Dodaj do ulubionych

Jestem rezydentka!

30.08.05, 14:22
Witam
Jestem rezydentka i pracuje w Egipcie. Nie bede podawala biura podrozy gdyz
nie chce zostac posadzona o reklame...
Otoz jestem przerazona jak czytam niektore wypowiedzi na temat naszej pracy.
Nie wiem czego WY oczekujecie od nas? Ze bedziemy nianczyc kazdego z
osobna??? A czy ktos pomyslal ze my mamy pod opieka nawet kilkaset osob?
Wszyscy umiecie tylko nagadywac na nas, ale sprobowac jakos zrozumiec to juz
nikt nie potrafi! Mam 26 lat i bardzo lubie swoja prace, podchodze do niej
bardzo powaznie i zawsze sie staram aby turysci byli bardzo zadowoleni,
niestety i tak spotykam tzw. pseudoturystow ktorzy potrafia sie przyczepic o
byle co! Niektorzy maja nawet do mnie pretensje ze jedzenie na stolowce jest
niesmaczne jakbym to ja je robila, ze do pokoju wchodza jakies robaki i tak
dalej i tak dalej. Mozna by wymieniac bez konca. A jaki ja mam na to wplyw???
Owszem sa sprawy ktore nalezy kierowac do mnie no, ale zeby miec pretensje do
rezydenta o to ze kucharz nie trafil w czyjs gust! To juz jest chore...
Pragne tez zwrocic wszystkim uwage co sa tacy niezadowoleni z tego ze
proponujemy wycieczki fakultatywne z naszego biura. Otoz spotkalam sie juz z
wieloma opiniami. Niektorzy nie dadza mi skonczyc mowic bo zaraz slysze ze
wciskam kit i ze w lokalnych biurach mozna kupic te same wycieczki o wiele
taniej. I tak jest, zgadzam sie ze z lokalnego biura jest TANIEJ!!! Ale czy
tak trudno zrozumiec ze czescia naszej pracy jest namawianie do wycieczek z
naszych biur podrozy??? Tak mamy nakazane przez pracodawce, zrob wszystko aby
jak najwiecej osob kupowalo wycieczki u nas bo inaczej koniec z praca...i Tak
tez robimy. Czy my kogos do tego zmuszany??? Nie, chce to niech jedzie a jak
nie chce to niech nie jedzie. Ale na poczatku ja musze tak wszystko
koloryzowac aby jak najwiecej osob sie zdecydowalo.Taka nasza rola, nic na to
nie poradze. To chyba jednak nie powod zeby zraraz miec do nas pretensje???
Przyjezdzacie na wakacje i zamiast sie cieszyc to wiekszosc sie czepia.
Rozumiem jak ktos jest niezadowolony bo faktycznie biuro zawinilo albo ja.
Wtedy nie ma sprawy, ale zeby sie czepiac o kazda pie.. na ktora my nie
mamy zadnego wplywu??? To juz jest przesada!
Przemyslcie to wszystko i zrozumcie wreszcie ze my tam nie jedzimy
wypoczywac! W hotelu w ktorym mieszkam nawet nie bylam na plazy!Nie mam
zwyczajnie czasu. Jezdze po sto razy na te same wycieczki, przyjmuje nowych
gosci i tak w kolko. Odpoczynku praktycznie nie mam. Ale lubie ta prace. Nie
lubie tylko turystow ktorzy wiecznie na cos narzekaja. Pragne tez przypomniec
ze my tez jestesmy ludzmi i moga nam sie zdazyc pomylki.Nikt nie jest
nieomylny
Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • Gość: Grzesiek Re: Jestem rezydentka! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.08.05, 14:43
      Wspaniale! I to jest to! Rozumiem i wypowiadałem się na ten temat! Ale pamiętaj
      o jednej rzeczy: zazwyczaj nikt nie widzi naszych zasług, a wszyscy widzą nasze
      winy, podobnie nikt nie powie o STU rezydentach wykonujących dobrze swoją
      pracę, a każdy zauważy TEGO JEDNEGO, który (być może ze zmęczenia) popsuje Wam
      opinię!!!
      Pozdrawiam i sukcesów w pracy życzę! Sam pracuję z ludźmi i wiem co to znaczy!
      Moja kobieta też, tyle że ona dobre zachowanie w pracy odreagowuje w domu, a to
      mi się podoba trochę mniej......
    • pc_maniac Re: Jestem rezydentka! 30.08.05, 14:48
      Cieszę się, ze zabrałaś głos w dyskusji, choć szkoda, że nie w jakimś wątku,
      który pracy rezydentów dotyczył.

      Należę również do grupy osób, którym rezydent tak naprawdę do szczęścia
      potrzebny jest wyłącznie by mnie dowieźć do hotelu z lotniska (choć pewnie i z
      tym bym sobie poradził) i odwieźć go na lotnisko (j.w.).

      Więc o niańczeniu, w moim przypadku mowy być nie może.
      Ale (zawsze jest jakieś ale) niestety nie podzielam Twojego optymizmu co do
      podejścia rezydentów do swojej profesji, a to z kilku względów:

      1. Jeśli SAM REZYDENT wyznacza swoje godziny dyżurów i permementnie na te
      dyżury nie przychodzi to mozna tu spokojnie mówić o olewaniu swoich obowiazków,
      bo nawet jeśli zdarzyłoby się to raz, góra dwa, ale notorycznie?!

      2. Jeśli wycieczka wybiera się na objazdówkę i kilka osób zostaje "zapomnianych
      w hotelach i nie zabranych przez autokar, to logicznym jest zadzwionienie do
      rezydenta i zapytanie się co jest grane, bez względu na to czy rezydent jest w
      tym momencie w koszuli nocnej, czy też na piwku ze znajomymi. I jeśli rezydent
      odpowiada, że to nie jego sprawa, bo nie on jest na dyżurze w tym momencie (nie
      powiadamiając nawet tych osób do kogo mają się zwrócić) to już nieporozumienie
      graniczące z bezczelnością.

      3. Jeśli rezydenci swoją pracę traktują wyłącznie przez pryzmat sprzedaży
      wycieczek fakultatywnych, a resztę czasu traktują jako permementne unikanie
      kontaktu z turystami to jak to nazwać? Wielokrotnie byliśmy świadkami, że nie
      było możliwości dodzwonienia się do rezydentów pod podane na tablicy
      informacyjnej numery, gdyż komórki mieli wyłączone. To jest to idealna okazja
      do szukania problemów, bo jak niby ma się z rezydentem skontaktować osoba,
      która uległa wypadkowi, rozchorowała się, zgubiła się, czy nawet została
      okradziona? GOŁĘBIEM POCZTOWYM?????????

      A przypadki przeze mnie opisane są normą, gdyż występują wśród rezydentów
      wszystkich biur. Właśnie taka sytuacja, gdzie 4 osobowa rodzina nie została
      zabrana na rejs i czekała 3 godziny na autokar, który nie podjechał pod hotel
      się zdarzyła. Podobnie wyglądała sytuacja, gdzie jedna z osób poważnie
      skaleczyła się o jeżowca, ale próby dodzwonienia się do rezydentów (nawet
      konkurencyjnego BP nie przyniosóy rezultatu.
      Może jakiś pomór był wśród nich czy co?!

      NMa diabła komuś świstek ubezpieczenia, jeśli chory czy ranny ma sam walczyć o
      swoje niezbyte prawa w obcym kraju, bo rezydenci są do wyższych celów (czyt.
      sprzedawanie fakultetów).

      Nie mówię, że nie zdarzają się wyjątki. Ale, cóż, kilka razy byłem w Egipcie i
      nie trafiłem jak na razie na rezydenta, który wywiązywałby się choćby z tego co
      sam sobie narzucił (choćby te nieszczęsne dyżury).
      • Gość: ada Re: Jestem rezydentka! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.08.05, 09:48
        Mnie tez osobiście niańczenie ze strony rezydenta nie jest potrzebne , nawet
        nie byłam na żadnym spotkaniu bo uważałam że szkoda mojego czasu.Przecież to
        nie kolonia. Ale trochę zdziwiła mnie sytuacja kiedy to po zakończonym turnusie
        podczas przyjazdu na lotnisko zbrakło nam dwóch wczasowiczów, no i cały autokar
        wracał pod hotel aby ich zabrać .Tak szczerze powiem że trochę mnie zdziwił ten
        brak frasobliwości.
        • corrina_f1 Re: Jestem rezydentka! 31.08.05, 11:01
          Gość: ada 31.08.2005 09:48 + odpowiedz

          >>Ale trochę zdziwiła mnie sytuacja kiedy to po zakończonym turnusie
          >>podczas przyjazdu na lotnisko zbrakło nam dwóch wczasowiczów, no i cały
          >>autokar wracał pod hotel aby ich zabrać .Tak szczerze powiem że trochę mnie
          >>zdziwił ten brak frasobliwości.

          No to raczej mimo wszystko mieli szczęście że po nich wróciliście, moim zdaniem
          niefrasobliwością byłoby zostawienie ich w hotelu..
          I tak dobrze, że wracaliście po ludzi, nasz autokar w Sharm będąc już prawie
          pod samym lotniskiem wracał do oddalonego najbardziej hotelu po... kurtkę
          turystki, która ją zostawiła w swojej szafie. Wracaliśmy po nią wszyscy... :-/
    • Gość: Trap-er Re: Jestem rezydentka! IP: *.icm.edu.pl / *.icm.edu.pl 30.08.05, 14:56
      Witam, mam małą prośbę. Czy możesz napisać w jakich sprawach turyści powinni
      się zwracać o pomoc do rezydentów. Niesmaczne jedzenie to oczywiście nie wasza
      sprawa ale czy np. rezydent może pomóc przy cieknącej wodzie w łazience lub
      uszkodzonej klimatyzacji?
      • corrada Re: Jestem rezydentka! 30.08.05, 14:59
        Gość portalu: Trap-er napisał(a):
        czy np. rezydent może pomóc przy cieknącej wodzie w łazience lub
        > uszkodzonej klimatyzacji?
        No nie... normalnie brak mi słów. Czy jak zabraknie Ci papieru toaletowego to
        też będziesz dzwonić do rezydenta??? Takie sprawy załatwia się z obsługą
        hotelową.
      • pc_maniac Re: Jestem rezydentka! 30.08.05, 15:00
        Gość portalu: Trap-er napisał(a):

        > Witam, mam małą prośbę. Czy możesz napisać w jakich sprawach turyści powinni
        > się zwracać o pomoc do rezydentów. Niesmaczne jedzenie to oczywiście nie
        wasza
        > sprawa ale czy np. rezydent może pomóc przy cieknącej wodzie w łazience lub
        > uszkodzonej klimatyzacji?


        Wydaje mi się, ze oba podane przez Ciebie przypadki powinny być zgłaszane do
        obsługi hotelowej, nie zaś do rezydenta. Dopiero po wykorzystaniu tej drogi,a
        braku rekacji ze strony obsługi hotelowej możnaby spróbować poprosić o
        interwencję rezydenta, że hotel odmówił usunięcia problemu.

        Inaczej wszystkie awarie hotelowe musiałyby być doglądane przez rezydentów, a
        to już byłoby paranoją, biorąc pod uwagę, że 1 rezydent ma pod swoją opieką
        często kilkanaście hoteli.
        • Gość: aga_wa Re: Jestem rezydentka! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.08.05, 15:06
          hmm i tu wlasnie sie zastanawiam nad dwojaka interpretacją.
          niektorzy nie znaja jezyka poza swoim-ojczystym-np polskim lub wloskim:-))))
          (oni w tym przodują)
          wiec rezydent jest jakby ich "tłumaczem" bo w umowie nie ma zapisane
          ze "turysta musi wladac językiem obcym i umiec sie dogadac"
          tłumaczono mi ze rezydent jest wyslannikiem biura, opiekunem -ma tlumaczyc i
          pomagac -wiec cieknacy kran tez powinien opisac w recepcji-pytanie tylko czy
          wytrzymamy z tym kranem do dyzuru rezydenta....
          z praktyki zauwazylam ze rezyden "g...o" ma do powiedziena i to turysta moze
          cóś wyegzekwowac:-)


        • Gość: Trap-er Re: Jestem rezydentka! IP: *.icm.edu.pl / *.icm.edu.pl 30.08.05, 15:21
          Pc-maniacu i corrado macie rację że takie sprawy jak awarie wyposażenia pokoju
          najlepiej zalatwiac z obslugą hotelową. Ja tez w taki sposób te sprawy
          zalatwiam. Ale co w sytuacji gdy ktoś nie potrafi po angielsku powiedziec o
          awarii. Czy jednak w takich sysuacjach rezydent nie powinien również pomagać?
          Ponawiam prośbę do rezydentki aby spróbowała napisać w jakich sprawach można
          się do niej zwracać. Co własciwie oprócz tranferu i sprzedaży wycieczek robi
          rezydent.
        • Gość: Barbara Re: Jestem rezydentka! IP: *.citykom.de 31.08.05, 13:36
          moi kochani rezydenci!!
          doskonale rozumiem wasze probleby i wasza prace ale kazdy wie jaka prace
          wykonuje i powinien wiedziec jakie sa warunki i co do niego nalezy .Osobiscie
          uwazam ze rezydent musi wiedziec o wszyskich problemach takze o niesmacznym
          jedzeniu poniewaz kucharz musi takze wiedziec czy goscie sa zadowoleni
          czasem ,nikt "niestety niemoze w obcym kraju nazucac menu " to waszym
          obowiazkiem jest fitbeck dawac poszczegulnym grupom pracy ,to waszym
          obowiazkiem jest zaineresowac sie czy goscie maja takie warunki jakie wy im
          obiecaliscie" klijent placi i wymaga" to wy sami mowicie ze jest pelna opieka
          prosze sie o nic niemartwic nikt nieche mieszkac w zagrzybialym pomieszczeniu
          albo z niefunkcjonujaca klimatyzacja za ktora zaplacil . Pozniej trzeba sie
          zastanowic jak pomoc takiej osobie zeby mogla wypoczac jak najlepiej ,moze sa
          gosicie ktorzy niechca sie skarzyc osobiscie i potrzebuja waszej pomocy a moze
          i bariera jezykowa to powoduje......niepisze poto zeby was krytykowac to
          nieoto chodzi ale czasem trzeba sie zastanowic nad problemami turystow i dac
          hotelom do zrozumienia ze musza oni cos zmienic kazdy popelnia bledy to mozna
          takze zrozumiec ale klijenta trzeba traktowac rownomiernie przed zaplaceniem
          jak î po
          • epwa1 Re: Jestem rezydentka! 31.08.05, 14:06
            "moi kochani rezydenci!!
            doskonale rozumiem wasze probleby i wasza prace ale kazdy wie jaka prace
            wykonuje i powinien wiedziec jakie sa warunki i co do niego nalezy .Osobiscie
            uwazam ze rezydent musi wiedziec o wszyskich problemach takze o niesmacznym
            jedzeniu poniewaz kucharz musi takze wiedziec czy goscie sa zadowoleni
            czasem ,nikt "niestety niemoze w obcym kraju nazucac menu " to waszym
            obowiazkiem jest fitbeck dawac poszczegulnym grupom pracy ,to waszym
            obowiazkiem jest zaineresowac sie czy goscie maja takie warunki jakie wy im
            obiecaliscie" klijent placi i wymaga" to wy sami mowicie ze jest pelna opieka
            prosze sie o nic niemartwic nikt nieche mieszkac w zagrzybialym pomieszczeniu
            albo z niefunkcjonujaca klimatyzacja za ktora zaplacil . Pozniej trzeba sie
            zastanowic jak pomoc takiej osobie zeby mogla wypoczac jak najlepiej ,moze sa
            gosicie ktorzy niechca sie skarzyc osobiscie i potrzebuja waszej pomocy a moze
            i bariera jezykowa to powoduje......niepisze poto zeby was krytykowac to
            nieoto chodzi ale czasem trzeba sie zastanowic nad problemami turystow i dac
            hotelom do zrozumienia ze musza oni cos zmienic kazdy popelnia bledy to mozna
            takze zrozumiec ale klijenta trzeba traktowac rownomiernie przed zaplaceniem
            jak î po"

            Witam
            O przepraszam, w pewnych sprawach ktore napisalas stanowczo sie z Toba nie
            zgadzam. Po pierwsze-jedzenie. Wedlug Ciebie jezeli przyszedlby do mnie turysta
            i zaczal narzekac ze nie smakuje mu jedzenie to ja mam Twoim zdaniem isc do
            kucharza i powiedziec mu ze ma zmienic cale manu bo komus to jedzenie nie
            odpowida??? Przepraszam, ale to juz chyba troche zbyt wiele.

            "to waszym
            > obowiazkiem jest zaineresowac sie czy goscie maja takie warunki jakie wy im
            > obiecaliscie"

            Wy? To znaczy kto? Bo my na pewno nikomu nic nie obiecujemy! Obiecuje biuro
            podrozy a my przedstawiamy tylko aktualna sytuacje! Owszem interesuje sie tym
            czy goscie maja godne warunki, ale nie sposob porozmawiac z kazdym! Zawsze
            mowie gosciom na pierwszym spotkaniu ze w razie jakis problemow moga sie zwrac
            o pomoc. Ale przeciez nie bede za kazdym biegala i pytala sie czy wszystko gra!
            Przeciez wtedy w jednym hotelu zeszlo by mi kilka godzin. Sa przeciez visiting
            ours podczas ktorych mozna zglaszac wszystkie problemy, wtedy kazdy moze
            zglosic problem. Tylko sa pewne rzeczy na ktore my nie mamy wplywu. Naszym
            obowiazkiem jest przede wszystkim to aby dopilnowac czy dostali panstwo to za
            co zaplacili! A w jaki sposob ja moge pomoc komus komu jedzenie nie odpowiada???
            Zawsze sie staramy (przynajmniej w moim przypadku) sie pomoc w kazdej sytuacji,
            ale sa rzeczy na ktore nie mamy najmniejszego wplywu. I to musicie zrozumiec.
            Przytocze taka jedna sytuacje. Jakis miesiac temu pod jednym z hoteli zaczeto
            klasc nowy asfalt. Nie bede klamac, bylo przez to glosno nawet w srodku hotelu.
            Nagle klienci zaczeli do mnie przychodzic i miec do MNIE pretensje ze to mial
            byc cichy i spokojny hotel idealny dla klientow lubiacych spokoj! Zachowywali
            sie tak jakby ta sytuacja zalezala odemnie! A jaki ja na to mialam wplyw???Co,
            mam powiedziec im zeby sie wynosili??? Wlasnie o takie sytuacje mi chodzi!
            Niektorzy maja pretensje o rzeczy na ktore my nie mamy wplywu, ZADNEGO! Prosze
            rozrozniac sprawy w ktorych mozemy pomoc i takie ktore totalnie od nas nie
            zaleza! To tak jakby w Lipcu w Egipcie zrobilo sie zimno i nagle zaczal padac
            snieg! Recze ze mnostwo klientow by do mnie przylecialo z pretensjami ze
            zaplacili za pobyt w cieplym kraju...ZALOSNE!
            • Gość: Loorien Re: Jestem rezydentka! IP: *.clubnet.pl 01.09.05, 14:50
              Uważam że twoja postawa jest fatalna - wogóle nie identyfikujesz się z biurem
              podróży w którym pracujesz, moze ci mało płacą nieważne. Twoim obowiązekiem jak
              i całego biura jest dopilnować aby turysci zastali to się im obiecywało w
              biurze. Jeśli nagle w hotelu jest głośno i hotel nie dopilnował standardów to
              przecież biuro podróży ma umowę z hotelem - niech egzekwuje zmianę warunków na
              takie jakie były obiecane. Przeciez zawsze można żądać odszkodowania od hotelu
              a potem zaoferawać takowe turystom. Problem w tym że polskie biura podróży
              oszukują dobrze wiedzą co oferują i zwyczajnie wypierają się odpowiedzialności
      • Gość: Lusia Re: Jestem rezydentka! IP: *.szczecin.mm.pl 30.08.05, 15:20
        Byłam kilka razy w Egipcie .Zdażyło mi się ,że 2 razy w ważnych dla mnie
        sprawach musiałam prosić o pomoc rezydentów.Byłam zdziwiona życzliwością i
        właściwym podejściem do sprawy \na forum czytałam różne teksty\ .Ale były też
        wpadki .Notoryczne spóżnianie się na spotkania ,to prawie reguła,brak
        łaczności.Zawarłam umowę na nurkowanie pod warunkiem że instruktor będzie
        polskojęzyczny,instruktor był tylko,że posługiwał się angielskim.Nie było
        przeprosin.A wystarczył telefon i kilka słów wyjaśnienia ,lub propozycja zmiany
        terminu.
        • corrina_f1 Re: Jestem rezydentka! 30.08.05, 15:48
          • Re: Jestem rezydentka! IP: *.szczecin.mm.pl
          Gość: Lusia 30.08.2005 15:20 + odpowiedz
          >>Notoryczne spóżnianie się na spotkania ,to prawie reguła,brak
          >>łaczności.

          Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, ale poza Twoim hotelem, rezydent ma "pod
          sobą" jeszcze conajmniej kilka innych. Każdego dnia dyżur w kilku róznych.
          Wyobraź sobie sytuację, kiedy nagle w pierwszym hotelu jest np 5 spraw do
          załatwienia, każda wymaga określonego czasu i okazuje się że jeszcze na minutę
          przed wyjściem rezydenta przybiega jeszcze jeden turysta z problemem. Czy
          rezydent powie wtedy : sory gościu, ale wychodzę, bo mój dyżur skończył się 10
          sekund temu ??
          Zostanie (przynajmniej powinien) w hotelu i do dońca załatwi wszystkie 6 spraw.
          W drugim hotelu, choć ma już w nim 10 minut opóźnienia, na razie na nieg nie
          krzyczą, w końcu w Egipcie 10 min to jakby 10 sekund, czyli nic. Ale sytuacja
          się powtarza i jest kolejnych 5 problemów (te liczby to oczywiście przykład) i
          znów się przedłuża. Tych turystów na pewno nie obchodzi, że już w następnym
          hotelu czekają na niego następni. Podobnie jak tych następnych to, że w
          poprzednim hotelu się przedłużyło. Jeśli jednego dnia rezydent ma
          do "obskoczenia" 10 takich hoteli, to chyba łatwo obliczyć, jakie obsuwy
          czasowe się pojawiają.
          Oczywiście dobrze jest, jeśli rezydent zadzwoni nawet w drodze do danego hotelu
          i poinformuje, że się spóźni. Ja akurat często się z takimi sytuacjami
          spotykałam.

          Aha, i jeszcze jedno.Specyfika pracy w kraju, jakim jest Egipt, jest naprawdę
          CAŁKOWICIE INNA niż np w Polsce. Ale tego chyba tłumaczyć już nie trzeba.
          Rezydent nie zawsze ma do dyspozycji swój samochód (mówiąc szczerze, ja bym się
          nawet nie podejmowała prowadzić, gdyby dawali mi tam auto!), często zależny
          jest więc od innych kierowców, a jak wiadomo kierowcom egipskim raczej nigdzie
          się nie spieszy....
    • epwa1 Re: Jestem rezydentka! 30.08.05, 15:26
      Mozna sie do nas zwracac o pomoc w kazdej sprawie w ktorej jestesmy w stanie
      pomoc. Co do cieknacego kranu najpierw trzeba zglosic takowy problem do obslugi
      hotelowej a jezeli z ich strony nie bedzie zadnej reakcji to wtedy z checia
      pomozemy :) Jezeli ktos np. nie moze sie dogadac z obsluga hotelu bo nie zna na
      przyklad j.angielskiego to wtedy tez moze sie zwrocic do nas o pomoc. Mialam
      juz takie przypadki i zawsze wtedy sluzylam pomoca. Jednak w takich sprawach
      najpierw trzeba w miare mozliwosci probowac pomocy samemu a dopiero kiedy nie
      daje to rezulatow prosic nas o pomoc. Chodzi mi o wspolprace miedzy nami
      rezydentami a wami-turystami. Naprawde nie lubie wchozic w konflikty z
      turystami i staram sie tego unikac jak ognia.
      Pozdrawiam
      • Gość: Trap-er Re: Jestem rezydentka! IP: *.icm.edu.pl / *.icm.edu.pl 30.08.05, 15:39
        Dzięki, o to mi właśnie chodzi żeby wyjaśniać wszystkim turystom, i tym co po
        raz pierwszy i któryś tam z kolei, czego się moga spodziewać, w jakim zakresie
        liczyć na pomoc i na ile powinni spróbować samemu. Może warto by było aby biura
        w Polsce sprzedając wycieczki również inforomowały o roli rezydentów:
        opiekunowie ale jako przedstawiciele biura a nie opiekunowie - nianie.
        Proszę się jednak nie dziwić, że wielu będzie sie do Panio zwracało z dziwnymi
        problemami, czy nawet żądaniami bo turysta tak to widzi: Pani jest
        przedstawicielką biura, w którym kupiło się wczasy, więc Pani odpowiada za
        wszystko zło co wydarzyło się na tych wczasach.
        Jakby udało się z innymi rezydentami sformułować bardziej szczegółową listę
        problemów do rozwiazania przez rezydentów (poważniejszych niz przykładowy kran)
        to proszę opublikować na forum.
        Pozdrawiam i życzę wytrwałości w pracy.
        • obser Re: Jestem rezydentka! 30.08.05, 15:53
          Witam.
          Dorzucę króciutko.Pies pogrzebany jest w tym-cytat " A czy ktos pomyslal ze my
          mamy pod opieka nawet kilkaset osob?".BP z oszczędności ograniczają liczbę
          rezydentów.Jak byłem w Tabie na kilkanaście osób mieliśmy rezydenta 24h na
          dobę.Jak mu powiedziałem,że miałem w pokoju kłopoty z kanalizacją,ale sobie z
          pokojowym szybko załatwiłem,to prawie mnie zrugał i powiedział,że on od tego
          jest tu i ja mam nic nie załatwiać.Ale jak rezydent ma kilkaset osób ......
          Pozdrawiam
          • epwa1 Re: Jestem rezydentka! 30.08.05, 16:07
            Dokladnie tak jest z ta iloscia turystow pod opieka. Czesto mam ich ponad 200
            wiec nawet nie kojarze nikogo po twarzy.
            A wracajac do notorycznych spoznien ktore niektorzy zarzucaja nam. Otoz
            corrina_f1 bardzo dobrze zauwazyla. Dyzury w hotelach sa ustalane w pewnej
            kolejnosci. To znaczy zaczynam w jednym hotelu o jednej godzinie a w nastepnym
            tez jest juz podana godzina. I jezeli wszystko szlo by szybko no na spotkanie
            zawsze bysmy zdazali. Ale tak to jest ze czasami trzeba "posiedziec" w jednym
            hotelu odpowienio dluzej. Gdyz np. wielu turystow ma wiele problemow. Przeciez
            nie powiem nikomu ze mu nie pomoge bo sie spiesze? W koncu od tego sa visiting
            ours.I tak do drugiego hotelu przyjezdzam juz z opoznieniem i tutaj tez okazuje
            sie ze wszystko sie przedluza wiec w trzecim hotelu mam jeszcze wieksze
            opoznienie.I tak w ostatnim hotelu opoznienie moze siegac w najgorszych
            przypadkach kilku godzin.Oczywiscie wtedy staram sie zadzwonic i powiadomic
            turystow o zaistanialej sytuacji. I nikt nie robi tego specjalnie. Czy wy
            naprawde myslicie ze te opznienia sa wynikiem tego ze rezydent zasiedzial sie
            na plazy???
            Strasznie mi jest przykro jak czytam takie opinie i takie stwierdzenia gdyz
            jest to nieprawda! Prosze zrozumiec ze nie mamy na glowie jednego hotelu, ale o
            wiele wiecej.
            Pozdrawiam
            • Gość: eva2412 Re: Jestem rezydentka! IP: *.nat.renicom.pl 30.08.05, 17:01
              Każdy, kto ma "zawodowe " kontakty z ludźmi, wie jak to jest. Ile razy mnie
              złoszczą, tyle razy tłumaczę sobie,że sama wybrałam ten zawód /nie jestem
              rezydentem/ i muszę ponosić tego konsekwencje. I dlatego rozumiem Cię, ale z
              jednym wyjątkiem. Piszesz " zrozumcie my tam nie jedziemy wypoczywać....".
              Może źle to odebrałam, ale zabrzmiało to tak jakby praca rezydenta była karą.
              A swoją drogą to jak będąc na jednej wycieczce z biurem X turysta może pisać,
              że wszyscy rezydenci tego biura są beznadziejni?
              Pozdrawiam i życzę dużo cierpliwośći.
    • pam_pa_ram_pam Czas pracy Polaka a czas pracy Niemca lub Angola.. 30.08.05, 17:41
      Cały problem leży w bilansie czasu pracy Polaka (w przeciwieństwie do czasu
      pracy pracownika "zachodniego". Nie jestem rezydentem w biurze podróży, tylko
      architektem, ale obserwuję to samo. Jak profesjonalne biuro (czy to projektowe,
      czy podróży - nieważne) chce zrealizować jakiś projekt, to określa liczbę
      przewidzianych do zatrudnienia osób i minima kwalifikacyjne. W Polsce oblicza
      się to na 12 godzinny dzień pracy, 7 dni w tygodniu i nie przewiduje się
      urlopów, zwolnień chorobowych i wszelkich nieprzewidywalnych szczegółowo, acz z
      pewnością MUSZĄCYCH wystąpić trudności. W profesjonalnej zachodniej firmie
      uwzględnia się wszystko w ramach Risk Managmentu określając, co się może
      przytrafić z jakim prawdopodobieństwem i ile osób trzeba mieć w odwodzie (wtedy
      już zakładając pracę po 12 godzin 7 dni w tygodniu), żeby projekt pomimo
      wszystko zrealizować. I dopiero z takiej analizy wychodzi - ile ludzi potrzeba.
      Na ogół wynika z tego, że jeśli wszystko jest ok i nie ma żadnych trudności, to
      każdy pracuje 6-7 godzin dziennie.
      Efekt - jak tylko cos się staje w Polskiej organizacji, to przez 48 godzin
      jeszcze jakoś to się trzyma, bo tyle człowiek może pracować bez snu i jedzenia,
      ale potem następuje PRZEPIĘKNA KATASTROFA (to juz cytat z "Greka Zorby").
      • Gość: wloch19821 Re: Czas pracy Polaka a czas pracy Niemca lub Ang IP: *.elblag.dialog.net.pl 30.08.05, 18:12
        Cześć.czy byś mi mogła polecić kogoś lub jak inaczej załapać się na chociaż
        staż pilocki lub rezydencki.Ja już naprawdę długo szukam.Proszę odpisz na mój e-
        meil:eurostudent@wp.pl.pozdrawiam
      • Gość: Była turystka Do p. Maniac'a i do p. Pam-pa-ram-pa IP: 217.153.164.* 31.08.05, 23:28
        Tak, Chłopy macie rację! Obecnie w Polsce jest tak, że jeden pracuje za trzech,
        a dwóch szlifuje bruk.... Dlatego Biura podróży mają ZA MAŁO rezydentów, a
        rezydenci są bardzo trudno osiągalni. Jest to forma oszczędności, ale skutkuje
        właśnie takimi awanturami na forum. Uważam, że rezydent Z WŁASNEJ INICJATYWY
        powinien częściej interesować się turystami w podległym sobie hotelu. Nie
        powinien unikać załatwiania spraw RÓŻNEGO rodzaju (owszem, czasem nawet z
        jakością jedzenia związanych), a na umówione spotkania powinien stawiać się
        punktualnie. Powinien być osiągalny pod podanym telefonem oraz w miejscu, o
        którym informuje na tablicy ogłoszeń (można jeszcze dyskutować, czy to
        wystarczająca forma kontaktu). Tymczasem prawda jest taka, że nie ma ich tam
        gdzie sa potrzebni, oraz kiedy są potrzebni. W razie problemu (a przeżyłam to)
        okazuje się, że terminy dyżurów właśnie zostały zmienione, a turysta nie ma
        możliwości zadzwonić z recepcji (nie wszyscy jeździmy z komórkami)albo telefon
        nie odpowiada. Kuriozalna moim zdaniem jest sytuacja, kiedy biuro podróży
        przesuwa terminy lotów i między terminami opłaconymi w hotelu, a terminem
        wylotu tworzy się luka często wielogodzinna, w której turysta jest nikomu
        niepotrzebnym balastem: siedzi śpiący i głodny na torbach przed hotelem
        czekając na zmiłowanie Opatrzności. Nigdzie nie pójdzie, bo ma wielki
        (najczęściej) bagaż, pozbył się pieniążków (aby nie wozić obcej waluty do
        kraju), ale ma OBOWIĄZEK czekać, bo za kilkanaście godzin wraca okres łaski:
        opieki rezydenta odbierającego go lotnisko o umówionej godzinie. Nawet gdyby
        sam pojechał na lotnisko - jak i kogo powiadomić o fakcie? Komu zgłosić
        ewentualny wypadek - chorobę czy inny problem mogący wystąpić w tym czasie?
        Wiem, przeżyłam to. PS. Jeśli Pam-pa-ram-pa nie jest chłopem tylko babą to
        p=szam, ale i tak ma rację.
    • Gość: annie2003 Re: Jestem rezydentka! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.08.05, 18:58
      po obserwacji towarzystwa z mojego autkoaru z tegorocznego wyjazdu, dochodze do
      wniosku ze rezydent ma przechlapane tak jak recepcja w hotelu - niewazne co sie
      stajo, kto zawinil - obrywa zawsze osoba na pierwszej linii frontu - rezydent
      lub recepcjonista. a ze wiekszosc naszych kochanych rodakow zachowuje sie jak
      osoby niepelnosprawne i same nie potrafia nawet wyjsc na ulice i pomachac reka
      na taksowke.. niestety jak do tej pory mialam jednak duzo lepsze kontakty i
      zdecydowanie wyzej oceniam pilotow niz rezydentow, akurat ci rezydenci, na
      ktorych trafilam raczej starali sie isc po jak najmniejszej linii oporu.
      wierze, ze sa i tacy, ktorzy do swej pracy podchodza odpowiedzialnie, z pasja i
      sercem, to naprawde ciezki kawalek chleba, mialam kiedys na niego chrapke, ale
      szybko mi przeszlo, gdy przekonalam sie, ze to tylko brzmi tak rozowo, w
      rzeczywistosci to harowa dzien i noc.
      • madzia112 Re: Jestem rezydentka! 30.08.05, 20:06
        Dziwi mnie, że założycielka wątku najpierw ma wielkie pretensje do turystów o
        to że uważają iż chodzi jej jedynie o sprzedaż drogich fakultetów, a zaraz
        potem przyznaje że musi trochę sprawy 'podkolorować' aby wykazać się sprzedażą
        przed firmą. Takim pierwszym z rzędu ściemnianiem jest chociażby legendarne już
        straszenie że na wycieczkach kupionych w biurach lokalnych nie obowiązuje
        ubezpieczenie. Ja nazwalabym to kłamstwem na które przed paru laty dałam się
        niestety nabrać. A ludzie swoje widzą i trudno mieć potem pretensje że im się
        to nie podoba.
        W każdej ofercie wyjazdu danrego BP pisze - w cenę wliczona opieka rezydenta. I
        do czegoś to zobowiązuje i nie o niańczenie tu chodzi. Jeśli chodzi o mnie, w
        zasadzie rezydenta zazwyczaj widuję dwa razy - po przyjeździe i przed wylotem.
        Język obcy znam bardzo dobrze, więc 'sprawy techniczne' bez problemu zalatwiam
        z obsługą hotelu. Wycieczek już nie kupuję - znam dobre biura lokalne.Na całe
        szczęście nie potrzebowałam korzystać z polisy ubezpieczeniowej, więc i tu
        rezydent nie był potrzebny. Ale jestem w stanie zrozumieć ludzi, którzy jadą za
        granicę i nie znają żadnego języka obcego. Wtedy załatwienie choćby najgłupszej
        sprawy jest niemałym problemem. I niepotrzebnie drwi się z takich przypadków.
        A jaśnie pani rezydentka tak narzeka na ilość hoteli do 'obskoczenia' - to już
        zależy od firmy w której pani pracuje i jak ktoś wcześniej zauważył od jej
        oszczędności.
        Jeśli ktoś decyduje się na pracę z ludźmi, a zawód rezydenta na tym właśnie
        polega, musi wiedzieć że bywa bardzo różnie, nie zawsze miło i sympatycznie.
        Czasem ktoś ma zły humor albo jest urodzonym pieniaczem - malkontentem - wtedy
        miło nie będzie. Wprawdzie z turystyką nie mam nic wspólnego ale w swojej pracy
        stykam się z wieloma ludźmi i wiem jak bywa. Jedyna rada to zdrowy dystans do
        tego co się robi..
        • epwa1 Re: Jestem rezydentka! 30.08.05, 22:27
          madzia112 napisała:

          > Dziwi mnie, że założycielka wątku najpierw ma wielkie pretensje do turystów o
          > to że uważają iż chodzi jej jedynie o sprzedaż drogich fakultetów, a zaraz
          > potem przyznaje że musi trochę sprawy 'podkolorować' aby wykazać się
          sprzedażą
          > przed firmą. Takim pierwszym z rzędu ściemnianiem jest chociażby legendarne
          już
          >
          > straszenie że na wycieczkach kupionych w biurach lokalnych nie obowiązuje
          > ubezpieczenie. Ja nazwalabym to kłamstwem na które przed paru laty dałam się
          > niestety nabrać. A ludzie swoje widzą i trudno mieć potem pretensje że im się
          > to nie podoba.

          Witam
          A skad mozesz wiedziec w jaki sposob koloryzuje? :> Nie wiesz tego a powiem Ci
          ze nigdy nie koloryzuje klamiac. Opieram sie tylko i wylacznie na faktach! Nie
          mam zamiaru nikomu wciskac kitu. Chociaz to moj wybor bo moj pracodawca mi
          powiedzial ze mam sprzedawac jak najwiecej wycieczek i maksymalnie mam
          zniechecac do kupowania ich z biur lokalnych.Tak wiec jezeli rezydent nagaduje
          na biura lokalne to raczej kazala mu to robic osoba ktora stoi wyzej od niego.I
          tak to juz jest. Pan karze, sluga musi :-) Oczywiscie nie musze mowic ze za
          kazda sprzedana wycieczke dostajemy prowizje co tez sie liczy bo to nasza
          praca.Tak samo kazdy kto zajmuje sie handlem. Ich zarobkiem jest sprzedarz tak
          samo jak tutaj.Tez nam zalezy na sprzedazy i nie bede klamala ze tak nie jest.
          Pozdrawiam
          • Gość: amat Re: Jestem rezydentka! IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 30.08.05, 22:56
            Pozdrowienia dla rezydentki Moniki z Triady z EL Gouny.Odpowiednia osoba na
            odpowiednim miejscu.Potrafiła dzwonić do hotelu i pytać się czy nie trzeba coś
            pomóc.
            • Gość: mariusz Re: Jestem rezydentka! IP: 195.205.73.* 31.08.05, 10:53
              ja sie kolezance nie dziwie ze koloryzuje bo chce zarobic
              to normalne kazdy tak by robil, czy jak w sklepie kupicie cos a potem okaze sie
              ze gdzie indziej jest taniej to lecicie do sklepu z pretensjami czy macie je do
              siebie ze nie sprawdziliscie?
              zwyczajnie jak sie gdzies jedzie i ma malo kasy trzeba znac miejscowe realia,
              jedni oferuja wycieczki za 100 inni za 50 zwyczajna konkurencja, do kogo mozna
              miec o to pretensje a do tego dochodzi cala otoczka zachet
              z naszej strony klientow nie mozna tylko tolerowac lenistwa i glupoty u tych
              panstwa
              padlo stwierdzenie ze czasami jest duzo problemow na jednej wizycie, jesli np
              rezydentow triady jest kilku w SSH czy nie mozecie byc w kontakcie tak aby
              sobie pomagac wzajemnie i probowac nie dopuszczac do opoznien w spotkaniach
              to chyba bardziej kwestia organizacji pracy, przynajmniej w tych duzych biurach
    • buterfly5 Re: Jestem rezydentka! 31.08.05, 11:18
      Byłam kiedyś w Egipcie z nieistniejącym już chyba biurem Alladyn... Rezydentki
      naprawdę z powołania! Sympatyczne, wesołe, chętnie służące pomocą, nie było dla
      nich rzeczy niemożliwych do załatwienia (niektórym maniakom przebukowywały
      bilety kilkakrotnie nawet w dniu wylotu) podczas dyżuru dzwoniły do każdego
      pokoju. Ciekawe, czy są jeszcze w Hurghadzie???
      • Gość: ella19 do epwa1 IP: *.interpc.pl 31.08.05, 16:36
        Wyslalam do Pani maila,bylabym bardzo wdzieczna za odpowiedz.Pozdrawiam:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka