kkuki
13.04.11, 23:46
Że w sumie jak sobie tak policzę, to 3 miesiące tu jestem.
I mój angielski na pewno się poprawił, o niebo.
Ale tak naprawdę, to zauważyłam poprawę, odkąd Dżordża poznałam.
Kurna, bo z dzieciakami i z Pąstwem Właścicielstwem to ciągle w zasadzie o tym samym mówię.
A z Romeło się nie da tak, bo tu trzeba już coś o sobie powiedzieć, historie życia wywlekać, coś zbajerować na temat swojej świetlanej przyszłości.
I o ile w kwestii smsów to to pikuś jak mam czas pomyśleć nad odp i sklecić zdanie, o ile na żywo też jakoś leci bo sobie mogę mimiką i gestykulacją pomóc, tak rozmów telefonicznych się bałam i nie pozwalałam mu do siebie dzwonić jak dzikus. A od jakiegoś czasu zakaz zniosłam i nawet paplanie przez telefon jestem w stanie udźwignąć.
I jestem z siebie dumna.
Tylko jak to kurde jest, że po dwóch miesiącach z dzień w dzień z małolatami-gadułami poprawa niewielka, a tu po paru randko-cholera-wie-czym duży skok w przód.
Że motywacja jakaś specjalna, co by wioski lingwistycznej przed chłopem nie odstawić, czy ki cholera?
btw, Pąstwo wraca rano ze swoich karaibów czy innego dubaju.
ehh. koniec wolności. a tak cicho było i spokojnie...