elwi71
04.11.07, 20:27
Piszę bo chcę byście uniknęły tego co mi było dane przeżyć w Klinice
na Unii w Szczecinie.
Przed porodem śledziłam forum i wiedziałam, że niemiłe traktowanie
może mnie czekać na połogu. Dla mnie istotne było to, że znajduje
sie tam oddział intensywnej opieki noworodka i w razie czego dziecko
będzie miało zapewnioną odpowiednią opiekę.
Pielęgniarki na połogu- dużo do życzenia, na trzecią dobę pojawiła
się jedyna która jak przyszła rano i zadała pytanie czy wszystko w
porządku, czy nie mamy problemów z karmieniem - to siedziałyśmy na
łóżku i szczęki nam opadły, że ktoś się czymś zainteresował. Moge
powiedzieć, że to była jedyna osoba, która była pomocna podczas
mojego pobytu na oddziale. Pomijam pokoje, które byly fatalne i
ciasne. Łazienki - wczesny Gierek - obleśne. Naprawdę ich remont
wyniósł by niewiele a jak podniósłby jakość oddziału. Ale to jeszcze
nic.
Największe pretensje mam do lekarz neonatologów. Dopiero jak
pojawiły się problemy z dzieckiem poczułam na własnej skórze co to
znaczy państwowa opieka medyczna. Jak sama nie poszłam i się nie
pytałam o stan dziecka, wyniki badań jakie przeszła to lekarz sam
mnie o niczym nie informował. To jednak chyba należy do obowiązku
lekarza. O transfuzji krwi u mojej córeczki dowiedziałam sie "przez
przypadek", kiedy poszłam zapytać się o wynik bilirubiny- który
miała robiony rano. O tym , że przyjmuje antybiotyk dowiedziałam się
z zeszytu pielęgniarek- który leżał otwarty i udało mi się zajrzeć i
przeczytać. Kiedy córeczka leżała pod lampami (leczenie żółtaczki),
lekarka nie przyszła do mnie na wieczorny obchód. Moim zdaniem mimo
tego , że nie miałam dziecka przy sobie powinna przyjśc i powiadomić
mnie o stanie jej zdrowia. Podstawowych rzeczy nie wiedziałam.
Musiałam się dopytywać i biegać za lekarzem np. o Apgar jaki dostała
po urodzeniu, nie informowano mnie o tym czy dziecko przybiera czy
traci na wadze.Jest jeszcze wiele spraw ,o których można by pisać.
Oczywiście moje uwagi nie dotyczą wszystkich lekarzy, bo widziałam 2
panie doktor które dbały o dzieci, ktore prowadziły. Mnie ten
zaszczyt nie spotkał. Nawet nie wiem jak nazywała się lekarz
prowadząca moje dziecko, bo nie nosi się identyfikatorów na
oddziale. Szłam już nawet na skargę do p.prof - ale niestety jej nie
zastałam.
To co przeszłam nie oddaje emocji, które opisałam. Ale każda mama,
która urodziła dziecko wie, że w tym momencie dla niej najważniejsze
jest dziecko. Jeżeli poród nie był lekki a na wypisie dowiaduję się
że miała Apgar 6,7,7 , zamartwice, ma wadę serca i jeszcze dodatkowe
wpisy- to nic dziwnego, że oczekuje maksimum informacji o stanie
zdrowia dziecka.
Jeżeli możecie wybrać szpital, to gdziekolwiek tylko nie na Unii.
Dla przykładu w piatek byłam z dzieckiem na badaniach na kardiologii
na Arkońskiej- inny świat. Lekarki przesympatyczne, każda pytała sie
na korytarzu czy ktoś się nami już zajął itp. itd. Podejście do
dzieci - super. Lekarz miała czas, żeby porozmawiać , wytłumaczyć.
Mój mąż do dziś nie może wyjśc z podziwu, że tak można być
potraktownym. I to szpital - i to szpital. Jak widać jakość szpitala
zależy od ludzi , którzy w nim pracują.
Dla porównania tydzień temu byłam na umówionym USG mózgu dziecka na
Unii to nie dość, że mimo umówionej godziny czekałam około 1h, to
jeszcze prawie dostałam ochrzan, że się osobiście z lekarzem nie
umówiłam. Mimo tego, ze dzwoniłam na oddział w poniedziałek i
dostałam taki termin.
Róbcie jak chcecie- ja mam traumę po pobycie na Unii do dnia
dzisiejszego. Nikomu nie polecam