kargkul
24.02.14, 22:56
Pewien pan w garniturze miotał się po przystanku w różne strony wyraźnie podniecony. W ostatniej chwili dobiegł do swoich siat zostawionych pod wiatą, a następnie wsiadł do tramwaju. Miał dwie porządnie wypchane siaty zakupowe i skórzaną teczkę. A na szyi legitymację. Siata pełna papierów sprawiających wrażenie akt. Były tam segregatory, teczki z napisem : akta prokuratorskie. Było pełno kartek chaotycznych, jakieś słuchawki stare i inne skarby. Zegarek na rękę przyłączony do teczki. W ręce komórka sprzed 10 lat. Ciągle się przemieszczał z tym bajzlem po wagonie, wyciągał, przekładał. Coś mówił do ludzi, że jest zawalony robotą. Później nagle coś go zaniepokoiło. Jak wysiadł z tramwaju oczywiście nie mógł iść normalnie chodnikiem, tylko zaaferowany pasem zieleni po środku drogi.
Może to był jakiś prawnik wracający z konferencji, ale bardziej odniosłem wrażenie, że wyszedł w nocy na ulicę swój człowiek z branży psychiatrycznej, żeby wrażenie na ludziach swoją ważną funkcją.