bagienne_dno 23.09.08, 13:10 Kiedyś ZSRR pokazywał publicznie dzieci którzy zadenuncjowali swoich rodziców dając im nagrody czy w tym przypadku będzie podobnie? Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
bezportek Twardy zywot falszywki 25.09.08, 01:14 Mimo, ze dowody szpiegostwa Rosenbergow byly niepodwazalne, lewactwo nie chcialo zaprzestac kampanii oszczerstw i obelg. I dzis jeszcze, zalosne w swej przestarzalej, utopijnej wierze w ruskie bzdety, liczne lewaki, antyglobusy i zwykle menele z upodobaniem rzucaja blotem na "imperialistycznych zbrodniarzy". Fanatyzm i bezrozumny upor wyznawcow lewej nogawki nie dziwi - zawsze w historii ludzkosci ktos bierze na siebie role ofermy klasowej czy wsiowego glupka. Taka jest rola lewicy i zadne argumenty nie pomoga. Szkoda sliny. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: piotrPSP prawda byla ukryta IP: *.tru.ca 25.09.08, 22:04 Kiedzy czytalem cos takiego: Rosenbergow "skazano" na podstawie pozorow. Ponoc sedzia mial dostep do tajnych dowodow nie ujawnionych w czasie rozprawy po to zeby chronic amerykanskich szpiegow. A wiec to byl proces pozorny, gdyz oskarzeni nie czytali wcale prawdziwego aktu oskarzenia i prawdopodobnie wierzyli ze nie ma na nich zadnych dowodow i prawdopodobnie dlatego caly czas tez nie mowili prawdy, bronili sie przed pozornymi zarzutami a prawdziwych nie znali. Jednakze wykonanie wyrokow smierci bylo niewlasciwe, nawet jezli byli winni i zasluzyli na wieloletnie wiezienie. Jedyni godni uznania sa w tej sprawie rodzice co wychowali sieroty. Odpowiedz Link Zgłoś
bezportek Jeszcze jedna falszywka, sam smak 26.09.08, 23:46 Wokol procesu ruskich szpionow naroslo wiele mitow, plot i zwyczajnych kretactw, z upodobaniem tworzonych wsrod lewactwa. Jak zawsze z najwiekszymi bzdurami, do dzis sa powtarzane przez leniwe umysly, na zasadzie "gdzies czytalem, ktos mowil, ciotka Gienia przysiegala ze prawda najswietsza". A co do kary smierci - jest to jedyny przypadek, kiedy obserwuje sie zero recydywy. Jedyny. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jo Re: Jeszcze jedna falszywka, sam smak IP: *.tvk.torun.pl 03.10.08, 23:30 Załóż gacie i poczytaj na temat omyłek sądowych w najwspanialszym z systemów sądowych. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rozprawili sie Re: prawda byla ukryta IP: *.pools.arcor-ip.net 05.10.08, 11:23 Wygodnie bylo mieszkac na Zachodzie i gloryfikowac osiagniecia CCCP. Mnie godzinami przekonywano w studenckich knajpkach Berlina Zachodniego o wyzszosci ustroju komunistycznego za zelazna kurtyna nad zachodnim imperializmem, ktory to tylko czeka na dogodna chwile by rozprawic sie z krajami demokracji ludowej. Na szczescie imperializmowi zachodniemu poszlo to latwiej, niz sie sami tego spodziewali. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pis_ani_musculis Re: Twardy zywot przygłupa IP: *.zjz.pl 05.10.08, 09:42 bezportek i bezmuzgu Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Miś Re: Twardy zywot przygłupa IP: *.tx.res.rr.com 05.10.08, 11:40 Gość portalu: pis_ani_musculis napisał(a): > bezportek i bezmuzgu Chyba powinno być "bezportek i bezmózgowiec" czyli człowiek upośledzony umysłowo - człowiek, który umie tylko opluwać innych, a nie potrafi napisać rozsądnych argumentów. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: anonymou Nasz ojciec był szpiegiem - przyznają synowie R... IP: *.dip.t-dialin.net 05.10.08, 10:31 Rosenbergowie i Dubna nazywali mnie darmowym oficerem rezerwy po ich atomowa wierchuszka Infeldem i honorowym Noblem Szwecji dla sowieckiej Rosji. Musza umrzec i die shit. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: anonymous Nasz ojciec był szpiegiem - przyznają synowie R... IP: *.dip.t-dialin.net 05.10.08, 11:01 Polska bomba atomowa Według planów Edwarda Gierka Polska miała stać się atomowym mocarstwem W latach 70. rozpoczęto zakrojony na szeroką skalę program budowy bomby termojądrowej, który miał zakończyć się próbnym, podziemnym wybuchem w Bieszczadach. Z planów tych nic nie wyszło. Polska zamiast atomowym mocarstwem, stała się miejscem składowanych na naszym terytorium radzieckich, nuklearnych głowic... Wspaniały pomysł Za początek prac nad polską bombą termojądrową należy uznać 1968 rok i memoriał dr. Zbigniewa Puzewicza, szefa Katedry Podstaw Radiotechniki Wojskowej Akademii Technicznej, sugerujący, że możliwe jest przeprowadzenie syntezy termojądrowej przy użyciu laserów dużej mocy. Sprawą zainteresował się generał profesor Sylwester Kaliski, ówczesny komendant Wojskowej Akademii Technicznej. Obaj panowie postanowili potwierdzić realność tej teorii. Udało się to w 1970 roku. Wtedy to Puzewicz i Kaliski uczestniczyli w sympozjum w Montrealu, gdzie wysłuchali wykładu Edwarda Tellera, ojca amerykańskiej bomby wodorowej, a później inicjatora koncepcji reaganowskich gwiezdnych wojen. Teller dowodził, że można przeprowadzić syntezę termojądrową za pomocą lasera. To ostatecznie zadecydowało o rozpoczęciu prac nad polską bombą termojądrową. Prowadzono je w specjalnie wzniesionej hali WAT w warszawskiej dzielnicy Wola. Od 1972 roku prace kontynuowano w Instytucie Plazmy i Laserowej Mikrosyntezy. Wzniesiono nową halę i specjalne budynki. Jak to bywało w czasach PRL-u, nie obyło się bez elementów humorystycznych, do których niewątpliwie należy zaliczyć otoczenie nowych budowli kilkumetrowym ziemnym nasypem, który miał "chronić" okolicę w razie przypadkowego wybuchu. Sen o potędze > > Do realizacji projektu polskiej bomby termojądrowej zaangażowano > olbrzymie środki finansowe. Generał Wojciech Jaruzelski, wówczas > minister obrony narodowej - jak sam swego czasu mi mówił - "o > projekcie z Edwardem Gierkiem nie rozmawiał, to o nim słyszał". > Edward Gierek nie szczędził pieniędzy, chciał tylko, aby o próbnej > eksplozji nie dowiedzieli się "radzieccy towarzysze". W tej sprawie > radził się prof. Romana Neya, w tamtych czasach wiceprezesa Polskiej > Akademii Nauk i eksperta robót podziemnych. Sylwester Kaliski, znając > obawy Gierka, wmówił mu, że można przeprowadzić w wybudowanej > w Bieszczadach sztolni próbną eksplozję tak, iż nikt na świecie nie > wykryje wstrząsów sejsmicznych. Oczywiście była to bzdura, ale ocaliła > ona projekt. Na potrzeby prac nad bombą unikalne przyrządy > badawcze, materiały i mechanizmy objęte embargiem, sprowadził z > zachodu polski wywiad. Według badającego swego czasu tę sprawę > dziennikarza, dziś naczelnego magazynu "Raport - Wojskowa Technika > Obronność" Wojciecha Łuczaka, udało się nawet sprowadzić z USA do > Warszawy słynne "krytrony", czyli superczułe przełączniki elektroniczne > sterujące procesami uruchamiania ładunków wybuchowych w > niewyobrażalnie krótkich ułamkach sekundy. Urządzenia te są > niezbędne w konstrukcji zapalnika bomby atomowej. "Gdybym w > jednym z warszawskich gabinetów sam nie trzymał takiego urządzenia > w ręce, nigdy bym nie uwierzył, że jest to możliwe" - usłyszałem od > Łuczaka. > To wszystko, oczywiście, kosztowało bajońskie pieniądze. Oficjalnie > zaksięgowane wydatki szły w miliony dolarów, jednak nikt nie policzy > tych, które nawet w CIA nazywa się "czarną dziurą". Niektóre osoby > zaangażowane w projekt twierdzą, że projekt polskiej bomby > wodorowej pochłonął tak wielkie środki, iż mógł się przyczynić do > załamania naszej gospodarki w drugiej połowie lat siedemdziesiątych. > Jedno nie ulega wątpliwości. Edward Gierek chciał, poprzez > wprowadzenie Polski do ekskluzywnego klubu atomowego, > potwierdzić, że prawdziwe są propagandowe slogany mówiące o > ówczesnej PRL jako o mocarstwie będącym 10. potęgą przemysłową > świata. Nie bez znaczenia był też fakt zapatrzenia się przez Gierka na > politykę atomową Francji, którą zapewne chciał naśladować. > > Wielkie rozczarowanie > > Polska bomba termojądrowa miała być dziecinnie prosta. Wystarczyć > miały wtryskiwacze deuteru i trytu oraz kulminacyjne ładunki > wybuchowe, takie jakie służą do przebijania pancerza czołgu, > podłączone do zdobytego przez nasz wywiad krytrona. Decydującym > elementem był laser mający dostarczyć w odpowiednim ułamku > sekundy energię wystarczającą do zapoczątkowania syntezy > termojądrowej. Niestety, w polskich warunkach moc lasera mogła > osiągnąć tylko 1 kilodżul. W tym czasie w Moskwie użyto > 20-kilodżulowego lasera do podobnego eksperymentu, a w USA aż > 100-kilodżulowego, jednak bez rezultatu. Najnowsze badania > naukowe dowodzą, że aby wywołać syntezę termojądrową, należy > użyć lasera o mocy 10 tysięcy kilodżuli. Tymczasem nad polskim > projektem atomowym pojawiły się jeszcze inne chmury. Pomimo > wysiłków polskiej strony o prowadzonych w Warszawie pracach nad > bombą dowiedział się radziecki wywiad. Rosjanie, prowadząc podobne > eksperymenty, zdawali sobie sprawę, że tą metodą nie da się > osiągnąć sukcesu i czując się niezagrożeni w swoim monopolu na broń > atomową, udawali, że o niczym nie wiedzą. Pewność w tej kwestii > narusza jednak śmierć prof. Sylwestra Kaliskiego w dramatycznych > okolicznościach. Zginął on w wypadku samochodowym, prowadząc > swego fiata mirafiori. Część osób znających Kaliskiego uważa, że > wypadek z jego udziałem był tylko kwestią czasu, ponieważ profesor > kiepsko prowadził, jeżdżąc ze zbyt dużą prędkością. Niektórzy jednak > uważają, że mirafiori, serwisowane w rządowych warsztatach, zostało > uszkodzone przez radziecki wywiad. Co było przyczyną katastrofy, nie > dowiemy się już nigdy. Pewne jest natomiast, że śmierć prof. > Kaliskiego była końcem polskiego programu budowy bomby > termojądrowej. > > Atomowy taksówkarz > > Na początku lat 60. zapadły decyzje, że Polska zakupi pułk samolotów > myśliwsko-bombowych Su-7 będących nosicielami broni jądrowej. W > 1965 roku stacjonujący w Bydgoszczy 5. Pomorski Pułk Lotnictwa > Myśliwsko-Bombowego przezbrojono w te odrzutowce. 10 i 11 marca > 1968 roku ćwiczył on z 11. Dywizją Pancerną tworzenie tzw. > atomowych korytarzy, przez które na Zachód miały ruszyć dywizje > pancerne Układu Warszawskiego. W planach operacyjnych ZSRR > polskie armie w pierwszych dniach III wojny światowej miały nacierać > przez Lubekę na Danię. Dodajmy, że w czasie wspomnianych ćwiczeń, > w marcu 1968 roku, po raz pierwszy zrzucono bombę IAB-500 > imitującą wybuch bomby atomowej. Piloci wyznaczeni do lotów w > czasie ewentualnego konfliktu nuklearnego z Zachodem musieli być > kawalerami, najlepiej członkami PZPR. Szkolili ich radzieccy > instruktorzy, którzy specjalnie w tym celu przyjeżdżali do Bydgoszczy. > Na jedno ze szkoleń przyleciał razem z nimi nawet specjalny samolot > An-26, który w razie wojny miał dostarczyć atomowe bomby do > polskich samolotów. W 1974 roku polscy piloci byli szkoleni w Lidzie, na > terenie byłego ZSRR, w lataniu na nowoczesnych odrzutowcach Su-20, > posiadających zmienną geometrię skrzydeł. "Polacy ćwiczyli uzbrajanie > samolotów w bomby nuklearne. Potem te same procedury trenowano > na polskim lotnisku w Powidzu, gdzie stacjonowały samoloty > przystosowane do przenoszenia bomb atomowych. Sam glądałem > zakupione przez Polskę w latach 80. samoloty Su-22M4, które > zaopatrzone były w specjalne panele w kabinie pilota, umożliwiające > bojowy zrzut i belki, oraz zamki do podwieszenia 500-kilogramowych & Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: anonymous Re: Nasz ojciec był szpiegiem - przyznają synowie IP: *.dip.t-dialin.net 05.10.08, 11:05 bomb atomowych" - powiedział mi Wojciech Łuczak. Największą tajemnicą otoczona była sprawa serwisu i konserwacji specjalnej atomowej amunicji, a także procedury jej przekazania polskiemu wojsku przez "radzieckich towarzyszy". Tajemnicą objęte były także miejsca przechowywania przez wojska radzieckie na terenie naszego kraju atomowych pocisków dla naszych samolotów. To samo w sobie było złamaniem polsko-radzieckich porozumień, bowiem PRL nigdy nie była oficjalnie poinformowana o składowaniu na jej terytorium takiej broni. Oficjalnie w razie wybuchu wojny lub zagrożenia nią broń taka miała być dostarczona przez ZSRR do Polski drogą lotniczą. Tymczasem po wycofaniu się Rosjan z Polski, w Bagiczu, w okolicach Kołobrzegu, w dawnej bazie rosyjskiej, przypadkiem odkryto ślady składowania atomowych półtonowych bomb, które wisiały w schronach samolotowych na zwykłych hakach jak kiełbasa w sklepie mięsnym. Przypuszcza się, że taktyczne ładunki jądrowe Rosjanie trzymali również w swoich bazach w: Żaganiu, Toruniu, Brzegu, Szprotawie i Sypniewie. Według pełnomocnika Ryszarda Kuklińskiego Józefa Szaniawskiego "od połowy lat 60. Rosjanie składowali broń atomową na terytorium Polski. Wypowiedzi polskich przywódców: Gomółki, Gierka, Jaruzelskiego, że w Polsce nie ma broni atomowej, były jedynie czystą propagandą. Rosjanie zakładali, że wojna w Europie potrwa od 7 do 18 dni, a do tego konieczne było użycie broni atomowej" - powiedział mi kilka lat temu Józef Szaniawski. Radziecki chłopiec na posyłki ZSRR dokonując polskimi samolotami przy użyciu radzieckich głowic atomowego ataku na Zachód, narażał nasz kraj na odwet, jednocześnie chroniąc przed atomową ripostą swoje własne terytorium. Według pragnącego zachować anonimowość płkownika rezerwy, byłego wykładowcy na Akademii Obrony Narodowej, "wszyscy doskonale zdawali sobie sprawę, co oznacza wyrąbywanie atomowych korytarzy dla mających nacierać na Zachód polskich dywizji. W razie wojny każdy dowódca dywizji zmechanizowanej miał w ciągu dnia posunąć się naprzód o 60 km. Aby wykonać to zadanie, mógł zadecydować o dokonaniu na swoim kierunku natarcia kilku uderzeń atomowych, których wykonanie spoczywało na naszych wojskach rakietowych i lotnictwie". Utworzenie za pomocą broni atomowej "korytarzy" dla nacierających > wojsk pancernych miało w planach umożliwić tak szybkie zajęcie > zachodniej Europy, aby nie zdążyły do niej przybyć z pomocą wojska > amerykańskie. Polska generalicja wiedziała jednak, że NATO > opracowało plan mający nie dopuścić do realizacji takiego scenariusza. > Wojska europejskich członków NATO miały za zadanie powstrzymać > jedynie uderzenie pierwszego rzutu strategicznego wojsk radzieckich > stacjonujących we wschodnich Niemczech oraz armii NRD, CSRS oraz > PRL. W tym czasie maszerujący z terenów obecnej Ukrainy i Białorusi > drugi rzut strategiczny wojsk radzieckich miał zostać zatrzymany na > linii Wisły zmasowanym atakiem atomowym. To pozwoliłoby dotrzeć do > Europy wojskom amerykańskim, zanim osłabiony atomowym ciosem > drugi rzut strategiczny Układu Warszawskiego dotarłby do rejonu walk > toczonych pomiędzy Renem a Łabą. Łatwo można sobie wyobrazić, co > oznaczałoby dla Polski powstrzymanie przez NATO wojsk radzieckich w > środku naszego kraju przy użyciu broni atomowej. Tym bardziej że do > akcji tej użyto by nie kilku głowic, ale większości ze świeżo > zainstalowanych na Zachodzie atomowych rakiet średniego zasięgu > persing, których celem stałyby się m.in. wszystkie mosty na Wiśle, w > tym także na terenie Krakowa i Warszawy. Dzisiaj, kiedy nie istnieje > już Układ Warszawski, a radzieckie czołgi mające zdobywać Europę > rdzewieją z braku pieniędzy w koszarach, przedstawione powyżej > scenariusze przypominają senne koszmary. Niestety, jeszcze 20 lat > temu atomowa apokalipsa była realną groźbą tak dla Europy, jak też > dla naszego kraju. > MIREK BŁACH Odpowiedz Link Zgłoś
mis22 Polska bomba atomowa czy polska paranoia 05.10.08, 11:35 Gość portalu: anonymous napisał(a): > Według planów Edwarda Gierka Polska miała stać się > atomowym mocarstwem Prof. Kaliski był zdolnym i ambitnym człowiekiem. Ale celem prac nad mikrosyntezą wodoru była budowa elektrowni termonuklearnej, a nie bomby termonuklearnej. Bombę termonuklearną od dawna ludzie umieją budować z użyciem atomowej bomby uranowej jako zapalnika. Natomiast budowa elektrowni atomowej używającej syntezy jąder wodoru zamiast rozszczepiania jąder uranu jest ciągle marzeniem. Marzeniem, bo wodoru, a ściślej deuteru, izotopu wodoru, jest na ziemi mnóstwo, a uranu jest znacznie mniej. Prace nad kontrolowaną syntezą jąder wodoru ciągle trwają ale wiara w sukces tych prac zmalała. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: xxx Re: Polska bomba atomowa czy polska paranoia IP: *.CNet.Gawex.PL 23.08.09, 13:10 ma pan rację prof. Kaliski chcial zbudować reaktor termojądrowy, a nie bąbę atomową. Chodziło o wywołanie reakcji termojądrowej nie przy pomocy lsera ale przy pomocy mikrowybuchów co było wówczas ewenementem na skalę światową. Być może prof. nie chciał się podzielić doświadczeniami z "naukowcami z KGB" i dlatego zginął. Odpowiedz Link Zgłoś
gl1974 Nasz ojciec był szpiegiem - przyznają synowie R... 05.10.08, 15:43 Na szczęście u nas nie ma kary śmierci, więc można współpracować z kim się chce: Chiny, Rosja, Iran, Kadafi... A poza tym mysle że Rosenbergom za mało płacili. Tak to jest jak pracodawca nie umie liczyć. Każdy bankier wie ze pracownik lojalny to pracownik dobrze opłacany. Jak widać nie każdy nadaje się na pracodawcę. Jest to aktualne zwłaszcza dzisiaj kiedy w grę nie wchodzi współpraca z przyczyn ideologicznych, ale głównie finansowych. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: KA Nasz ojciec był szpiegiem - przyznają synowie R... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.10.08, 08:56 PODOBNO W NIEKTÓRYCH REGIONACH ŚWIATA GDZIEŚ ZA GRANICAMI BOMBY ATOMOWE ZDRABIAJĄ GRABKAMI JAK LIŚCIE Odpowiedz Link Zgłoś