karola979
29.12.06, 23:47
Witam Wszystkich. Mój problem jest natury małżeńskiej, otóż po ślubie jestem
ponad nie co rok i przyznam szczerze, że czasy kiedy byliśmy parą
chłopak/dziewczyna układało się. I tak trwaliśmy 6 lat zanim postanowiliśmy
się pobrać. Już przed ślubem zamieszkaliśmy razem i było wszystko dobrze,
pomagał mi w domowych czynnościach, spacery, mogłam na nim polegać itd.
Dodam, że mieszkaliśmy sami, po ślubie zamieszkaliśmy z rodzicami męża,
ponieważ to są już nie co starsi ludzie a dom duży. Tylko niestety mąż nie
potrafi dogadać się z ojcem i są bardzo częste spięcia, między nimi padają
ostre słowa, a nas nie stać na wynajęcie mieszkania. Mało tego po ślubie mój
mąż zmienił się na gorsze. Przestał mnie szanować, zachowuje się jak pępek
świata, nic mi nie pomaga ani nie mogę na niego liczyć. Gdy wpadnie w atak
złości używa wulgarne słownictwo w stosunku do mnie, już nie mało się
nawysłuchiwałam od niego, np. „wypier ...” „jesteś moim błędem” „już mi nie
zależy” „zdupcaj do rodziców” „po h.j się z Tobą ożeniłem” „koniec małżeństwa”
i wiele innych słów. Zaczął mnie okłamywać, bardzo go ciągnie do kolegów
którzy są nie odpowiedni bo piją i palą trawkę, nawet w domu podczas
sprzątania znalazłam tzw. „fifkę” to był dla mnie szok, nigdy go o to nie
podejrzewałam, pytałam co ma to znaczyć a on się upiera, że nic, że to nie
jego, więc kogo przecież mieszkamy tylko z teściami. Nie mogę na niego
polegać, nawet jak trafiłam do szpitala na 9 dni, sprawa była poważna na tle
ginekologicznym, miałam bóle i krwawienia, niestety mąż widocznie się tym nie
przejął bo mój pobyt w szpitalu wykorzystał na piciu z kumplami i zdarzyło
się, że pod moją obecność w szpitalu nie wrócił na noc do domu. Później mnie
przepraszał obiecywał poprawę, jakiś czas było dobrze a później sytuacje się
powtarzały, znów obelgi itd. Na dzień dzisiejszy czuję się jakbym była jego
służącą, bo muszę po nim sprzątać skarpetki porozrzucane, obiadek nie tylko
mam mu ugotować ale ekstra podać i po zjedzeniu posprzątać a on wiecznie nie
ma czasu i nie ma sił nawet na to aby iść ze mną na wieczorny spacer a
wystarczy, że kolega zadzwonić a już leci. Dwa miesiące temu znów usłyszałam
obelgi tylko dlatego, że odezwałam się aby przestał już pić, a pił sam w domu
najpierw piwa aż w końcu zaczął pić wódkę, czułam że robi to na przekór mi.
Powiedziałam tylko aby przestał a on od razu kazał mi się pakować i wypier...
do rodziców bo już mnie nie chce, poczym zabrał się i wyszedł, wrócił późno w
nocy pijany jak szkop ale jeszcze miał siłę aby mi robić przykrość a raczej
mnie poniżać, ponieważ po tym wszystkim co już od niego usłyszałam odsunęłam
się od niego, chodzi mi tu o współżycie, ciekawe czy jakaś inna kobieta
chciałaby tak chętnie kochać się z mężem który tak ją traktuje. Niestety mąż
ma do mnie o to pretensje że nasze pożycie jest słabsze, że go w łóżku
odtrącam. Nie rozumie tego, że to z jego winy, że to z powodu jego zachowania
względem mnie. Wypomina mi to a nawet używa takich słów że mu nie daje „dupy”
właśnie tak to nazywa, nawet spytała czy ma mi za to płacić, bo każdy inny
normalny facet dawno miałby mnie koło hu.a i znalazłby sobie jakąś k..wę.
Kazał mi się wynosić z domu. Wyprowadziłam się do rodziców a on się do mnie
nic nie odzywał, dopiero jak przyjechałam po resztę rzeczy padł na kolana i z
płaczem przepraszał i prosił o ostatnią szansę, obiecywał, że wszystko
zaczniemy od nowa, że koniec z kolegami. Niestety minął tylko jeden dzień jak
mi to obiecał jak poszedł znów do kolegów i nie wrócił na noc do domu wrócił
następnego dnia pijany i przyznał że u kolegi były dziewczyny młodsze. Mój
tato nie mógł tego znieść i rozmawiał z nim, teraz jest tak że mój mąż jest
obrażony na mojego tatę bo uważa że jakim prawem teść zwrócił mu uwagę, że źle
traktuje żonę. Powiem wam szczerze, że to tylko część co ja przeżyłam i dodam,
że to wszystko sprawiło że przestałam ufać własnemu mężowi. Parę dni temu mąż
oświadczył mi że wyjeżdża do pracy za granicę (Anglia) i ja nie mam prawa
głosu bo i tak mnie nie posłucha i nie zostanie. Z tego co wiem jedzie tam w
ciemno bo nie ma nagranej pracy. Jego koledzy tam pracują i jedzie do nich z
myślą, że się zaczepi, tylko że koledzy to kawalerowie a on żonaty i musi się
z tym liczyć, że nie jest sam. Na dodatek ja jestem bezrobotna, poszukuję
pracy w Polsce i jestem już na dobrej drodze. On chce tam jechać sam, beze
mnie – tylko mi jest trudno bo mu nie ufam i znam tych kolegów i powiem, że są
niezbyt ciekawi. Ja mam zostać w Polsce i będę musiała wyprowadzić się od
teściów bo ja też nie potrafię się z nimi dogadać, wrócę do rodziców i
rodzeństwa. Jego jedyne pocieszenie to to że będzie mi przesyłał kasę, a ja
mu już powiedziałam, że wolę męża koło siebie aniżeli być z dla od niego i
dostawać od niego tylko kasę. Choć w rozmowach wspomina, że z czasem będzie
chciał mnie tam ściągnąć ale o to się rozchodzi, że ja boję się tam jechać,
ponieważ tak jak już pisałam wyżej mąż jak się mocno zdenerwuje potrafi być
bardzo nie miły, wygania mnie, wyklina itd. A ja potrzebuję mieć kogoś
bliskiego koło siebie, tu przynajmniej mogę liczyć na rodzinę mieszka nie
daleko. A tam będę sama a każdą taką kłótnię z nim mocno przeżywam a po drugie
mam problemy z sercem i nie mogę się denerwować. Czasem mam ataki bóli i nie
mogę oddychać. Proszę powiedzcie mi co byście zrobili na moim miejscu, bo ja
już zaczynam wariować.