Gość: ziomal
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
13.07.04, 17:02
Masakra Polaków we wsi Koniuchy
Kolejną wciąż dziwnie przemilczaną w publicznych wystąpieniach Kieresa i
innych IPN-owskich prominentów sprawą jest historia okrutnej rzezi
popełnionej na mieszkańcach we wsi Koniuchy 29 stycznia 1944 r. Publiczne
milczenie w tej sprawie, poza skierowanym do dużo węższych kręgów
internetowym komunikatem łódzkiej Komisji IPN z 5 września, prawdziwie
szokuje. Przecież w sprawie masakry w Koniuchach, o której jak najszybsze
zbadanie po tylekroć upominał się Kongres Polonii Kanadyjskiej, nie trzeba
przeprowadzać nawet żadnej ekshumacji jak w przypadku Jedwabnego, ze względu
na fakt, że paru zbrodniczych żydowskich partyzantów otwarcie chlubiło się
swymi "wyczynami" w książkach opublikowanych w Stanach Zjednoczonych. Na
przykład Chaim Lazar opisywał w książce "Destruction and Resistance" (New
York, Schengold Publisher, 1985, s. 174-175): "Pewnego wieczoru stu
dwudziestu partyzantów ze wszystkich obozów, uzbrojonych w najlepszą broń,
wyruszyło w kierunku wsi. Było wśród nich około 50 Żydów, przewodzonych przez
Jacoba Prennera. O północy przybyli oni na koniec wsi i zajęli odpowiednie
pozycje. Rozkaz nakazywał, aby nie darować nikomu życia. Nawet zwierzęta
domowe miały być wybite, a cała własność zniszczona... Sygnał dano tuż przed
świtem. W ciągu niewielu minut okrążono wieś z trzech stron. Z czwartej była
rzeka i jedyny most, który znajdował się w rękach partyzantów. Partyzanci, z
zawczasu przygotowanymi pochodniami palili domy, stajnie i spichlerze, gęsto
ostrzeliwując siedliska ludzkie... Półnadzy chłopi wyskakiwali przez okna i
usiłowali szukać drogi ratunku. Ale zewsząd czekały na nich śmiertelne
pociski. Wielu wskakiwało do rzeki i płynęło nią ku drugiemu brzegowi, ale i
ich również spotkał taki sam los. Zadanie wykonano w krótkim czasie.
Sześćdziesiąt gospodarstw chłopskich, w których mieszkało około 300 osób,
zniszczono. Nie uratował się nikt".
Potwierdzenie opisów okrutnej rzezi dokonanej na Polakach znajdujemy również
w paru innych książkach autorów żydowskich, wydanych w USA. Między innymi
Isaac Kowalski pisał: "Nasz oddział otrzymał rozkaz, aby zniszczyć wszystko,
co się rusza i zamienić wieś w popioły. Dokładnie o ustalonej godzinie i
minucie wszyscy partyzanci z czterech stron wsi otworzyli ogień z karabinów
ręcznych i maszynowych, strzelając kulami zapalającymi w zabudowania wioski.
Tym sposobem dachy gospodarstw zaczęły się palić (...) Gdy później
przemaszerowaliśmy przez Koniuchy (...) był to jak gdyby przemarsz przez
cmentarz" (por. I. Kowalski "A Secret Press in Nazi Europe. The Story of a
Jewish United Partisan Organization", New York, Central Guide Publication,
1969, s. 333-334. Zob. także I. Kowalski, wybór i redakcja "Anthology on
Armed Jewish Resistance, 1939-1945" t. IV, New York 1991, Jewish Combatants
Publishers House, s. 390-391). O rzezi polskich mieszkańców w Koniuchach
pisze z dumą również inny autor żydowski Rich Cohen w książce pod wymownym
tytułem "Mściciele" ("The Avengers"): "Koniuchy były wioską o zakurzonych
drogach i osiadłych w ziemi, nie pomalowanych domach. (...) Partyzanci (...)
zaatakowali Koniuchy od strony pól, a słońce świeciło im w plecy. (...)
Partyzanci wrzucili granaty na dachy, a w domach wystrzeliły płomienie.
Chłopi wybiegali drzwiami i biegli drogą. Partyzanci ich gonili strzelając do
mężczyzn, kobiet i dzieci. (...) Setki chłopów zginęły w ogniu krzyżowym" (R.
Cohen "The Avengers", New York, Alfred A. Knopf, 2000, s. 145). Ogromnie
zasłużona w działaniach na rzecz obrony dobrego imienia Polaków Hanna
Sokolska z Komisji Informacyjnej przy Zarządzie Głównym Kongresu Polonii
Kanadyjskiej w liście do szefów IPN-u 17 lutego 2001 r., podając bogato
udokumentowane dowody zbrodni żydowskich partyzantów sowieckich w Koniuchach,
powołała się również na potwierdzenie rzezi w Koniuchach, zawarte w dzienniku
partyzantów żydowskich pt. "Operations Diary of a Jewish Partisan Unit in
Rudniki Forest". Według Sokolskiej, dziennik ten jest dostępny w internecie:
www.yadvashem.org/about_holocaust/documents/part3/ doc211.html. W dzienniku
tym podano, że w napadzie na wieś uczestniczyli partyzanci z oddziałów J.
Prennera ("Śmierć faszystom") i Shmuela Kaplinskiego ("Ku zwycięstwu").
Ponadto swój udział w akcesji likwidacji wsi Koniuchy potwierdził - wg
Sokolskiej - Zalman Wyłożny, który służył w oddziale "Śmierć faszystom".
Stwierdził on, że "cała wieś została puszczona z dymem, a mieszkańcy
wymordowani" (zob. J. Gołota "Losy Żydów ostrołęckich w czasie II wojny
światowej"; "Biuletyn Żydowskiego Instytutu Historycznego", nr 187 /1998/, s.
32). Autor powoływał się na zeznania Z. Wyłożnego (Yad Vashem 1503-80-1).
Sokolska pisała w liście do szefów IPN-u z 17 lutego 2001 r. również o tym,
że obecnie znane są już nazwiska niektórych żydowskich sprawców rzezi: Jacoba
Prennera, Shmuela Kaplinskiego, Shlomo Branda, Isaaca Kowalskiego, Chaima
Lazara, Israela Weissa i Zalmana Wyłożnego. Byli oni - wg Sokolskiej -
"przeważnie obywatelami RP".
Znamienne, że sprawcy rzezi Polaków we wsi Koniuchy uzasadniali tę masakrę
całej wioski tym, że była to wieś "reakcyjna". Przypomnijmy więc, że wśród
wymordowanych "reakcjonistów" była m.in. 1,5-roczna N. Molisówna. Można
domniemywać, że swą "reakcyjność" wyssała z mlekiem matki, podobnie jak inna
zamordowana - 4-letnia Marysia Tubisówna. W wydawanej w Wilnie "Naszej
Gazecie" z 29 marca 2001 r. czytamy wyliczenie niektórych nazwisk polskich
ofiar zamordowanych przez żydowskich partyzantów sowieckich w Koniuchach.
Były wśród nich m.in. obok wspomnianych już 1,5-rocznej Molisówny i 4-letniej
Tubisówny całe rodziny, np. Zygmunt Bandalewicz (8 lat), Mieczysław
Bandalewicz (9 lat), Stanisław Bandalewicz (45 lat), Józef Bandalewicz (54
lata), Stefania Bandalewiczowa (48 lat). Jak pisano w "Naszej
Gazecie": "Półtoraroczna córeczka Molisowej zginęła wraz matką, gdy ta
uciekała pośród kul, trzymając ją na ręku". Andrzej Kumor cytował w artykule
publikowanym na łamach polonijnej "Gazety" w Toronto z 4-6 maja 2001 r.
rozmowę z naocznym świadkiem tamtych okrutnych wydarzeń Edwardem Tubinem
(miał wówczas 13 lat). Tubin opisywał: "Nie było różnicy, kogo złapali, to
wszystkich bili. Nawet kobietę jedną, uciekała tam w las ku cmentarzu, to nie
strzelali, ale kamieniem zabili, kamieniem w głowę. Jak mamę zabili, to może
z 8 kul po piersiach puścili (...). Wojtkiewicza żona była w ciąży i chłopak
był, nie miał nawet 2 latka. Zabili ją, a chłopak został żywy. Przynieśli
słomę, na nią rzucili, zapalili. Temu chłopaczkowi nogi poopalało - paluszki
jemu odpadły. Przeżył pod tą matką. Jak zapalili, to tylko nogi mu się
spaliły. Było strasznie, było strasznie, nie przepuścili nikomu".
W internetowym komunikacie Oddziałowej Komisji IPN w Łodzi z 5 września 2002
r. m.in. czytamy na temat rzezi w Koniuchach: "Jeden ze świadków był w
Koniuchach w dniu 2 lutego 1944 r., a więc w kilka dni po napadzie. Zeznał,
iż widział popalone domy, rozpaczających, ludzi, pozostawione dzieci. Z
relacji osoby, która zdołała się ukryć w czasie napadu, słyszał, iż wieś
podpalono z obu stron, a potem strzelano do uciekających ludzi. (...) Z
zeznań wynika, iż część ofiar, zwłaszcza osoby stare i schorowane, zginęła,
spalona we własnych domach. Natomiast do części mieszkańców, którzy starali
się uciekać, strzelano. W taki sposób zginęły osoby z rodziny P. Zwłoki
małżonków Stanisława i Katarzyny P. odnaleziono zwęglone w domu. Ciało ich
córki Genowefy P. ze śladami kul i przypalonymi stopami leżało na podwórku".