zaczepialski
19.12.05, 09:54
za Życiem Warszawy
Kazimierz, skąd u ciebie taki spokój?
Minister Schnepf zdradza, jak negocjowaliśmy budżet Unii
Unia Europejska ma budżet na lata 2007-13. Polska dostanie z niego 91 mld euro, z czego prawie 60 mld euro na pomoc regionom.Piątkowe negocjacje w Brukseli przeciągnęły się do trzeciej nad ranem. Polska wywalczyła o 3,5 mld więcej, niż pierwotnie proponowali przewodniczący pracom UE Brytyjczycy.
– Było naprawdę dramatycznie. Czasami poruszaliśmy się jak we mgle, bo nie wiedzieliśmy, o czym Brytyjczycy rozmawiają z innymi delegacjami – relacjonuje nam Ryszard Schnepf, sekretarz stanu w Kancelarii Premiera, który doradzał Kazimierzowi Marcinkiewiczowi w czasie rozmów w Brukseli. Minister przyznaje, że najtrudniejsze było późne piątkowe popołudnie, gdy brytyjscy politycy próbowali odizolować Polaków od toczących się negocjacji.
– Premier postanowił zagrać vabank. Zwołał konferencję prasową, na którą zaprosił też zagranicznych dziennikarzy. Twardo powiedział, że może użyć weta – mówi Schnepf. – Groźba zmobilizowała naszych partnerów.
Kilka minut po tym, jak informację przedrukowały agencje prasowe, w pokoju naszej delegacji rozdzwoniły się telefony. Konsultowali się kanclerz Niemiec, prezydent Francji i premier Luksemburga. Zaangażował się również szef Komisji Europejskiej. O spotkanie poprosił też Tony Blair.
Premier Wielkiej Brytanii był podczas wieczornych negocjacji już bardzo zmęczony i zdenerwowany. – W pewnym momencie tylko przerwał naszemu premierowi i spytał go: „Kazimierz, skąd u ciebie taki spokój”? – opowiada minister. – W niektórych momentach od jego negocjatorów można było wyczuć wręcz wrogość. Jako że negocjacje toczyły się po angielsku, Marcinkiewicz musiał się uciec do pomocy tłumaczki. – Miało to też dobre strony, premier miał więcej czasu, by przemyśleć propozycje – mówi Schnepf. – Nieoceniona była pomoc trójki polityków – Merkel, Junckera i Chiraca. Trochę zawiedliśmy się na Grupie Wyszehradzkiej. Słowacy i Czesi dostali od Blaira małe prezenty, bali się nieprzyjęcia budżetu i nie chcieli się narażać Wielkiej Brytanii. Najdłużej trzymali się Węgrzy, ich premier dopiero przed drugą w nocy przyznał się naszemu, że zgodził się na warunki Blaira.
Polacy obawiali się, że Brytyjczycy „coś namieszają z liczbami”. – Bo zdarzało się, że mówili jedno, a wpisywali do dokumentu coś innego. Potem tłumaczyli się pomyłką. Trzeba było wszystko od początku przeliczać – podkreśla Schnepf. – Najważniejsze, że nasi partnerzy z UE nie wiedzieli na finałowej sesji, czy w końcu zawetujemy budżet, czy nie. Premier mówił jako jeden z ostatnich i jak doszło do niego, na sali zapanowała grobowa cisza – opowiada minister. Po zakończeniu negocjacji, gdy opadły emocje, politycy podchodzili do premiera z gratulacjami. Także Brytyjczycy. Choć było po nich widać, że są zawiedzeni.