Gość: Fugazi
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
29.03.06, 15:02
I stało się.
Tyle walki, tyle samozaparcia, tyle wzdrygania i wyśmiewania.
W końcu trafiłem po raz pierwszy na trybuny brazylijskiej Pogoni.
Przesiedziałem całe 90 minut+doliczony czas no i przerwa między połowami oczywiście.
Mecz nudny, poziom mierny a i oberwanie chmury zmoczyło mnie kompletnie na 10 minut przed końcem tej bidy z nędzą.
Ale warto było pójść z jednego zasadniczego powodu i to nie takiego, że Kazimierczak kopnął szmatę a bramkarz Zagłębia jej nie złapał w efekcie czego Pogoń wygrała.
Z zupełnie innego powodu.
Zobaczyłem na twarzy swojego 11 letniego syna, z którym to wybrałem się na mecz, wybuch szczerego entuzjazmu i radości po strzeleniu przez „naszych” bramki.
Ta radość, uśmiech, brawa, skoki w górę i jego śpiew w niebogłosy są warte oglądania każdego marnego występu.
I ch..j mnie obchodzi, że kibole śpiewali razem z moim synem a on z nimi.
Żyję w tym mieście razem z całą rodziną.
Powodów do dumy z tego faktu nie mamy już prawie żadnych. Dumny też nie jestem z Pogoni i jej gry.
Ale jestem Wam kibole wdzięczny i tym samym dziękuję.
Za waszą dumę, wasze zaangażowania, za wasz dopingu, za spokój i kulturę na stadionie i za waszą miłości do piłki kopanej.
Wynikło z tego więcej niż mogłem się spodziewać.
Moje młodsze dziecko dobrze się bawiło razem z Wami.
I dzisiaj idziemy razem po szaliki.
Fugazi