24.12.10, 17:12
policzyłam sobie przeprowadzki,
przerzucanie z miejsca na miejsce przez innych, niczym jakiś tobołek,
który nie ma uczuć, emocji, tęsknot, prawa do przyzwyczajeń.

a potem jeszcze przerzucanie się samej z powodu wymuszania przez okoliczności.
i tak :

żłobek
przedszkole - dom a, miasto A

I klasa SP - dom b, szkoła a, miasto B

II, III, IV i pół V klasy - dom a, szkoła b, miasto A
druga połowa V klasy - dom c, szkoła c, miasto B

VI, Vii, VIII klasa - dom d, szkoła d, miasto A
4 miesiące I klasy LO - dom d, szkoła e , miasto A.
6 miesięcy I klasy LO, II klasa LO - dom e, szkoła f, miasto B.
3 miesiące III klasy LO - dom d, szkoła g, miasto A.
7 miesięcy III klasy LO, IV klasa - dom e, szkoła f, miasto B.

studia - akademiki 1a, 2b, 3,c 4d, dom f, miasto C.
następnie - domy g, h, i , miasto D.
potem - domy j, k, miasto E.

nawet gdyby się było stabilną z urodzenia,
to stabilność musiała minąć choćby od tego przerzucania,
wyrywania ze środowiska,
i bycia wciąż nową wśród ludzi i miejsc.

a nowe miejsca - domy, szkoły, miasta, ludzie, to tylko wierzchołek tego, z czym łączy się bycie wiecznym podrzutkiem.

a teraz jeszcze to samo państwo polskie, które niby to ratując życie więzi na siłę w szpitalach,
wydaje lekką ręką, praktycznie nic innego, jak wyrok śmierci na człowieka.
Obserwuj wątek
    • olga_w_ogrodzie Re: tobołek 26.12.10, 03:58
      Więc piszę wreszcie, bo nie wiem, gdzie podziać slowa, mysli i uczucia, i nie wiem też jak i od kogo kupić ten pistolet wymarzony – parabelkę małą czy magnum – strzał w usta – samobójstwo Kronenberga – podobno tylko to jest pewne. Kula ma śmignąć żywo i zanieść mnie w niebyt. Przebędzie krótką drogę przez zaciśnięta wargami lufę pistoletu, poprzez tylnią ścianę gardła, przełyku, może wyleci na chwilową wolność przez dół czaszki, zaraz naprzeciwko szyi, by usadowić się zmęczona dobrze wykonanym zadaniem w ścianie jednego z pustych pokoi mego mieszkania. W którejś ze ścian - od Twego odejścia osaczająfych mnie w tym zimnym pomieszczeniu - mieszkaniu ohydnym teraz, gdzie osacza mnie, napada bezwzględna wataha myśli porażających, będących niczym naganiacze przerażonej sarny czy jelenia, pędzących zwierzynę wprost w czarne dziury myśliwskich strzelb.
      Czy to prawda, że sarna potrafi w takich chwilach toczyć z wielkich oczu łzy, co spływają po rudawo-brązowym pyszczku i nie przynoszą ulgi – są tylko wyrazem rozpaczy, przerażenia, wreszcie przesmutnej rezygnacji ? Czy to prawda?Miłość jest sama w sobie kiczem, tandetą, banalem ?
      Tandeta czy nie, a ja cale lata wołałam : kochaj mnie mamusiu, kochaj mnie tato, kochaj mnie ukochany mój męzu, kochaj mnie cała rodzino daleka i bliska, koleżanko, przyjaciółko, przyjacielu, kochajcie mnie psie, kocie, kochaj mnie słońce, trawo, drzewo, wodo – ty kochaj mnie morze – najdroższy mój i najwierniejszy z przyjaciół – kochajcie mnie…
      Trochę. Lubcie mnie chociaż. Chociaż lubcie mnie, bo ja nie umiem nie kochać was i jest mi źle tak bardzo, gdy mnie już nie chcecie, mimo słów waszych, szelestów, szumów, ciepła, deklaracji miłości wieki temu składanych. Wieki cale chyba. Tak mi się teraz zdaje.


      • olga_w_ogrodzie Re: tobołek 26.12.10, 05:22
        pieprzony kicz.
        pieprzone wszystko.
        ubrać się w kicz, ubrać niezdarnie.

        Brat napisał coś takiego /bo od chwili wlączenia gazu pisał na A4 w kratkę - najpierw normalne pismo, potem w 3. godzinie umierania już krzywe/ : dziwne. tak długo juz gaz włączony i nic.
        żyję.
        aż umarł.
        napisał jeszcze jak kocha mamę, że przeprasza, że jest nikim, że jest "ciepłe kluchy".
        jak bardzo było mu źle.
        gdy komu do śmiechu, to można obśmiać, ale koło kuchenki gazowej położył poduszkę od mamy - taką w paski regionalne, a na niej zdjęcie mamy.
        często myślę - samobójstwo, to impuls, ale jak trzeba się czuć nieszczęśliwym, by czekać na ulgę, śmierć 3 godziny ?
        nie wycofać się ?
        znaczy ból tak wielki, że już tylko to.

        Tata tyle palił.
        zgasił papierosa przed wejściem do tej chaty horroru wiecznego.
        byla szansa, gdyby nie zgasił, że wszystko poszloby w powietrze.
        potem zobaczył Człowieka o orzechowych oczach i pięknej uszy /nie ma co się śmiać - Pięknej Duszy/ i wybiegł na ulicę, płakał.- i coś bełkotał niezrozumiale.

        a potem, to wielki twardziel - ojciec Zmarłego, zawodowy wojak,
        łaził, łaził po pokoju u Babci, nic nie gadał, a potem tak nagle się przytulił do małej dziewczynki i rozpłakał wreszcie. i go dziewczyneczka głaskala po plecach i się wszystko pomieszalo - żal, bo Brat
        ale i jakiś rodzaj szczęścia,
        gdyż zatwardziały wojak wyszkolony w garnizonie pękl i szukał pociechy u dziewusi co ją nazywał jak Brat zlotowłosą królewną.

        a Brat, gdy raz pojechał na wycieczkę do Wroclawia, albo może się mi myli, że tam, to przywiózł podarek - to na pewno nie pomyłka - pierścionek cały pozłacany z oczkiem zielonym.
        i się cieszył, gdy siostra tak bardzo się radowała, bo to był pierścionek nie byle jaki.
        Brat mógł wszakże cuksów sobie nakupić, a wolał gówniarze ten pierścionek...

        a Ty, Mskaiq,sugerujesz, iż umarł, bo nie było empatii.
        no to mnie kaleczysz, jak ostatnio, co chwila.
        mówi się o zmarlych dobrze, bo wypada.
        o Bracie nie trzeba - było prawdą bez "wypada."
        i każdy, kto znał wiedział, że niezwyły On, wrażliwy,
        ale, gdy mówił, że się zabije, to to się głowie nie mieściło.
        nie z powodu braku empatii.
        po prostu był tak radosną dobrocią, że nikt nie uwierzył.
        a i tak Jego bycie na krawędzi wyczuła córka dobrego, szczecińskiego psychologa.
        umówiła Go na dzień przed śmiercią.
        nie dał rady.
        dzień za poźno.
        a Ty, Mskaiq mnie załatwiasz mową o braku empatii.

        nigdy Krzyś nie sni mi się jako umarły.
        sen jest zawsze ten sam - był jakiś powód dla którego on chcial wyjechać, zniknąć i jest taki słaby, źle wygląda, ale żyje i prosi i niewtrynianie się w Jego życie.
        zawsze,a le to zawsze to mi się sni na Jego temat.

        On nie chciał tu być.
        • elzbieta007 Re: tobołek 26.12.10, 18:38
          Wstrząsające.
          Kto skazuje ludzi na takie cierpienie? Kto?
      • elzbieta007 Re: tobołek 26.12.10, 18:34
        Ja Cię kocham, Olgo. Moja miłość nie zastąpi miłości mamy, taty, męża... Tych wszystkich ludzi z przeszłości. I nie wiem, czy czujesz moją miłość. Bo może jest tak, Olgo, że kochamy, ale nie umiemy tego wyrazić. A jeśli nie umiemy wyrazić, pokazać jej, to ten, ku komu kierujemy swoje uczucie, nic o nim nie wie. I nie czuje... I wydaje mu się, że jest samotny i opuszczony... Nie wiem, jak było kiedyś. Ale dziś masz tych, którzy Cię kochają.
        • olga_w_ogrodzie Re: tobołek 26.12.10, 19:07
          przepraszam.
          po prostu pozwoliłam sobie na bycie tamtą dziewczynką.
          żal mi się zrobiło tego dzieciaka.
          a Tata zrobił potem wszystko, co mógł i jak już się cieszyłam, że Go mam, to bezczelnie umarł.
    • lucyna_n Re: tobołek 26.12.10, 20:06
      takie to wszystko
      że lepiej sobie nie przypominać
      znowu dalam się zwabić do tzw rodzinnego domu ze świąteczną wizytą,a le nie umialam ladnie rozmawiać i wyproszono mnie przed kolacją,

      a jeszcze Olga takie rzeczy tutaj
      nic tylko siąść i płakać..

      dobrze że jutro już koniec, a od nowego poniedziałku nowe sprawy, praca, zajęcia, własny dom, wlasne małe przyjemności, spacer po śnieżnym lesie. I to trzeba docenić, i to pielęgnować tu u teraz, bo świata nie zbawię, a przeszłość straszy.
      • chenowith Re: tobołek 26.12.10, 20:48
        święta z fasonem


        przynajmniej bez nijakości.

        zimne "z poważaniem"
        też brzydzi
        • olga_w_ogrodzie Re: tobołek 27.12.10, 13:29
          na skraju byłam.
          chcę udawać, że nie potoczyłam się w dól na dobre.
          dziękować Bogu, że już po tych świętach i że żyletki w sklepie trudno nabyć.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka