Gość: Ewa W pułapce doubezpieczenia IP: *.54.189.51.spray.net.pl 01.12.10, 16:47 Warto w takiej sytuacji probowac zrobic wycene przez rzeczoznawce - wykazac, ze wartosc mieszkania wzrosla. Wycena w Wawie to wydatek ok 1 000 zł Odpowiedz Link Zgłoś
jakbukda Re: W pułapce doubezpieczenia 01.12.10, 17:13 Dziś to może być nieco karkołomne. Odpowiedz Link Zgłoś
najlepszygeorge W pułapce doubezpieczenia 01.12.10, 18:18 To ubezpieczenie jest sprawą sporną. To ubezpieczenie to umowa, której beneficjentem i stroną jest bank, zaś towarzystwo ubezpieczeń stroną drugą. Mimo iż kredytobiorca nie jest stroną tej umowy, to ją finansuje. Niezły biznes, co? temat nie jest nowy: wyhacz.gazeta.pl/Wyhacz/1,88542,5256561,Ubezpieczenie_kredytu_hipotecznego__powinien_placic.html ale chyba i tak nic do tej pory nic z tym nie zrobiono, bo i po co: póki co Polacy jeść nie będą a raty spłacą; taka mentalność. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bezkredytowiec W pułapce doubezpieczenia IP: *.dynamic.chello.pl 14.12.10, 01:10 Powiedzcie mi jedno. Dlaczego wszyscy godzimy się na to że bank ma zawsze zyskać a w najgorszym wypadku nic nie stracić a kredytobiorca zawsze ponosi koszty ewentualnych negatywnych zmian na rynku. Może najwyższy czas aby ryzyko dzielić równomiernie. Banki chcąc zarabiać jak każda firma powinna ponosić ryzyko inwestycji w tym wypadku ryzyko straty na udzielonym kredycie na którym próbuje zarobić. To jakaś chora sytuacja że powstają kolejne akceptowane przez wszystkich uregulowania(w tym ustawowe) chroniące interesy banków z każdej strony(łącznie z gwarancjami skarbu państwa). Banki zrobiły się stuprocentowo chronionymi przez nas wszystkich prywatnymi firmami bez własnego ryzyka. To ma być kapitalizm i wolny rynek? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotrek Re: W pułapce doubezpieczenia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.12.10, 15:27 A ja mam pytanie, czy moje życie jest już stracone, czy też jeszcze nie... Otóż jestem rdzennym warszawiakiem. Mam w Warszawie 55 metrowe mieszkanie, w dobrej dzielnicy (Stary Mokotów, nie żadne blokowisko), wg wyceny z 2008 roku warte nieco ponad 500 K PLN. W związku z masowym napływem do Warszawy chołoty bez żadnych zasad, stwierdziłem, że po co mi mieszkać i pracować z takimi cudakami wokół i wyprowadzę się. Kupiłem okazyjnie 100 letni dom - były zabór austriacki za 230 K PLN, na kredyt w CHF na 30 lat, wzięty po kursie 2,36 zł / 1 CHF. 160 K PLN zakup, 70 K PLN wstępny remont. Ponieważ zastawem mojego kredytu na ówczesne 230 K PLN było mieszkanie za ponad 500 K PLN, dostałem kredyt bezproblemowo i na warunkach, o jakich można pomarzyć. Mieszkanie w Warszawie wynająłem przyjezdnym biznesmenom dorobkiewiczom, notabene tym, którzy teraz psioczą na forach, jak to mądrzej wynajmować, niż kupować. Dla mnie to woda na młyn :) Dorobkiewicze płacąc za wynajem płacą de facto łacznie za: czynsz za mieszkanie warszawskie, prąd i gaz tam, ratę mojego kredytu za dom, nasze zużycia wody i prądu w domu (gazu nie podłaczałem celowo). Ja dalej pracuję w swojej warszawskiej firmie tak jak pracowałem, z tym, że mam wpisane do umowy tzw home office - czyli moge pracować zdalnie z dowolnej lokalizacji, w tym przypadku spod Krakowa ze swojego domu :) Tym samym dalej mam całą swoją pensję do dyspozycji a nie musze sie z wynalazkami spod Siedlec czy Lublina na codzień użerać. I proszę o opinie, czy w sytuacji wzrostu mojej raty z początkowych 1200 zł na 1600 mam już sobie żyły podcinać ???? Odpowiedz Link Zgłoś