Dopiero Was znalazłam. Luz w pracy więc siedzę i czytam wszystko co
napisałyście

Zaciekawił mnie wątek o p.Edwardzie. Dokładnie nie doczytałam czy
ktoś był u niego i widział jego sytuację czy wszystko było
załatwiane wirtualnie ale jedna myśl mi do głowy przyszła:
W koło jest tyle potrzebujących ludzi a pomaga się tym gdzieś na
końcu Polski i do końca nie wie na co ta pomoc idzie. Mieszkam w
dużym mieście w okolicy jest pełno malych miasteczek, wiosek i
biednych rodzin. Wystarczy w jakiejś szkole popytać i wskażą.
Można pojechać i zawieść ubrania po swoich dzieciach (lub zrobic
zbiórke w pracy), zawieśc rózne produkty żywnościowe.
Można w biedniejszej dzielnicy w swoim mieście w jakiejś szkole
opłacać miesięczne obiady konkretnemu dziecku.
Tylko jakoś to pokolenie wirtualne woli kontaktować się przez net a
nie w realu. Na stronie www. mojego miasta są rozne fora. Jedno
opanowały młode mamy, fajnie piszą, dzielą się radami, czasem
sprzedają sobie wózki, wymieniają sie ubrankami. I kiedys jedna z
nich załozyła wątek pt "skąd jesteście". Posypały sie nazwy
dzielnic, potem ulice, potem prawie całe adresy i co się okazało? Że
one sie znaja z widzenia. Mieszkaja blisko siebie. Jedna pisze że
spaceruje z psem i wozkiem (i podaje charakterystyczny szczegół) A
druga zaczyna jej pisać że często widuje ten wózek i mamę
kasztanowłosą. I juz na jutro umawiaja sie na wspólny spacer.
Dziewczyny chodziły w te same miejsca na spacery, mieszkają dom obok
a nie potrafiły na spacerze zagadać.