobie jeśli będą miały pomysły.
                Acha, co do marketów w centrach miast na zachodzie. Znam rzeczywistość
                szwedzkich miast. Jest pełno takich niedużych marketów ICA. W zasadzie
                wszędzie, gdzie tylko ludzie mieszkają. W city Goteborga też są np w
                podziemiach budynków biurowych itp. Oczywiście na obrzeżach miast są duże
                centra handlowe. W Londynie jest taki sam układ - tak, gdzie ludzie mieszkają,
                tam są markety SANSBURRY, WHITEROSE. Oczywiście często ich architektura jest
                związana z otoczeniem, często to są zaadaptowane kamienice.
                Kończę, a co do Radomia i jego marketów i klientów, to nie jest tak źle. W
                piątki i w weekendy jest pełno ludzi. Rozumiem wg. Ciebie "rolowanych ludzi" :))
                Pozdrawiam.
                • Gość: Yahagi Re: Hipermarkety IP: *.kielce.cvx.ppp.tpnet.pl 22.09.02, 21:24
                  PELLO & KACZUŚ: Właśnie ten brak dostrzegania wpływu ‘blaszaków’ na mały handel
                  mnie ... nazwę to ..’zaskakuje’. Jaką ‘matematyką’ ludzie się posługują, że
                  tego nie widzą ? Powiedzmy, że w Kielcach pracuje w tej chwili 80 tyś ludzi
                  (tak naprawdę nie ma aż tyle, ale weźmy pod uwagę jakiś margines błędu),
                  powiedzmy, że średnia zarobków, to 2000 zł miesięcznie (jeszcze tyle nie mamy).
                  Jeżeli sobie to pomnożymy, to wyjdzie, że w Kielcach zarabia się miesięcznie
                  160 mln zł. Aha, są jeszcze renciści i emeryci, którzy pewnie nie osiągają
                  połowy średniej ‘pracujących’. Powiedzmy, że mamy ich w Kielczech 50 tyś i ich
                  dochód to powiedzmy 1000 zł, co daje razem powiedzmy 210 mln zł. Pan w radyjo
                  powiedział, że średnie obroty dzienne w REALu to 8-12 mln zł. I jest to zgodne
                  z prawdą, bo wiem, że w MAKRO oscylują dookoła 2 mln. Dochodzą jeszcze Nomi,
                  Obi, Prakticer... (powiedzmy każdy z nich po 1 mln)... no i w zasadzie tyle
                  (jeszcze nie liczę powstającego TESCO). To daje ostrożnie licząc 13 do 17 mln
                  zł dziennie. Powiedzmy, że jest to 15 mln co dzień, które to pieniążki zostają
                  w ‘blaszakach’. Noo... 15 mln, to nie tak znów wiele przy 210 mln, jakie
                  zarabiamy. Tyle tylko, że te 15 wydajemy codziennie, a 210 zarabiamy
                  miesięcznie (!!!). Pomnóżmy teraz 15 przez liczbę dni w miesiącu ... i co
                  wtedy ? Wychodzi 450 mln, bo wszystkie są czynne codziennie; a i zapomniałem
                  dodać, że liczymy tylko ‘hipery,’ nie bierzemy pod uwagę Biedronek i Liderów i
                  innych takich.
                  No i jak się nowe cyferki prezentują ? Gdzieś popełniłem błąd ? (jeżeli tak, no
                  to mi go wskarzcie) Jak to możliwe, że zarabiamy 210, a wydajemy 450 ? Proste:
                  do hiperów przyjeżdża gmina, powiat, a nawet całe województwo. Ale jakby tego
                  nie liczył, tego co wydajemy w ‘blaszakach’ nie możemy już wydać ‘na osiedlu’;
                  więc naprawdę zazdroszczę KACZUSIOWI i PELLO ultra pozytywnego myślenia i
                  niedostrzegania wpływu ‘blaszaków’ na lokalny handel. Panowie: jak Wy to
                  robicie ?
                  Cytat: ‘W 160-tysięcznym Olsztynie, stolicy regionu o największym bezrobociu,
                  działają trzy hipermarkety, trzy supermarkety, a kolejne trzy giganty są
                  zainteresowane wybudowaniem własnych centrów handlowych. Okazuje się jednak, że
                  dotychczas wśród 10 207 zarejestrowanych tam bezrobotnych, 1529 to ludzie
                  zwolnieni z placówek handlu. Ofert dla nich nie ma.’ Zachęcam, do zapoznania
                  się z serwisem www.hipermarket.most.org.pl i nawet podzielenia przez 2 a
                  może przez 3 tego co tam piszą (bo prawda jest pewnie po środku). Z chęcią
                  przeczytam opinie, na temat budowy Carrefoura w Szczecinie, albo coś o
                  odszkodowaniu dla wrotkarki... Czy to nadal nie jest ‘rolowanie’ ludzi ?A może
                  o NIE-wpływie hipermarketów na warunki życia w Łodzi ? Zwłaszcza ten ostatni
                  temat mnie pasjonuje, bo często w Łodzi bywam i wiem jak wyglądają drobne
                  sklepiki na osiedlach... tragedia; takiego czegoś jeszcze w Kielczech nie ma.
                  Ale może już wkrótce ?
                  Odnośnie pana Janka: owszem, nadal kupuję chleb u niego, ale sporo osób
                  zrezygnowało z tego (ostrożnie licząc – 50%, wśród nich są tacy, którzy jadą do
                  Lidera 2 razy w tygodniu i kupują ‘tańszy’, foliowany chleb krojony). Ale u
                  pana Janka nie sprzedaje się już w zasadzie nic więcej, wcale: mąka i cukier
                  (chyba, że w naprawdę kryzysowej sytuacji, gdy przyjeżdża rodzina, która nie
                  wie co to cukiernica). To samo dotyczy makaronów, napojów, środków czystości...
                  PELLO: weź kalkulator i policz, ile pan Janek musiałby chleba i bułek (... +
                  wymyśl jeszcze towary, które kupuje się co dzień, i nie opłaca się po nie
                  jeździć do ‘blaszaka’....może papierosy? <ja np. nie palę> bo np. mleko już
                  raczej nie) co dzień sprzedawać, żeby utrzymać się przy życiu ? Żeby mieć 900
                  zł obrotu (nie zysku) na chlebie, musiałby sprzedawać go 1000 bochenków
                  (ciekawe jaka jest marża ? 10-15% ? raczej nie sądzę...). Mnie chleb wystarcza
                  na 2 dni, czyli musiałby zaopatrywać w pieczywo co dzień powiedzmy 2000
                  mieszkańców.... pod warunkiem, że nie będą tego chleba kupowali w innym
                  miejscu, czyli już jest to 4000 tyś (bo nasze 50%). Moje osiedle ma nieco ponad
                  10 tyś mieszk. Czyli szansę na ‘wegetowanie’(nie wiem, czy wystarczy to na
                  wegetowanie) w oparciu o pieczywo ma na moim osiedlu nieco ponad 2 panów Janków
                  (całe szczęście, że jest ich nadal kilkunastu). Ale w centrum osiedla jest też
                  specjalistyczny sklep z pieczywem, który się Piekarnia pod Telegrafem nazywa.
                  Mają tam naprawdę rewelacyjne pieczywko, ale też odbierają klienta panu Jankowi
                  (a więc nie ma już mowy, żeby on te 1000 bochenków sprzedał- może 500 ?). Pan
                  Janek jest dla niego raczej umiarkowaną konkurencją.
                  W jednym z szybów zsypowych zaczepił sklepik ze świeżymi kurczakami (na
                  podobnych zasadach funkcjonują jeszcze ‘świeże jaja’). I fajnie, bo jest świeży
                  towar jakościowo dobry pod ręką. Pan Janek żyje z nimi w umiarkowanej zgodzie;
                  współdziałają na jednym osiedlu, itd., starają się nie wchodzić sobie w paradę,
                  bo mają tego samego przeciwnika. Pan Janek nadal walczy, nie poddaje się, robi
                  co może, bo ma np. świeże warzywa.... Ale niedługo sieć GammVert (warzywa i
                  owoce) postawi nie daleko swojego ‘blaszaka’, no i wtedy i tak nikłe obroty,
                  znów w najlepszym wypadku dzielić będziemy na pół.

                  Prowokuję nadal: czy ktoś się odważy zaprezentować odmienne wyliczenia od
                  moich ?
                  • Gość: Pello Re: Hipermarkety IP: *.internet.radom.pl 23.09.02, 09:58
                    Yahagi. Twoje wyliczenia dowodzą jednego - są błędne. Dowód przytoczyłeś sam:
                    zarobiono X, wydano 2xX. To było możliwe tylko w socjaliźmie, kiedy bilet
                    narodowego banku polskiego był warty tyle, na ile go ceniono w komitecie
                    centralnym. Twój model bilansu burzy choćby taki fakt: w marketach zaopatrują
                    się również sklepy osiedlowe i wiejskie, traktując je jak hurtownie. A robią
                    tak, bo widzę jak załadowane wózki ludzie popychają, nie mówiąc już o Selgrosie
                    (u was Macro) czyli marketach mających właśnie taki charakter.
                    Wpływ marketów na drobny handel. Nie wiem jak jest w Kielcach. Natomiast ja
                    mieszkam w pobliżu osiedla (Michałów - Radom), gdzie przed wybudowaniem
                    Hipernovy było targowisko osiedlowe, kilka sklepików oraz dwa większe sklepy
                    spożywcze. Po wybudowaniu "blaszaka" jeden (Społem) padł, prywatny ma się tak
                    samo dobrze (przynajmniej tak wygląda), o sklepikach nie wiem, natomiast
                    targowisko się bardzo ROZBUDOWAŁO. Z rozklekotanych budek i z łóżek, zrobiono w
                    miarę nowoczesne pawilony, wszystko pod dachem. To samo stało się z Roreją -
                    wybudowano dwie nowoczesne hale, a za Billą też właśnie budują, chcąc
                    zlikwidować archaiczne targowisko "na Śląskiej". A na moim małym osiedlu (może
                    z tysiąc mieszkanców) są trzy osiedlowe spożywczaki. W jednym z nich
                    zamontowano ostatnio klimatyzację. I to wszystko w Radomiu -
                    mieście "zablaszonym" na amen :).
                    Yahagi. Wczoraj obejrzałem sobie po raz kolejny film "28 dni" z Sandrą Bullock.
                    Poza tym, że to fajna laska, pada tam takie bardzo ciekawe zdanie: "Szaleniec,
                    to człowiek, który stosując te same sposoby działania, oczekuje różnych
                    wyników". Trochę nie pasuje to do Twojej wizji bezrobocia w handlu, po
                    przejściu "blaszanego" huraganu. Otóż handlowiec (wiem to, bo sam takim jestem)
                    to taki zawód, który polega na szybkim dostosowywaniu się do bieżących
                    okoliczności. Dobry handlowiec poradzi sobie i w takiej sytuacji. Ten
                    przytoczony przez Ciebie "sprzedawca chipsów", zacznie sprzedawać wiertarki
                    elektryczne, albo cegły szamotowe. Dlatego, bo to taki zawód, po prostu.
                    Oczywiście są i tacy, którzy po upadku swojego warzywniaka, już się nie
                    podniosą, ale myślę, że jednak to będzie mniejszość.
                    Yahagi, pisałeś ostatnio o wierzbie jako o biopaliwie. To jest dopiero ciekawy
                    temat, o którym będę Cię męczył w niedalekiej przyszłości. Pozdrawiam
                • Gość: Yahagi Re: Hipermarkety IP: *.kielce.cvx.ppp.tpnet.pl 22.09.02, 21:25
                  O podatkach od gruntów: jesteś w błędzie PELLO... sam nawet nie wiesz jak
                  bardzo; przy okazji hipermarketów ich wpływy spadają najmniej o połowę (zanik
                  drobnej przedsiębiorczości). Tego może nie widać tak bardzo przy
                  jednym ‘blaszaku’ w średnim mieście, ale przy pojawieniu się kilku – wręcz
                  doskonale. A co do ‘innych’ podatków, to bardzo istotne jest to, gdzie one są
                  płacone (dobrze, że przynajmniej NOMI ma w Kielczech swą siedzibę) –
                  argumentacja – myślę, że zbyteczna. W innym wypadku proponuję wszystkie
                  radomskie firmy zarejestrować w Kielczech, a my podatek gruntowy natychmiast
                  Radomiowi będziemy zwracać po jego wpłacie.... tego samego dnia, a może nawet
                  godziny. Jak sądzisz, będzie nam się to opłacać ? Ja myślę, że baaaardzo.

                  O ‘fenomenie’ Rolmleczu: mechanizm opisywałem już wcześniej;
                  - przypadek pierwszy: jeżeli produkty są naprawdę tanie, to ‘DUPA’ dla
                  Rolmleczu: firma jest ‘ubezwłasnowolniona’ i osiąga 0,5 a max 1 % rentowności
                  dla swoich produktów. Zero możliwości rozwoju dla Rolmleczu (bo i z czego ?). A
                  przykładowy ‘Rolmlecz – Kielce’ (hehe... chyba nie ma takiego:)), już patrzy,
                  jakby tu przejąć kulejącą konkurencję (jeżeli to Kielce, no to jeszcze pół
                  biedy; gorzej jeżeli to Rolmlecz – Regenstauf np...).
                  - przypadek drugi (pozytywniejszy): Jeżeli hipery na Rolmeczu nie
                  wymusiły ‘niewolnictwa’, to znaczy, że to _RYNEK_ wymusił na hiperze Rolmlecz.
                  To tak jak z naszym majonezem kieleckim: towar pierwszej klasy, ale producent
                  nie poszedł na układ z REALem. Więc REAL olał Społem Kielce, myśląc, że zapcha
                  niszę majonezem typu ‘majonez’. Ale końcowy efekt taki, że to REAL musiał iść
                  na ustępstwa, bo ‘rynek’ wciąż pytał: a gdzie majonez kielecki ? (tak też było
                  z ‘Kuchcikiem’ w naszym MAKRO). ‘Rynek’ wciąż pytał, upominał się, bardzo
                  często... ale Społem nie chciało iść na układ; nie zgodziło się opłacić ‘x’
                  tyś. wpisowego, dać % towaru jako promocje i inne takie (mechanizmy opisane w
                  www.hipermarket.most.org.pl). Efekt końcowy ? Po wielu ‘akcjach’ majonez
                  zaistniał w REALu, ale na warunkach dyktowanych przez Społem, a nie
                  przez ‘blaszaka’. Jeden z niewielu przypadków, kiedy to producent dyktuje
                  warunki (bo ma unikalny – jakościowo – produkt w ręce, produkt, który na tym
                  rynku jest _nie_do_zastąpienia!!!_), a nie sprzedawca. Co ciekawe, REAL wcale
                  nie dostał preferencyjnych cen. Efekt ? Tym razem ‘DUPA’ dla (rolowanych)
                  klientów, bo ten sam majonez kupuję u przykładowego pana Janka o 60 gr taniej
                  (może gdzieś nawet jest jeszcze tańszy). A więc: jakbyś nie obrócił, i tak
                  DUPA. Jeżeli obowiązuje jakiś ‘trzeci przypadek’ - masz u mnie piwo :) Z
                  przyjemnością poznam producenta, któremu to _właśnie_ współpraca z ‘blaszakami’
                  pozwala się intensywnie rozwijać, a nie tylko wegetować.

                  Wie ktoś, gdzie jest Micigózd ? Hochel (taka nasza lokalna firemka rodzinna)
                  tam robi swoje wędliny. Jeżeli ktoś tam dawno nie był, to zachęcam; Hochel
                  postawił tam ‘hangar’ produkcyjny (oprócz tego co już ma) wielkości Praktikera
                  (poważnie). Pytanie pierwsze brzmi: dlaczego Hochel się wciąż rozwija ? dla
                  ułatwienia pytanie drugie: czy Hochel sprzedaje swoje produkty w ‘blaszakach’ ?
                  (oczywiście wiem o ‘nowych’ układach Bartos-Hochel)
                  • Gość: Pello Re: Hipermarkety IP: *.internet.radom.pl 23.09.02, 10:21
                    Yahagi. Co do podatków nie będę się spierał. Pamiętam natomiast, jak na
                    finansach publicznych liczyłem poziom subwencji oświatowej dla danej gminy.
                    Poziom wpływów podatkowych z tej gminy naprawdę nie miał na to wpływu. Ale z
                    innymi sprawami to nie pamiętam. Ale skoro mówisz, to wiesz.
                    Z tym Rolmleczem to nie jest tak. Caly czas firma ta się rozwija i jest coraz
                    bardzie obecna w regionie. Zdobywa nawet jakieś nagrody. Nie cieszę się z tego,
                    bo nie lubię ich produktów, ale o gustach się nie dyskutuje. Poza tym jest
                    szereg firm, nie zainteresowanych gwałtowną ekspansją rynkową. Dla nich
                    podpisanie kontraktu z "blaszakami" spełnia ambicje udziałowców/właścicieli
                    takich firm. Zapewnienie stałych dochodów, może nie największych jest tym czego
                    oczekują. A to jest dla nich najważniejsze, nie zatrudnianie jak największej
                    ilości pracowników, czy posiadanie swojego "brendu" :)
                    Trzeci przypadek: REALOWI opłaca się sprzedawać majonez kielecki 60 gr drożej,
                    bo ma klientów, którzy kupują wszystko w jednym miejscu (pisałem, tak jak ja),
                    a więc kupią i droższy, ulubiony majonez. Klientowi też się opłaca, bo nie musi
                    gonić do Pana Janka jeszcze raz, woli po pracy obejrzeć Klan, lub pościskać się
                    z piękną żoną/mężem/dzieckiem/kochankiem/kotem itp. A to jest więcej warte niż
                    dwa majonezy kieleckie razem wzięte. CHCĘ PIWO :)
                    Pozdrawiam
                  • kaczusia_ Re: Hipermarkety - pytanie do Yahagiego 23.09.02, 16:13
                    Yahagi znacznie krócej niż ty to robisz spytam ci sie tak. Czy kiedykolwiek
                    zastanawiałeś się dlaczego Ci biedni producenci pomimo tak twardych i
                    niekorzystnych warunków dyktowanych przez te paskudne hipermarkety mimo
                    wszystko dostarczają tam towar. Czy myślisz, że jakby im się to nie opłacało to
                    by tam dostarczali swoje produkty? Prawda jest taka, że pomimo tak drakońskich
                    warunków i tak im się to płaca, przecież do interesu by nie dokładali, a że to
                    silniejszy dyktuje warunki, no cóż takie są prawa rynku. Raz silniejszym jest
                    hipermarket, a raz producent, choćby wspomniane przez Ciebie Kieleckie Społem
                    produkujące Majonez Kielecki. Oczywiście zgodzę się, że nie zarobią tyle
                    (czytaj nie nażucą takiej dużej marży) na hipermarkecie ile zarobią na
                    przywoływanym przez Ciebie panu Janku. Tylko w tym przypadku to pan Janek jest
                    pokrzywdzony bo jest słabszy i nie może narzucić korzystnej dla siebie marży ,
                    ponieważ w takim przypadku towar byłby za drogi i pan Janek by go nie sprzedał.
                    Przestań więc psioczyć na rzeczywistość. Hipermarkety nie są takim diabłem
                    jakim go Ty i inni malują. A jak ci się nie podobają hipermarkety to poprostu w
                    nich nie kupuj, tak jak ja to robię, a nie marudź jak stara panna.
                    • Gość: miki. Re: Hipermarkety - pytanie do Yahagiego IP: *.kielce.cvx.ppp.tpnet.pl 23.09.02, 22:34
                      1. Co do majonezu kieleckiego , to akurat tą firmą musi zarządzać mądry
                      człowiek. To miłe , że taki Real musiał przyjść na kolanach. Ludzie w Kielcach
                      nie kupią żadnej brei a tylko nasz najlepszy majonez. I wiadomo było że prędzej
                      czy później majonezik pojawi się w Realu , bo w przeciwnym razie ludzie pójdą
                      na zakupy gdzie indziej. Niemiec dostał w pysk , i dobrze.

                      2.jurek by chciał jeszcze ze 2 markety w innych dzielnicach. Chłopie , to są
                      Kielce , przejechanie ich wzdłuż i wszerz zajmuje 10 minut , a do marketu nie
                      mają jeździć babcie z siatkami na kółkach. Tam jedzie się zrobić duże zakupy na
                      tydzień. To tak jak byś chciał , żeby w każdej klatce schodowej było okienko w
                      którym ktoś sprzedaje gazety. Miasto jest na tyle małe , że blaszaki powinny
                      być na uboczu ,i tak łatwiej byłoby tam dojechać niż przejechać w wawce z
                      jednego osiedla na sąsiednie.

                      3.Co do tego , że małe sklepy nie upadają przez hipermarkety bo nie zmniejsza
                      się ich liczba jak ktoś napisał. Nie upadają , dlatego , że właściciele liczą ,
                      że coś się poprawi i dokładają do interesu. Ci którzy nie mają z czego dokładać
                      upadają.
                      Sam jestem właścicielem sklepu w centrum(nie spożywka) w którym obroty są na
                      poziomie 25% obrotów w 1999 roku. Dokładam do niego ok 1000-1500 zł co
                      miesiąc. Nie likwiduję go mimo że przynosi straty bo:
                      a. Nie mam co zrobić z kupą towaru który w nim jest , nawet wyprzedaż za 50%
                      ceny czyli znacznie poniżej kosztów zakupu jest w niektórych branżach nierealna
                      i nieskuteczna jeśli towarem nie są artykuły pierwszej potrzeby. Wolę dokładać
                      co miesiąc niż wyprzedać towar za bezcen i stracić jednorazowo kilkadziesiąt
                      tysięcy. A tak siedzę i mam nadzieję , że coś się poprawi .
                      b.Mam ten komfort, że mam również inną doskonale prosperującą firmę i mam z
                      czego dokładać tą kasę (mimo że jest to bez sensu).
                      Dla mnie ten sklep to tylko jeszcze jeden interes , ale dla wielu właścicieli
                      sklepów czy zakładów usługowych to rodzinna tradycja , dziadek handlował ,
                      ojciec handlował , syn handluje. Raz , że ci ludzie nie potrafią robić nic
                      innego , dwa to to , że decyzja o zamknięciu czegoś z czym rodzina jest
                      związana od dziesiątek lat to bardzo trudna decyzja.
                      I tacy ludzie też dokładają (np z oszczędności bo kiedyś czasy były dla nich
                      łaskawe) do interesu czekając na lepsze czasy.
                      Jeszcze jeden hipermarket w mieście powinien być. Nie więcej.
                      • Gość: jurek Re: Hipermarkety - pytanie do Yahagiego IP: *.kielce.sdi.tpnet.pl 23.09.02, 23:23
                        > 2.jurek by chciał jeszcze ze 2 markety w innych dzielnicach.
                        Jurek by chcial i Jurek jak wiekszosc kielczan chce.

                        > Chłopie , to są Kielce , przejechanie ich wzdłuż i wszerz zajmuje 10 minut
                        No spieralbym sie z toba bo ja ze Slichowic na Uroczysko jade 15-20 min jak nie
                        ma korkow samochodem a przeciez nie przejezdzam calych Kielc.
                        • Gość: miki. Re: Hipermarkety - pytanie do Yahagiego IP: *.kielce.cvx.ppp.tpnet.pl 24.09.02, 11:37
                          Gość portalu: jurek napisał(a):

                          > > > Chłopie , to są Kielce , przejechanie ich wzdłuż i wszerz zajmuje 10 minut
                          > No spieralbym sie z toba bo ja ze Slichowic na Uroczysko jade 15-20 min jak
                          >nie ma korkow samochodem a przeciez nie przejezdzam calych Kielc.

                          Jurek , to się robi tak: trzeba trochę mocniej nacisnąć ten pedał pierwszy od
                          prawej strony. Efekt murowany :-)
                          • Gość: jurek Re: Hipermarkety - pytanie do Yahagiego IP: *.kielce.sdi.tpnet.pl 24.09.02, 18:13
                            "Efekt murowany" - Chyba autem na słupie
                    • Gość: gość-gość Re: Hipermarkety IP: 213.77.14.* 25.09.02, 13:30
                      Czytam i czytam te wszystkie posty i zauważam elementarny brak wiedzy na temat
                      funkconowania dużych sklepów (hipermarketów)i w ogóle wszelkiej działalności
                      handlowej. Pojawiła sie wątpliwość jak niektórym producentom opłaca się taniej
                      sprzedawać swoje produkty? Odpowiedź jest prosta- nie opłaca im się :) ale są
                      zmuszeni do stosowania 2,3 procentowej marży tylko po to aby produkty typu
                      brandt (markowe) mogły się pojawić na półkach sklepów typu REAL z większą marżą.
                      Co do terminu odzyskiwania pieniędzy za swój towar lepiej nawet nie wspominać.
                      Oczywiście argumentów przeciwko hipermarketów jest więcej niż za ale nie
                      czarujmy się: takie sklepy są i będą.
                      • Gość: Pello Re: Hipermarkety IP: *.radom.pl 25.09.02, 15:59
                        Gość portalu: gość-gość napisał(a):

                        > Czytam i czytam te wszystkie posty i zauważam elementarny brak wiedzy na
                        temat
                        > funkconowania dużych sklepów (hipermarketów)i w ogóle wszelkiej działalności
                        > handlowej. Pojawiła sie wątpliwość jak niektórym producentom opłaca się
                        taniej
                        > sprzedawać swoje produkty? Odpowiedź jest prosta- nie opłaca im się :) ale są
                        > zmuszeni do stosowania 2,3 procentowej marży tylko po to aby produkty typu
                        > brandt (markowe) mogły się pojawić na półkach sklepów typu REAL z większą
                        marżą
                        > .
                        > Co do terminu odzyskiwania pieniędzy za swój towar lepiej nawet nie wspominać.
                        > Oczywiście argumentów przeciwko hipermarketów jest więcej niż za ale nie
                        > c
                        zarujmy się: takie sklepy są i będą.

                        Marża 2 - 3% nieraz jest to całkiem niezły zarobek. Zwłaszcza na "masówce"
                        sprzedawanej w "blaszakach". Chyba rzeczywiście znasz się dobrze na markach
                        (Brandt - to chyba francuska firma w branży AGD).
                        Pozdrawiam :)
                      • kaczusia_ Re: Hipermarkety 25.09.02, 17:52
                        Gość portalu: gość-gość napisał(a):

                        > Czytam i czytam te wszystkie posty i zauważam elementarny brak wiedzy na
                        temat
                        > funkconowania dużych sklepów (hipermarketów)i w ogóle wszelkiej działalności
                        > handlowej. Pojawiła sie wątpliwość jak niektórym producentom opłaca się
                        taniej
                        > sprzedawać swoje produkty? Odpowiedź jest prosta- nie opłaca im się :) ale są
                        > zmuszeni do stosowania 2,3 procentowej marży tylko po to aby produkty typu
                        > brandt (markowe) mogły się pojawić na półkach sklepów typu REAL z większą
                        marżą

                        Czy myślisz, że na pewno im się nie opłaca. Czy sądzisz, że dostarczaliby do
                        tych blaszaków taką ilość swojego towaru, jeżeli przynosiłoby im to straty?
                        Sprawa jest prosta. Lepiej jest sprzedać dla przykładu 1000 szt. jakiegoś
                        produktu z zyskiem 0,5 zł za sztukę. Niż 10 szt. po 5 zł za sztukę. Zauważ w
                        tym 2 przypadku zysk za szt. jest 10 razy wyższy niż w 1 przypadku. Jednak w
                        pierwszym przypadku firma zarabia w sumie 500 zł, a w drugim tylko 50 zł. Co
                        byś wolał? Idźmy dalej w jednym sklepie u mnie na osiedlu na tydzień idą tylko
                        2 zgrzewki Pepsi. Ile takich zgrzewek schodzi w jednym dniu w jednym
                        hipermarkecie. Do ilu małych sklepów producent Pepsi musiałby pojechać, aby
                        tyle samo sprzedać tego napoju? Ile benzyny musiałby na to stracić? Ile czasu
                        by na to poświęcił? Ilu kierowców musi mieć do tego zatrudnionych? I tak dalej
                        i tak dalej? Producentom pomimo znacznie mniejszych marż, długich terminów
                        płatności opłaca się współpracować z hipermarketami.
                  • leninus_ Re: Hipermarkety 23.09.02, 19:21
                    Gość portalu: Yahagi napisał(a):

                    Wiem, że yahagi mi notorycznie nie odpowiada za to, że niepodoba mi się
                    finansowanie z pieniędzy podatników takich imprez jak KCK ale do rzeczy:

                    Rozumując jak kolega Yahagi daleko byśmy nie zaszli bo już od XVIII
                    wieku "wiadomo", że maszyny tkackie zabijają przedsiębiorczość ;). Bo ile ludzi
                    by pracowało gdyby tkać w recznych warsztatach?
                    To, że w Polsce wszytskie firmy pchają się do Wawy wynika m.in z centralizmu
                    jaki panuje w kraju (ale też korupcji - trzeba korumpować w Wawiee a nie na
                    prowinicji itd).
                    Co do ingerencji w swobodne kształtowanie zasad umów handlowych -
                    ceny "sprawiedliwe" przerabiano juz w średniowieczu z tego co pamiętam.
                    Oczywiście potem w socjalizmie. tylko z jakim skutkiem? Albo centralne
                    planowanie. Skutek: gospodarka niedoborów.
                    To, że ktoś osiaga 1% marży to jego problem. Nikt nikogo nie zmusza do
                    prowadzenia nierentownego businessu.
                    Jak koncerny chcą inwestowac w hale - niech to robia do woli. Jeżeli
                    przeinwestuja stracą miliony $. To ich problem. W POlsce jest już tyle sieci że
                    część z nich przegra walke na pewno. Tylko czy z tego powodu mamy ograniczać
                    ilość sklepów w mieśćie (dużych)?
                    Co do przykładów z majonezem kieleckim itp - jest to zdrowy skutek
                    funkcjonowania silnej marki. Jeżeli ktoś ma silna markę może walczyć na rynku -
                    tylko ile jest takich marek polskich??
            • fireman4 Re: Hipermarkety 23.09.02, 15:23
              O czym wy w ogóle gaworzycie a głównie ten no ..jak mu tam Yahagi. Jakież to
              wszystko uczone i mądralińskie. Takie KELECKE. Komu tu budować jakieś tam
              markiety ? Wsioczki z okolicy mają swój hiperhipermarkiet. Gdzie? W slangu
              kieleckim to tzw BAZARY. Tam kwitnie handelek odpowiadający tutejszej
              klienteli. A ci którzy kilka lat temu liczyli, że powstaną w Kielcach jakieś
              poważne centra handlowe, już dawno odpuścili. W Krakowie przed PLAZA, M3,
              TESCO, Auchan bardzo dużo pojazdów TK ( dawniej KI...). Przecież to tylko 120
              km. A Ślichowic urzędnicy z ratusza będą bronić przed "obcym najazdem" jak
              ojcowizny.
          • kaczusia_ Re: Hipermarkety 23.09.02, 16:35
            Gość portalu: Yahagi napisał(a):


            > Kaczuś: niestety nasze kieszonki nie są z gumy; dziś wydajemy w REALu 8 mln
            > dziennie, jak powstanie TESCO, pewnie się to po ustabilizowaniu rozłoży na
            > jakieś 6 mln tu i 6 mln tam. Ale owych 4 mln więcej, które będziemy zostawiać
            > w ‘blaszakach’, nie będziemy już wydawać u takich panów Janków i w
            > sklepikach z
            > majtkami, bo ... bo nasze portfele nie są gumowe. Nie będziemy już mieli tych
            > pieniążków, które zostawiliśmy w ‘blaszakach’. Żeby było nas ‘
            > ;stać’ (zwracam
            > uwagę na inne rozumienie tego słowa) na kolejnego ‘blaszaka’, musim
            > y niestety
            > wszyscy myśleć o ‘budowaniu fabryk’.

            Yahagi, dziecko w szkole jest już uczone, że konkurencja jest dobra dla
            klienta. W tym momencie Real nie ma w Kielcach konkurencji. Dlatego jak
            powstanie jeden czy dwa centra handlowe to nie zaszkodzi. Żeby nie było
            wątpliwosci zdaję sobie sprawę, że co za dużo to nie zdrowo, ale nie popadajmy
            też w drugą skrajność zamykając Kielce przed tego typu inwestycjami. Poza tym
            Yahagi, czy nie spotkałeś się kiedkolwiek z tym, że kielczanie robią zakupy w
            centrach handlowych takich miast jak Kraków, Warszawa itp. Sam czasami jak
            jestem w Wa-wie to zaglądam do butików, które są w takich centrach. Ponieważ
            mogę kupić tam coś czego w Kielcach nie kupię, a ze względu na dużą tam
            konkurencję mogę też często spodziewać się tam różnych bardzo interesujących
            promocji i z tego tytułu zniżek.
            • drs Re: Hipermarkety 24.09.02, 21:39
              Nie znam sie na handlu iekonomi,uważam jednak ,że klient ma prawo do wyboru.W
              miescie wielkości Kielc jest na pewno miejsce dla conajmniej jeszce 1,2
              hipermarketów/nie liczę TESCO/,ale usytuowanych na obrzeżach miasta,troszke
              jeździłem po Europie i w zasadzie wszedzie takie centra buduje sie na obrzeżach
              miast lub wręcz za miastem,ta zasada chyba jednak nie dotyczy Polski,bo tu
              blaszaki stawia sie w centrum miast lub osiedli mieszkaniowych,/w
              Lublinie ,gdzie mieszkam Leclerc i Real sa na osiedlach mieszkaniowych/co może
              dawać podejrzenia naduzyć/łapówki za manipulacje przetargowe itp./Generalnie
              nie jestem przeciw hipermarketom,ale zakupy w nich robie rzadko,raz na
              miesiąc,codziennie kupuję u pani Eli,u której jest miło,świeżo/cen nie
              sprawdzam,ale chyba nie jest za drogo/.Poza tym pani Ela jak mi zabraknie
              pieniązków poczeka z zapłatą do jutra,w hipermarkecie tego nie ma.Poza tym nie
              czarujmy sie do takich centów handlowych przyjeżdża ludność z całego powiatu i
              nawey województwa.Pozdrawiam.
              • Gość: ggeremi Pytanie głównie do jurka IP: *.kielce.cvx.ppp.tpnet.pl 26.09.02, 23:03
                Tesco na ślichowicach? Przecież będzie w centrum echa. 2xTesco w Kielcach to
                nie możliwe.Pewnie jurek coś o tym wie.Prosze o odpowiedz. Z góry dzięki
                • Gość: Yahagi Za tematem IP: *.kielce.cvx.ppp.tpnet.pl 27.09.02, 13:10
                  PELLO: obawiam się, że nie dam Ci piwa, bo obowiązuje przypadek 1+. O firmie
                  ROLMLECZ – sorki, ale chyba słyszeli tylko w Radomiu. Społem na markę ‘majonez
                  kielecki’ pracowało wiele lat, i to powoduje, że ich produkt, jest też ich
                  atutem. Ten majonez jest ogólnie znany, chwalony prawie przez wszystkich
                  (wyjątki potwierdzające regułę)... Co do ROLMLECZU – obawiam się, że są to
                  produkty marki produkt (takie jak majonez w LIDERze), a fakt, że Ty ich
                  produktów nie kupujesz – potwierdza to... Niestety nie zasłużyłeś na piwo.
                  Chyba, że ROLMLECZ się rozwinie i jego produkty zobaczę np. w Kielcach i innych
                  miastach. I zacznie np. sponsorować jaką drużynę sportową (Czarnych - Radom?).
                  No to wtedy – przypadek trzeci; ROLMLECZ się rozwija, zatrudnia pracowników,
                  stawia nowe hale, ....doi nowe krowy... a ja stawiam piwo.
                  Co do wyliczeń, to niestety, również jesteś w błędzie. Jeżeli nie zauważyłeś,
                  że pisałem o tym, że do REALa zjeżdża ‘województwo’, to zachęcam do popatrzenia
                  sobie na tablice rejestracyjne samochodów, które stoją w takich miejscach...
                  Stąd biorą się owe 2x, bo to nie tylko Kielce robią zakupy (nie doczytałeś
                  tego, czy nie chciałeś doczytać ? – a może tak wygodniej). Nadal nie widzę
                  niespójności w moich wyliczeniach i dalej nie wiem, co byś zrobił na miejscu
                  pana Janka i pani od majtek. Oczekuję nowych argumentów i propozycji.
                  Co do 60 gr: obawiam się, że bardzo wielu jest takich, dla których jest to
                  znacząca suma... Chyba, że emerytom nie należy się już luksus, jakim jest
                  majonez.

                  KACZUŚ: mam niesamowitą satysfakcję, bo zgadzam się z Tobą: co za dużo – to nie
                  zdrowo. Oprócz TESCO – jeszcze jeden jestem w stanie zaakceptować (żeby
                  kielczanie nie robili zakupów w Krakowie, czy Warszawie), ale nie 3 lub 4 -
                  jak powiedział Piotrowicz. A ten jeszcze jeden, powinien powstać w oparciu o
                  konkretne wymagania miasta, a nie o decyzje i chęci ‘blaszaka’. Jeszcze raz
                  powtarzam: jeśli już – to wymagajmy coś od takich ‘inwestorów’, zamiast się
                  cieszyć z samego faktu zaistnienia kolorowego ‘blaszaka’; od tego nasze miasto
                  nie stanie się atrakcyjniejsze. Co do reszty, chyba MIKI jest bardziej
                  przekonujący niż ja, bo taki interes jak widać prowadzi.

                  JARMUSH: no to podpowiedz, które to piwo Belgia produkuje jako średnie(bo może
                  tylko ja nie znam jego nazwy) i gdzie takie leją z KEGu (a może złe knajpy
                  odwiedzam ? – bardzo możliwe), bo ja obserwuję zanikanie na rynku PALMa; tam
                  gdzie były KEGi Belgii, jakimś dziwnym sposobem znikły. Znikł także Browar
                  Belgia ze statystyk udziału w rynku, a był już na nich notowany.
                  Odnośnie TPSA – Jarmush: żałosny jesteś; bardzo ‘cenię’ sobie ludzi, którym gdy
                  kończą się argumenty, to zaglądają rozmówcy do majtek, żeby się przekonać, czy
                  nie jest Żydem. (wypowiedź na poziomie ‘INOONO’ z wątku o CKMie). Gdybyś był
                  odrobinę ‘bystry’ za jakiego się niewątpliwie uważasz, to byś zauważył, że
                  wszystkie moje wypowiedzi są z cvx-a. A przyczyna jest prosta; bo przez kilka
                  miesięcy jestem w domu, na ‘ciężkim’, długotrwałym zwolnieniu. A fakt, że tym
                  razem odpisuję po kilku dniach chyba też o czymś świadczy, prawda ? Ale Ty
                  najwidoczniej zazdrościsz mi mojej pracy... Więc odpowiem Ci na Twoim poziomie:
                  jak będziesz tak dobry jak ja, to też może taką będziesz miał. (np. jak już
                  będziesz wiedział co to CVX). Ale najpierw chyba będziesz musiał oduczyć
                  się ‘zaglądania do majtek’, a nauczyć posługiwania merytorycznymi argumentami.
                  Nie podejmuję już z Tobą tematu, bo szkoda klawiatury, chyba że będziesz
                  bardziej merytoryczny.

                  LENINUS: Co do KCK – sprawę uważam za zamkniętą. Forum jest do tego, aby
                  dyskutować, wymieniać poglądy. W temacie KCK totalnie, ale to naprawdę totalnie
                  się nie zgadzamy. Nie rozumiem Twojego stanowiska, ale staram się je jakoś
                  szanować.
                  Z resztą – trudno jest z Tobą konstruktywnie dyskutować, bo czytasz tylko to,
                  co Ci odpowiada. Wiele razy w tym wątku (pośrednio i bezpośrednio) pisałem że
                  nie jestem przeciw, nawet jestem ‘za’, ale na _zdrowych_ (widać, że
                  podkreśliłem, prawda ?) warunkach(inni to wychwycili <maam, rz, wredny,
                  ckdezerter> a więc co z Tobą ?); no a Ty porównujesz moje spojrzenie do ‘maszyn
                  tkackich’. Więc: albo jesteś złośliwie-złośliwy, albo nie rozumiesz o czym
                  piszę (jeżeli piszę nie jasno – daj znać). O to drugie Cię nie podejrzewam...
                  Jeżeli tak się już otwieramy na ‘wolny handel’ i pozwalamy handlowcom na wolną
                  rękę w podejmowaniu decyzji, to dlaczego tyle szumu jest np. o umowę z Węgrami
                  dotyczącą limitów zbożowych ? Przecież jeżeli ich pszenica jest tańsza, no to
                  nic tylko ją brać... Tańszy jest też np. czeski węgiel i słowacka ropa naftowa;
                  dlaczego nie sprowadzamy od nich tego w takich ilościach, aby zaspokoić
                  potrzeby całego kraju ? Ile towarów i jakich możesz przewieźć ze Słowacji ‘na
                  własne potrzeby’ ?
                  A powiedz mi czym (poza skalą) różni się taki REAL od Ormianina handlującego
                  na bazarch ? które zjawisko jest groźniejsze ? Ciekawe, czy gdyby jakaś firma
                  miała ochotę postawić w centrum Kielc kombinat chemiczny (a może hutę
                  aluminium ?), też byś tylko widział fakt zaistnienia inwestycji i
                  wyłącznie ‘petro-dolary’ ? Nie pojawiłby się jeszcze jeden czynnik, typu : czy
                  my chcemy takiej inwestycji ?
                  Pewnie, to problem producenta, jeżeli osiąga 1%... podobnie jak to problem tych
                  z Kolberga, że tam stoją. Rzeczywiście... to tylko ich problem Może zmienisz
                  zdanie, jeżeli i Ty tam kiedyś staniesz ? (chociaż nie życzę).
                  Aha....Żadne centralne planowanie, ‘żadne sprawiedliwie i po równo’, jedynie
                  _obrona swoich interesów_.

                  FIREMAN4: sorry... ja na tzw. bazarach nie byłem już co najmniej 3 lata... Taki
                  wsiok ze mnie (ciekawe, kiedy ty tam byłeś)

                  GOŚĆ: Szczęśliwi są ci, którzy mają 2-3%... bo zazwyczaj jest to 0,5 do 1%. To
                  wystarczająco, żeby wegetować, ale zdecydowanie za mało, żeby podejmować
                  samodzielne decyzje; już o tym pisałem.
                  • Gość: Pello Re: Za tematem IP: *.proxyplus.cz / 10.0.0.* 27.09.02, 14:32
                    Yahagi, piwo miałem dostać za to, że przedstawię "trzecią drogę" czyli dlaczego
                    REAL nie dostał po tyłku, sprzedając drogo majonez kielecki i dlaczego część
                    ludzi nie kupuje ich taniej u pana Janka.
                    Co do Rolmleczu to nie mam zdania, ponad to, co napisałem wcześniej. Ale to co
                    wiem, to to, że ta marka jest u nas w "blaszakowie" :) bardziej znana niż
                    wspomniany majonez. A popros majonezu kieleckiego, nigdy go nie widziałem. Z
                    faktu jego istnienia dowiedziałem się tu na forum oraz z reklamy w TV,
                    pokazywanej od tygodnia (chyba, że była wcześniej, ale ja nie widziałem).
                    W Radomiu popularne są majonezy "Wyborowy", z Winiar (mają light) oraz
                    Hellmansa.
                    Co do obliczeń, doświadczenie mówi mi, że jeśli 2x2=5, to albo jest popsuty
                    kalkulator, albo zbyt mało jest danych, lub próba jest nie reprezentatywna.
                    O pomysłach dla pana Janka już pisałem. Ale następny pomysł to: kawa taka jak w
                    sklepach "Pożegnanie z Afryką". Droga, ale klienci będą. REAL niegdy jej nie
                    będzie sprzedawał.
                    A piwo to ja Ci postawię, jak dalej będziesz pisał o wierzbie i jej
                    wykorzystaniu w bioenergetyce. Pozdrawiam

                • Gość: jurek Re: Pytanie głównie do jurka IP: *.kielce.sdi.tpnet.pl 27.09.02, 14:46
                  Kiedys,jeszcze kiedy w Echu mial byc Geant byli zainteresowani budowa kopmleksu
                  handlowego na Ślichowicach,a teraz nic nie slyszalem.
    • blonsk Re: Hipermarkety 27.09.02, 19:18
      Precz z hipermarketami, przecz z przeterminowanymi towarami i smarowanymi octem
      kurczakami!!! Precz z traktowaniem kazdego w skleoie jak potecjalnego
      zlodzieja!!
      • Gość: Pello Re: Hipermarkety IP: *.internet.radom.pl 27.09.02, 19:43
        blonsk napisał:

        > Precz z hipermarketami, przecz z przeterminowanymi towarami i smarowanymi
        octem
        >
        > kurczakami!!! Precz z traktowaniem kazdego w skleoie jak potecjalnego
        > zlodzieja!!

        Precz z małymi sklepikami, w których sprzedawczyni brudnymi łapskami kroi
        kaszankę, a potem przyjmuje pieniądze. Precz ze śmierdzącymi kurczakami, które
        właściciel kupuje z hurtowni, bo tak taniej, a później wciska zabieganym i mało
        asertywnym klientom. Precz z małymi sklepikami, w których Sanepid wykrywa brud
        o wiele cześciej, niż w dużych marketach. Precz z płaczem takich właścicieli,
        że obok wybudowali hipermarket, a oni nic więcej nie robiąc, tracą klientów.
        Precz z odczuciem, że wchodząc do małego sklepu i stając przed ladą, stoję
        przed złodziejem.

        Ale tak naprawdę nie chcę pisać takich głupich postów.
        • Gość: Miki. Re: Hipermarkety IP: *.kielce.cvx.ppp.tpnet.pl 27.09.02, 23:08
          Gość portalu: Pello napisał(a):

          > Precz z odczuciem, że wchodząc do małego sklepu i stając przed ladą, stoję
          > przed złodziejem.
          No mogę zrozumieć twoją chęć odgryzienia się poprzednikowi , ale w tym momencie
          chyba trochę przegiąłeś?

          > Ale tak naprawdę nie chcę pisać takich głupich postów.
          No właśnie , jak masz pisać coś tak głupiego jak w powyższym zdaniu , to lepiej
          nie pisz , bo dzięki tobie ciekawa dyskusja stacza się do poziomu kibla.
          Nie pozdrawiam
          Miki

          • Gość: Pello Re: Hipermarkety IP: *.internet.radom.pl 27.09.02, 23:21
            Gość portalu: Miki. napisał(a):

            > > Ale tak naprawdę nie chcę pisać takich głupich postów.
            > No właśnie , jak masz pisać coś tak głupiego jak w powyższym zdaniu , to
            lepiej
            >
            > nie pisz , bo dzięki tobie ciekawa dyskusja stacza się do poziomu kibla.
            > Nie pozdrawiam
            > Miki

            Co jest głupiego w tym, że nie chcę pisać głupot? Czystość kibla w sklepie jest
            równie ważna, jak czystość rąk sprzedawcy - ale to durne, prawda?
            Pozdrawiam.
    • jarmush Re: Smieszy mnie ta dyskusja 27.09.02, 23:27
      Czemu sie przyczepiliscie akurat do hipermarketow?
      Na kazdym osiedlu jest kosciol i jakos nikomu to nie przeszkadza, a robia tam
      takie przekrety o jakich sie wam nie snilo.
      Jest wielu ludzi, ktorzy sobie zycza hipermarket na kazdej ulicy i maja do tego
      prawo bo chyba jest w koncu wolny rynek, przynajmniej teoretycznie.
      Hipermarketow powinno byc tyle, ile byloby chetnych na ich wybudowanie.
      A jesli by jakis nie wytrzymal konkurencji, to by po prostu upadl, pozostala
      reszte majatku sprzedal komu innemu i wszyscy byliby zadowoleni. A jak sie
      komus nie podoba, to nie musi do nich chodzic, bo to nie jest obowiazkowe.
      Ja bede kupowal tam gdzie chce i wole isc do hipermarketu, gdzie wszystko jest
      dostepne na polce i ne musze sie ogladac na robiaca laske sprzedawczynie.
      Zreszta gdybym mial jezdzic co tydzien do 10 roznych sklepow, to bym
      zwariowal,a przede wszystkim tracil cenny czas. Kto mi za niego zaplaci? Pani
      Ziuta ze sklepu zza rogu?
      A jesli chodzi o wlascicieli sklepow w zsypach na smieci itp. to kto
      powiedzial, ze one za wszelka cene musza istniec? Nie ma na cos popytu, firma
      upada, chyba ze w pore sie przestawi na inny produkt. Taka sztuczna ochrona
      niedochodowych galezi gospodarki skonczyc moze sie tylko zle. A przeciez mozna
      taki sklep przekwalifikowac na sexshop albo chociazby budke z piwem i zyski
      gwarantowane.
      Life is brutal

    • Gość: xxx Powolutku IP: *.pgi.kielce.pl 28.09.02, 00:27
      Nie czytalem wszystkich postow więc być moze po kims powtorze. Co do idei
      zgadzam się z Yahagim ale co do metod walki nie

      Marketow nie da się zniszczyć po prostu to jest wbrew prawom fizyki, socjologii
      i wszelkim innym znanym mi prawom. Ich fenomen (wygoda, duzy wybor, zakupy w
      dobrych warunkach, cieplo, sucho wozek pod bagaznik samochodu, ser ktorego u
      Pana Janka w zyciu nie kupie, MOZLIWOSC ZREALIZOWANIA DOBRZE PRZEMYSLANEJ
      KOMPLETNEJ LISTY ZAKUPOW I PRZEZ TO RACJONALIZACJI WYDATKOW. Walka z marketami
      metodą zamknąć jest donkichoterią. Trzeba prowadzić wojne o charakterze
      podjazdowym z użyciem broni biologicznej.

      0. Stopniowo likwidowac niezasluzone przywileje podatkowe, świętokrowie
      zachowanie w stosunku do wladz miasta, zmusic do uczestnictwa w utrzymaniu
      otaczajacej infrastruktury itp - wolniutenko kropla drazy skalę.

      1. Kto jest największym wrogiem marketu DRUGI MARKET Pamietacie co w zeszlym
      roku bylo z bonami towarowymi. Przeciez rozpaskudzenie REALA osiagnelo
      maksimum, zadnych upustow, kolejki pracownikow socjalnych by bony otrzymac w
      dzisiejszych czasach to wariactwo. Obecnosc innych marketow musi ucywilizowac
      nieco ten proceder a i ceny spadna

      2. Fakt, ze bedzie wiecej niz jeden market nie zmieni juz zbytnio sytuacji
      prywatnych sklepow - one pracuja w innej niszy ekologicznej. Albo kupuja u nich
      ci co lubia byc milo obsluzeni (zauwazylem, ze sprzedawcy w tych sklepikach
      zrobili sie znacznie milsi od czasu gdy jest Real) albo ci co obsesyjnie nie
      cierpia marketow, albo ci co nie maja samochodow, albo tez tacy jak moja zona,
      ktora musi kupowac cos trzy razy dziennie bo nie umie planowac w perspektywie
      przekraczajacej 4 godziny.

      3. Czy warunki pracy w malych sklepach prywatnych sa rzeczywiscie lepsze ???
      Swiatek, piatek i w niedziele widze w sklepiku obok ta samą dziewczyne (to nie
      jest wlascicielka) nie wiem ile zarabia ale nie zamienilbym sie z nia. I nawet
      krzesla nie ma.

      4. Moj brat jest wlascicielem malego sklepiku w Czestochowie - sklepik jest
      ciupenki, pracuje bardzo ciezko tylko z zona, ale wlasnie kupil nowa vectre a
      gdy w lecie cala rodzina zamykaja na miesiac sklep to albo Wlochy, albo
      Hiszpania. Nie jest tak zle. W czestochowie jest kilka marketow

      • Gość: Yahagi Re: Powolutku IP: *.kielce.cvx.ppp.tpnet.pl 28.09.02, 12:49
        Hehe... wiem, że napisałem tak dużo textu, że nie koniecznie wszystkim chce się
        to czytać. :) Ale dyskusja kręci się jakoś i pojawiają się argumenty inne
        niż ‘chcemy hipermarketu’.... i tyle.
        Tak naprawdę, to nie bardzo wychwyciłem, czym różnią się nasze metody ‘walki’ z
        hipermarketami. Wielokrotnie pisałem, że nie jestem przeciw, mam świadomość
        tego, że taki jest duch czasu i już... i nic na to nie poradzimy, choćbyśmy
        chcieli. Prezentujemy takie samo stanowisko w kwestii likwidacji wszelkich ulg,
        jakie wielkie sieci obecnie posiadają. To właśnie ten fakt na chwilę obecną
        powoduje, że nie można mówić o zdrowej konkurencji z małymi sklepikami. Ja bym
        dodał jakiś przepis zakładający jakieś’tam restrykcje dla sklepów
        wielkopowierzchniowych.... np. za handel towarami przeterminowanymi... albo
        błędy w ometkowaniu, czy ułożeniu towaru (no bo czemu nie ?!). Koszta takich
        błędów przenoszone są obecnie na pracowników, ale gdzieś jest tego granica.
        Egzekwowanie ich w nieskończoność na załodze nie będzie miało sensu; w
        końcu ‘blaszak’ przestanie szukać oszczędności kadrowych, bo bardziej będzie
        się opłacało zatrudnić nowych ludzi do pilnowania porządku w tych tematach, niż
        płacić kary. Gdybyśmy coś takiego egzekwowali, to PIH zatrudniłby pewnie nowych
        inspektorów (spokojnie... zarobiliby na siebie i na podatki do kasy
        miasta), ‘blaszak’ zatrudniłby kilka osób, które dbałyby o
        tzw. ‘niedopatrzenia’, a ja czy Ty nie musielibyśmy drżeć ze strachu w domu, że
        jogurt nie będzie się nadawał do spożycia, bo zapomnieliśmy na miejscu
        sprawdzić termin przydatności produktu. Kto na tym straci ? A no chyba nikt, a
        wręcz przeciwnie, bo PIH będzie płacił ‘wszystko’ w Kielczech, zatrudnieni
        pracownicy nie będą stać na Kolberga, a ja będę delektował się świeżym
        jogurtem, o wykłócaniu się z kasjerką przy kasie już nie wspominając. Pieniążki
        w większej mierze zostaną w Kielczech, a ja kupię towar lepszej jakości...
        Proste, nie ? Tylko nie wszyscy to dostrzegają; zazwyczaj koncentrują się
        jedynie na końcu własnego nosa....
        Nie mam gotowego projektu, ale warto również pomyśleć o zrównoważeniu
        mechanizmów, jakimi ‘blaszaki’ się posługują wobec producentów, a więc wszelkie
        opłaty ‘w-kupne’,’face-owe’,’upominkowe’... itd., czyli to wszystko co powoduje
        dysproporcje w handlu kupców i blaszaków. Ale to inny temat...
        W pełni zgadzam się ze zmuszaniem do aktywnego zaangażowania w infrastrukturę;
        należy takie instytucje bardzo konsekwentnie pilnować, aby coś z siebie dawały
        dla miasta. Proponuję następnemu ‘blaszakowi’ (temu hipotetycznemu – trzeciemu,
        bo zgadzam się, że konkurencją dla marketu jest następny market, tyle, żeby ich
        liczba była w granicach rozsądku, a nie: wszyscy, którzy są chętni) z marszu
        postawić warunki typu: najpierw korty - później ‘blaszak’ albo coś w ten deseń.
        Nie zgadzam się co do warunków pracy u prywaciarzy. Słyszałeś kiedyś, żeby
        prywaciarz proponował pampersy dziewczynie na kasie w święta ? Myślisz, że taka
        historia, jak zdarzyła się wrotkarce w Łodzi zaistniałaby w małym sklepiku ? W
        życiu, choćby z tej przyczyny, ‘kupczyk’ nie ma takich prawników. To są
        naprawdę całkiem inne realia pracy.
        Co do Vectry: gratuluję bratu, kobietka od majtek jeździ Saabem 9000... też
        chciałbym takim jeździć. Ciekawe, jak długo na taką Vectrę będzie musiała
        pracować kasjerka w REALu ? (że o Hiszpanii już nie wspomnę). No i tu też jest
        powód do zadumy dla tych, którzy uważają, że suma końcowa się zgadza, że
        budując market zamieniamy jedynie jedne miejsca pracy na inne, a ich liczba
        wcale się nie zmienia. Nie tylko ilość, ale również i ich jakość ma chyba
        znaczenie.

        • Gość: xxx Re: Powolutku IP: *.pgi.kielce.pl 28.09.02, 16:11
          Kasjerki w Realu nie można porównywać z właścicielką sklepu z majtkami
          Ten skrót myślowy jest zbyt głęboki i trąci mi czymś co mam nadzieję
          mineło 13 lat temu. Ale co do reszty pełna zgoda, marketów nie wolno
          zwalczać trzeba walczyć o ich cywilizowanie. I jeszcze raz podkreślam,
          to że mały handel zrobił się taki fajny to wynika również ze stymulującej roli
          marketów. To wszystko układa się w jakąś rozsądną całość. Masz rację gigasklepy
          osiągnęły już praktycznie maksimum oszczędności kadrowych. Mają dwa wyjścia
          albo upaść co jest raczej absurdalne albo pod wpływem odpowiednio dawkowanych
          bodźców (także konkurencji) ewoluować w pożądaną stronę.

          Ps Kupiłem w Realu mąke z robalami
          • Gość: Yahagi Drobny Plus IP: 2.3.STABLE* / 126.87.180.* 01.10.02, 13:49
            W przypadku gdy cena przy kasie jest wyższa niż cena podana na półce obok
            towaru - hipermarket zwraca klientom różnicę w cenie. Nie każdy jednak czyta
            sklepowe ulotki, a informacje te nie są np. podawane przez megafon.
            Od 19 października 2oo2 w marketach muszą być podane ceny towarów. Mówi o tym
            wyraźnie rozporządzenie ministra finansów z 10 czerwca 2002 r. w sprawie
            szczegółowych zasad uwidaczniania cen towarów i usług oraz sposobu oznaczania
            ceną towarów przeznaczonych do sprzedaży, które weszło w życie 19 lipca.
            Obowiązek oznaczania ceną towarów detalicznych przeznaczonych do sprzedaży
            wynika z nowej ustawy o cenach, która obowiązuje od 12 grudnia 2001 r.,
            rozporządzenie zaś precyzuje, jak sprzedawcy mają je podawać. Do 31 grudnia
            2003 r. nie na wszystkich towarach (lub na ich opakowaniach) sprzedawcy muszą
            umieszczać ceny. Dotyczy to m.in. towarów: o małych gabarytach, masowych,
            żywnościowych, sprzedawanych na sztuki, oferowanych w większych ilościach (np.
            glazura lub terakota); rozprowadzanych przez automaty; sadzonek roślin. Do tego
            czasu cenę można podać na etykietach (złączonych z towarem) lub w cennikach,
            katalogach, a także w Internecie.
            Obowiązek podania ceny towaru na każdej sztuce nie dotyczy towarów oznakowanych
            kodem kreskowym, ale wówczas na każde 50 m2. pow sklepu powinny przypadać dwa
            czytniki kodu połączone z drukarkami. Jeżeli jednak towar ma objętość ponad 5
            dm3 lub waży ponad 5 kg - również musi mieć podaną cenę.
            Czytnik będzie kosztował ok. 5-6 tys. zł (plus koszt drukarki). Właściciel
            sklepu osiedlowego o powierzchni 600 m2, na 24 czytniki będzie musiał wydać
            ponad 140 tys. zł! Hipermarket ma średnio 8-10 tys. m2. powierzchni, co
            oznacza, że koszt zakupu czytników dla jednego sklepu to ok. 2,4 mln zł.

            ... takie cos wyczytałem...
            • Gość: Yahagi Takie tam historie IP: 2.3.STABLE* / 126.87.180.* 01.10.02, 13:53
              Super Express
              04-06-2002
              Dopłacił do tej superpromocji
              Na półce masło kosztowało 1,79 zł, a w kasie już 2,69 zł.

              "- Ludzie myślą, że to są superpromocje. Przy artykule cena jest rzeczywiście
              niska. Dopiero kasie okazuje się, że towar kosztuje o kilka złotych więcej.
              Tysiące ludzi mogło zostać nabranych w ten sposób - oburza się Krzysztof
              Hauser, który do ostatnich zakupów dołożył 7 złotych."

              Czytelnik wybrał się do Carrefoura na Bemowie. Wkładając rzeczy do wózka
              patrzył na ceny. Szczególną uwagę zwracał na promocje niektórych artykułów. Z
              pełnym koszykiem mężczyzna poszedł do kasy.
              Tam zorientował się, że ceny niektórych produktów były wyższe od tych podanych
              na półkach.
              Poszek do prania według ceny wystawionej przy proszku powinien kosztować 11,99
              zł, a na monitorze kasy pojawiła się cena 14,99 zł. Wezwana pani działu
              obsługi klienta poprosiła o zgłoszenie się do nich z rachunkiem, wtedy zwrócą
              pieniądze.

              Mężczyzna jeszcze raz wszedł na salę sprawdzić z własnym rachunkiem ceny innych
              produktów.
              Okazało się, że więcej kosztowało także jajko z niespodzianką, jeden gatunek
              serka, a także zwykłe masło. W sumie na jednych zakupach nabrany został na
              siedem złotych.

              Przedstawiciele Carrefoura zarzekają się, że nie jest to działanie zamierzone.
              Agata Paszkowska, rzecznik prasowy Carrefoura, twierdzi, że nie robią tego
              specjalnie. Przyznaje, że jeden z pracowników, którzy przed otwarciem sklepu ze
              specjalnymi skanerami sprawdzają zgodność cen zaniedbał popełnił błąd.
              Zapewnia, że jeżeli ktoś zauważy różnicę cen, pieniądze zostaną mu zwrócone w
              dziale obsługi klienta.

              (fragmenty artykułu Angeliki Zdankiewicz - SE, 4.06.2002)


              Gazeta Wyborcza/Stołeczna/Supermarket
              07-06-2002
              Gorzki smak piwa Budweiser

              "Cena na półce nie zgadza się z ceną w kasie? To w hipermarketach zdarza się
              często. ofiarami są zazwyczaj klienci, nawet ci najbardziej uważni."

              Czytelnik robił 29 maja zakupy w Geancie w Jankach. Zauważył wielką planszę
              informującą o niesamowitej promocji piwa Budweiser - po 2,55 zł za butelkę. Do
              koszyka włożył 6 butelek. Przy kasie obserwował pracę kasjerki. Gdy przesunęła
              przed czytnikiem pierwszą butelkę piwa na monitorze kasy wyświetliła się cena
              2,70 zł. Redaktor Czytelnik nie dał za wygraną. Jednak rozmowa z kasjerką
              skończyła się zapłaceniem według ceny na monitorze kasy i odesłaniem klienta do
              punktu obsługi klienta.
              Tam, młody człowiek zły za obsorbowanie jego czasu domaganiem się tak
              niewielkiej sumy pieniędzy "właściwie na mnie nakrzyczał" - jak wspomina
              klient. Po 45 minutach dyskusji o obyczajach kupieckich, pieniądze zostały
              zwrócone.

              Lidia Deja, rzecznik prasowy Geanta, wyjaśniła GW, że promocja skończyła się
              dzień wcześniej, ale "niestety, plansza informująca o promocyjnej cenie nie
              została na czas zdjęta".

              Pani rzecznik poinformowała też, że aby zapobiec takim przypadkom, pracownicy
              codziennie kontrolują zgodność cen i wyraziła nadzieję, że Czytelnik nadal
              pozostanie klientem Geanta.

              • jarmush Re: Ja tez mam historie 01.10.02, 15:22
                Echo Nowej Slupi
                2002-09-31

                Szanowna Redakcjo!

                Poszedlem wczoraj do sklepu pana Zdzisia kupic wino marki
                Kocica, ale takiego nie bylo i sprzedawczyni w sklepie
                zaproponowala inne, ale chcialem wlasnie to. Wiec ja
                wyzwalem od takich jednych. Sprzedawczyni zawolala brata
                i ten mnie wykopal ze sklepu. Pisze, bo jestem oburzony
                takim zachowaniem. Przeciez jestem ich klientem i mam
                prawo robic co chce, a oni sa po to, zeby mnie obsluzyc!
                • ckdezerter Czemu nie płacą? 03.10.02, 08:14
                  Tyle mówimy tutaj o wolnym rynku i konkurencji. A czy ktoś wie dlaczego te
                  molochy nie płacą podatku dochodowego?
                  • Gość: Yahagi Re: Czemu nie płacą? IP: 2.3.STABLE* / 126.87.180.* 03.10.02, 08:23
                    Cóż.... mają ulgi. Nie płacą podatku, a więc mogą zaoszczędzone pieniążki na
                    coś przeznaczyć, np. na ceny dumpingowe :).

                    Nie wiem czy zauważuliście, ale gość z ostatniego mojego postu kupił 4 towary
                    ze staro-promocyjną ceną w ciągu jednej sesji. Pytanie brzmi: ile takich
                    towarów było na hali jednocześnie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka