Dodaj do ulubionych

męczę się

03.07.13, 11:41
męczę się
każdy dzień to jakaś walka o przetrwanie
żeby nie zwariować
nieumiejętność wydostania się z 4 ścian
brak pozytywnego myślenia
samotność
powinnam szukać pracy, coś tak szukam, ale jaką mam szansę z tymi niedepresyjnymi?
w tym roku chyba znów nie będzie wakacji, bo już prawie stopniała gotówka zaoszczędzona
z poprzedniej pracy
a może zaryzykować i jeszcze na tydzień gdzieś pojechać?
tak trudno podjąć decyzje
ryzyko

czy też czasem tak musicie walczyć, z ogarniającym was stanem? lękiem, że zaraz "odlecicie"?
Na obiedzie u rodziny, w domu, w pracy...
Ja walczę potem przechodzi i zapominam znów na jakiś czas.
Walka żeby przetrwać dzień i myśl, że to chyba nie tak powinno wyglądać, przecież życie jest ograniczone, powinniśmy się cieszyć i wykorzystywać każdą chwilę.

Uczucie wieczornej pustki i popołudniowego prawie, że na skraju.

Czasem chyba wiemy co zrobić, żeby nie zwariować. Tylko, że nie zawsze warunki sprzyjają.
Niby mamy sprawczość w swoim życiu. A u mnie non-stop powtarzają się sytuacje, które wiem, że dla mojej psychiki nie są dobre a nie umiem ich unikać...

....:-(
Obserwuj wątek
    • dolor Re: męczę się 04.07.13, 11:23
      just_sadness napisała:

      > Czasem chyba wiemy co zrobić, żeby nie zwariować. Tylko, że nie zawsze warunki
      > sprzyjają.

      Często chyba wiemy co zrobić, żeby nie zwariować. Tylko rzadko tej wiedzy ufamy.
      Jakoś udało mi się nauczyć "unikać niedobrych dla psychiki sytuacji". Teraz wypełniam czas powtarzaniem błędów równie głupich, ale dużo mniej szkodliwych.
      Deprywacja sensoryczna, śliczne określenie na jedyną rzecz, która mi pomagała, jak było źle. Jak długo się dało i dokąd naprawdę się nie zapragnęło czegoś zrobić. Nie mam pojęcia, co pomaga innym, choć mam kilka podejrzeń, co szkodzi.
      Ps. Łatwiej nauczyć świnię latać, niż depresiaka myśleć pozytywnie. Realizm wydaje się w zupełności wystarczać.
      Ps2. Nowy nick, czy nowy człowiek?
      • just_sadness Re: męczę się 09.07.13, 19:41
        Oj jakoś tydzień łagodniejszy dla mnie.

        >Często chyba wiemy co zrobić, żeby nie zwariować. Tylko rzadko tej wiedzy ufamy

        Ja ufam ale z realizacją już mi nie wychodzi...

        >Jakoś udało mi się nauczyć "unikać niedobrych dla psychiki sytuacji". Teraz wyp
        >ełniam czas powtarzaniem błędów równie głupich, ale dużo mniej szkodliwych.

        przynajmniej mniej szkodliwe,
        hmm może też powinnam jakichś takich substytutów poszukać, rozwiązań pośrednich

        > Deprywacja sensoryczna, śliczne określenie na jedyną rzecz, która mi pomagała,
        > jak było źle.

        Deprywacja sensoryczna, ech u mnie jest tak, że czasem mam jej za dużo. Po prostu nuda i pustka. A do tego mała fobia społeczna, która bezstresowe wyjście na zewnątrz (na przykład "do ludzi") rozwianie nudy i pustki odrobinę utrudnia.
        Ale fakt jest w tym jakaś metoda położyć się i nic nie robić i poczekać aż się zachce.

        Mnie jeszcze pomaga aktywność fizyczna - spacer, rower, basen... rozwiać we mnie na chwilę to wewnętrzną pustkę.

        >Łatwiej nauczyć świnię latać, niż depresiaka myśleć pozytywnie

        Fakt to jak próba sformatowania swojego twardego dysku, z programem, który został wgrany dawno, dawno temu......

        Próbuję... zwizualizować cele których nie mam.
        Wycinam z gazety zdjęcia, które mają przypomnieć mi jakie mam pragnienia...

        Wpadam, czytam forum ale piszę pierwszy raz.






        • dolor Re: męczę się 11.07.13, 21:16
          just_sadness napisała:

          > Oj jakoś tydzień łagodniejszy dla mnie.

          Oj. Niedobrze. A już się zaczynałem odnajdywać jako Wujek Dobra Rada. Nic tak nie pomaga zapomnieć o własnej nieudolności, jak pouczanie innych, jak powinni żyć.
          >
          > Deprywacja sensoryczna, ech u mnie jest tak, że czasem mam jej za dużo. Po pros
          > tu nuda i pustka. A do tego mała fobia społeczna, która bezstresowe wyjście na
          > zewnątrz (na przykład "do ludzi") rozwianie nudy i pustki odrobinę utrudnia.
          > Ale fakt jest w tym jakaś metoda położyć się i nic nie robić i poczekać aż się
          > zachce.

          Przeczekać w lenistwie ciut dłużej, aż powstrzymywanie się zacznie być trudniejsze niż aktywność.

          Mała fobia społeczna, to się chyba kiedyś nieśmiałość nazywało. Dość powszechna cecha, wciąż mi jej nieco zostało. Aczkolwiek jak niedawno próbowałem poczytać co wielki szaman Zimbardo ma na ten temat do powiedzenia, okazało się, że widzi ją wszędzie, także u morderców, którzy wolą zabić, niż się komuś sprzeciwić. Rozkosznie naciągane.
          >
          > Mnie jeszcze pomaga aktywność fizyczna - spacer, rower, basen... rozwiać we mni
          > e na chwilę to wewnętrzną pustkę.

          Faktycznie, zadyszka wiele rozwiewa.
          >
          > >Łatwiej nauczyć świnię latać, niż depresiaka myśleć pozytywnie
          >
          > Fakt to jak próba sformatowania swojego twardego dysku, z programem, który zost
          > ał wgrany dawno, dawno temu......

          Niby się da, ale wygląda dziwnie:
          https://img15.allegroimg.pl/photos/oryginal/32/12/42/34/3212423484

          > Próbuję... zwizualizować cele których nie mam.
          > Wycinam z gazety zdjęcia, które mają przypomnieć mi jakie mam pragnienia...

          Ostateczny krach systemu korporacji? Aż mnie zaciekawiło, co można sobie wyciąć.

          > Wpadam, czytam forum ale piszę pierwszy raz.
          >
          Niewiele tu zostało do czytania. Pewnie nawet nie będzie Ci miał kto napisać tradycyjnego "wypad z foruma".
          • just_sadness Re: męczę się 15.07.13, 16:08
            > Oj. Niedobrze. A już się zaczynałem odnajdywać jako Wujek Dobra Rada. Nic tak n
            > ie pomaga zapomnieć o własnej nieudolności, jak pouczanie innych, jak powinni ż
            > yć.

            i następny tydzień...czasem myślę też - "Oj. Niedobrze."
            Może lepiej przeżyć jeden duży kryzys i mieć szansę wszystko poukładać niż non-stop być na skraju...(?)

            > Przeczekać w lenistwie ciut dłużej, aż powstrzymywanie się zacznie być trudniej
            > sze niż aktywność.

            Niby tak ale potem łapie mnie chandra - nie mam pracy, kasa topnieje, a ja czuję się zerem, które nic nie umie. I nie przepadam za wychodzeniem "out". A z drugiej strony tak często czuję się zmęczona stagnacją życia mojego. I już myślę, że lepiej było by odejść.

            Ale u mnie jak w tym tekście Strachów na Lachy:
            "Smutno tutaj jest tu nic nie dzieje się
            Ciągle siąpi deszcz, a kiedy spadnie śnieg
            Zimniej u mnie jest zamarzłabyś na śmierć
            Nie potrafię skoczyć w dół
            Nie umiem wyjść na brzeg"

            Chociaż akurat wolę jesień i zimę czas zawieszenia i gdy ludność poukrywana w swoich domach, wolę od wiosny i lata czasu gwaru i wypełzania ze swoich nor, czasu wakacji, nie da się schować w grubej kurtce ani pod parasolem.

            > Mała fobia społeczna, to się chyba kiedyś nieśmiałość nazywało. Dość powszechna
            > cecha, wciąż mi jej nieco zostało. Aczkolwiek jak niedawno próbowałem poczytać
            > co wielki szaman Zimbardo ma na ten temat do powiedzenia, okazało się, że widz
            > i ją wszędzie, także u morderców, którzy wolą zabić, niż się komuś sprzeciwić.
            > Rozkosznie naciągane.

            hm ciekawe może nieśmiałość czasem wyzwala agresję
            Przyznaję że czuję się czasem samotną wyspą, jestem sama, tylko ja tak mam.
            Nie lubię tłumów ostatnio siedząc a kawiarni i próbując obserwować ludzi stwierdziłam,
            że to nie tak że wszyscy się lubię i z uśmiechem i pewnością brną przed siebie.

            > Niby się da, ale wygląda dziwnie:

            Ciekawe czy Kłapouch był szczęśliwy będąc Kłapouchem, swoją drogą jakby nie było Kłapoucha nie było by tylu fajnych cytatów:
            pl.wikiquote.org/wiki/K%C5%82apouchy
            --->Kiedy spytają cię, jak się masz, odpowiedz po prostu, że wcale.
            --->Czasami leżę w trawie i wcale mnie nie widać – mruknął Osiołek – i świat jest taki ładny. A potem przychodzi ktoś i pyta: „jak się dziś czujesz?” I zaraz okazuje się, że okropnie...
            --->Ja też się sobie nie podobam
            Opis: po tym jak spanikowany Gofer wpadł na niego i zemdlał

            > > Próbuję... zwizualizować cele których nie mam.
            > > Wycinam z gazety zdjęcia, które mają przypomnieć mi jakie mam pragnienia.
            > ..
            >
            > Ostateczny krach systemu korporacji? Aż mnie zaciekawiło, co można sobie wyciąć

            nigdy chyba nie było systemu
            coś co cokolwiek porusza środek i budzi tęsknoty, dla każdego coś innego - przestrzeń, zieloność trawy, piękny dziergany swetr z naturalnej wełny, włosy rozwiane na wietrze

            > > Wpadam, czytam forum ale piszę pierwszy raz.
            > >
            > Niewiele tu zostało do czytania. Pewnie nawet nie będzie Ci miał kto napisać t
            > radycyjnego "wypad z foruma".

            No widzę, że jakoś forum zastygło. A ja tak piszę i uzewnętrznuję się.



            • dolor Re: męczę się 19.07.13, 01:14
              just_sadness napisała:

              > Może lepiej przeżyć jeden duży kryzys i mieć szansę wszystko poukładać niż non-
              > stop być na skraju...(?)

              Trochę jakby przechodząc nad przepaścią zastanawiać się, czy zamiast balansować nie lepiej spaść, potem się może jakoś pozrasta. Niemądre, choć bywa bardzo kuszące.

              > Niby tak ale potem łapie mnie chandra - nie mam pracy, kasa topnieje, a ja czuj
              > ę się zerem, które nic nie umie. I nie przepadam za wychodzeniem "out". A z dru
              > giej strony tak często czuję się zmęczona stagnacją życia mojego. I już myślę,
              > że lepiej było by odejść.

              Pamiętam ten komfort wyboru, kiedy każdej decyzji i tak się żałuje, więc równie dobrze można sobie rzucić monetą.

              > Ale u mnie jak w tym tekście Strachów na Lachy

              Depressive black metal często wyraża to prościej, wyciem. Nie jest to jednak mój ulubiony gatunek.

              > Chociaż akurat wolę jesień i zimę czas zawieszenia i gdy ludność poukrywana w s
              > woich domach, wolę od wiosny i lata czasu gwaru i wypełzania ze swoich nor, cza
              > su wakacji, nie da się schować w grubej kurtce ani pod parasolem.

              Ludzie to ciekawe zwierzęta. Da się przywyknąć do ich obecności.

              > hm ciekawe może nieśmiałość czasem wyzwala agresję
              > Przyznaję że czuję się czasem samotną wyspą, jestem sama, tylko ja tak mam.
              > Nie lubię tłumów ostatnio siedząc a kawiarni i próbując obserwować ludzi stwier
              > dziłam,
              > że to nie tak że wszyscy się lubię i z uśmiechem i pewnością brną przed siebie.

              Jest kilka miliardów samotnych ludzi.

              > > Niby się da, ale wygląda dziwnie:
              >
              > Ciekawe czy Kłapouch był szczęśliwy będąc Kłapouchem

              Pewnie nie byłby też szczęśliwy będąc czymś innym. Jak dobry bramin.
              www.linux.net.pl/~wkotwica/oswiecenie/Historia-dobrego-bramina--Wolter.html
              , swoją drogą jakby nie był
              > o Kłapoucha nie było by tylu fajnych cytatów:

              Zawsze jeszcze byłby Cioran. Ten to dopiero potrafił jęczeć.
              "Co to jest wyrzut sumienia? To chęć poczucia się winnym, rozkosz martwienia się, ujrzenia się i poczucia czarniejszym niż w rzeczywistości".
              cytaty.eu/autor/emilcioran.html
              > No widzę, że jakoś forum zastygło. A ja tak piszę i uzewnętrznuję się.

              Wykruszyli się Anonimowi Melancholicy, uzależnieni od "wspierania" młodszych stażem. Nawet zapasy w kisielu się skończyły. Wzorzec porządnego, depresyjnego forum. Pustka.
              • just_sadness Re: męczę się 20.07.13, 23:20
                > > Może lepiej przeżyć jeden duży kryzys i mieć szansę wszystko poukładać ni
                > ż non-
                > > stop być na skraju...(?)
                >
                > Trochę jakby przechodząc nad przepaścią zastanawiać się, czy zamiast balansować
                > nie lepiej spaść, potem się może jakoś pozrasta. Niemądre, choć bywa bardzo ku
                > szące.

                Ostatnio miałam styczność z osobą, która powiedziała mi, że w pewnym momencie swojego życia po tym jak zostawiła ją bliska osoba, zaczęła mieć objawy lękowe (między innymi duszności) które, uniemożliwiły jej one normalne funkcjonowanie to zmusiło ją do szukania pomocy. I wtedy zgłosiła się na terapię 3 miesięczną na oddziale dziennym. Powiedziała, że "przerobiła tam wszystko", iż terapia jej pomogła i że może mogła zmagać się z tym sama ale trwałoby to nie pół roku a może i 5 lat.
                Stąd moje wnioski jak powyżej o sytuacji, która nas do czegoś zmusza.

                Spadanie w przepaść jest bardzo obrazowe. Roztrzaskiwanie się. Nie, chyba nikt tego nie chce. Rozumiem, że Twoim zdaniem nie każdy kryzys pomaga wyjść na prostą. Nie zawsze otrzymuje się pomoc.
                Bardzo dawno temu moja kuzynka po tym jak zostawił ją chłopak podjęła próbę samobójczą, potrzymali ją trochę w szpitalu i puścili do domu. Nikt w tym szpitalu z nią nie rozmawiał, nie pytał się o powody.
                Miałam też koleżankę, która zachorowała w szkole średniej na schizofrenię, po tym jak trafiła do szpitala, trafiała tam już później jak bumerang.


                > Pamiętam ten komfort wyboru, kiedy każdej decyzji i tak się żałuje, więc równie
                > dobrze można sobie rzucić monetą.

                tak, to takie niezbyt optymistycznie nastrajające, którą porażkę wybrać

                >
                > > Ale u mnie jak w tym tekście Strachów na Lachy
                >
                > Depressive black metal często wyraża to prościej, wyciem. Nie jest to jednak mó
                > j ulubiony gatunek.

                Tak, to takie moje wycie.

                > Ludzie to ciekawe zwierzęta. Da się przywyknąć do ich obecności.

                Gorzej jak w kącikach ust widać krew innych ludzi. Wtedy sensownym wydaje się wybór chowania się w miejscach gdzie tych istot jest mniej.

                > Jest kilka miliardów samotnych ludzi.

                smutne

                >Pewnie nie byłby też szczęśliwy będąc czymś innym. Jak dobry bramin.

                hm jednak jesteśmy przywiązani do samych siebie

                > Zawsze jeszcze byłby Cioran. Ten to dopiero potrafił jęczeć.
                > "Co to jest wyrzut sumienia? To chęć poczucia się winnym, rozkosz martwienia si
                > ę, ujrzenia się i poczucia czarniejszym niż w rzeczywistości".
                > cytaty.eu/autor/emilcioran.html

                jęczy ale tak nawet swojsko :-)

                "Co pan robi? - Czekam na siebie."

                > Wykruszyli się Anonimowi Melancholicy, uzależnieni od "wspierania" młodszych st
                > ażem. Nawet zapasy w kisielu się skończyły. Wzorzec porządnego, depresyjnego fo
                > rum. Pustka.

                Powiało smutkiem :-(, może wrócą...
                • dolor Re: męczę się 21.07.13, 02:50
                  just_sadness napisała:

                  > Ostatnio miałam styczność z osobą, która powiedziała mi, że w pewnym momencie s
                  > wojego życia po tym jak zostawiła ją bliska osoba, zaczęła mieć objawy lękowe (
                  > między innymi duszności) które, uniemożliwiły jej one normalne funkcjonowanie t
                  > o zmusiło ją do szukania pomocy. I wtedy zgłosiła się na terapię 3 miesięczną n
                  > a oddziale dziennym. Powiedziała, że "przerobiła tam wszystko", iż terapia jej
                  > pomogła i że może mogła zmagać się z tym sama ale trwałoby to nie pół roku a mo
                  > że i 5 lat.

                  Przerobić wszystko w pół roku, to jest coś. Aczkolwiek jako skończony sceptyk nie dowierzam nigdy temu wulgarnemu czasownikowi. Choć pogadać o tym, co leży na układzie limbicznym - pewnie miło.

                  (A moje duszności i kołatania przeszły jak tylko zacząłem się cieszyć, że je mam, bo miałem nadzieję umrzeć od tego. Strasznie to dawno było, młody bylem i głupi, na szczęście już nie jestem młody).

                  > Stąd moje wnioski jak powyżej o sytuacji, która nas do czegoś zmusza.

                  Zmuszeni jesteśmy dopiero gdy pozwolimy się zmusić.

                  > Spadanie w przepaść jest bardzo obrazowe. Roztrzaskiwanie się. Nie, chyba nikt
                  > tego nie chce. Rozumiem, że Twoim zdaniem nie każdy kryzys pomaga wyjść na pros
                  > tą. Nie zawsze otrzymuje się pomoc.
                  > Bardzo dawno temu moja kuzynka po tym jak zostawił ją chłopak podjęła próbę sam
                  > obójczą, potrzymali ją trochę w szpitalu i puścili do domu. Nikt w tym szpitalu
                  > z nią nie rozmawiał, nie pytał się o powody.
                  > Miałam też koleżankę, która zachorowała w szkole średniej na schizofrenię, po t
                  > ym jak trafiła do szpitala, trafiała tam już później jak bumerang.

                  Nie zawsze dostajemy, Nie zawsze to, co nam oferują, rzeczywiście jest pomocą. Nie lubię debetów. Ale ja to ja, wiem co nieco tylko o oswajaniu własnego świra.

                  Jednak anegdot też sporo znam.
                  Moja przyjaciółka np. przysłała mi kiedyś esemesa pożegnalnego. Zadzwoniłem do niej z pytaniem, czy aby jest pewna. Stwierdziła, że nie, i że zwymiotowała już część tego, co zażyła. Po czym spała jakieś 48 godzin. O ile mi wiadomo, pozbierała się sama mimo wcześniejszych upadków i "pomocy". Itd.
                  >
                  > tak, to takie niezbyt optymistycznie nastrajające, którą porażkę wybrać

                  Nie lubisz wolności od konieczności wyboru? Ja czasami uwielbiam, choć wolałbym nie.
                  >
                  > Tak, to takie moje wycie.

                  Nie obraź się. Wyłem podobnie. To dość popularne i powtarzalne. Jakby coś mówiło zamiast ciebie, wciąż to samo, nawet tymi samymi słowami.
                  >
                  > > Ludzie to ciekawe zwierzęta. Da się przywyknąć do ich obecności.
                  >
                  > Gorzej jak w kącikach ust widać krew innych ludzi. Wtedy sensownym wydaje się w
                  > ybór chowania się w miejscach gdzie tych istot jest mniej.

                  I tak nikt nie potrafi ukąsić mnie tak jak ja sam. Choć kilka niezwykle utalentowanych osób poznałem.
                  >
                  > > Jest kilka miliardów samotnych ludzi.
                  >
                  > smutne

                  Gdyby była jedna, to by było prawdziwie smutne. A tak to tylko iluzja smutnego.
                  >
                  > hm jednak jesteśmy przywiązani do samych siebie

                  Mamy siebie i to, co możemy w zamian otrzymać. Nie grozi Ci bankructwo. Co najwyżej umrzesz z głodu z fortuną ukrytą pod materacem.

                  > Powiało smutkiem :-(, może wrócą...

                  Może lepiej nie? Nie wiem i tego.
                  • just_sadness Re: męczę się 30.07.13, 12:49
                    >Choć pogadać o tym, co leży na układzie limbicznym - pewnie miło.

                    z pewnością tak

                    Czasem są rzeczy, które wymagają od nas odwagi (?). Nie należę do osób zbyt odważnych i dopiero jak sytuacja mnie zmusza. To zaczynam coś robić (na przykład udaje się po antydepresanty jak rzeczywistość wokół mnie zaczyna być jak mgła).
                    A ja bardzo długo sobie tak trwam na krawędzi tej mgły, prawie całe życie.
                    Wiem, niektórzy powiedzą to po prostu taka ja. Taki smutek.

                    > (A moje duszności i kołatania przeszły jak tylko zacząłem się cieszyć, że je ma
                    > m, bo miałem nadzieję umrzeć od tego. Strasznie to dawno było, młody bylem i gł
                    > upi, na szczęście już nie jestem młody).

                    Mechanizmy psychiki...

                    > Nie zawsze dostajemy, Nie zawsze to, co nam oferują, rzeczywiście jest pomocą.
                    > Nie lubię debetów. Ale ja to ja, wiem co nieco tylko o oswajaniu własnego świra

                    :-)
                    No ale przecież jednak Ci ludzie - psychologowie, psychiatrzy od czegoś są, może z latami stępiła im się wrażliwość, bo jednak to też praca, forma zarobku ale może jednak trochę zależy im, żeby pomóc, nie tylko odhaczyć.

                    Podobno jesteśmy tymi no stadnymi.

                    Też nie lubię pomocy, która mi uwłacza, mojemu poczuciu godności.
                    Lepiej sobie radzić niż nie radzić z pewnością.

                    > Jednak anegdot też sporo znam.
                    > Moja przyjaciółka np. przysłała mi kiedyś esemesa pożegnalnego. Zadzwoniłem do
                    > niej z pytaniem, czy aby jest pewna. Stwierdziła, że nie, i że zwymiotowała już
                    > część tego, co zażyła. Po czym spała jakieś 48 godzin. O ile mi wiadomo, pozbi
                    > erała się sama mimo wcześniejszych upadków i "pomocy". Itd.

                    Spać 48 godzin... no no no.
                    No tak najfajniej jest się samemu pozbierać, posklejać, z przekonaniem dam radę teraz, to i dam radę później.

                    > Nie lubisz wolności od konieczności wyboru? Ja czasami uwielbiam, choć wolałbym
                    > nie.

                    hm czasem lubię, czasem fajnie nie decydować samemu. Życie dorosłe średnio mi wyszło :-/ ale to chyba też częściowo przez to że kiedyś byłam pozbawiana konieczności wyboru więc kiedy na chwile znów mentalnie ląduję na tylnym siedzeniu samochodu, dobrze mi tam, słucham muzyki, zajadam się czekoladowym wafelkami i obserwując mijane krajobrazy.
                    Ale wiem, że to se ne vrati. I co więcej się nie powinno już wrócić.

                    > I tak nikt nie potrafi ukąsić mnie tak jak ja sam. Choć kilka niezwykle utalent
                    > owanych osób poznałem.

                    heh ja podejrzewam siebie o pewien rodzaj nadwrażliwości, nawet na zadrapania bardzo krótko obciętych paznokci. Sama siebie oprócz tego że nie przepadam to nie kąsam specjalnie. Nawet cięć sobie nigdy porządnie nie umiałam zrobić, z tym, że skóra to taka delikatna materia, że nawet te kilka bardzo nieporadnych i nie dorastających do pięt zostało.

                    > Gdyby była jedna, to by było prawdziwie smutne. A tak to tylko iluzja smutnego.

                    :-(

                    > Mamy siebie i to, co możemy w zamian otrzymać. Nie grozi Ci bankructwo. Co najw
                    > yżej umrzesz z głodu z fortuną ukrytą pod materacem.

                    A może większość z nas umiera z fortuną ukrytą pod materacem...

                    > > Powiało smutkiem :-(, może wrócą...

                    Jeszcze tylko miesiąc wakacyjnych wojaży...





                    • dolor Re: męczę się 02.08.13, 20:00
                      just_sadness napisała:

                      > A ja bardzo długo sobie tak trwam na krawędzi tej mgły, prawie całe życie.
                      > Wiem, niektórzy powiedzą to po prostu taka ja. Taki smutek.

                      Szukasz bezmgielnych krajobrazów. Może Ci się uda.źćznale Pewność, że się nie uda, mamy tylko jeśli nie spróbujemy (choć szanse i ryzyko lepiej wcześniej skalkulować).
                      >
                      > No ale przecież jednak Ci ludzie - psychologowie, psychiatrzy od czegoś są, moż
                      > e z latami stępiła im się wrażliwość, bo jednak to też praca, forma zarobku ale
                      > może jednak trochę zależy im, żeby pomóc, nie tylko odhaczyć.

                      Ci ludzie mają wiedzę przekazaną przez ich mentorów oraz "doświadczenie kliniczne" nie wolne od efektu eksperymentatora. A nie ma ludzi o silniejszych mechanizmach obronnych niż psychologowie. Chociaż i psychiatrzy są nieźli, po publikacji metanalizy Kirsha, z której miało wynikać, że antydepresanty u ludzi z lekką i średnią depresją mają skuteczność porównywalną z placebo, czytałem głos psychiatry, który twierdził: może i badania na to wskazują, ale każdy, kto ma doświadczenie terapeutyczne, wie, że są skuteczne.
                      A właśnie, czy ktoś wie, jaka jest aktualna teoria wyjaśniająca dlaczego leki zwiększające poziom serotoniny są skuteczne w terapii depresji? Znam już całkiem sporo różnych, a ostatnio nie sprawdzałem.
                      Są terapie skuteczne przy pewnych problemach. I mnóstwo innych, które się zaleca niczym homeopatię.
                      >
                      > Podobno jesteśmy tymi no stadnymi.
                      >
                      Ponoć tak twierdził mój ojciec nieznany. Ja to rozwinąłem do: człowiek jest zwierzęciem stadnym, ale człowiekiem samotnym.

                      > hm czasem lubię, czasem fajnie nie decydować samemu. Życie dorosłe średnio mi w
                      > yszło :-/ ale to chyba też częściowo przez to że kiedyś byłam pozbawiana koniec
                      > zności wyboru więc kiedy na chwile znów mentalnie ląduję na tylnym siedzeniu sa
                      > mochodu, dobrze mi tam, słucham muzyki, zajadam się czekoladowym wafelkami i ob
                      > serwując mijane krajobrazy.
                      > Ale wiem, że to se ne vrati. I co więcej się nie powinno już wrócić.

                      I tak pewnie jesteś dorosłym dzieckiem;) wszyscy są. Jak np. to czytałem:

                      "Dorosłe dzieci alkoholików myślą, że różnią się od wszystkich innych. I częściowo wcale się nie mylą. Ich dom rzeczywiście był inny od domów ich rówieśników. Nie nauczyli się zdrowych kontaktów. W grupach, w których przebywają obecnie, tak jak za dzieciństwa, czują się odmieńcami. Są nienaturalni.
                      Zgadują tylko, co jest normalne. Nie wiedzą, bo żyli w chaosie, bo nie posiadają żadnego wzorca postępowania. W dorosłym życiu naśladują "normalne" zachowania innych, nie mając wiedzy potrzebnej do dokonywania rozróżnienia, co jest a co nie jest "normalne". Gubią się w najprostszych sprawach. W każdej niemal sytuacji zastanawiają się czy ich zachowanie jest takie jak być powinno. Nie zapytają, bo wstydzą się tego, że nie wiedzą. Otrzymując sprzeczne informacje od rodziców, nauczyli się, że pytać nie ma sensu lub, że pytać nie wolno. W tej sytuacji jest im bardzo trudno nawiązywać bliskie kontakty. Choć panicznie potrzebują i pragną związków, nie potrafią ich nawiązać. Powodów jest wiele. Nie mając systemu odniesienia dorosłe dziecko alkoholika nie wie jak wygląda zdrowa relacja. Kolejnym powodem jest doświadczenie przyciągania i odpychania przez rodzica. Bez szczególnych powodów, dziecko raz czuło się kochane, a raz odrzucane. Stąd bierze się przytłaczający dla dorosłych dzieci alkoholików lęk przed odrzuceniem. Drobne nieporozumienia urastają do rangi poważnych problemów. To skutecznie eliminuje szansę na spontaniczność tak potrzebną w rozwijającym się związku. Wiecznie niezaspokojona potrzeba uznania, brak zaufania w trwałość relacji potęgują frustracje służące tylko rozpadowi relacji."

                      nabrałem pewności, że moja matka tylko udawała wstrzemięźliwość :)

                      > > Mamy siebie i to, co możemy w zamian otrzymać. Nie grozi Ci bankructwo. C
                      > o najwyżej umrzesz z głodu z fortuną ukrytą pod materacem.
                      >
                      > A może większość z nas umiera z fortuną ukrytą pod materacem...

                      Ponoć tylko co czwarty jest zaburzony? To jednak mniejszość...
                      Możesz przynajmniej popróbować handlu. Tu jakieś sukcesy już masz.
                      • just_sadness Re: męczę się 06.08.13, 22:06
                        Szukam bezmgielnych krajobrazów? Chciałabym po prostu czuć się dobrze. Próbuję już dość dlugo znaleźć odpowiedź co zrobić, żeby czuć się dobrze. Za dlugo. Myślę, że od lat stoję w miejscu. Kilka spotkań u psychoterapeutki może to był ok kierunek. Rozpoczęcie tak zwanej pracy nad sobą. Czasem to u mnie polegało na próbach odpowiedzi na proste pytania, w których można odnaleźć troche siebie. Czasem na uświadomieniu sobie swoich reakcji w danych sytuacjach.

                        Moja reakcja na antydepresanty
                        Brałam bodajże przez dwa dłuższe okresy.
                        Całkiem pierwsza była próba z seroxatem przerwana po kilku dniach, potem efectin do spółki z permazyną, której nie brałam potem luxeta, elicea.
                        Lęki depresyjne doprowadzają mnie do stanu przed ale nie zmieniają mi charakteru.
                        Myślę, że w moim wypadku nie ma efektu placebo, bo i tak zazwyczaj zbyt wiele po tym, ze zaczynam brać leki sobie nie obiecuje. Tylko wracam do pionu.
                        Kiedy musiałam przerwać
                        psychoterapię.Widziałam zmieszanie u psychoterapeutki. Mogło to mieć różne przyczyny.chyba, żeby konfortowo funkcjonować, muszą uruchamiać mechanizmy obronne.

                        Ojciec nieznany no to tak bardzo niemiło :-(
                        Stadni, samotni...
                        Kiedyś kupilam sobie książkę "odporność psychiczna" siedem filarow i jeden z rozdzialow miał tytuł budowanie kontaktów - wspólnota daje siłę.

                        Z pewnością jestem doroslym dzieckiem. Czasem tez myśle ze mentalnie utknelam.w jakims przedziale wiekowym. Pewne potrzeby się u mni nie pojawily albo zostaly stlumione.
                        Do mnie to tak pasuje dziecko niezauwazane.

                        Tylko co czwarty zaburzony... może być...
                        • dolor Re: męczę się 09.08.13, 19:32
                          just_sadness napisała:

                          > Lęki depresyjne doprowadzają mnie do stanu przed ale nie zmieniają mi charakter
                          > u.
                          > Myślę, że w moim wypadku nie ma efektu placebo, bo i tak zazwyczaj zbyt wiele p
                          > o tym, ze zaczynam brać leki sobie nie obiecuje. Tylko wracam do pionu.

                          Nawet to nie jest pewne. Efekt placebo jest dość niezwykły. Pomijając zwykłą poprawę stanu wynikają ą z upływu czasu, zdarzają się np. takie reakcje, jak w badaniu, gdy porównywano lek, grupę kontrolną nie leczoną (35% poprawy) i zażywającą placebo, ale wcześniej dokładnie o tym poinformowaną i z opakowań z napisem "placebo" (59% poprawy). Jeśli oczywiście badanie było wykonywane prawidłowo, bo często diabeł w szczegółach.

                          > Ojciec nieznany no to tak bardzo niemiło :-(

                          Nie aż tak. Znaczy widziałem ze 2 razy w sądzie. Nie wydaje mi się, żebym szczególnie miał czego żałować, choć raczej nie przekonały mnie sugestie matki, że to najgorszy człowiek na świecie. Zwłaszcza że niejednokrotnie wydawało mi się, że sam jestem tym naj.

                          > Kiedyś kupilam sobie książkę "odporność psychiczna" siedem filarow i jeden z ro
                          > zdzialow miał tytuł budowanie kontaktów - wspólnota daje siłę.

                          Szukanie popieram. Choć znalezienie wspólnoty z ludźmi podobnymi nie jest proste, a z innymi - satysfakcjonujące. A jak Ci ze Szczurem? Dobrze, źle, nijak?
                          >
                          > Z pewnością jestem doroslym dzieckiem. Czasem tez myśle ze mentalnie utknelam.w
                          > jakims przedziale wiekowym. Pewne potrzeby się u mni nie pojawily albo zostaly
                          > stlumione.
                          > Do mnie to tak pasuje dziecko niezauwazane.

                          A mnie nic nie charakteryzuje lepiej niż to:
                          "Masz potrzebę by ludzie cię lubili i podziwiali, jednak jesteś osobą krytyczną wobec siebie. Masz pewne wady osobowości, ale potrafisz je kompensować tym, co jest w tobie dobre. Masz duże możliwości, które wciąż pozostają niewykorzystane. O ile na zewnątrz możesz wyglądać na osobę zdyscyplinowaną i opanowaną, wewnątrz często trapi cię niepewność i martwisz się o wiele spraw. Niekiedy masz poważne wątpliwości, czy twoja decyzja była dobra albo czy twoje czyny były właściwe. Lubisz pewną ilość zmian i różnorodności, a kiedy osaczają cię ograniczenia odczuwasz niezadowolenie. Cenisz sobie własną niezależność myślenia i nie przyjmujesz cudzych twierdzeń bez przekonujących dowodów. Życie nauczyło cię, aby nie przesadzać ze szczerością kiedy się przed kimś otwierasz. Czasem bywasz osobą otwartą na ludzi, przystępną i towarzyską, ale innym razem zamkniętą, ostrożną i zdystansowaną. Niektóre z twoich marzeń wydają się być nierealistyczne."

                          > Tylko co czwarty zaburzony... może być...

                          Albo może nie być, o to jest pytanie.
                          • just_sadness Re: męczę się 14.08.13, 19:49
                            > Nawet to nie jest pewne. Efekt placebo jest dość niezwykły. Pomijając zwykłą po
                            > prawę stanu wynikają ą z upływu czasu, zdarzają się np. takie reakcje, jak w ba
                            > daniu, gdy porównywano lek, grupę kontrolną nie leczoną (35% poprawy) i zażywaj
                            > ącą placebo, ale wcześniej dokładnie o tym poinformowaną i z opakowań z napisem
                            > "placebo" (59% poprawy). Jeśli oczywiście badanie było wykonywane prawidłowo,
                            > bo często diabeł w szczegółach.

                            To uważasz, że leki (faramkologia) działa czy nie? Pomaga czy nie?:-)

                            > Nie aż tak. Znaczy widziałem ze 2 razy w sądzie. Nie wydaje mi się, żebym szcze
                            > gólnie miał czego żałować, choć raczej nie przekonały mnie sugestie matki, że t
                            > o najgorszy człowiek na świecie. Zwłaszcza że niejednokrotnie wydawało mi się,
                            > że sam jestem tym naj.

                            No to z pewnością szkoda, że relacji było brak :-/ Ale może faktycznie jak piszesz, może nawet lepiej (?) Mam nadzieję, że twoją mama nie stała się zbyt zgorzkniała przez tą sytuację :-/

                            > Szukanie popieram. Choć znalezienie wspólnoty z ludźmi podobnymi nie jest prost
                            > e, a z innymi - satysfakcjonujące. A jak Ci ze Szczurem? Dobrze, źle, nijak?

                            Czytając kilka archiwalnych wątków, trochę rozumiem żal, że na forum cichnie. Z drugiej strony forum tak długo trwa. Mam wrażenie, że w pewnym momencie nieźle się tu zgraliście:-) (jak klasa z liceum czy grupa na studiach?) ale w końcu nie nie trwa wiecznie, może jakiś zjazd sobie zrobicie po 10 latach, powspominać :-)
                            Wątki odświeżyć ;-)

                            > A mnie nic nie charakteryzuje lepiej niż to:
                            > "Masz potrzebę by ludzie cię lubili i podziwiali, jednak jesteś osobą krytyczną
                            > wobec siebie. Masz pewne wady osobowości, ale potrafisz je kompensować tym, co
                            > jest w tobie dobre. Masz duże możliwości, które wciąż pozostają niewykorzystan
                            > e. O ile na zewnątrz możesz wyglądać na osobę zdyscyplinowaną i opanowaną, wewn
                            > ątrz często trapi cię niepewność i martwisz się o wiele spraw. Niekiedy masz po
                            > ważne wątpliwości, czy twoja decyzja była dobra albo czy twoje czyny były właśc
                            > iwe. Lubisz pewną ilość zmian i różnorodności, a kiedy osaczają cię ograniczeni
                            > a odczuwasz niezadowolenie. Cenisz sobie własną niezależność myślenia i nie prz
                            > yjmujesz cudzych twierdzeń bez przekonujących dowodów. Życie nauczyło cię, aby
                            > nie przesadzać ze szczerością kiedy się przed kimś otwierasz. Czasem bywasz oso
                            > bą otwartą na ludzi, przystępną i towarzyską, ale innym razem zamkniętą, ostroż
                            > ną i zdystansowaną. Niektóre z twoich marzeń wydają się być nierealistyczne."

                            Czyli w życiu jesteś taki trochę na dystans? :-) Troszkę boisz się naturalności i spontaniczności?
                            he he ja w sumie też się boję, a jak już jestem to się martwię i żałuję, ech ta potrzeba akceptacji.

                            >Lubisz pewną ilość zmian i różnorodności

                            mi brakuje ich ale z powodu lękliwego charakteru utykam w bezpiecznej wyjaławiającej rutynie, nie zmienię chyba już nic :-(

                            >Niektóre z twoich marzeń wydają się być nierealistyczne

                            dobrze, że marzenia są i dobrze jeśli jest trochę wiary w nie

                            > > Tylko co czwarty zaburzony... może być...
                            >
                            > Albo może nie być, o to jest pytanie.

                            właśnie...
                            to na czasie
                            • dolor Re: męczę się 14.08.13, 23:58
                              just_sadness napisała:


                              > To uważasz, że leki (faramkologia) działa czy nie? Pomaga czy nie?:-)

                              Uważam, że lepiej działa leczenie, niż to, co się zażywa. Zgadywanie, że trzeba podwyższyć poziom serotoniny (ale niezłe efekty dawały też leki obniżające jej poziom) i zgadywanie , jaką dawkę substancji trzeba podać, to takie współczesne upuszczanie krwi. Ale doceniam potęgę placebo.
                              >

                              > No to z pewnością szkoda, że relacji było brak :-/ Ale może faktycznie jak pisz
                              > esz, może nawet lepiej (?) Mam nadzieję, że twoją mama nie stała się zbyt zgorz
                              > kniała przez tą sytuację :-/

                              Zgorzkniała też.

                              >może jakiś zjazd sobie zrobicie po 10 latach, powspominać
                              > Wątki odświeżyć ;-)

                              Chyba wolę remisje od zjazdów. Ale może i warto by sprawdzić, czy nie pozabijalibyśmy się.
                              Ale pytałem, czy Ty się tu odnajdujesz.
                              >
                              > > A mnie nic nie charakteryzuje lepiej niż to: (...)

                              >
                              > Czyli w życiu jesteś taki trochę na dystans? :-) Troszkę boisz się naturalności
                              > i spontaniczności?
                              > he he ja w sumie też się boję, a jak już jestem to się martwię i żałuję, ech ta
                              > potrzeba akceptacji.
                              >
                              > >Lubisz pewną ilość zmian i różnorodności
                              >
                              > mi brakuje ich ale z powodu lękliwego charakteru utykam w bezpiecznej wyjaławia
                              > jącej rutynie, nie zmienię chyba już nic :-(
                              >
                              > >Niektóre z twoich marzeń wydają się być nierealistyczne
                              >
                              > dobrze, że marzenia są i dobrze jeśli jest trochę wiary w nie

                              To właśnie efekt Barnuma, tę charakterystykę za dobrze ich opisującą uznaje większość ludzi (o ile nie wiedzą, że większość ludzi ją za taką uznaje). Do mnie w każdym razie pasuje świetnie.
                              • just_sadness Re: męczę się 16.08.13, 19:46
                                Zgadywanie, że trzeba
                                > podwyższyć poziom serotoniny (ale niezłe efekty dawały też leki obniżające jej
                                > poziom) i zgadywanie , jaką dawkę substancji trzeba podać, to takie współczesn
                                > e upuszczanie krwi.

                                hm no bo jak tu ocenić obiektywnie poziom depresji?
                                Z chorobami ciała, w tym względzie jest łatwiej jak sądzę i z dopasowaniem dawki leku.

                                > Chyba wolę remisje od zjazdów. Ale może i warto by sprawdzić, czy nie pozabijal
                                > ibyśmy się.
                                > Ale pytałem, czy Ty się tu odnajdujesz.

                                to prawdziwe forum dyskusyjne :-) a nie pokelpankowe po plecach i szeptouszne
                                "będzie dobrze" ;-)
                                Czasem ciekawe nie otrzymywać tego czego się oczekuje.
                                Pokazuje to trochę inne horyzonty, może nawet trochę rozwija.
                                Oby nie jakieś zaburzenia;-)

                                > To właśnie [url=http://pl.wikipedia.org/wiki/Efekt_horoskopowy]efekt Barnuma[/u
                                > rl], tę charakterystykę za dobrze ich opisującą uznaje większość ludzi (o ile n
                                > ie wiedzą, że większość ludzi ją za taką uznaje). Do mnie w każdym razie pasuje
                                > świetnie.

                                hm no ja nie twierdzę, że wszystko do mnie pasuje:-) z opisu przytoczonego:-)
                                to nie pasuje na przykład:
                                - O ile na zewnątrz możesz wyglądać na osobę zdyscyplinowaną i opanowaną
                                I to też raczej nie.
                                - Czasem bywasz osobą otwartą na ludzi, przystępną i towarzyską

                                (efekt Forera lub efekt Barnuma) to obserwacja, że ludzie uznają za bardzo trafne opisy ich własnej osobowości, które w rzeczywistości są jedynie ogólnymi zestawami danych odnoszącymi się do znacznej grupy ludzi.

                                co to był za test z marchewką?

                                Jesteśmy ludźmi, jesteśmy podobni.
                                • dolor Re: męczę się 17.08.13, 01:59
                                  just_sadness napisała:
                                  >
                                  > hm no bo jak tu ocenić obiektywnie poziom depresji?
                                  > Z chorobami ciała, w tym względzie jest łatwiej jak sądzę i z dopasowaniem dawk
                                  > i leku.

                                  Jest też wiele chorób "ciała" o których mało jeszcze wiemy.
                                  >
                                  > to prawdziwe forum dyskusyjne :-) a nie pokelpankowe po plecach i szeptouszne
                                  > "będzie dobrze" ;-)
                                  > Czasem ciekawe nie otrzymywać tego czego się oczekuje.
                                  > Pokazuje to trochę inne horyzonty, może nawet trochę rozwija.
                                  > Oby nie jakieś zaburzenia;-)

                                  Mnie takie okresowe oderwanie od własnego wycia pomagało, stąd niełatwa do udowodnienia hipoteza, że i innym też może. Chociaż kiedyś bywało więcej fascynujących mózgów. Stąd nadzieja wobec nowych, nienazbyt dających się wystraszyć.

                                  > (efekt Forera lub efekt Barnuma) to obserwacja, że ludzie uznają za bardzo traf
                                  > ne opisy ich własnej osobowości, które w rzeczywistości są jedynie ogólnymi zes
                                  > tawami danych odnoszącymi się do znacznej grupy ludzi.
                                  >
                                  > co to był za test z marchewką?
                                  >
                                  > Jesteśmy ludźmi, jesteśmy podobni.

                                  Też nie jesteśmy takimi świrami, jak nam się wydaje. Choćbyśmy chcieli. Najczęściej zatracają się ci, co im się wydaje, że każdy może, tylko nie oni.
          • u.nick Re: męczę się 24.07.13, 20:03
            > Pewnie nawet nie będzie Ci miał kto napisać t
            > radycyjnego "wypad z foruma".

            ja ją mogę postraszyć jakby to miało być pomocne :P
            • dolor Re: męczę się 24.07.13, 22:27
              Nie masz chyba wystarczająco krwiożerczej przeszłości, ale na bezrybiu i rak rekin.
              Tyle że prawdopodobnie sam do postraszenia wystarczyłem.
              • pillow7 Re: męczę się 25.07.13, 23:18
                .Nie masz chyba wystarczająco krwiożerczej przeszłości,

                myślisz ,że świeżynki grzebią w archiwum?
                znają Ciorana i takie tam? poczciwiec z pana

                dla mnie to budyń, wolę Ufo z wypierdolem

                rzekłam , howgh
              • pillow7 Re: męczę się 25.07.13, 23:24
                > Tyle że prawdopodobnie sam do postraszenia wystarczyłem.

                po co tymi odnosnikami machać młodzieży nastoletniej przed nosem
                może i znajdzie w googlu ale czy klimat poczuje

                niech pan sprawdza jesli starczy chciejstw

                a wie pan jak pachnie maciejka? ona wie , inna
                • dolor Re: męczę się 26.07.13, 13:55
                  Niech tam będzie, że to ostre.
                  --
                  Szczur z powyłamywanymi zębami.
            • reziprok Re: męczę się 27.07.13, 21:56
              u.nick napisała:

              > ja ją mogę postraszyć jakby to miało być pomocne :P

              poklekotaj kościmi
            • just_sadness Re: męczę się 30.07.13, 13:15
              no widzę, że tradycji tego forum staje się zadość...
              no trochę tam w środku zaczynam się chwiać i jakoś ślinę mi trudniej przełykać...
              • just_sadness Re: męczę się 30.07.13, 20:05
                To znaczy wywnioskowałam, że taka tradycja zdaje się tu jest
                • okolice_niczego Re: męczę się 30.07.13, 20:37
                  tak, im bardziej kimś kręci, tym szybciej dostaniesz po głowie
                  ale Ty zostałaś powitana z prawdziwą radością
                  tęsknimy za ludźmi, którzy wywędrowali, wyzdrowieli, obrazili się
                  a ze sobą już rzadko potrafimy rozmawiać

                  ktoś nowy?
                  taka mała wiosna.

                  swobodnie czuj się ze swoimi dołami
                  a u.nick, to prawdziwy potwór.
                  • u.nick Re: męczę się 30.07.13, 21:35
                    > a u.nick, to prawdziwy potwór.

                    mhm , zjadam dziewice forumowe na śniadanie
                    • okolice_niczego Re: męczę się 30.07.13, 21:41
                      prostacki żart wytłumaczyłby okolice Twojej kondycji
                      • u.nick Re: męczę się 30.07.13, 22:01
                        Just nie jest nova , taki szczególik
                        • okolice_niczego Re: męczę się 30.07.13, 22:30
                          pokrętne są ścieżki zdeprecjowanego pana
                  • just_sadness Re: męczę się 31.07.13, 00:00
                    Familiarnie tu u Was...choć niektórzy z pewnością lubią postraszyć jak ktoś idzie przez ciemne i mrocze korytarze forum, tak dla czystej satysfakcji. Zrobić. "Łuuuuu!".
                    Miło, że jest miejsce gdzie swobodnie można poczuć się ze swoimi dołami...i móc być smutnym...
              • u.nick Re: męczę się 30.07.13, 21:33
                > no trochę tam w środku zaczynam się chwiać i jakoś ślinę mi trudniej przełykać.

                nie ślinę przełykaj tylko głęboko oddychaj
                czasem pomaga
    • okolice_niczego Re: męczę się 28.07.13, 22:18
      no, hej, rozruszałaś forum
      teraz się nie chowaj. nie przystoi.
      • just_sadness Re: męczę się 30.07.13, 13:27
        bu ale ja mam doła
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka