Dodaj do ulubionych

Trochę inna bajka (nurkowa) czyli safari w Egipcie

27.09.12, 16:26
Tym razem organizowałam na „łapu capu”, na totalnie wariackich papierach na nieco ponad tydzień przed wyjazdem. Jak to zwykle bywa w takich przypadkach, po egzaminie w końcu sierpnia, początek września jakoś mi się jeszcze względnie, siłą rozpędu i resztek adrenaliny toczył, po czym znienacka obudziłam się pewnego piękno poranka z dziwnym uczuciem. Wentyl. Tak, wyciągnięty z spuszczony do cna. Dętka. Kicha. Zdechł pies. Muszę wziąć parę dni urlopu, bo długo nie pociągnę.

Telefon do szefa, nie jest zachwycony moim pomysłem, ale w końcu wyraża zgodę. Jedna przeszkoda pokonana. Początkowy trop: Marsa, plaża i nicnierobienie z przerwą na nurki. Nuda. Nie, poszukam safari. Znajduję dwa pasujące terminy na tanienurkowanie.pl. Pierwsza próba i skucha, nie ma już wolnych miejsc na Infinity. Próba druga – Afrodyta, podobna trasa - północno-wrakowa. Wstępna rezerwacja założona, ale za chwilę mail – proszę czekać, nie wiadomo czy będzie miejsce dla kobiety… Grrr. Po paru godzinach oczekiwania – jeeest! Udało się przemeblować rozłożenie kajut tak, żeby znalazło się dla mnie miejsce. Przy okazji dowiaduję się, że ekipa na safari to ludzie z Polski. OK, nie trzeba będzie gimnastykować języka non stop. Wpłata potwierdzenie i teraz pozostaje tylko odliczanie czasu do wylotu.

Tak na marginesie: żeby wybrać się na safari, wcale nie trzeba nurkować. Zawsze można pojechać np. jako osoba towarzysząca i np. snurkować, jeśli się da (na tej trasie w większości wypadków - były odpowiednie miejsca).

Dzień wylotu (piątek)

Lecę z czarterem Alfy, wynalazek o nazwie Small Planet. Opinie w sieci średniociekawe, ale to na szczęście tylko 4 godziny. Wylot wg planu 18.50, oby nie było poślizgu.

W czwartek wieczorem klamoty zapakowane, zamknięte, aparaty w pogotowiu, koty chodzą nafukane bo już widzą, co się święci. Będą się odobrażać przez cały kolejny tydzień po moim powrocie.

W piątek rano na parę godzin do pracy, „pozamiatać” bieżące sprawy i wio na lotnisko. Odbiór biletu ze stanowiska Alfy, szybka odprawa, oczywiście na security musieli mi wszystko rozbebeszyć, kazali wyjąć nie tylko iPada, ale też oba aparaty, lampę błyskową i automat. Nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu, naprawdę.

Wylot punktualny, w samolocie przeraźliwie ciasno, cwaniaki za „drobną” dopłatą (kilkadziesiąt zł od łebka w jedną stronę) można dostać pierwszy rząd albo miejsca w środku przy wyjściach awaryjnych – tam jest więcej miejsca na nogi. Ja siedzę w 25 rzędzie przy oknie, wygodny kącik, da się przeżyć, blisko wyjścia. W czasie lotu dwa razy płatny serwis.

Hurgada o 23 wita nas lekkim wietrzykiem i całkiem przyjemną temperaturą. Nie ma skwaru, choć w terminalu jak zwykle jest duszno. Szybki zakup wizy, okienko paszportowe i już czekam na torbę. W końcu jest. Wychodzę rozglądając się za jakimś śladem znaku Afrodyty. Nie ma. Za to jest grupka ludzi przy wejściu, już zafajkowanych i tonących w kłębach siwego dymu, którzy ewidentnie wyglądają na nurasów. Trafiony – zatopiony. To moi towarzysze „niedoli” na najbliższy tydzień. Czekamy jeszcze dłuższą chwilę i w końcu pojawia się Magdi, jak się okazuje, jeden z naszych przewodników nurkowych w nadchodzącym tygodniu. Zbieramy klamoty i ładujemy się do autokaru. Po jakimś kwadransie docieramy do nowej mariny (koło dyskoteki Papa’s), podjeżdżamy po pirsie pod samą łódź. Szybki rozładunek, od razu każdy wywala do skrzynki ekwipunek, wybieramy sobie miejsca i butle, które będą nam służyć w czasie safari. Na tydzień żegnamy się z butami, które wędrują do skrzynki. Małe zamieszanie z numerami kajut i w końcu każdy jest już na swoim miejscu. Okazuje się, że oprócz 11 nurasów z płockiego Moby Dicka, plus 3 dodatkowych osób z PL (w tym ja) będzie z nami jeszcze płynęła siódemka Czechów, którzy dotrą na łódź ok. 6 rano. Ergo: nici z 4 nurków w sobotę, rannego nie da się zrobić, bo przed śniadaniem nie wyjdziemy z portu. Idziemy spać.
Obserwuj wątek
    • miriam_73 Dzień drugi. 27.09.12, 16:32
      Coś dzwoni. Aha, śniadanie, więc walą w dzwonek pokładowy. Na sąsiednim łóżku ktoś śpi, pewnie Czesi dotarli i poszli spać.
      Wrzucam cokolwiek na siebie i na śniadanie. Repertuar co dnia niezmienny – tosty, bułeczki, wędlina, ser, naleśniki, ewentualnie gotowane na twardo jajka plus można poprosić o omlet, sadzone lub jajecznicę. Dżemik, miód, masło, soki no i kawa. Rozpuszczalna, brrr. Naturalna kosztuje 2 EUR. Tak w ogóle to safari jest monotonne ;-): nurkowanie, jedzenie, spanie. I tak w kółko. Przez tydzień.

      Jemy bez pospiechu śniadanie, potem maszyny w ruch i wypływamy w morze na pierwsze nurkowisko, żeby w szczególności zrobić check dive.

      Łodzie safari są, zależnie od standardu, lepiej lub gorzej wyposażonymi pływającymi mini hotelikami. Na Afrodycie są 3 pokłady plus sun deck. Na dolnym są kajuty dwuosobowe z mikrołazienkami (ciasno, prysznic w czasie pracy zalewa też toaletę ;-), ale jest ciepła odsalana woda, więc da się żyć. Łóżka wąskie, ale dosyć wygodne, nieduża lodóweczka, szafka na ciuchy, kontakty, klima – czego chcieć więcej? Poziom zero to salon z wydzieloną jadalnią na 24 osoby, wszystko klimatyzowane, plus kajuty dziobowe. Na zewnątrz pokład mokry, gdzie znajduje się nasz sprzęt i kompresor. Wyżej kajuty i zewnętrzna strefa do leżenia, picia itp. rekreacji, plus „leżanki” na dziobie.. Na górze – sun deck i miejsce sterowe.
      W czasie safari mamy oczywiście pełne wyżywienie, które oznacza śniadania codziennie w podobnej kompozycji oraz lunch i kolację, a także, ok. 17-18 snacki. Napoje bezalkoholowe w cenie, za piwo i wino trzeba płacić. Na czas rejsu obrót bezgotówkowy, tzn. odhaczamy konsumpcję na specjalnej liście wiszącej w jadalni nad lodówką z piwem. Rozliczenie dopiero przed samym powrotem do Hurgady.

      Dzwonek. Pierwszy briefing. Magdi, zwany Madzią, jeden z naszych dwóch przewodników przedstawia ekipę, opowiada o łodzi itp., dalej zaś przechodzimy do kwestii nurkowań. Pierwszy nurek dzisiaj na powietrzu, kto chce nitrox to od kolejnego oznacza flaszkę i chłopcy będą bić odpowiednią mieszankę. Odrabiamy papierologię, oddajemy plastiki i przechodzimy do omówienia pierwszego nura. Będziemy nurkować w czterech grupkach, jedna polska kursowa, bo Robert robi advance’a ze swoimi podopiecznymi, druga mieszana polsko-czeska grupka z Abudem, trzecia, w tym ja z Magdim, który będzie moim buddy i czwarta - Czesi we własnym gronie. Omawiamy kolejność wejścia do wody, plan, czas, głębokość i idziemy się wreszcie ubierać.
      Wciągam pianke do połowy i już wiem, że lekko nie będzie bo słońce skwarzy, a prawie nie ma wiatru. Gooooooooooorąco. Idę w ślady kolegów i tak jak stoję wskakuje do wody. Uff, duża ulga. Woda jest bajecznie ciepła, komputer pokazuje mi 29 stopni.
      • miriam_73 Re: Dzień drugi. 28.09.12, 10:19
        Jak się okazuje cumujemy na Shaab El Erg. W kształcie przypomina podkowę i podobno bywają tutaj dzikie delfiny. Niestety nie tym razem. Jest to jeden z miejscowych "domów delfinów" i spora szansa na butlonosy w naturze. Nam jednak szczęście nie dopisało.
        Wreszcie w wodzie! Wyważamy się, drobne korekty z balastem, tu odjąć, tam dołożyć i zjeżdżamy w dół. Nurek raczej płytki, pod 15 metrów, widoczność jest niezła mimo piaszczystego dna. Płyniemy kanałem nad ogród koralowy. Imponujące korale stołowe, włóczą się duże nadymi a na nasłonecznionym dnie wylegują płaszczki.

        Po powrocie na Afrodytę sprawdzamy czy wszyscy są i chłopcy dzwonią na lunch, choć jeszcze nie ma 12. Siadamy do jedzenia a po skończonym posiłku kotwica w górę i ruszamy w kierunku pierwszych wraków. Na horyzoncie widać Shadwan, co jest sygnałem, że jesteśmy w pobliżu Abu Nuhas.

        Rafa leży na szlaku biegnącym w kierunku Kanału Sueskiego i sporo statków skończyło swoją podróż właśnie w tym miejscu.

        Sprawdzamy zawartość flaszek i.... zonk. U mnie miał być 32% nitrox a pomiar pokazuje mi 26%. U niektórych podobnie. Za chwilę zagadka się wyjaśnia - część z nas kończyła pierwszego nurka ze sporym zapasem ( u mnie było prawie 100 barów), a chłopcy nie spuścili resztek, tylko dobili nitrox. No i się trochę "rozcieńczyło". W następnych dniach już bardzo tego pilnują i jak trzeba spuszczają pozostałości.
        Zaczynamy przygodę wrakową od statku, co do którego, nie bardzo wiem, co to było. Magdy podał nazwę Seastar, ale wg tego co znalazłam na sieci, to ta łajba leży w tej chwili na prawie 90 metrach i nie ma w niej żadnego cargo. Tymczasem byliśmy płytko, do 25 metrów i buszowaliśmy po ładowniach pełnych glazury. Oznaczałoby to, że albo Madzi się coś pomerdało i że byliśmy na Chrisouli, bo ewidentnie wszędzie było pełno paczek z płytkami, mam nawet na fotkach pięknie widoczne tłoczenie "Made in Italy", albo jest jeszcze jakiś inny wrak o tej nazwie i też ma na pokładzie płytki. Opływamy wrak zarówno z zewnątrz jak i w środku.
        Po powrocie na łódź przemieszczamy się na punkt docelowy do nocowania, po chwili wjeżdżają snacki (mini pizze ;-)) więc do kolacji nie zginiemy. Większość wylega na pokład słoneczny i suszy się w późnym słońcu. Czekamy na zmierzch i trzecie, ostatnie dziś nurkowanie.
        Jest całkiem ciekawie. Rafa może nie oszałamia, ale sporo życia, zaraz na dobry wieczór wywija nam hiszpańska tancerka, włóczą się nadymki, pierwszy raz z bliska obserwuje wielką koronę cierniową.

        Kolacja, trochę siedzę na powietrzu, w końcu mnie zmula i idę spać. Pobudka ma być o... 5.45. W końcu to wakacje.
        • miriam_73 Dzień trzeci 28.09.12, 11:19
          Ha, to mogła nie być Chrisoula, lecz Marcus, który też wiózł płytki i zatonął 3 lata po "Krasuli". Znalazłam z necie zdjęcia, które są "toczka w toczkę" zbieżne z tym co widzieliśmy i co sama mam na fotach. Niemiecki, poszedł na dno w 1976 r., głębokość maksymalna w granicach 30 m. Podobno przez lata statki były mylone tzn utożsamiano je ze sobą, ale są to dwa różne wraki (dla zainteresowanych tekst: www.aquatours.com/wrecks/marcus.htm )

          W każdym razie trzeciego dnia o 5.45 podrywa nas dzwonek i łupanie do drzwi. Wszyscy chętni na porannego nura wloką się do salonu na briefing. Magdy wyświetla plan wraku (to ma być tym razem właśnie Chrisoula). Ponieważ jest prąd, będziemy w obie strony iść po linie opustowej. Dopływamy zodiakiem do miejsca "zrzutu". Widoczność jest średnia, a na dodatek mamy problem z czeskimi koleżankami. Ponieważ koledzy wczoraj zabalowali, to większość Czechów nie nurkuje i dwie dziewczyny dołączają do naszej szóstki. Niestety panie chyba nie rozumieją co to znaczy pływać ze swoim partnerem i że w wąskich miejscach nie na leży się na siłę na pierwszego wpieprzać, na dodatek jeszcze na maksa wachlując płetwami. Zamiast mieć fun z nurka, każdy z nas musi uważać żeby nie oberwać płetwą i cofnąć się na czas przed naporem koleżanek nurczyń. Ja nie jestem w stanie trzymać się blisko mojego partnera, bo zostałabym stratowana. Po nurku jesteśmy wszyscy zmęczeni, wkurzeni i Magdy zostaje uprzejmie poproszony o dwie rzeczy (i) rozmowę z Martinem, żeby przeprowadził koleżankom stosowny instruktaż dotyczący zachowań pod wodą oraz (ii) nigdy więcej dołączania koleżanek do naszej grupy (w dalszej części safari z paniami męczyli się nasi koledzy i Abud ;-)

          Po śniadaniu chwilę odpoczywamy i nasz następny cel nurkowy zostaje omówiony przez Madzię. Tym razem płyniemy na Ghiannis D, japoński 100-metrowy frachtowiec, który przed swoim ostatnim rejsem pływał pod banderą grecką. Wrak leży dosyć płytko, maksymalnie schodzimy na 21-22 m, opływamy do z zewnątrz i trochę w środku, pływa dużo kolorowej drobicy. Wokół wraku porozrzucane drewno - pozostałość cargo, które statek wiózł. Dużo ładnych miękkich korali. Bardzo charakterystyczny kwadratowy dźwig pokładowy nad sterówką widać w pełnej okazałości.

          Pęka mi mocowanie szkła w masce po lewej stronie. Zalewa jak diabli. Po powrocie na pokład maska wędruje do śmieci, dobrze, że mam zapasową. Lunch.

          Na popołudniowy strzał idzie Carnatic, wrak który zatonął jeszcze w XIX w. i wiózł m. in. butelki z winem, których resztki nadal można w ładowniach obejrzeć. Wrak jest pięknie obrośnięty, wszędzie krążą ławice glass fishes, duże stadka batfishy, w zakamarkach chowają się krokodyle i potężna płaszczka szara. Wrak jest smukły, bardzo kolorowy i robi ogromne wrażenie. Z żalem wracamy na pokład.

          Po przekąskach i odpoczynku cumujemy na nocleg przy rafach Shaab Abu Mahmud i w tym miejscu robimy nurkowanie nocne. Znowu mamy szczęście do sporej liczby zwierzaków. Stonefishe co rusz, naprawdę trzeba uważać, czy to ryba czy kamień. Są wielkie, grube, ciężkie i baaaardzo brzydkie ;-) Oprócz tego potężne mureny, piękna duża ośmiornica, która najpierw się kryguje, zmienia kolorki, kuli się i "rozcapierza", by w końcu siłą odrzutowca zwiać w bezpieczne miejsce. Krążą też mątwy i dużo innych stworzonek.
          Po takiej ilości wrażeń szybko kolacja i lulu.
    • ezmd99 Re: Trochę inna bajka (nurkowa) czyli safari w Eg 27.09.12, 19:47
      Czekamy na dalszy ciąg :)
      • miriam_73 Re: Trochę inna bajka (nurkowa) czyli safari w Eg 27.09.12, 20:35
        Ciąg dalszy nastąpi - muszę sięgnąć do log booka ;-)
    • irhana Re: Trochę inna bajka (nurkowa) czyli safari w Eg 28.09.12, 00:44
      Fajny tytuł :)) i jak zawsze super się czyta. Może kiedyś dzięki takim opisom wreszcie się zdecyduję na tą "inną bajkę" :))
    • miriam_73 Dzień czwarty 28.09.12, 11:48
      Zaczynamy o 6 rano od Dunravena. To brytyjski parowiec, który zatonął jeszcze w XIX w. Widać wybrzeże Synaju. Opływamy wrak, także trochę w środku i potem płyniemy wzdłuż ściany rafy. Parokrotnie kręci się obok nas młody, ciekawski napoleon. Przyjemny poranek; po godzince przyjemnie jest usiąść nad talerzem naleśników. Po śniadaniu przemieszczamy się nad Thistlegorma.
      Niestety jest sporo łodzi safari, dopływają też dzienne np. z Sharm. Decydujemy się na pierwszy rekonesans na zewnątrz od strony "ogona", oglądamy też paczki z amunicją. Na dole mocno ciągnie, widoczność nie jest zła ale też nie powala. Płyniemy blisko dna, chowając się przed prądem. W obie strony idziemy po linie, żeby się nie rozproszyć. Dookoła pływają grupki batfishy, snappery, jacki. I duże stada nurków.

      Po lunchu chwila oddechu i wracamy na wrak, tym razem mamy w planie część ładowni. Zaczynamy od węglowni, gdzie nadal jest mnóstwo paliwa, potem przepływamy do pomieszczeń z samochodami, ponownie też oglądamy pakiety amunicji, opony i inne elementy ładunku. Stan wraku się pogarsza, to widać gołym okiem. Pamiętam, jak wyglądały niektóre pojazdy 4 lata temu. Niestety wszystko się sypie. Wszędzie, każdą dziurą i szparą sączą się bąble powietrza, jest bardzo wielu nurków, niestety nie wszyscy trzymają pływalność, czy starają się nie dotykać części wraku. To wszystko nie wpływa dobrze na jego zachowanie.
      Wracam na odpoczynek, łapiemy resztki popołudniowego słońca i zasięg internetowy ;-) przez chwile pokładowe wifi działa, ale strasznie powoli się ciągnie.
      Magdy robi błąd i goni nas na nocnego nurka jeszcze przed kolacją. Pod wodą m-a-s-a-k-r-a. Ruch jak na Marszałkowskiej w godzinach szczytu, wszyscy pływają we wszystkich możliwych kierunkach, co rusz ktoś wali lampą po oczach, trzeba uważać, żeby nie dostać pletwa. Raz o mały włos nie tracę maski, za chwilę inny "zdolniacha" nadpływający nie-wiadomo-skąd (nagle pojawił się nad nami i przed nami...) rozpina mi pas... Dobrze, że mam balast w kieszeniach, zintegrowany, bo mogłoby być nieśmiesznie. Jednego z kolegów jego buddy zdążył złapać, jak mu wytrącili 4 kg z jednej kieszeni... Niefajnie. Czesi najpierw zjedli kolację i poszli pływać po 21 - podobno było zupełnie pusto.
      Spać.
      • miriam_73 Kolejne dni 28.09.12, 16:30
        Przed snem robimy małą burzę mózgów z Madzią i dochodzimy do wniosku, że przy tej widoczności zrobimy tylko jeszcze porannego nurka na Thistlegormie i spływamy stamtąd. Niestety Rosalie Moller jest niedostępna więc raczej skupimy się już na rafach.

        Pobudka o 6, briefing i wchodzimy do wody. Prąd jest znacznie słabszy niż wczoraj, ale widoczność nieszczególna. Opływamy wnętrza 4 sekcji a następnie cały pokład kotwicowy i dziób. Spokojnie, bez pośpiechu. Po powrocie i śniadaniu odczepiamy się i płyniemy dalej, na kolejne nurkowisko.

        Tym razem celem jest Kingston. Spory wrak, też z XIX wieku, w kiepskim stanie, ale przepięknie obrośnięty koralami. Potem płyniemy wzdłuż rafy, przez spory kawałek towarzyszy nam niewielki młody żółwik, który koniecznie chce capnąć oktopus Madzi. Włóczą się też przy nas dwa spore napoleony. Poza tym piękny koralowy ogród, sporo kolorków. Płytko, długo, ciepło.

        Po lunchu przemieszczamy się miejsce zwane Syul Shagira i kolejny spacerek na rafie, sporo po drodze błazenków, które oczywiście zajadle bronią swoich gniazdek w anemonach, znowu przygląda się nam napoleon.

        Wreszcie, późnym popołudniem przepływamy i cumujemy na Umm Gamar. Tu będziemy nocować. Po przekąskach i zachodzie słońca idziemy na nocne nurkowanie. Płyniemy wzdłuż ściany rafy - jest dużo miękkich korali, wrażenie robią olbrzymie rozłożyste gorgonie.
        Kolacja i spać.

        Rano jak zwykle wczesna pobudka i mały nurek przed śniadaniem. Już na początku okazuje się że dokładnie pod łodzią jest nieduży pinakl gdzie siedzą dwie wielkie mureny. Widzimy je jeszcze w kilku innych miejscach. Znowu kręci się napoleon. Poza tym dużo kolorowej rafowej drobnicy. Madzia głaszcze jedną z muren i nawet bierze ją na ręce. Chyba musi być do tego przyzwyczajona bo zachowuje się spokojnie, nie szczerzy się a wypuszczona z objęć po prosu spokojnie wraca do swojej norki.

        Po śniadaniu zmieniamy lokalizację i cumujemy przy Wschodnim Fanous (Torfa Fanous). Rafa tworzy naturalną piaszczystą lagunę, kolor wody jest powalający, sporo łodzi ze snorklerami. Madzi na szczęście dobrze zna teren i przez lagunę płyniemy do pinakli i tam do koralowego ogrodu. Koralowce nie są może jakieś powalające, ale dużo rybek, płytko i ciepło. Chłopakom się pomerdały kierunki i całego nurka miotali się nad piaskiem... Klęli potem równo.

        Zmieniamy miejscówkę na Shaab Sabina, znowu jest sporo snukujących, ale da się przeżyć. Rafka na wschód od WIelkiego Giftunu. Ładne, kolorowe nurkowisko, dużo rozmaitych twardych korali, masa błazenków w rozmaitych anemonach, znowu sporo muren, które nawet dosyć cierpliwie pozują do zdjęć.

        Rezygnujemy z El Minii, bo wizura jest ponoć bardzo kiepska, zostaniemy do końca na rafach.

        Przed kolacją przemieszczamy się pod Mały Giftun, w okolice Polsce Station i tam cumujemy na noc. Nocny nurek tańczymy z hiszpańską tancerką, krokodylami, Red Sea walkfishem paroma potężnymi stone fishami i mnóstwem drobiazgu. Co rusz jakieś ślimaczki, czy inne krewetki.

        Ostatni wieczór na morzu kończy się kolacją z potężnym straszliwie słodkim tortem. Niektórzy skończyli wieczór o świcie ;-)
    • miriam_73 Końcówka 28.09.12, 17:06
      Skutkiem celebrowania ostatniej nocy na morzu są liczne poranne absencje na nurkowaniu przed śniadaniem. Przed nami już tylko 2 nurkowania, bo trzeba odpocząć przed piątkowym wylotem. Po wieczornym nurku pospuszczaliśmy resztki z butli i z rana mamy powietrze, bo plan jest taki aby pójść dosyć głęboko.
      Na pierwszy ogień idzie nurkowisko na wysokości Police Station przy Małym Giftunie. Ok. Oficjalnie byliśmy na czterdziestce ;-), nieoficjalnie głębiej, ale ciiiiii.... Powiem tylko tyle, że głębokość dla samej głębokości zupełnie mnie nie kręci, natomiast jeśli jest coś fajnego do obejrzenia, to fajnie jest móc zejść głębiej. Musze o tym pomyśleć :)
      Przepłynęliśmy coś w rodzaju mini kanionu, w ławicach glassfishy, potem jeszcze zajrzeliśmy do jaskinki i wzdłuż ściany rafy wróciliśmy na łódź.
      Kończymy nurki w Akwarium, czyli na Gota Abu Ramada. Odczekujemy gdy łodzie z dziennymi i snorklerzy wracają na łodzie na lunch i dopiero wtedy idziemy do wody. Trzymamy się płytko, dookoła ławice ryb, gorgonie, piękne twarde korale, znowu mureny (tym razem taka "ślicznotka" pogłaskać się Madzi pozwoliła, ale na ręce nie dała się wziąć, od razu próbowała kąsać). Siedzieliśmy w wodzie prawie półtorej godziny i żal było wychodzić.
      Wszystkie nurkowe rzeczy lądują na górnym pokładzie do suszenia, opróżniamy skrzynki.
      Po lunchu odczepiamy się i płyniemy do Hurgady. Dopływamy jeszcze za dnia, słonce jeszcze całkiem wysoko, korzystamy z tego żeby złapać jeszcze trochę opalenizny.
      Kolacja o 18, rozliczamy się też z napojów, flaszek 15 l, tipów itd. i o 19 złazimy na stały ląd. Buuuuuuuuuuuja, jak diabli. Wychodzimy z mariny, koledzy znajdują jakiegoś misia z busikiem i za 30 funtów od całości jedziemy pod Sea Gulla. Część z nas od razu wędruje do kawiarni-sziszarni po lewej stronie (stojąc twarzą do hotelu), w bramie, zamawiamy fajki, kawę, doki itp. i "rotacyjnie" wyskakujemy po zakupy, pamiątki i inne podobne rzeczy. Ok 22 łapiemy busik powrotny. Zanoszę zakupy do kajuty i schodzę jeszcze do mariny pstryknąć kilka zdjęć. Amatorzy Papa's wracają, ja jeszcze idę na sok cytrynowy, kończy się na dodatkowo małej pizzy i jeszcze jednej sziszy ;-)
      Niektórzy urzędują na pokładzie do białego rana.
      W dniu wylotu śniadanie mamy o ludzkiej porze czyli o 8, pakowanie klamotów i 0 11 podjeżdża po nas autokar.Czesi jadą z nami, z tym, że my wysiadamy przy lotnisku a oni na jeden dzień do któregoś z hoteli. Jesteśmy na odlotach zanim jeszcze zwieziono hotele, więc kolejka do odprawy szybko mija, mają tolerancję wagową do 3 kg, samolot ma być punktualnie. Lunch, spacerek po duty free. Znajduję wśród książek i kupuję pięknie wydany przewodnik nurkowy po południu Egiptu - St John's, Fury Shoal, Brothers, Dedalus, morskie okolice Marsa. Super sprawa, tylko cena zbójecka (32 euro, aua...) Będzie jak znalazł na kolejne safari (inszallah!). Odlatujemy do Polski wg planu, w Warszawie jesteśmy przed czasem. Nawet nie jest bardzo zimno, futrzasty komitet powitalny odobraża się natychmiast i nie daje mi żyć do późnego wieczora.

      Kilka kwestii praktycznych:

      Jeśli ktoś nurkuje, a niekoniecznie ma ochotę siedzieć w jednym miejscu to safari jest świetnym rozwiązaniem. Tras jest dużo, jest w czym wybierać. Oczywiście nie ma obowiązku nurkowania za każdym razem ;-) Jest zawsze okazja obejrzeć to, co często stacjonarnie jest niedostępne (dot. zwłaszcza Południa).
      Trzeba się liczyć z tym, że parę euro pójdzie dodatkowo na tipy, ewentualnie na np. flaszkę 15 l., można dopożyczyć sprzęt, ale jest to także dosyć kosztowne. Przy niektórych trasach trzeba sprawdzić wysokość dodatkowych opłat parkowych (bywają znaczne!). Biorąc pod uwagę ewentualną sumę kosztu przelotu, hotelu i pakietu stacjonarnego (z dopłatą do wszelkich "extras" np. dodatkowych nurkowań dziennych czy nocnych), safari nie jest wcale drogim rozwiązaniem. Ceny są zróżnicowane, zależą m. in. od standardu łodzi.
      • imka.allegro Re: Końcówka 28.09.12, 23:28
        Miriam, dziękuję że Ci się chciało. Mimo że temat zupełnie mi obcy, to przeczytałam z wielką przyjemnością :)
        Powinnaś dołączyć mały wokabularzyk dla niekumatych: litości, co to wizura i dlaczego tak a nie inaczej? :)

        • dana_n Re: Końcówka 29.09.12, 00:54
          imka.allegro napisała:

          > Miriam, dziękuję że Ci się chciało. Mimo że temat zupełnie mi obcy, to przeczyt
          > ałam z wielką przyjemnością :)
          > Powinnaś dołączyć mały wokabularzyk dla niekumatych: litości, co to wizura i dl
          > aczego tak a nie inaczej? :)
          >

          Wiesz co to "wokabularzyk", a nie możesz skojarzyć co to "wizura"??? Chyba naprawdę niekumata... ;-)
        • kasia_p45 Re: Końcówka 29.09.12, 08:58
          Ta wizura to chyba przejrzystość wody? Widzialność w wodzie? Tak przynajmniej mi sie wydaje ale moge sie mylić bo sie na tym nie znam :P :)
        • miriam_73 Re: Końcówka 29.09.12, 12:53
          wizura = widoczność pod wodą
      • niiktos Re: Końcówka 29.09.12, 08:06
        miriam_73 napisała:

        > ... Ceny są zróżnicowane, zależą m. in. od standardu łodzi.
        No i ucielas zanim zaczelo byc ciekawie ;)
        Wlasnie ceny - jak cenowo wyglada taki caly wyjazd?
      • kasia_p45 Re: Końcówka 29.09.12, 08:55
        Wow.. przeczytałam na bezdechu. Fajny film by z tego wyszedł :)))
      • irhana Re: Końcówka 30.09.12, 15:04
        Jak zawsze czytało się super, jeszcze kilka takich relacji i może zacznę myśleć o nurkowaniu :)))
        • aska1_cz Re: Końcówka 01.10.12, 13:06
          przeczytałam jednym tchem,
          Miriam- Ty książki pisz! :-))

          Myslałam,ze wybierasz sie na safari z Avalon-em :-)
          pozdrówki
          • miriam_73 Re: Końcówka 01.10.12, 14:50
            Wybieram się, o ile uda się bilety kupić na samolot... Bo z tym jest problem.
    • brolka35 Re: Trochę inna bajka (nurkowa) czyli safari w Eg 08.11.12, 18:22
      To prawda czyta siě super i wciąż mi mało.
      • miriam_73 Re: Trochę inna bajka (nurkowa) czyli safari w Eg 08.11.12, 19:20
        :))) właśnie kończę następne safari, w tej chwili cumujemy na Abu Dabbab 2-3, widać w oddali Solymara, jutro wchodzimy, nocujemy w Abu Dabbab Lodge i w sobotę do domu. Dzisiaj przez pól dnia, na 3 nurach bawilismy się w "gryzionego berka" ;-) krążyły cały czas 3 longimanusy, każdy powyżej 3 m. Sliczne.
        • dariusznow Re: Trochę inna bajka (nurkowa) czyli safari w Eg 09.11.12, 14:49
          kurde, żarty sobie chyba robisz....
          Kazdy kto nurał w tych okolicach spotkał coś ciekawego z zębami
          A ja po raz drugi na St Jonsach i nawet szarego ogona :(

          Ponoć we wrześniu za ciepła woda, ale z tego co pisalaś to teraz też ok 30C

          Wpierw Asia fimikiem mi ciśnienie podniosła, a teraz pewnie Twoje fotki sie pojawią

          Na drugi rok se kupie dmuchanego rekinka i fotki porobie
          • x20xev Re: Trochę inna bajka (nurkowa) czyli safari w Eg 10.11.12, 00:25
            No nic do dodania miriam. Rewelacyjna opowieść. Marzę o takiej wyprawie... Może kiedyś...
          • miriam_73 Re: Trochę inna bajka (nurkowa) czyli safari w Eg 10.11.12, 19:19
            Hehehe... ;-) Fart. Mieliśmy longimanusy dwa razy, z powierzchni i potem w toni na Dedalusie, a potem 3 siersciuchy i z góry i pod woda na Elphinie. W sumie mieliśmy zrobić tylko dwa nury tam i przenieść się dalej, ale zostaliśmy na trzeciegoi dopiero na nocne poplynelusmy na Abu Dabbab 2. Wszystko fajnie, tylko jak jesteś pod woda i takie 3-4 metrowe bydle na ciebie płynie, a ty masz jeszcze 15 minut na deco do odstania. Pełne gacie.;-)
            • miriam_73 Foto... :) 21.11.12, 14:24
              Trochę fotek z ostatniego safari (Dedalus - Rocky - Zabargad - Elphinstone) wrzuciłam w profil:
              www.facebook.com/media/set/?set=a.4959592714121.2194491.1428143577&type=3
              www.facebook.com/media/set/?set=a.4959865920951.2194502.1428143577&type=3
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka