obejrzeniu geografa, który przepił globus, przeczytałem kilka recenzji. Oczywiście jak film z Rosji to musi to być studium rosyjskiego społeczeństwa, bo rosyjskie filmy są po to, żeby studiować rosyjskie społeczeństwo, ewentualnie tajemnicę rosyjskiej duszy. Przynajmniej według krytyków.
Jednak jakby na przekór temu na drzwiach mieszkania wisiał :
wskazując na pewien uniwersalizm typowego rosyjskiego alkoholizmu, który różni się od amerykańskiego mniej seksownym marketingiem.
no bo główny bohater to taki bitnik dla ubogich słowian. a historia jest całkowicie uniwersalna.
Film bardzo kojarzy mi się z filmem o innym bitniku alkoholiku : Mistrz. Choć może nie zewnętrznie. Ale w obu reżyser jakby nie miał ochoty nic przesądzać. Nie wiadomo jaka jest motywacja reżyserska do końca. Widz sam sobie musi znaleźć odpowiedzi budując jakąś narrację przedstawionym scenom. Ale w obu chyba chodzi o kwestie podstawowe dla ludzkiego życia : wolność, stratę, uciekanie i zbliżanie. Tylko tu jakby odwrotnie bohater sam jest antymistrzyem. Raz bo po prostu jest. Ale dwa jakby w tym jego permisywizmie krył się paradoksalnie jakiś bunt. Świadomość, własnej niemocy, ale i świadomość tego, że nie da się rzeczywistości zmienić inaczej niż dać się jej doprowadzić do końca. Nie trzeba jej zbawiać, ona sama się uratuje. Inaczej tylko się ją zakłamie.