alinaw1
26.01.04, 15:25
Chciałam podzieliś się refleksją. Właśnie przyleciałam z Sharm. Mieszkałam w
ślicznym hotelu, miałam piękną pogodę, luz, trochę popływałam, powłóczyłam
się, pojeździłam, porozglądałam... Ale to nie to!!!
Porównuję ten wyjazd z miesięcznym wojażem po Egipcie, jaki sobie
zorganizowałam parę lat temu (totalnie bez planów, rezerwacji, podłe
hoteliki, podły transport lokalny, przygody rodem z J. Bonda, bardzo aktywne
zwiedzanie, mnóstwo cudownych ludzi, cały stos niespodzianek, jakie niesie
los w podróżach globtroterskich etc). Tamto było o całe niebo (a właściwie 7
nieb) cudowniejsze niż wczasowisko w Sharmie. Oczywiście wszystko zależy od
emocji i pasji, a ja do ludzi zaliczających plażę, bar i dyskotekę nie
należę. I jakież inne rozmowy! Teraz ciągle słyszałam o kelnerze,albo
sprzątaczu, o rozmiarach lustra w pokoju albo schodkach do plaży...
Prawdziwy Egipt to nie Sharm! Ogarnia mnie nostalgia...