Zamierzam kupić mieszkanie spoldzielcze, którego wlasciciel niestety nie
posiada ksiegi wieczystej a spoldzielnia dzierzawi grunt pod nieruchomoscia
do 2008r (umowa sukcesywnie przedluzana). W tej sytuacji celem zaciągnięcia
kredytu (20 lat) bank wymagal ode mnie zabezpieczenia kredytu np. w postaci
innej nieruchomosci.
Udalo mi sie znalezc czlonka rodziny, ktory zaoferowal mi pomoc. Jest gotowy
zabezpieczyc moj kredyt swoim mieszkaniem do momentu uregulowania sprawy
ksiegi wieczystej kupowanego przeze mnie mieszkania. On sam nie posiada
księgi wieczystej, natomiast spoldzielnia posiada prawo do wieczystego
uzytkowania gruntu na bodajze 99 lat, wiec to nie stanowi problemu jak
poprzednio.
Czy jest to wystarczajace zabezpieczenie kredytu dla banku? Czy bank w tej
sytuacji znow moze odmowic pozytywnej decyzji wymagajac ksiegi wieczystej od
wlasciciela? Dodatkowo dochodza do mnie glosy, ze bank moze zazyczyc sobie
aby wlasciciel zabezpieczajacej nieruchomosci byc wspolkredytobiorca(??)
Rozumiem, ze bank jest tu w uprzywilejowanej pozycji, ale to chyba juz mocna
przesada?
Nie ukrywam, ze bardzo skomplikowalo mi to zycie i prawdopodobnie
uniemozliwilo zaciagniecie kredytu.
Czy rzeczywiscie bank ma takie prawo? Czy jest jakas inna mozliwosc
wybrniecia z tego problemu? Czy wreszcie jest mozliwosc negocjowania z
bankiem?
Bede bardzo wdzieczny za wszelkie porady

Z góry dziękuję.