bj32
06.10.10, 11:38
Wracam Ci ja dzisiaj do domu o słusznej porze, zawadziwszy o bankomat, w którym zdiagnozowałam brak wpływu na konto, a w tramwaju podchodzi do mnie jakaś 3 - 4letnia romska dziewuszka i pyta, czy mam dla niej pieniążek, bo potrzebuje. Śliczna i oczy ma pełne łez, a zafajdanej rodzicielki nigdzie nie widać.
Szlag mnie trafił ciężki i mimo, że dzieciaka nie miałam chęci wypchnąć z tramwaju, bo [na razie] niczemu nie winien, to złe we mnie zakwitło bujnym kwieciem. Mieszka w miejscu, gdzie ich nie brakuje. Widzę, czym jeżdżą, widzę, w co się ubierają. Wiem, ze biorą świadczenia z MOPS, bo przecież kto by im kazał pracować? Ja nie mam najmarniej do jutra grosza, dobrze, że w lodówce jest coś więcej, niż światło, a ci mi tu jak nie smarkacza męczącego kota na akordeonie, to smutną dziewczynkę po pieniążka nasyłać!
I strasznie jestem ciekawa, czy wejdzie kiedyś prawo, ze żebractwo i włóczęgostwo będzie karalne. Albo czy ludzie nabiorą tyle rozsądku, żeby odmawiać tej złotówki tej sierotce, której matce nie chce się ruszyć dupy do roboty. Bo na razie przez taką właśnie daną złotówkę, przez inne takie to się banda leniwców utwierdza w przekonaniu, ze im się należy pomoc za nic i nawet jak jej nie potrzebują. Nie tylko Romowie. Rodzimi też. A "na rumuńską pandę" wyciągają miesięcznie więcej, niż niejeden uczciwie pracujący w kwartał zarobi:[
Jeszcze ostatecznie tych, pożal się Boże, muzyków z akordeonami jestem w stanie strawić, bo przynajmniej pozorują próbę robienia czegokolwiek. Ale takie "daj, bo daj"?
Grrrrrr