Dodaj do ulubionych

PiS-owska czarownica

29.09.07, 01:29
Zacznijcie od zdjecia:

i.wp.pl/a/f/jpeg/11900/goss_pap_450.jpeg
Rudawe włosy, sześćdziesiąt parę lat. Ubiera się w zrobione własno-
ręcznie na drutach sweterki i spódnice. Nie znosi alkoholu i
papierosów. Oficjalne stanowisko w łódzkim PiS - skarbnik. Ale to
ona trzęsie partią w Łodzi i decyduje, kto z jakiego miejsca
wystartuje do Sejmu. Działacze boją się o niej rozmawiać. Goss na
prawicy ma przezwisko "Tekla" - od Pajęczycy Tekli, antypatycznej
postaci z "Pszczółki Mai".

W wywiadzie-rzece "O dwóch takich... " obecny premier pytany o
działaczy, którzy zdali egzamin, wymienia Janinę Goss obok
Lipińskiego, Dorna, Gosiewskiego i Szczypińskiej. Lider łódzkiego
PiS-u Jarosław Jagiełło chciał, żeby Goss była teraz lokomotywą
listy, ale ona ma inne plany.

Głośno zrobiło się o niej w kwietniu zeszłego roku, kiedy została
nagle członkiem rady nadzorczej TVP. - Zrobiłam porządek w Łodzi,
teraz jadę posprzątać do stolicy - rzuciła do współpracowników.
Kiedy po Wildsteinie fotel prezesa telewizji zajmował Urbański, Goss
awansowała na przewodniczącą rady nadzorczej TVP. W "Wiadomościach"
pokazali panią w długim futrze, jak w błysku fleszów wysiada z
samochodu. A potem biegnie korytarzem, uciekając przed
dziennikarzami. Bo Goss nie lubi dziennikarzy i z nimi nie rozmawia.
Nawet z tymi z Radia Maryja i Telewizji Trwam.

Kiedy reporterka "Gazety" idzie na jej dyżur, Goss od razu pokazuje
drzwi: - Nie będę z panią rozmawiać! Proszę natychmiast wyjść!

- Błąd! Błąd! - łapie się za głowę działacz PiS. - Nie może do niej
iść dziennikarka. Z kobietą nie porozmawia!

Na spotkanie idzie więc dziennikarz. - Pańska gazeta nie jest nam
życzliwa. Moglibyście coś dobrego napisać. Będzie pan obserwowany,
panie redaktorze, i czytany uważnie. O mnie niech pan pisze, co
chce. Przeminie i już.

Janina Goss ponad 20 lat pracowała w Spółdzielni Spożywców "Społem"
jako radca prawny. - Nie zauważyłem, żeby się z kimś przyjaźniła.
Pamiętam, że zbierała zioła - przypomina sobie ktoś z zarządu
dawnego Społem.

Janina Goss do dziś robi lecznicze mikstury. - Mojej żonie dała maść
na żylaki. A Jarkowi Kaczyńskiemu woziła suszone kasztany. Podobno
neutralizują negatywne promieniowanie - mówi Henryk Tomczak, były
działacz Porozumienia Centrum.

Gdy Goss weszła do rady nadzorczej TVP, ktoś opisał ją na forum
Prawica.net: "Robiła matce Kaczyńskich konfitury i jest przyjaciółką
domu".

- Kiedyś pani Kaczyńska bardzo chorowała, wtedy Goss przywoziła jej
zioła. I pozostała taka zwykła ludzka wdzięczność - opowiada
Zbigniew Zaborowski, który przyprowadził Goss do PC.

Cztery lata temu Janina Goss przeszła na emeryturę i całkowicie
poświęciła się partii.

- Czasem krzyczy, nieraz widziałem, jak wyrzucała kogoś za drzwi
albo jak podarła podanie o przyjęcie do partii - mówi działacz PiS.

Goss chodziła negocjować z prezydentem Łodzi Jerzym Kropiwnickim.
Jej decyzją Łódzkie Porozumienie Obywatelskie nie poszło do wyborów
samorządowych na wspólnych listach z PiS, mimo że Kropiwnicki był
wspólnym kandydatem ŁPO i PiS na prezydenta Łodzi, a sam prezes
Kaczyński chciał, by listy były wspólne. Po wyborach Goss sama
wskazała, kto ma być wiceprezydentem z PiS.

Działacze powtarzają, że Janinę Goss z prezesem PiS łączy prawdziwa
przyjaźń. Kiedy po zwycięskich wyborach Jarosław Kaczyński
przyjechał do Łodzi, tylko jej dziękował "za to, że była z nami w
najtrudniejszych chwilach".

W 1997 roku w zarządzie wojewódzkim PC wszyscy się pokłócili. Poszło
o to, że Jarosław Kaczyński chciał wyrzucić dwóch członków, a inni
się za nimi ujęli i wyszli z partii. Wszyscy oprócz Janiny Goss.
Stanęła wtedy na czele PC liczącego kilkunastu działaczy. Na prawicy
żartowano, że w PC został tylko sztandar i Janina Goss.

- Mówiła wprost, że jest zakochana w Jarosławie. Ten argument był
dość irytujący - mówi jeden z członków zarządu. Ale przyznaje, że
już wtedy wszyscy się z nią liczyli.

- To ona doprowadziła do rozłamu w łódzkim PC! - obwinia ją inny
działacz. - Jeszcze nim zapadły decyzje centrali, powymieniała zamki
w siedzibie partii i nie mogliśmy wchodzić. Nie wiem, kiedy zdobyła
dostęp do ucha prezesa Kaczyńskiego, ale już na radach politycznych
parzyła i podawała mu herbatkę.

Zaborowski: - Potrafi być miła, uprzejma i złośliwa. Ma wszystkie
cechy człowieka, który chce za wszelką cenę coś w życiu osiągnąć. I
bardzo się pchała do Kaczyńskiego. Mówiła, że ciągle go odwiedza i
przyjaźni się z jego mamą. Niestety, przenosiła prywatne animozje na
partię. Z jednej strony szanowała Kaczyńskich, z drugiej rozbiła
łódzkie PC. W samym zarządzie głównym też sporo namieszała. Nawet
między Przemka Gosiewskiego a Jarka Kaczyńskiego próbowała wbić
klin.
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka