student1
27.10.04, 08:43
ciekaw jestem czy robili to w Szczecinie
oczywiście w I turze
bo w drugiej już nie dało rady
zresztą po co
swoje osiągnęli
> W Płocku jak na Białorusi
Wybory prezydenta Płocka dwa lata temu próbowano sfałszować. "Życie Warszawy"
dotarło do świadków manipulacji. Według ich relacji, Wojciech Hetkowski (SLD)
musiał wiedzieć o próbie mataczenia.
W listopadzie 2002 roku pretendenci do fotela prezydenckiego w Płocku:
Wojciech Hetkowski (SLD) i Mirosław Milewski (PiS), mieli w drugiej turze
niemal równy wynik. W dniu wyborów w siedzibie Sojuszu panowała nerwowa
atmosfera.
Zbigniew Dymke, który z SLD odszedł kilka miesięcy temu, widział, jak
urzędujący wówczas prezydent Hetkowski ostrzegał swą koleżankę Grażynę O.
(obecnie prokuratura postawiła jej zarzuty w sprawie afery ze sprzedażą
jednej z miejskich spółek), że jeśli on utraci stanowisko, to wszyscy
działacze Sojuszu pracujący dla miasta padną ofiarą politycznych czystek. -
Zaczęły się gorączkowe telefony, konspiracyjne rozmowy - wspomina Dymke.
Maciej Krajewski, także eks-członek SLD, pamięta moment, gdy do siedziby
Sojuszu przybył Tomasz G. (dziś główny oskarżony w procesie o fałszerstwo
wyborów). Tomasz G. (członek SLD) był tego dnia członkiem jednej z obwodowych
komisji wyborczych. Po zliczeniu głosów miał przewieźć protokoły i karty do
głosowania do siedziby miejskiej komisji wyborczej w ratuszu. Ale zamiast
tego pojechał prosto do siedziby płockiego Sojuszu.
W sekretariacie jednego z gabinetów siedzieli działaczka tej partii Grażyna
O. i prezydent Hetkowski. Hetkowski zamienił kilka słów z Tomaszem G. -
Grażyna O. spytała, jaki jest wynik. Hetkowski odparł, że przegrywa 200
głosami. Robić to?, spytała. Robić, padła odpowiedź - relacjonuje Krajewski.
Grażyna O. zamknęła się wtedy w pokoju z Tomaszem G. - W pewnym momencie
weszło tam znienacka kilka osób i dał się słyszeć krzyk: k... co tu
robicie!?. A tam pani O. siedziała nad dokumentami wyborczymi z długopisem w
dłoni - opowiada Dymke. Karty fałszowano w gabinecie senatora Sojuszu
Zbigniewa Kruszewskiego. - Do gabinetu wchodziło się przez sekretariat, w
którym non stop siedział Hetkowski. Gdy fałszowano głosy, nie wpuścili tam
nawet senatora - precyzują świadkowie. (PAP)