malgosia-t-13
30.05.10, 13:56
Po raz pierwszy i pierwszy z BP. Maj 2010.
Idealne miejsce na wakacyjny wypoczynek to dla mnie Grecja;
własnym samochodem, we własnym tempie, bez wcześniejszych
rezerwacji, gdzie mnie oczy poniosą...Ale do Egiptu trzeba było
inaczej. Założyłam, że ma to być wyjazd umożliwiający zwiedzenie
najważniejszych zabytków i podglądanie życia tambylców. A więc nie
pobyt za płotem 5-gwiazdkowego resortu z opcją all,tylko rejs po
Nilu i hotel z możliwoscią wyjścia do ichniej osady.Wybrałam Egipt w
przekroju z Alfa Star 4* z pobytem w Hurgadzie.
Jako,że boje się latać-decyzja o wpłaceniu zaliczki(koniec
stycznia) okupiona była kilkoma bezsennymi nocami,a katastrofa w
Smoleńsku i chmura pyłu dopełniły całościi...Okazało się jednak,że
przewoźnik Air Cairo to nie najgorsza firma;maszyna wyglądała
solidnie,a pilot,jak ktoś trafnie napisał,lądował z pewną gracją.Tak
więc sam przelot oceniam na plus.
Oferta Alfy prawie o połowę tańsza niż porównywalna np.
TUI.Uznałam, ze warto zaryzykować i ewent. różnicę wydać we własnym
zakresie.Może gdybym znała późniejsze opinie n/t zachowania biura po
wybuchu wulkanu wybrałabym inaczej, ale klamka zapadła.
I muszę uczciwie przyznać,że otrzymałam wszystko,za co zapłaciłam.
Ale mam świadomość, że to loteria i można trafić gorzej,jak np. inni
w tym samym czasie(inny statek,gorszy przewodnik,przylot do innego
miasta i ciąg dalszy podróży autokarem,skrócenie tygodniowej części
pobytu w wybranym miejscu do 3 dni itd.).
Wylatywałam z Wro w piątek o 14.15 (początkowo o 20.30) ale rejs
zaczął się od poniedziałku,mimo ,że Alfa zaznaczała,że rejs od
poniedziałku tylko w przypadku wylotów sobotnich.Tak więc część
pobytowa została podzielona.Pierwszy dzień pobytu,ze względu na
zaplanowane spotkanie z rezydentem,sprowadził się do penetrowania
najbliższej okolicy i plaży hotelowej.Nie dopłacając trafiliśmy do
Romy.Czasy świetności tego hotelu dawno minęły,trudno znaleźć rzecz
całą i nie uszkodzoną-od płytek w łazience zaczynając a na
wyszczerbionych kubkach w jadalni kończąc.Ale łożka były
wygodne,klima działała a chłopcy sprzątali codziennie.Jedzenie
teoretycznie w dużym wyborze ale powtarzające się paćki zupełnie bez
smaku;najeść się można ale przyjemności z tego żadnej.Podobne
potrawy w trochę większej ilości były na 5* statku.Najbardziej
dziwił mnie brak przyzwoitych owoców.Niedojrzałe,niesmaczne
bananki,arbuzy i melony,kwaśne pomarańcze,jabłka i brzoskwinie jak
dziko rosnące przy polskiej drodze.Dobre były tylko daktyle.Zaletą
hotelu było dla mnie położenie w centrm Sakali,nie musieliśmy
dojeżdżać żeby podziwiać miejscowy folklor.
I tu pierwsza lekcja uczestnika wyjazdu zorganizowanego: rezdent
to osoba,której zadaniem jest sprzedanie wycieczek fakultatywnych(a
także innych rzeczy,np.chętnie by pośredniczył w sprzedaży
mieszkania w Hurgadzie).Mimo wstępnych deklaracji nie odpowiada
na.sms.Właściwie mogłoby go nie być,nie jest do niczego
potrzebny.Uzbrojona w wiedzę forumową spokojnie słuchałam o
niebezpieczeństwach wynikających z kupowania wycieczek w lokalnych
biurach.
Żeby nie zmarnować kolejnego dnia wysłałam sms-ka do Soni
Czarneckiej z pytaniem o Giftun i snurkowanie.Poszło sprawnie,po
kilkunastu minutach byliśmy umówieni na wycieczkę za 25$,czyli
taniej o 10$/os niż w biurze.Busik zabrał nas spod hotelu i zawiózł
do portu,gdzie dostaliśmy maski i płetwy.Dwa razy po pół godz.
oglądaliśmy rafy,potem obiad i godzina na plaży.Ludzi mnóstwo ale to
jedno z niewielu miejsc,o którym mogę powiedzić piękne-szmaragdowa
czysta woda,biały piasek i wspaniały świat podwodny.Tą samą
wycieczkę powtórzyliśmy jeszcze raz po powrocie z rejsu.
Rejs po Nilu to niezaprzeczalnie największa atrakcja całego
wyjazdu.Trafiliśmy na przyzwoity statek Nil Quest; kabina wielkosci
pokoju hotelowego,czysto,a co najważniejsze-duże otwierane okno-
siedząc z drinkiem we własnym fotelu można było oglądać brzeg.
Przewodnik Hany miał dużą wiedzę,był pomocny,organizował wszystko
bardzo sprawnie,dobrze mówił po polsku.A że po tygodniowym kontakcie
z nim mieliśmy szansę zostać muzułmaninami,że prowadził nas
do „najlepszych” sklepów z
alabastrem,perfumami,papirusem,przyprawami-to moja druga lekcja;
bardzo wskazane zachowanie asertywne.Zwiedziliśmy wszystko co było
zaplanowane,dodatkowo Abu Simbel z przewodnikiem 70$ i we własnym
zakresie świątynię w Luksorze 50 funtów.Wioska nubijska (25 funtów)
to kicz dla turystów, ale warto ze względu na możliwość podziwiania
przyrody żywej i martwej w rejonie pierwszej katarakty.Na obiecaną
kąpiel w Nilu nie starczyło czasu bo ważniejsze były zakupy na
miejscowym straganie.cdn.