Gość: Gryf
IP: 217.153.6.*
04.11.05, 21:34
Proponuje szanownym internautom (w oderwaniu od wszystkiego co jest na
forum) opisanie swoich niesamowitych przygod, zdarzen, ciekawostek itd,itp
histori.
Moj niesamowity opis dotyczy minionych lat tuz po odzyskaniu suwerennosci w
roku 1989.Zajmowalem sie wtedy oprocz mojej pracy zawodowej handlem.Jezdzilem
raz w tygodniu pociagiem do Berlina Zachodniego po tzw."towar" bardzo czesto
z kolega.
Ci z was ktorzy pamietaja tamte czasy wiedza ze kupienie biletu w kasie
miedzynarodowej na dworcu Sz-n Gl graniczylo z cudem a i czas bardzo dlugi
trzeba w kolejce bylo spedzic.Dlatego czesto decydowalem sie na kupno biletu
od konduktora co prawda troche drozszego ale za to bez szykan wyzej opisanych.
Tego dnia pociag relacji Gdansk - Berlin przeladowany byl do granic
mozliwosci i wygladal jak tramwaj wiozacy kibicow z meczu a nie
miedzynarodowy pociag.
Ale do rzeczy.Od stacji Sz-n Gl oprucz konduktora u ktorego nie moglem kupic
biletu (tlok) kontrole biletow prowadzili jeszcze rewizorzy.Ja oczywiscie nie
maialem takowego.Podeszlo do nas dwoch rewizorow i skontrolowali mojego
przyjaciela wlepiajac jemu oprucz drakonsko drogiego biletu mandat.Mnie
pomineli tak jakby mnie w tym zatloczonym pociagu wogole nie bylo.Ale to
jeszcze nie koniec .Na stacji Sz-n Gumience wyproszono wszystkich pasazerow
stojacych w korytarzu na peron i ponownie nastapila kontrola owych
biletow.Wpuszczano do wagonu tylko tych ktorzy posiadali takowe.I ponownie
rzecz nieslychana pominieto mnie akurat w tym momencie w ktorym zamierzalem
powiedziec juz otwieralem usta ze jeszcze nie mam biletu i nic z tego
nakazano wejsc do pociagu.W trakcie jazdy do Berlina juz po przekroczeniu
granicy jeszcze raz bylismy kontrolowani i..................... tak jak
poprzednio nikt nie poprosil mnie o okazanie biletu ktorego nie mialem, a
ktory tak bardzo chcialem miec.
Prawda,dla czlowieka jest tym,co czyni z niego czlowieka.