srokaiwona 21.11.06, 15:55 4 miesiące temu straciłam jedynego brata to blog o Jego śmierci mialtylko20lat.blog.onet.pl Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
szymonstanczyk Żle się zachowujesz... 24.11.06, 03:06 Nie jestem psychologiem ale moja technika po stracie bardzo bliskiej mi osoby przynajmiej w moim wypadku jest bardzo skuteczna. Po prostu tą osobę zignorować, wiem że to trudne ale nie starać się myśleć o Niej. I nie zatruwać sobie życia z powodu Jej śmierci. Życie jest zbyt krótkie i absurdalne, a po za tym to jedyne życie jakie mamy. Potem będzie tylko niebyt i nicość, co jest bardzo słodką wizją :) Odpowiedz Link
blanka_e Re: Żle się zachowujesz... 24.11.06, 09:01 hm, jakie to proste, jak obsługa komputera .... zresetować i już! Szymon, napisz coś więcej o tym jak sobie radzisz po śmierci Taty. Naprawdę jesteś zdania, że Twój tato zasługuje na ignorowanie go i cynizm w stosunku do niego? czy wyrządził za życia jakąś straszną krzywdę? Serio, nie masz żadnych lęków, traumy? nie masz wrażenia, że śmierć czyha na każdym kroku? Udało Ci się rzucić w wir życia i czerpać zeń pełnymi garściami? Czy nie jest tak, że walczysz z naturą? człowiek nie jest w stanie pozbawić samego siebie uczuć, emocji. Co najwyżej może starać się je uśpić, ale to i tak na krótka metę. Odpowiedz Link
szymonstanczyk Re: Żle się zachowujesz... 25.11.06, 09:11 Nie do końca mi się to udało ale naszczęście mam teraz pełno zajęć a więc nie mam zbyt wiele czasu na sentymenty. Odpowiedz Link
abasia471 Re: Żle się zachowujesz... 26.11.06, 13:32 Żałobę trzeba przeżyć. Jeżeli odsuniemy to cierpienie, zepchniemy je do podświadomości, to wróci do nas ze zdwojoną siłą. To zdanie wielu psychologów. Nie da się zaprogramować człowieka jak maszyny. To co wypowiedziane, przeżyte ma szansę od nas odejść, a uczucia tłumione zapadają w nas głęboko. Odpowiedz Link
blanka_e Re: Żle się zachowujesz... 27.11.06, 08:14 Tak jest Basiu, właśnie tak jak napisałaś. Zawsze czułam to instynktownie, że trezba się cierpnieniu poddać z pokorą, przeżyć to wszystko, a nie spychać gdzieś głeboko w podświadomość, bo tylko samemu sobie zrobimy krzywdę. O przeżywaniu cierpienia przeczytałam mądre słowa w listopadowym wydaniu "Charakterów". Szymon, to nie są nasze, forumowiczek fanaberie tylko dobre i życzliwe rady jak zmierzyć się z odejściem i towarzyszącym mu uczuciom: bólu, buntu, tęsknoty itp. Odpowiedz Link
szymonstanczyk Odp 28.11.06, 05:00 Przecież od tego jest te forum. Ja tylko uważam że czasem lepiej po prostu co nieco zignorować. Dziewczyna jest w tyle gorszym połozeniu że musi patrzyć na cierpiacych rodziców a do tego brat był osobą młodziutką a więc nie zostały raczej jakieś żale do tej osoby. Odpowiedz Link
srokaiwona Re: o śmierci mojego brata... 24.11.06, 12:14 tak nei można, próbowałam, rzucić się w wir obowiązków, w wolnym czasie czytać ksiązki rozmawiać przez telefon starać sie nie myśleć o tym co się stało...ale tak nie można..chwila wolnego czasu i wszystko wraca ze zdwojoną siłą..nie mogę spać...co chwile mam wspomnienia z tego dnia przed oczami...wszystko się z Nim kojarzy... a wymazać z pamięci się nie da... możesz jedynie siebie oszukiwać... Odpowiedz Link
liina Re: o śmierci mojego brata... 24.11.06, 20:18 Tez mysle, ze sie nie da zapomniec.Wcaiz widze mame jak jej ciezko, jak ciezko nam, widze jak placze, widze jak cierpi , najgorsze byly dwa ostatnie dni. Czasem boje sie, ze teraz umrze moj dziadek albo ktos inny z bliskich. Zaczynam sie zastanawiac czasem na kogo teraz przyjdzie kolej. Jesli pracuje, to na chwile zapominam, ale w wolnej chwili zaraz zaczyna sie od nowa. Nie umiem o tym zapomniec. Zbyt bardzo kocham swoja mame, aby ja wymazac, poza tym nie chce tego robic.Chce o niej pamietac, a nie da pamietac sie wybiorczo. Odpowiedz Link
carsiya Re: o śmierci mojego brata... 13.12.06, 16:29 Niestety Cię rozumiem... Mój miał 11 lat. A zapomnieć się nie da. A poza tym co nam zostało oprócz wspomnień...? Odpowiedz Link
magda.p47 Re: o śmierci mojego brata... 05.01.07, 09:21 wiem co to znaczy smierc bliskiej ci osoby, ja 8 lat temu stracilam bratanka mial tylko 8 lat. wiem jak to boli , i bedzie bolalo do konca moich dni. oni byli jeszcze za mlodzi na smierc. Odpowiedz Link