cookie_monsterzyca
05.12.09, 19:13
Zaczęłam się zastanawiać czy nie kopnąć się do londynu.
Gadałam dziś z dziewczyną z roboty, ona po świętach wyjeżdża właśnie, i tak jej powiedziałam, że też chciałabym wyjechać chyba, ale nie mam żadnego punktu zaczepienia.
I ona powiedziała, że jakby co to jest robota od teraz zaraz nawet, ale mogę później też w razie czego u niej cynka szukać.
Bilans robię.
Minusy to to, że nie mam tam znajomych, że mój angielski jeśli chodzi o mowę to leży i kwiczy, że daleko, że sama dygałabym jak jasna cholera , że musiałabym się wyprowadzić z obecnej lokalizacji a szkoda. Że wszystko nowe, straszne, wielkie i w ogóle, a ja taka dzika jestem.
Ale patrząc na plusy-zawsze chciałam sobie pożyć trochę gdzieś w zagranicy ;)
No i mój leżący i kwiczący angielski by osiągnął przyzwoity poziom, i może w końcu spłaciłabym długi , jakby dobrze poszło to może na te cholerne studia bym zarobiła, bo inaczej nigdy ich nie zacznę, i przestałabym dziczeć taka rzucona na głęboką wodę, do Londynu zawsze mnie ciągnęło.
Niewiem. I chciałabym i boję się. I się zastanawiam. Tu w zasadzie nic mnie nie trzyma...