lub jak ten problem rozwiązac?? poprpstu siadam psychicznie, chore dziecko
wymagajace czynnosci które ułatwiają funkcjonowanie, buntujace sie na kazdym
kroku. Mąż z kótrym jest różnie, jak w kołowrotku, ale jakos to ciągne choć
nie wiem jak długo, no i rodzice (moi) z kótrymi mieszkamy. Dla kórych jeden
jedyny temat jaki istenieje to mój mąż, ze on taki siaki, owaki, wiecznie mi
dogryzają, ale jak tłumacząze to dla mojego dobra, bo ja taka smutna chodze,
skryta, ze pewnie sie go boje, ale tak nie jest, smutna-owszem czasami to
normalne , u was napewno tez, i nie bede sie im tłumaczyc dlaczego, zamiast
rozmawiac ze mna na jakies inne tematy, o byle pierdołach, to nie tylko M i M
i nic wiecej, jak on to sie zachowuje, ze ma rodzine w d.......e, ze sie nie
usmiechnie, nieodezwie sie do nich, itp, a tak nie jest, oni wiecznie fochy
jakies maja, jak sie z chłopem powadze to pretensje maja do niego, auto sie
zepsuło (kóre i tak gruchotem juz byl)tez wina meża, ze teraz nie mozemy
dostac kredytu zeby inne kupic chociaz takie za 4-5tys tez wina męża bo sie
nie stara, moge wiele wymieniac, ale jemu nic nie powiedza, tylko mi trują, ja
mam tego juz serdecznie dosc, dzis niewytrzymałam i sie wydarłam na nich,
wyrzygałam im wszytsko, całe moje dziecinstwo,ze wiecznie przed oczy stawiali
mi osiagniecia innych, ze musze sie bardziej strac, ze wreszcie by zmienili
temat, ze ja sie was nie pytam o co wam posżłojak sie pokłucicie, to mi kazali
wypier........ stad do 2 mies, ale nie mamy sie za co wyprowadzic, inaczej juz
dawno by nas tu nie było. Ja mam swiadczenia na chore dziecko, maz tez nie
zarabia za duzo, (powod nie dostania kredytu) i 2 kredyty do spłacania,
psychicznie siadam, myslałam o wizytach u psychologa ale mnie nie stac na
takie mitigi (czy jak sie to nazywa), a wogole spotkania sa w takich porach
kiedy nie mam młodego z kim zostawic, a NFZ sie czeka dosc długo, no a poza
tym tak głupio sie otworzyc przed kims tak w 4 oczy, bo wogole od czego zaczac
gadke?, nie wiem juz co mam robic, czesto biore cos na uspokojenie (nie
alkochol), ale cos czuje ze jak do psych pojde to walnie mi antydepresanty a
to juz zle brzmi


co robic?