Dodaj do ulubionych

Germanus ośmiesza - St. Louis

10.05.05, 06:38
Rozmówki szczecińskie

St. Louis 1

- Mógłbyś na chwilę usiąść, Prez - zagadał Druwice.
- Kiedy nie mogę - pozornie spokojnie powiedział Prezydent i chodził dalej.
- On nie może - potwierdził Doradca - on musi chodzić.
- W tę i we w tę?
- Bo on się bije...
- A gdzie pejcz?
- Proszę?
- Do bicia!
- On się bije z myślami!
- A kto wygrywa?
- To tylko takie powiedzienie...
- Targowiskowe?
- Tobie tylko przewały w głowie.
- Gdyby nie moje przewały, to byś już dawno dziadkowi pietruszkę pielił...
- Podjąłem decyzję! - oznajmił Prezydent siadając.
- Też mi sztuka - wydął się Druwice - ja w Sieradzowie podejmowałem sto
decyzji na minutę.
- A wszystkie błędne - zauważył Doradca.
- Historycznie epokowa i odpowiedzialna decyzja... - Prezydent ocenil sam siebie.
- Tak?... - przymilił się Doradca.
- Musiałem rozważyć za i przeciw...
- To chyba normalne...
- Jak dla kogo? - zainteresował się Prezydent - wręcz odkrywcze i nowatorskie
podejście do decyzji.
- Skąd on zna takie słowa? - zdziwił się Doradca.
- Pietruszkowe?
- Właśnie! - zagrzmiał Prezydent - pietruszka nie ucierpi i burak będzie cały.
- O Boże! - jęknął Druwice.
- Nie wzywaj nadaremno - pouczył Doradca.
- Rozważyłem za i przeciw.. - powtórzył się Prezydent.
- Powtarzasz się...
- ...i doszłem...
- ... doszedłem...
- ... i doszłem - Prezydent spojrzał wymownie na Doradcę - za to nie lecisz...
- Hę?
- ... do wniosku, że muszę podjąć epokową decyzję...
- To wpływ profesorów - zauważył Doradca.
- ... kto i gdzie lepiej spieprzy robotę!
- Mocno powiedziane, Prez - pochwalił Doradca - chyba wiesz, co mówisz.
- Kto lepiej odstraszy amerykańskich inwestorów! No kto? - rzucił w męską
przestrzeń.
- Nie wiem - zgodnie z prawdą jęknął Doradca.
- No kto, jak nie Dru, który musi oddać Sroce całe nasze miasto.
- Tylko nie to...
- Polecisz z moją najlepszą tłumaczką... - Prezydent wskazał palcem.
- Rączka pod spódniczkę - doradził Doradca.
- I kto lepiej zniechęci ministrów do interesowania się tą pipidówą z
tramwajami...
- ... Szczecinem?
- ... jak nie ja?
- Jesteś pewien, Prez? - zdołał jeszcze rzucić Doradca, ale Prezydent nie
słuchał motłochu.
- Mam historyczną misję wyrządzenia temu miastu wszelkich możliwych krzywd...
- Doradca schował twarz w rękach.
- ... i nie cofnę, zanim nie wykonam...
- Ty widzisz i nie grz...
- Tak mi dopomóż Bóg! - zakończył Prezydent.
Obserwuj wątek
    • absztyfikant podbijam:)))))))))))))) 10.05.05, 11:38

    • Gość: Pismak Re: Germanus ośmiesza - St. Louis IP: *.fnet.pl 10.05.05, 11:51
      Oj, dzieje się, dzieje :)))))).

      Pozdrawiam serdecznie,
      pismak_logowany@gazeta.pl
      • Gość: mimi Re: Germanus ośmiesza - St. Louis IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 10.05.05, 13:28
        >historyczną misję wyrządzenia temu miastu wszelkich możliwych krzywd

        tego nie można trafniej ująć
        i jeśli jest St. Louis 1, to powinien być ciąg dalszy
        będzie?
        • Gość: andreas Re: Germanus ośmiesza - St. Louis IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.05.05, 13:34
          to nie misja krzywd,
          a wyrównanie rachunków....
          człowiek czuje sie skrzywdzony przez miasto i traktuje to jak wyrównanie...
        • Gość: Hanka41 Re: Germanus ośmiesza - St. Louis IP: *.atlsfl.adelphia.net 10.05.05, 17:28
          Tak jest, czekamy na ciag dalszy. Tzn Dziekujemy za juz i prosimy o wiecej.
          Pozdrawiam szczecinsko. Hanka
          • fifrock Re: Germanus ośmiesza - St. Louis 10.05.05, 21:36
            up up up :)
            • germanus Germanus ośmiesza - St. Louis 11.05.05, 05:15
              Rozmówki szczecińskie

              St. Louis 2

              - No to mamy komplet - ucieszył się Organizator-Łan.
              - Te same zasady? - upewniał się Organizator-Tu.
              - Mniej więcej...
              - A są ci faceci z Chorwacji. Ale były jaja!
              - Prawda, były. Ten łysy gościu zupełnie nie kontaktował.
              - Powiedz mi, co sobie taki facio może myśleć jadąc na światową imprezę
              handlową? Bez języka, bez aparycji, bez ...
              - ... pomysłów, bez ...
              - ... umiejętności myślenia...
              - ... bez ogłady...
              - ... bez ekonomicznego wykształcenia...
              - ... bez ...
              - ... ale jedzie! I myśli, że co? Świat zawojuje?
              - Ale tym razem go nie będzie - oświadczył znienacka Organizator-Łan.
              - Odbierasz mi nadzieję na odrobinę humoru.
              - Jakaś nowa definicja "odrobiny"...
              - Ok, było bardzo zabawnie, jak mówił o ściąganiu inwestorów...
              - Nie zamartwiaj się. Będzie nawet śmieszniej.
              - No-no?
              - Będzie prawdziwy klown!
              - Zaangażowałeś pół cyrku?
              - Lepiej! Zaprosiłem burmistrza Szczecina!
              - Tego od pozdrawiania Reagana?
              - Tego samego.
              - Jesteś prawdziwy namber łan! Od dziś poszczę.
              - Nie przesadzaj. Po co?
              - Żeby się nie posr.. ze śmiechu.
              - Jak to było wtedy? My, jako miasta siostrzane, musimy sobie pomagać...
              - No-no! Przez to sobie, on rozumiał, że mu podeślemy worki ze złotem.
              - Nasz kochany Franuś mało nie odkitował.
              - Ty! Ten burmistrz nie rozumiał, że Franuś nie może ani centa...
              - Nie może. Ja pierwszy bym mu przygrzał.
              - A tak abstrahując od burmistrza idioty, to co wiesz o Szczecinie?
              - Więcej niż oni o St. Louis. Spore miasto, ciekawa historia, swego czasu
              ogromny przemysł, ośrodek uniwersytecki, rewelacyjne położenie i możliwości...
              - Brzmi super atrakcyjnie.
              - Oraz kompletnie zaniedbany z powodu fatalnego zarządzania przez burmistrza
              nieuka i przestępcę.
              - Aż tak źle? I co opozycja na to?
              - Słaba, rozdrobniona. Udaje mu się migać...
              - Jeden burmistrz to nie wszystko...
              - Dodaj nowokomunistyczne układy, skorumpowane do granic możliwości urzędy i
              posłuszną rozkazom prokuraturę...
              - Żartujesz?
              - Ani trochę. Wszystkie te elemnety wyjdą w jego przemówieniu...
              - Warto posłuchać. Koniecznie na czczo.
              - Dałem go do panelu o szansach biznesu.
              - Przesadziłeś nieco.
              - Sam zobaczysz. Cyrk to jest nic!
              - I nie boisz się, że gubernator się przekręci na takie pierdoły?
              - Ja się raczej boję, że nieuk nie dojdzie do mównicy, że nie potrafi się
              zachować i że jego tłumacz nie przetłumaczy.
              - W to nie uwierzę!
              - Jedno ci powiem. W Szczecinie na wszystko mają własne definicje.
              - Nieraz trzeba zdefiniować świat od nowa.
              - Przestępca, jak jest burmistrzem, nie jest przestępcą.
              - ?
              - Gubernator prowincji w godzinach urzędowania pracuje naukowo na pięciu etatach.
              - ?!
              - Profesor uniwersytetu przepisuje prace studentów.
              - ?!?
              - Nieruchomości oddaje się za bezcen spółkom z funduszem założycielskim 13 euro.
              - ?!?!
              - A ukochany klub sportowy oddano w ręce hochsztaplera...
              - Nie...
              - ... który w dodatku poprzez liczne powiązania...
              - Korupcyjne?
              - ... dyktuje miastu warunki i prawdopodobnie będzie organizował Mistrzowstwa
              Europy.
              - Jak więc wynika z powyższej definicji, nie ma tam z kim rozmawiać.
              - A to się mylisz.
              - Z kim więc?
              - Ze słomianym Misiem!
              • Gość: Hanka Re: Germanus ośmiesza - St. Louis IP: *.atlsfl.adelphia.net 11.05.05, 06:27
                No to bedzie cyrk do kwadratu, bo zamiast burmistrza ( zaproszenie imienne )
                pojedzie Druvice -bez zaproszenia hahahaha!!
                No ale co tam , w Szczecinie nie takie numery sie robi.
                A, moze to i lepiej, ten Dru podobno troche bardziej wymowny, zostalo mu to z
                czasow Komitetu PZPR, tam uczyli jak mowic duzo, dobitnie, odwaznie i
                bezmyslnie.
                A wiesz Germanusie , troche mi zal tej tlumaczki. Jak ona to przezyje?
                Musi byc na jakims poziomie ( w UM to pojecie wzgledne ) skoro zna angielski.
                No to 3maj sie dziewczyno, swiat na Ciebie patrzy.

                Specjalne pozdrowienia dla Misia i autora. Hanka
                ps. czego sie nie robi dla Sz i St.L.2
              • Gość: Pismak Re: Germanus ośmiesza - St. Louis IP: *.fnet.pl 11.05.05, 11:35
                Absolutnie genialne! :))))))) Z tej perspektywy jeszcze na to nie patrzyliśmy!

                Pozdrawiam serdecznie,
                pismak_logowany@gazeta.pl
                • Gość: Hanka41 Re: Germanus ośmiesza - St. Louis IP: *.atlsfl.adelphia.net 12.05.05, 00:25
                  No to mamy nastepny zwrot: Dru nie jedzie, jedzie Prezio.
                  Musimy zaczekac , ktory dojedzie, bo to moze sie jeszcze zmienic po drodze.
                  Pani Ewa jest stala- jedzie w kazdym zestawie.
                  A swoja droga zaimponowal mi J. Stopyra, niezle , nie podpisze delegacji i
                  mozecie mi.. skoczyc. Zabawne jest to towarzystwo, tyle ze miszkancy znacznie
                  gorzej sie bawia.
                  Pozdrawiam smutnawo. Hanka
                  • Gość: andreas bo poczuł PREZYDENTEM wszystkich POLAKÓW IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.05.05, 00:31
                    bo chyba Marian Jurczyk zrealizował swoje niegdysiejsze marzenie
                    i będąc prezydentem Szczecina - poczuł sie
                    PREZYDENTEM WSZYSTKICH POLAKÓW
                    i tak se teraz bedzie jeździł i czuł sie jak prawdziwy prezydent!
                    którym nigdy nie będzie a tak chciałby...
                    • germanus Germanus ośmiesza - St. Louis 12.05.05, 07:12
                      Rozmówki szczecińskie

                      St. Louis 3

                      - A lecieć trzeba... - powiedziała Tłumaczka.
                      - O co chodzi, przecież lubisz latać - zainteresowała się Koleżanka.
                      - Już nawet nie chodzi o przesiadki...
                      - Ile?
                      - Dwie.
                      - To nie tak źle.
                      - Właśnie. Ani o długość lotu...
                      - Weźmie kilkanaście godzin.
                      - Weźmie.
                      - Więc... - Koleżanka upiła łyczek esspresso.
                      - No wiesz, służba nie drużba - Tłumaczka bezbarwnie spojrzała w okno.
                      - Chyba ciebie ostatnią podejrzewałabym o takie stwierdzenie.
                      - Trywialne, prawda?
                      - Raczej niespodziankowe. Przecież lubisz swoją pracę.
                      - Lubię? Uwielbiam.
                      - I nie da się ukryć, że jesteś dobra w robocie.
                      - No i co z tego? To i tak nie ma znaczenia.
                      - A co ma? - Koleżanka zaczęła się podejrzewać o psychologiczne zacięcie.
                      - Dyspozycyjność. Każą, lecisz...
                      - Ale tak jest wszędzie!
                      - Nie lubisz, lecisz, nie możesz, lecisz...
                      - Delegacja to zawsze wyjątkowa sytuacja.
                      - Każą, tłumaczysz...
                      - Taki masz zawód.
                      - ... do późna w nocy, zawsze na wczoraj...
                      - Odbierz nadgodziny.
                      - Chyba żartujesz! Zresztą kiedy?
                      - Wychodzi na to, że lubisz pracę, a nie lubisz stosunków.
                      - W sumie nieważne na co wychodzi. Mam tego dość.
                      - Czyli zmieniasz pracę - skonstatowała Koleżanka sięgając po owoc zakazany..
                      - Myślałam o tym - potwierdziła Tłumaczka biorąc drugie ciasteczko.
                      - A może własne biuro? Taki fachowiec, ja ty...
                      - Może w przyszłości. Jak się zacznie bum w interesie, zagraniczne inwestycje,
                      sama wiesz...
                      - A więc zostajesz?
                      - Postanowiłam przeczekać. To już tylko rok... i kilka miesięcy... - dojrzała za
                      oknem zieleniejącą brzózkę - wiosna... uwielbiam wiosnę...
                      - Ja też.
                      - Nawet nie wiem, kiedy nadeszła...
                      - "A wiosna przyszła pieszo" - przynuciła Koleżanka jakby w nadziei zmiany tematu.
                      - Ale w St. Louis będzie gorąco.
                      - Taki klimat - Koleżanka niby pogodziła się z nieuniknionym.
                      - I nawet nie wiem z kim lecę...
                      - A czy to ma jakieś znaczenie?
                      - Nie bardzo - ostatni kawałek ciasteczka zniknął w ustach Tłumaczki - Prez
                      raczej nie będzie się pchał z łapami...
                      - To wolisz Preza, popatrz, popatrz.
                      - ... a za to będzie chrapał w samolocie, strąci filiżankę, przewróci się przed
                      mównicą i nie odpowie sensownie na żadne pytanie...
                      - To większy kłopot.
                      - Napisałam sobie za niego odpowiedzi, więc nie będzie tak źle.
                      - Niespodziewane pytania?
                      - Jakoś się wybrnie.
                      - A Dru?
                      - A Dru co prawda mówi nieco składniej, ale tego się nie da tłumaczyć.
                      - Wszystko da się tłumaczyć!
                      - Ten facet jest chyba z księżyca.
                      - Z Sieradza!
                      - Myślałam, że z Łodzi.
                      - Złodziej?
                      - Może, kto go wie - Tłumaczka nie miała zamiaru wdawać się w szczegóły - gada,
                      a nic nie powie. Tego się nie da tłumaczyć.
                      - Nie zazdroszczę ci.
                      - Szczególnie na żywo, kiedy nie ma czasu na przerobienie słów w sensowne zdania.
                      - Może własne odpowiedzi...
                      - A do tego ma lepkie łapska...
                      - Mówiłam, złodziej!
                      - ... i uwielbia tanga-przytulanga.
                      - U-u, niedobrze.
                      - A kto mówi, że dobrze - zdziwiła się Tłumaczka - no, muszę lecieć - cmoknęły
                      powietrze.
                      - Dru, mam dla ciebie kilka szczegółów - zaświergotała Koleżanka w komórę, gdy
                      drzwi kawiareki zawarły szczęki - nie wymyśliłbyś...
                      • Gość: Hanka41 Re: Germanus ośmiesza - St. Louis IP: *.atlsfl.adelphia.net 12.05.05, 19:16
                        No wiesz Germanusie, tego sie nie spodziewalam, ze kolezanki podsluchujesz,
                        ale podobno srodki cel uswiacaja.
                        Krakal , krakal i wykrakal. Pewnie juz z Preziem bedzie delegacja choc kto wie?
                        dwie przesiadki to sie moze okazac ze go Dru podmieni na drugiej.
                        Zeby tylko sie nie pogubili , lotniska sa duze i mozna zabladzic , nie daj boze
                        pomyslec dokad .....
                        Slyszalam , ze przemowienie Prezia ( tlumaczki ? ) ma transmitowac CNN i FOX,
                        wiesz cos na ten temat.
                        Jak zwykle gratuluje i pozdrawiam kolezankowo. Hanka
                        • germanus Re: Germanus ośmiesza - St. Louis 13.05.05, 00:04
                          A Ty jestes pewna (rowniez pozdr), ze Dru nie uskutecznia inwigilacji
                          pracownikow Magistratu? Ja za starego ubowca z Lodzi nie dam nawet zlamanego
                          gwozdzia.

                          Co do transmisji - nie mam dostepu. Za wysokie loty. Ja przykladam ucho do
                          ziemi. Tu slychac najlepiej.
                          • Gość: Hanka41 Re: Germanus ośmiesza - St. Louis IP: *.atlsfl.adelphia.net 16.05.05, 15:34
                            No co Genialus? zartowalam z transmisjami. Myslalam ,ze Tobie nie trzeba jak
                            innym , a Ty zaraz " ucho do ziemi".
                            Pozdrawiam medialnie. Hanka
    • Gość: Gumiś Re: Germanus ośmiesza - St. Louis IP: *.icm.edu.pl / *.icm.edu.pl 10.05.05, 18:12
      Miś ma racje- ale mamy też żywego misia, który jako sam w sobie bedąc osobą o
      satyrycznym wygladzie i zachowaniu mógłby jeździć po mieście na odkrytej
      przyczepie i machać nogami. Sam w sobie stanowiłby wymowę - poprośmy Piotra M.
      aby się więcej poświęcił dla idei.
    • kurde.felek Re: Germanus ośmiesza - St. Louis 12.05.05, 12:32
      Germy -
      do glenfiddicha (labatt - o finansach gentelmeny nie dyskutują) dokładam
      zbiorek rozmówek z Misiem.
      Chociaż podzielam opinię rasowych Szkotów, że są dwie rzeczy na świecie, które
      wole jak je Pan Bóg stworzył, i jedną z nich jest, no właśnie..., ale
      ostatecznie mogę z grant'sem, bo aczkolwiek blended, to głównym skałdnikiem
      jest glenfiddich
      Właśnie dowiedziałem się, że ześ tak już zamieszał tymi dialogami, że nawet
      odwołano z ramienia magistratu uroczyste spotkanie komitetu żeglarskiego, co
      mnie martwi, bom chciał jutro z ministrem Witusiem kurde felek pogadać,
      życzenia ciepłe żoneczce złożyć, bo "zimna" Zośka itp.
      Twoje zdródko Germy, czekam na dalszą lekturkę!
      • albert_c Re: Germanus ośmiesza - St. Louis 13.05.05, 15:34
        ale jazda:))))

        'Jesteś prawdziwy namber łan! Od dziś poszczę.
        - Nie przesadzaj. Po co?
        - Żeby się nie posr.. ze śmiechu.'

        ...no czasem czytajac to nie daje rady:)))))) toz to sie mozna normalnie posr..
        • Gość: mimi Re: Germanus ośmiesza - St. Louis IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 14.05.05, 05:24
          Na co czekasz, Germanus, dawaj dalej. Chociaz jeden smieszny kawalek w bardzo
          niesmiesznym miescie. Bardzo, bardzo , bardzo, bardzo....
          • germanus Germanus ośmiesza - St. Louis 15.05.05, 18:19
            Rozmówki szczecińskie

            St. Louis 4

            - Trzeba szybkich decyzji - Burmistrz wyglądał na zdecydowanego.
            - Ja nie wiedziałem, że oni zostaną tu do poniedziałku - tłumaczył Org-Łan.
            - Wszyscy normalni już pojechali - dodał Org-Tu.
            - Nawet nie mamy w budżecie dwóch tysięcy na opłacenie hotelu - pożalił się
            Org-Łan - i tak wydaliśmy na hotel dwukrotnie więcej, niż zaplanowaliśmy.
            - Tłumacza to mogłeś przewidzieć - skrzywił się Kier-Łan - wszyscy wiedzą, że
            facet nie mówi.
            - Salwadory i gabony mówią, a on z tysiącletniej cywilizacji, nie - tłumaczył
            Org-łan - jakoś uszło.
            - Chyba się nie spodziewasz, że miasto przechwyci te koszty? - Rewident dbała o
            interesy miasta z gorliwością urzędnika obieralnego co cztery lata.
            - To nie byłoby głupie jakoś to podzielić... - zaczął Org-Tu.
            - Nie, oczywiście, że nie, jakoś to przełkniemy - Org-Łan wiedział, jak dbać o
            stosunki z miastem.
            - Co oni teraz robią? - zapytał Kier-Tu.
            - Dochodzą do siebie w swoich pokojach - meldował Org-Tu - facet wygląda na
            nieźle podłamanego.
            - Ktoś mu coś ?... - zaniepokoił się Burmistrz.
            - Traktowaliśmy go nawet lepiej, niżby wynikało, słowo.
            - ...ale on się spodziewał być gwiazdą...
            - ...w centrum zainteresowania...
            - ...tylko czekał na zaszczyty i wyrazy uwielbienia...
            - Nieważne, jego problem - przerwał Burmistrz - co robimy dalej? To całe trzy dni.
            - I dzisiejsza noc...
            - I poniedziałkowe pożegnanie...
            - Org-Łan! - Burmistrz zdawał się nie tracić czasu - wy bierzecie ich dzisiaj.
            - Oki-doki - Org-Łan wziął to lekko dziękując w duchu Bogu za taką decyzję.
            "Serdecznie współczuję następcom" - pomyślał.
            - Weź do pomocy tę młodą dziewczynę z obwodu 28. To na jej terenie stoi hotel -
            podpowiadał Burmistrz - wytłumaczyć kiedy i gdzie obiad, że nie wolno się
            szwędać, że trzy bloki na mapie hotelowej to nieraz dwie mile, że do katedry,
            choć to tylko pół mili, nie idzie się pieszo, że wokół hotelu, poza parkiem, są
            same tory kolejowe, że ludność jest zróżnicowana... - zerknął w kierunku
            Rewident, ale ona ani mrugnęła - rozumiesz?
            - Prawie 40% czarnych... - domruknął Org-Tu.
            - No problem - przyklepał Org-Łan.
            - Kier-Łan, dzwoń zaraz do Major Electric - Burmistrz miał przemyślenia - niech
            im jutro zrobią jakiś objaździk czegokolwiek. Miasta i swojej firmy oczywiście,
            plus jakieś spotkanko z kimkolwiek. Wypytaj gości, czy nawiązali jakieś kontakty
            businessowe. Ułatw dogadanie się...
            - To się nie wydaje możliwe - odważył się zaprotestować Kier-Łan.
            - Co? W Major jest mój człowiek, on ci wszystko załatwi!
            - Miałem na myśli te kontakty - nieco za późno sprecyzował Kier-Łan.
            - Nie nawiązali, bo niby jak - dodał szybko Org-Tu.
            - Poobwozić, nakarmić, nakupić pamiątek, nie marudzić - Burmistrz nie od parady
            był zwany "Twardym Franiusiem" * - ja ich biorę na sobotę. Jakie prognozy?
            - 72 stopnie. **
            - O kurde - wyrwało się Twardemu Franusiowi - miasto będzie puściutkie.
            - Jak to w każdy weekend z ładną pogodą - podpowiedział Org-Tu z odrobiną
            satysfakcji.
            - Wezmę ich nad jezioro do domku - Burmistrz co i raz udawadniał, że lubi twarde
            decyzje.
            - Dużo ryzykujesz.
            - Mniej, niż gdybym ich nie wziął. Przepłynę ich jachcikiem, złowimy szczupaka,
            zagrillujemy, jakieś piwko... Poradzę sobie. Co z niedzielą?
            - Może baseballa im pokazać.
            - Szkoda, że od piątku do niedzieli Cardinals grają serię w Kansas City.
            - Do KC nie jest tak daleko...
            - A Cardinals na czele tabeli... - jeden przez drugiego dumnie zachwalali swoją
            drużynę.
            - Dość kuracji szokowej - Burmistrz przerwał luźne dywagacje - damy ich
            Polonusom. Kier-Tu dzwonisz, umawiasz...
            - Krótki termin...
            - Polonusy będą ci wdzięczni. Zapewniam cię - powiedział Twardy Franuś takim
            głosem, że Kier-Tu zaraz to dojrzał.
            - Może John z Wydziału Rozwoju mi pomoże - zapalił się Kier-Tu.
            - Racja, on też Polonus. Dogadajcie się.
            - Zrobione, szefie.
            - Good! Org-Łan, Org-Tu, wy ich żegnacie w poniedziałek - Twardy Franuś znów
            zadyrygował - odprowadzić ich do samego samolotu, aby nie zginęli.
            - Chyba nie jest aż tak źle?
            - Jakie ja historie o tym starym słyszałem... - Burmistrz wynurzył się na chwilę
            - swoją drogą - zdecydował się ciągnąć - nie rozumiem, dlaczego zniedołężniałego
            emeryta wybiera się na burmistrza dużego miasta...
            - Demokracja - wtrąciła Rewizor.

            * 50-letni Francis G. Slay jest 45. burmistrzem miasta St. Louis. Po długiej
            karierze jako urzędnik miejski i sądowy, został zaprzesiężony 17 kwietnia 2001 i
            od tego czasu bardzo energicznie zarządza miastem.

            ** 72 stopnie Farenheita, 22 st. Celsjusza
            • Gość: Hanka41 Re: Germanus ośmiesza - St. Louis IP: *.atlsfl.adelphia.net 16.05.05, 14:34
              Nie badz taki srogi dla naszego Prezia, co mu zazdroscisz ,ze sobie w ciepelku
              chce posiedziec zamiast wracac do altanki ?
              A Polonusy tez nie maja na co wydac to niech rodaka w potrzebie poratuja.
              Tak mu dowalasz , ze az mi go zal, naszego kochanego Prezia.
              Pozdrawiam cieplutko. hanka
              • Gość: Hanka41 Re: Germanus ośmiesza - St. Louis IP: *.atlsfl.adelphia.net 16.05.05, 14:44
                No co sie lenisz ? a gdzie weekend ?
                pzd Hanka
                • Gość: e.beata Re: Germanus ośmiesza - St. Louis IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 16.05.05, 18:59
                  widocznie w weekend było tak, że nawet germanusa zatkało ;-)
                  • Gość: Hanka41 Re: Germanus ośmiesza - St. Louis IP: *.atlsfl.adelphia.net 16.05.05, 21:32
                    Pewnie masz racje, wyglada ze zatkany.
                    Czy moglbys sie odetkac ?
                    pozdrawiam po-weekendowo. Hanka
                    • germanus Germanus ośmiesza - St. Louis 17.05.05, 05:29
                      Rozmówki szczecińskie

                      St. Louis 5

                      - Wiesz, Tłumaczka... - zaczął Prezydent cokolwiek nieśmiało krojąc śniadaniową
                      bułeczkę.
                      - Tak..?.. - powiedziała tak, że jedyne co można było wyczuć, to ogromna doza
                      niepewności.
                      - My tu tak, daleko od kraju, w obcym hotelu, tak tylko dwoje...
                      - Pokoje mamy osobne! - odpowiedziała Tłumaczka na tyle szybko i zdecydowanie,
                      na ile to tylko było możliwe.
                      - Tak, tak... Ja nie o tym - zmitygował się Prezydent.
                      - Tak? - zaryzykowała ponownie.
                      - Po tych przejściach, no wiesz - patrzył w nieokreśloną, niezbyt daleką dal -
                      po weekendzie... - zamikł w nadziei, że ona coś powie.
                      Milczała.
                      - Pewnie nie na wszystko mamy takie samo spojrzenie...
                      - Nieraz wyciągasz właściwe wnioski - żal jej się go zrobiło.
                      - No tak ... - przerwał na żucie - uważasz, że nieraz... - dokończył żucie
                      podejrzanego kęsa.
                      - Jak oni mogą to lubić?
                      - Co?
                      - Tę brązową masę.
                      - Peanut butter, masło orzechowe.
                      - Obrzydlistwo!
                      - Oni to jedzą z dżemem.
                      - A tfu, to musi być okropne!
                      - Rzecz smaku, jak mieszkanie na działce.
                      - Właśnie wolałbym unikać złośliwości - powiedział dziwnie pojednawczo, a
                      Tłumaczka pomyślała, że nie zna go z tej strony - pomówmy o powrocie - dodał.
                      - O czym tu mówić? - zdziwiła się całkiem szczerze - każdy wraca do własnej
                      roboty...
                      - ... wiesz, że mi się już nie chce, chciałbym trochę spokoju...
                      - ... rozlicza delegacje...
                      - ... wolę o tym nie myśleć...
                      - ... i zapomina o ciężkich chwilach.
                      - Chciałbym być na twoim miejscu!
                      - Obojgu nam zdarzyły się wpadki.
                      - Gdybym chociaż trochę znał angielski...
                      - Fakt...
                      - Taki się czułem upokorzony, gdy musiałaś tłumaczyć każde słowo...
                      - Żadna fatyga...
                      - A wiesz, co jest najgorsze?
                      - No?
                      - Nawet jeśli wracałbym z sukcesem, to i tak by mi nie uwierzyli.
                      - Na szczęście nie wracasz - stwierdziła prawdę i poczuła się dobrze - nie
                      musisz kłamać.
                      - Ale właśnie dlatego, nie mogę im powiedzieć prawdy!
                      - Nie pojmuję - przyznała - prawda jest łatwiejsza niż kłamstwo.
                      - Nie mogą im dać satysfakcji...
                      - ?
                      - Przepowiadali, krakali, wyśmiewali,...
                      - Mieli rację...
                      - ... mieli - przyznał z wymuszonym spokojem - ale ja im tego nie powiem.
                      - Mogę wziąć to na siebie.
                      - Kiedy chodzi o jednolity front.
                      - Jedności narodu - nie mogła powstrzymać skojarzenia.
                      - Łatwo kpić - nie był zadowolony z tego komentarza, ale nie mając wyjścia
                      przełknął - zaprezentujemy wspólne stanowisko.
                      - Sukcesy?!
                      - Lekko za dużo powiedziane...
                      - Oczekiwania?!
                      - Dokładnie...
                      - Perspektywy?!
                      - Tak jest.
                      - Wizyty, możliwości, zainteresowanie?!
                      - Ładnie poukładane.
                      - Plus nutka niepewności?!
                      - O to właśnie chodzi.
                      - I nie przesłodzić, czyli odrobina kwasowości?!
                      - Trafiasz w samo sedno...
                      - Widzę, że nieźle przemyślałeś sprawę.
                      - Ja wszystko dla miasta zrobię!
                      - Ty to nazywasz "dla miasta"?
                      - Nieraz różnimy się zdaniem, ale sami, tak daleko, powinniśmy się wspierać -
                      nawiązał.
                      - Wiesz, Prez - zaczęła po chwili milczenia - jedno mogę ci obiecać - znów
                      zamilkła próbując dobrać najlepsze słowa na uniknięcie obu pułapek.
                      - Tak? - powiedział tak, że jedyne co można było wyczuć, to ogromna doza pewności.
                      - Że pierwsza nie zacznę - zaryzykowała - ale jak się zacznie, to poniżać się
                      nie będę.
                      - No to zobaczymy, co się wydarzy - nie wiadomo było, groził, czy trwał w
                      niepewności.
                      - Powiedz mi jeszcze, Prez...
                      - Tak... - znów to "tak" pomyślała, ale słowa same wyleciały jej z ust.
                      - Od trzech lat nieprzerwanie kłamiesz i wspierasz złodziei. To po co tyle razy
                      jeździłeś do papieża?
                      • Gość: Hanka41 do sympatykow rozmowek, Misia i Germanusa IP: *.atlsfl.adelphia.net 17.05.05, 14:48
                        Proponuje aby sympatycy rozmowek wspolnym sumptem wydali je w formie trwalszej
                        niz forumowa , przed oczywistym nieszczesciem dla nas i miasta, jakim moze byc
                        trzecia kadencja ( odpukac w niemalowane !) prezia.
                        Czy ktos moglby sie zajac otwarciem k-ta na ten cel ?
                        Deklaruje na poczatek 100,00 euro.
                        Jesli nic konkretnego nie zrobimy to mamy jak w banku nastepna kadencje " nedzy
                        i poniewierki" . Uwarunkowaniem jest start w wyborach slicznych dziewczyn z Od
                        Nowy, co tez raczej mamy jak w banku. Scenariusz sie powtorzy, masy
                        popra "legende solidarnosci" i walki o prawa prostego czlowieka (?)
                        Do dziela forumowicze , kto da wiecej ? Kto zajmie sie strona organizacyjna ?
                        ( Mycha ? Pismak ? czy inni sympatycy ????)
                        Pozdrawiam entuzjastycznie. hanka
                        • mouse_m Re: do sympatykow rozmowek, Misia i Germanusa 17.05.05, 14:57
                          Sprawa do dogadania - ale najpierw trzeba z Germy'm ustalić, reszta na pryw.
                          Pozdrawiam. M
                          • Gość: Hanka41 Re: do sympatykow rozmowek, Misia i Germanusa IP: *.atlsfl.adelphia.net 17.05.05, 15:03
                            To nie jest sprawa Germanusa i nie prywatna. Chodzi o szerszy odzew. Germanusa
                            nie ma co pytac, pewnie powie nie. Jak juz cos zadzialamy bedzie czas na jego
                            przekonywywanie. Zapytaj raczej Misia.
                            Pozdrawiam ,Mycha, czas wracac na forum. Blogi blogami ale opinia jest tu.
                            Hanka
                            • mouse_m Re: do sympatykow rozmowek, Misia i Germanusa 17.05.05, 16:19
                              Haniu, nic nie da rady wydać bez zgody autora - takie jest ...Prawo Autorskie.
                              Germy'ego biorę na siebie,chyba się zgodzi wydać. Pogadam z nim.
                              Odzew - jak będzie to fajnie, forsa by się przydała do wydania rozmówek.
                              A im nakład większy tym koszty jednostkowe mniejsze.
                              Dużo możemy zrobić sami, by koszty były jak najniższe.
                              Robotę redakcyjną - zrobię, moze uda mi się namówić do współpracy np.Pismaka
                              lub Pismaka_Logowanego, jak byli wydawcami - to jeszcze łatwiej będzie coś
                              wspólnie zrobić.
                              Jeśli wśród nas jest ktokolwiek kto pisał i wydawał jakiekolwiek pismo,
                              broszury lub książi - to byłby mile widziany. Wtedy mozńa robotę podzielić na
                              kilka osób i robić szereg rzeczy jednocześnie - pracować nad szatą graficzną,
                              nad przgotowaniem tekstów do druku i nad promocją oraz nad sprawami nazwijmy
                              to organizacyjno-finansowymi związanymi z wydaniem rozmówek.
                              Będzie tylko potrzebna ze dwa razy dobra korektorka, wystarczy ktoś z zewnątrz,
                              kto wylapie literówki i znaki interpunkcyjne.
                              Ale jak stworzy się ad hoc jakiś zespoł - to z grona i na zmianę można czytać
                              teksty i poprawiać.
                              Przydalby się jakiś grafik (karykaturki szczecinskie) albo fotki (można robić
                              przecież collage, fotomontaze artystyczne itp.), potem jakiś sponsor (za
                              niewielkie pieniądze), kto pomoże tanio wydać.
                              ISBN dostanie się bez trudu w Bibliotece Narodowej.
                              Praktycznie - to wszystko.
                              Potem trzeba by zrobić publicity, zeby się sprzedawało. To wyjdziemy na zero,
                              albo i nawet na jakieś piwo się uzbiera.
                              W skrócie: redaktor, grafik, organizator i "minister finansnów" czyli ktoś kto
                              trzyma kasę i się z niej rozlicza - 4 osoby wystarczą. To program maksimum,
                              mnimum - redaktor i organizator czyli dwie. Tj ktoś od roboty
                              niejako "fizycznej" nad wydawnictwem pn. "Rozmówki z Misiem" i ktoś do spraw
                              organizacyjno-finansowo-promocyjnych.
                              A przede wszystkim - trzeba zebrać "Rozmówki z Misiem" do kupy i ustalić Z
                              Germanusem czy je widzi np. wg cyklów, czy mają jakieś rodziały i jakieś nazwy
                              itp. Czy chce wydać pod własnym nazwiskiem, czy tylko jako Germanus.
                              W sumie - nie powinno być problemu.
                              Trzeba się skrzyknąć, ustalić kto i gdzie i...zabrać sie do roboty.
                              W sam raz książeczka na czas wyborów - paluszki lizać!!!
                              Elegancka, subtelna, z podtekścikami.
                              Szczytem byłoby gdyby to sam...Miś promował rozmówki z Misiem!!!
                              Może, kto wie?...
                              • Gość: Hanka41 Re: do sympatykow rozmowek, Misia i Germanusa IP: *.atlsfl.adelphia.net 17.05.05, 17:06
                                Dzieki Ci Mycha, widze ,ze trafilam w 10tke , widze tez , ze masz dojscie do
                                Germanusa, to dobrze. Dzialaj szybko.Czekamy na odzew innych : Gryf, blackexit
                                Absztyfikant,mamoniowa, Babciny bambosz, Beata Pismak i wielu wielu innych,
                                ktorym bliskie sa sprawy Szczecina i jego mieszkancow. Jest szansa aby
                                zadzialac, zrobic cos konkretnego i pozytecznego , a nie tylko strzepic
                                klawiatury na forumowe utarczki. Material jest przedni, ludziska boki ze
                                smiechu beda zrywac ( przeciez jeszcze nie w kazdym domu jest komp)a moze i co
                                nieco dotrze do ogolu.
                                Polonisci ( Mimi ? ) organizatorzy, sponsorzy , zglaszajcie sie na ochotnika.
                                Kazda para rak i klawiatura mile widziane i potrzebne.
                                pozdrawiam optymistycznie. Hanka
                                • Gość: Hanka41 Re: do sympatykow rozmowek, Misia i Germanusa IP: *.atlsfl.adelphia.net 17.05.05, 18:54


                                  Podbijam !!
                                  • Gość: e.beata Re: do sympatykow rozmowek, Misia i Germanusa IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 17.05.05, 21:32
                                    ale czy to do szerszej rzeszy ludzi trafi...
                                    Żeby rozmówki zrozumieć trzeba mieć choć nikłe pojęcie co się dzieje w UM, być
                                    na bieżąco. Osoby jakoś oczytane, obyte wiedzą co się dzieje. Część z nich
                                    brała udział w referendum. Tych nie trzeba przekonywać.
                                    A reszta? Babcie emerytki które nadal wierzą w uczciwość Jurczyka? To nich
                                    myślę germanus nie trafi. Trzeba czegoś spokojnego, prostego jak serial
                                    brazylijski, przetłumaczalnego na ich jezyk.
                                    W każdym razie zebranie rozmówek do kupy uważam za wręcz NIEZBĘDNE!!!
                                    • Gość: Hanka41 Re: do sympatykow rozmowek, Misia i Germanusa IP: *.atlsfl.adelphia.net 17.05.05, 22:50
                                      No i o to wlasnie chodzi, o zebranie i wydanie . Wlacz sie, kazda pomoc sie
                                      liczy. Jesli chodzi o " serial brazylijski " to wierze w mozliwosci Germanusa.
                                      Mysle, ze Twoja mysl podchwyci i napisze cos fajnego a przekonywujacego dla
                                      szerokich mas. Choc ja osobiscie wierze , ze przynajmniej czesc babc rozmowki
                                      pojmie. Brak dostepu do nich z uwagi na slabe jeszcze zkomputeryzowanie
                                      szerokich mas.Jak zostana wydane, dotra szerzej i glebiej.
                                      Pozdrawiam entuzjastycznie. Hanka
                                      • germanus Germanus ośmiesza - St.Louis 6 18.05.05, 06:53
                                        Rozmówki szczecińskie

                                        St. Louis 6

                                        - Nie ma to jak na działce! - wyraźnie ucieszył się Prezydent.
                                        - Najlepiej jednak w domu, prawda? - powiedziała, bo co miała powiedzieć Tłumaczka.
                                        - Och, jacy oni nudni z chwaleniem się wszystkim.
                                        - John ci tłumaczył, że oni się nie chwalą, a tak rozmawiają.
                                        - Chwalą się...
                                        - Skoro wiesz lepiej
                                        - Albo inwestycje?
                                        - Przecież nie będzie żadnych!
                                        - Rozmowy o inwestycjach ! - niemal wybuchnął Prezydent - tłumaczę takiemu...
                                        - Ja tłumaczę, ty mówisz.
                                        - No tak, mówię takiemu, że mamy tereny, a on na to "pokaż plany".
                                        - Trzeba było zabrać te plany.
                                        - Przecież nie ma żadnych planów. Ale to między nami. On powinien mi uwierzyć na
                                        słowo.
                                        - Widocznie fama już doszła... - nie zdziwiła się Tłumaczka.
                                        - Nie wiem, co miało dojść, skoro tam się leci.
                                        - Kłamstwa. One chodzą najszybciej.
                                        - Ja nigdy nie kłamię.
                                        - A bank, a pomoce, a mieszkania, a tereny, a inwestorzy...
                                        - Przestań! - Prezydent jednak się zdenerwował - Sroka wszystko załatwi.
                                        - Ukradnie!
                                        - Dawaj lepiej to sprawozdanie.
                                        - Teraz to dawaj, a w samolocie to chciałeś chrapać.
                                        - Ale zmarudniałaś!
                                        - Skoro wejdziesz między działkowiczów...
                                        - Wrr.. - zawarczał jak najuprzejmiej i dodał - dużo ryzykujesz.
                                        - Oboje ryzykujemy - nie pozostała mu dłużna - burmistrzu.
                                        - Daj spokój z głupim angielskim tłumaczeniem.
                                        - Jest bardzo odpowiednie. Jaki tam z ciebie prezydent? Zarządca zaledwie,
                                        właśnie burmistrz.
                                        - Muszę to zanieść Radzie - zdecydował się przełknąć złośliwości - w osobie ...
                                        hm ... przewodniczącego.
                                        - Poślij przez gońca. Elegancko. Kulturalnie. W kopercie...
                                        - Nie, nie, zaniosę - do Prezydenta stopniowo dochodziły niektóre aspekty
                                        bieżącej sytuacji - szepnę to i owo, może się lekko udobrucha.
                                        - Bądź miły, nie stawiaj się - radziła w pośpiechu, aż się zadziwił jej nagłą
                                        przemianą - masz dużo do stracenia.
                                        - Oboje mamy - a jednak rownież postarał się być nieco milszy.
                                        - Ale ty więcej!
                                        - Nie wydaje mi się.
                                        - Hmm... przekrywiła głowę i scenicznie wyszeptała - tłumaczy wszędzie
                                        potrzebują, a stanowisko burmistrza jest tylko jedno.
                                        • Gość: Hanka41 Re: Germanus ośmiesza - St.Louis 6 IP: *.atlsfl.adelphia.net 18.05.05, 20:34
                                          Niestety mialam racje, najbardziej w tym wszystkim zal mi bylo tlumaczki.
                                          Oj nie wroze jej dlugiej kariery przy boku Prezia, nie wroze.
                                          Chyba , ze sie okaze , ze inwestorzy zaczna walic drzwiami i oknami ( co nie
                                          jest takie niemozliwe, w koncu ktos odkryje mozliwosci Szczecina )wowczas Prezio
                                          bedzie b. potrzebowal tlumaczki.Nadzieja w tym, ze wowczas juz ktos inny bedzie
                                          Preziem. Amen. Pozdrawiam pytiowato. Hanka
                                          • germanus Germanus ośmiesza - St.Louis 7 19.05.05, 06:41
                                            Rozmówki szczecińskie

                                            St. Louis 7

                                            - Aż nie mogę uwierzyć - powiedział Stolarz zamiast dzień dobry - podobno Stary
                                            mnie wzywał.
                                            - Prez jest w świetnym humorze - odpowiedziała Sekretarka - o nic nie pytaj,
                                            rób, co ci każe.
                                            - Ale o co chodzi?
                                            - Nieważne - z wdziękiem właściwym urzędnikowi magistrackiemu ucięła Sekretarka
                                            - zrozumiałeś?
                                            - Zrozumiałem, co miałem nie zrozumieć. Ale odpowiedzi nie otrzymałem...
                                            - Wchodź już, nie marudź tyle - pogoniła go.
                                            - Ooo, dobrze, że jesteście - rozległo się od wielkiego mahoniowego biurka -
                                            wieszamy!
                                            - To się wieszajcie - rezolutnie zauważył Stolarz - ja chcę żyć, mam żonę,
                                            dzieci i pracę, którą lubię...
                                            - Wy mi tu...
                                            - I nie wnikam w wasze problemy - rzucił rozdziawionej twarzy - miałem jakiś
                                            gwóźdź przybić?
                                            - Mówiłem przecież - rozdziawiony odzyskał mowę - wieszamy. Na tym gwoździu.
                                            - Gdzie ten gwóźdź przybić? Im szybciej przybiję, tym szybciej sobie pójdę.
                                            - Na ścianę...
                                            - W ścianę. Mówi się "gwóźdź w ścianę" - pouczył Prezydenta Stolarz.
                                            - ... na ścianę powiesimy tą nagrodę.
                                            - Tę nagrodę powiesimy na ścianie! - poprawił Stolarz - a do szkoły
                                            chodziliście? - zapytał znienacka.
                                            - Za rzekę, do Garnka. Lubiłem rozmawiać z Kierownikiem.
                                            - Trzeba było się uczyć, a nie gadać na lekcjach.
                                            - Ja gadałem po lekcjach.
                                            - Zostawiał was po lekcjach za karę?
                                            - Nie, ja sam z siebie zostawałem. Miałem z nim dobre stosunki.
                                            - Trzeba było ojcu w polu pomóc, a nie stosunkować się z jakimś kierownikiem.
                                            - Pomagałem. Wieszamy nagrodę!! - ocknął się nagle.
                                            - Niby w polu robił, a teraz jak panisko stolarza do gwoździa wzywa - zamruczał
                                            Stolarz.
                                            - Tak jest, na tej ścianie - z bezuśmiechem dobrego humoru zgodził się Prezydent.
                                            - Chyba nieco wyżej... - popatrzył krytycznie.
                                            - Tak?
                                            - Wyżej...
                                            - Bo zaraz będzie pod sufitem - informował Stolarz.
                                            - Łokiej, stop. Teraz w lewo.
                                            - Tyle?
                                            - W lewo mówię!
                                            - Jeszcze?
                                            - Jeszcze w lewo...
                                            - Już nie ma miejsca...
                                            - Dalej na lewo! - Prezydent zaczynał się niecierpliwić.
                                            - Dalej na lewo jest orzeł.
                                            - To zwalcie orła!
                                            - Przecież nie uchodzi.
                                            - Nie mędrkujcie tyle - rozkazał - o, widzicie, ile miejsca?
                                            - Wychodzi na to, że tu już jest gwóźdź! - zameldował przytomnie Stolarz.
                                            - To wieszamy nagrodę - Prezydent podał mu z dołu deszczułeczkę.
                                            - To?
                                            - To! To moja nagroda za godne reprezentowanie Europy we wszechświecie. Amerykańska!
                                            - Taka mała? W Ameryce, wiecie, to wszystko robią i mają taaakie duże.
                                            - Nie wierzycie? To czytajcie!
                                            - Kiedy nic nie widać - wysilał wzrok - C..f...e, nie można przeczytać -
                                            zawyrokował.
                                            - Jak to nie można? - nie zgodził się Prezydent - ja przeczytam nawet bez okularów!
                                            - ?
                                            - Zis is tu ... Widzicie, że można.
                                            - No to nic tu po mnie - powiedział szybko Stolarz i przekroczył próg - co mu
                                            właściwie jest? - rzucił w kierunku Sekretarki bez nadziei otrzymania odpowiedzi..
                                            . Od dwóch godzin uczy się języka lengłydż.
                                            - W czasie pracy?
                                            - I podobno nauczył się trzech słów.
                                            - Trzech?
                                            - Nie może przejść czwartego: sertifi czy jakoś tak.
                                            - To mu pomóż.
                                            - Boję się.
                                            - Przecież mówiłaś, że jest w świetnym humorze.
                                            - Właśnie dlatego!
                                            • Gość: Hanka41 Re: Germanus ośmiesza - St.Louis 7 IP: *.atlsfl.adelphia.net 19.05.05, 15:53
                                              No nareszcie cus do rzeczy, to jest lokiej. Nie rozumiem tylko co to z tym
                                              Garnkiem ??? Czy moglbys jakos rozwinac? Rzucasz od niechcenia i kazesz sie
                                              domyslac co ma garnek do prezia ??
                                              Pozdrawiam nagrodowo-deseczkowo.Hanka
                                              • Gość: Hanka41 Re: Germanus ośmiesza - St.Louis 7 IP: *.atlsfl.adelphia.net 20.05.05, 03:17


                                                Podbijam !
                                                • Gość: mimi Re: Germanus ośmiesza - St.Louis 7 IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 21.05.05, 07:54
                                                  Koniec tematu?
                                                  Tyle jeszcze zostalo do powiedzenia.
                                                  • Gość: zona pijaka Re: Germanus ośmiesza - St.Louis 7 IP: *.icm.edu.pl / *.icm.edu.pl 21.05.05, 08:15
                                                    Autorytatywnie stwierdzam ze Germanus, owszem ośmieszył. Ale siebie! Oswiadczam
                                                    to po przeczytaniu pierwszych pieciu linijek jego wypocin. Na wiecej nie mam
                                                    czasu i ochoty.
                                                  • Gość: Hanka41 wspolczuje zonie pijaka IP: *.atlsfl.adelphia.net 21.05.05, 15:56
                                                    bardzo serdecznie Ci wspolczyje. Gdybym miala meza pijaka , tez bym nie miala
                                                    czasu ani ochoty na czytanie satyrek. Masz tego dosyc w domu , prawda ?
                                                    pozdrawiam. Hanka
                                                  • Gość: Hello scecin Re: wspolczuje zonie pijaka IP: 63.218.109.* 21.05.05, 16:37
                                                    Slyszalem tu w ameryce ze u was jest taka bida ze wasz prezydent musi do nas
                                                    przyjechac za wlasne pieniadze. I czy to prawda ze od tej bidy to u was
                                                    smierdzi?
                                                  • Gość: zona pijaka nie ma za co! IP: *.icm.edu.pl / *.icm.edu.pl 21.05.05, 19:42
                                                    Tak, prawda. Samych pogruzlikow mamy tu w Szczecinie "ponoc oficjalnie" ok 400-
                                                    tu. A jak wiadomo w przewazajacej opinii gruzlica jest chorobą ubogich.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka