77babeczka
26.09.12, 09:38
Witam Was wszystkich,
podczytuję od prawie roku.
Dopiero zdecydowałam się napisać.
Krótko o mnie: w 2-giej ciąży rok temu dowiedziałam sie, że mam HCV.
Wszyscy w domu zdrowi, starszak też, maluszek jak na razie ok, ale wiadomo po 1.5 roku powtórka sprawdzenia.
Zarażenie szpitalne/dentystyczne - resekcja zęba kilkanaście lat temu, albo też podczas cc przy pierwszej ciąży. Jedyne dwie ingerencje w moje ciało, żadnych transfuzji, wkłuć, itp.
Podczas badań medycyny pracy ASP/ALT zawsze miałam górną granicę normy, ale to na nic nie wskazuje, jak wiemy, i może być efektem wielu czynników.
Byłam na pierwszej wizycie/konsultacji u lekarza - ostatnie wyniki pokazały, że mam:
ALT 2x przekroczoną normę,
AST powyżej nieznacznie
limfocyty przekroczone
neutrofile poniżej normy
ale wszystko inne w normie (bilir., fosfataza)
Fibroscan wg oceny Metavir F0/F1 - na 10 pktów 8 w normie (6-7 KPa, 2 miały 14 i 17 KPa) - no ale średnia to średnia.
Lekarz mi od razu powiedział, że 'za zdrowa' jestem w porównaniu z innymi, żeby kwalifikować się na leczenie NFZ, że są pewne warunki, które trzeba spełnić, żeby mnie wpisać na listę leczenia NFZ (samo HCV nie wystarczy? ;))
Że muszę poczekać...
i ja nie wariuję,generalnie nie pamiętam o chorobie i mam ją gdzieś ;) co nie znaczy, że nie pilnuję się, zwłaszcza przy małych dzieciach w domu, ale jakoś mi to snu z powiek nie spędza i tak bym sobie pewnie trwała latami, bo mi nie dokucza, jak to bezobjawowe hcv
Po prostu generalnie nie lecę z byle czym do lekarza (proszę mnie nie zrozumieć źle!, bo hcv to wiem, że nie byle co) i tak tez podeszłam do tego - nie przeszkadza, daje żyć, pracować, cieszyć się, nie mam czasu na chorowanie i 'pierdoły' ;)
No ale...wszędzie, w zakaźnym, jak byłam z maluszkami, no i na forum wszyscy każą się leczyć, że po co mam czekać na marskość i chyba do mnie dotarło dopiero prawdziwe znaczenie konsekwencji, stąd moje pytanie i prośba o poradę:
(stać mnie na zapłacenie 'normalnego' leczenia, jeśli dobrze się orientuję koło 40-50 tys. i już zostało 'zabukowane' na ten cel) - zapłacić i kazać się leczyć już i teraz (narwana opcja), czy czekać dalej, a nuż coś się zmieni, czy też próbować w innej placówce (teraz Wrocek-wiem, najdłużej w Polsce), choć ze względów zawodowych, zobowiązań i rodzinnych obowiązków (w końcu 2 maluchów w domu) opcja naprawdę zniechęcająca, bo trzeba będzie tracić czas na dojeżdżanie, a i w razie terapii, jak wracać po zastrzyku autem? Czy się da fizycznie skupić, czy ciało pozwoli? Wiem, że może za dużo wymagam, tak się może wydawać, ale cóż, taka jestem i może za dużo srok za ogon chcę trzymać, ale mam dość intensywne życie, jak to przy dzieciach i pasjonującej i zajmującej pracy.
Wiem, że nikt za mnie decyzji nie podejmie, ale liczę naprawdę, jak wielu z nas na forum, na pomoc, głównie na obiektywne opinie, które choć trochę może przybliżą mnie do jednej z decyzji.