Gość: voyteck
IP: *.nat.siec.anax.pl
22.08.03, 00:15
Cześć.
Na pewno lokal jest wam wszystkim znany - Porto Grande (dawny Nautilus) nad
Odrą. Parę razy tam byłem i obsługa do zbyt szybkich nigdy nie należała. Ale
dziś pan "Czym mogę słuzyć - Rafał" (przy okazji pozdrawiam) pobił wszystkich.
Nie dośc że był rekordowo wolny i niedosłyszący (o rachunek trzeba było
prosic 2 razy, wołany z odległości 3 metrów NIC nie słyszał), to jeszcze dość
wyraźnie manifestował swój olewczy stosunek. Gwoździem programu było, jak na
pytanie czym sie różnią 2 desery odpowiedział, że głównie nazwą i niewiele
więcej dał z siebie wydusić. Po dłuższej chwili dopiero udało sie ustalić, że
jedne ma orzechy, a drugi owoce. To chyba dość istotna różnica, nie?
Czy to jest kelner z restauracji (bo do takiego miana aspiruje ten lokal wg
karty)? To już obsługa w barach mlecznych jest dużo milsza i bardziej
kompetentna. W Porto Grande natomiast ulubionym zajęciem kelnerów jest
wpatrywanie sie w pustą część sali - w tą zajęta niebepiecznie jest się
spojrzeć, bo ktos może zawołać - a wtedy trzeba będzie ruszyć tyłek. Nie
dotyczy to jednak pana "Czym mogę słuzyć - Rafał" - udawał już głuchego, więc
w razie konieczności może udać i ślepego, prawda?
Uwaga: Następnym razem zgłaszam się z tym do kierownika. Lokal ten jest zbyt
fajnie połozony, zeby pracowały w nim takie matoły. Czy wy również macie tam
takie doświadczenia, czy to może ja tak pechowo trafiam? Może to jest lokal
integracyjny i pracują tam ludzie zdrowi oraz lekko uposledzeni? Ja
oczywiście trafiam na tych drugich... Pozdrawiam!