Dodaj do ulubionych

Bazylu Baranie!

02.04.09, 13:54

Wałęsa: na 99,9 proc., a nawet na 100
mur
2009-04-01, ostatnia aktualizacja 2009-04-01 19:35

Lech Wałęsa najprawdopodobniej przyjedzie do Szczecina odebrać tytuł
Honorowego Obywatela Szczecina.


Wątpliwości pojawiły się w niedzielę. Po ukazaniu się książki Pawła Zyzaka
"Lech Wałęsa. Idea i historia" (autor opierając się na anonimowych źródłach
napisał, że w latach 70. Wałęsa był agentem SB i miał nieślubne dziecko), były
prezydent zapowiedział, że nie będzie występował publicznie. - Chcę do was
przyjechać na 99,9 proc. Zadzwońcie i przekonajcie mnie, że wy chcecie mnie u
siebie - powiedział nam w środę przez telefon Wałęsa. Bazyli Baran,
przewodniczący rady miasta, zareagował natychmiast. - Zadzwoniłem i
zaprosiłem. Przyjedzie na 100 proc.

Wałęsa 20 kwietnia ma odebrać tytuł Honorowego Obywatela Miasta. Następnego
dnia ma wziąć udział w Tygodniu Społecznym dominikanów i spotkać się ze
studentami US.
--------------------------------------------------------
Chciałbym się spytać panie Bazylu , czy nie przeszkadza panu obłuda i
hipokryzja Lecha Wałęsy , który nosi na co dzień Matkę Boską w klapie , a jego
moralność i odpowiedzialność wielokrotnie stała pod znakiem zapytania.
Bo jak można być autorytetem moralnym , a jednocześnie ukrywać przy pomocy
byłego aparatu represji swoja mroczną przeszłość.
Wszyscy już wiemy , że w młodości zrobił dziewczynie dziecko, co w tamtych
czasach nosiło piętno bękarta i uciekł zostawiając kobietę bez środków do
życia i dziecko bez podstaw prawnych.
Jeżeli to kłamstwo ,to DNA wyjaśni sprawe w ciągu 2 dni jak to było ze
sprawą Łyżwińskiego, co miał prostytutce zrobić dzieciaka.
Wtedy takiego Zygzaka można pociągnąć do odpowiedzialności karnej i odszkodowania.
Jak na razie ,pana panie Bazylu uzurpatorska postawa nadawania honorów
ludziom z podejrzaną przeszłością, ustawia pana po tej samej nikczemnej stronie.
I proszę się nie wypowiadać w imieniu porządnych ludzi miasta Szczecina
Obserwuj wątek
    • Gość: as Nie ryzykuje się , przestrzegałem przed wałesą IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.04.09, 14:34
      że póki on mówi możemy się jeszcze wstydzić. Chociaż standardy PO juz tak nisko
      upadły że i kontrowersyjny wałęsa nie jest w stanie Szczecina wystawić na
      śmieszność. Póki co dzieki radnemu majdanowi godło szczecina jest uzywane do
      reklamy kondomów. żadna POkraka nie zareagowała na swojego radnego.
    • beatrix13 Re: Bazylu Baranie! 02.04.09, 17:00
      ugrys1 napisał:

      > Wątpliwości pojawiły się w niedzielę. Po ukazaniu się książki
      Pawła Zyzaka "Lech Wałęsa. Idea i historia" (autor opierając się na
      anonimowych źródłach napisał, że w latach 70. Wałęsa był agentem SB
      i miał nieślubne dziecko)

      ...................................
      a kogo obchodzi jakiś gó...arz od obsługi kserokopiarki piszący
      polityczne paszkwile na zamówienie pis-u? tenże gó...arz, który
      bardzo zainteresowany jest zoofilami i gejami niech babrze się w
      swoim szambie

      > Wałęsa 20 kwietnia ma odebrać tytuł Honorowego Obywatela Miasta.
      Następnego dnia ma wziąć udział w Tygodniu Społecznym dominikanów i
      spotkać się ze studentami US.
      > --------------------------------------------------------

      i prawidłowo, bo jest wielim Polakiem rozpoznawalnym pod każdą
      szerokością geograficzną i wzbudza szacunek na świecie, w
      przeciwieństwie do 2 zawistnych kurdupli


      > Chciałbym się spytać panie Bazylu ,
      > Wszyscy już wiemy , że w młodości zrobił dziewczynie dziecko, co w
      tamtych czasach nosiło piętno bękarta i uciekł zostawiając kobietę
      bez środków do życia i dziecko bez podstaw prawnych.
      .................................
      wy wszyscy, czyli neofaszyści od Zygzaka? a kogo to obchodzi?



      > I proszę się nie wypowiadać w imieniu porządnych ludzi miasta
      Szczecina
      ................
      otóż właśnie wypowiada się w imieniu porządnych obywateli
      szczecina,a ty zamilcz
      • Gość: as Re: Bazylu Baranie! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.04.09, 17:40
        a co masz do tuska i kwaśniewskiego to nie ich wina że są kurduplami tak natura
        chciała.
        • Gość: ugrys1 Re: Bazylu Baranie! masz w prezencie od zjączka IP: *.chello.pl 10.04.09, 15:23
          Recenzje książki o waszym honorowym. A ty w podzięce dla mnie możesz dowiedzieć
          się, gdzie można kupić książkę Zyzaka ..

          Wyklęta książka Drukuj Email
          Artykuły
          Wpisany przez prof. Jerzy Robert Nowak
          Piątek, 10 Kwiecień 2009 07:44

          Paweł ZyzakWarto dokładniej przyjrzeć się książce Pawła Zyzaka "Lech Wałęsa.
          Idea i historia. Biografia polityczna legendarnego przywódcy 'Solidarności' do
          1988 roku". Już dziś można bez przesady powiedzieć, że jako magisterium
          kwalifikuje się pod paroma względami do swoistych rekordów Guinnessa. Na pewno
          jest to pierwsza w świecie praca magisterska, która wywołała tak wielką burzę po
          wydrukowaniu. Przypuszczalnie jest największą objętościowo pracą magisterską
          (ponad 700 stron), a przynajmniej jedną z największych. A na dodatek, wbrew
          idiotycznym napaściom, książka Zyzaka jest wybitnym dziełem naukowym, świetną
          próbą syntetycznej biografii politycznej opartej na bardzo licznych źródłach
          (około 1000). Na tle przeciętnych prac magisterskich, które mają po 20-30 stron
          objętości, książka Zyzaka wyróżnia się wielkością bibliografii (w tym 152
          książki) liczącej 16 stron druku. Faktycznie ta praca 24-letniego magistra
          mogłaby, po niewielkich przeróbkach, być broniona jako doktorat. Jej niebywałe
          walory skonstatuje każdy, kto zajrzy do niej choćby na 20 minut, zamiast wydawać
          bez czytania bezmyślne sądy potępieńcze, tak jak zrobiła to minister Barbara
          Kudrycka.


          Lawina kłamstw

          Na tle autentycznej wartości książki Pawła Zyzaka tym bardziej ośmieszają się
          jej krytycy próbujący zdyskredytować ją jako nic nie wartą, wręcz
          kompromitującą. Na skrajnie negatywne opinie o książce Zyzaka, pomijające
          jakiekolwiek jej walory, pozwoliły sobie bowiem takie "autorytety" jak premier
          Donald Tusk (ciekawe, jaką wartość miało jego magisterium z historii?), minister
          nauki i szkolnictwa wyższego Barbara Kudrycka, marszałek Senatu Bogdan
          Borusewicz, szef Klubu Parlamentarnego PO Zbigniew Chlebowski etc, etc. Do
          ponurej groteski urastają ataki na książkę Pawła Zyzaka ze strony takich
          prominentów Platformy Obywatelskiej jak wicemarszałek Sejmu Stefan Niesiołowski
          czy jeden z najbardziej krzykliwych posłów PO Janusz Palikot. Niesiołowski
          nazwał książkę Zyzaka "hańbą". Co więcej, publicznie wystąpił w audycji
          telewizyjnej za usunięciem z pracy na Uniwersytecie Jagiellońskim promotora
          pracy magisterskiej Pawła Zyzaka - prof. Andrzeja Nowaka. Było to żądanie godne
          najgorszych czasów stalinowskich. Nie bez racji prezes IPN prof. Janusz Kurtyka
          nazwał żądanie Niesiołowskiego "haniebnym" (por. "Dziennik" z 6 kwietnia 2009
          r.). Z kolei Palikot "popisał się" chyba najbardziej prymitywnym i obskuranckim
          atakiem na dzieło Zyzaka. W programie Moniki Olejnik "Kropka nad 'i'" 2 kwietnia
          nazwał tę książkę "kretyńską" i "diabelską".
          Nie da się natomiast zaprzeczyć, że jest to książka pisana przez autora bardzo
          inteligentnego, zadziwiającego wprost umiejętnościami w dziedzinie biografistyki
          historycznej, i to w wieku zaledwie 24 lat! Książka ta ma jeszcze jeden
          dodatkowy walor: łączy ogromną ilość zebranych materiałów źródłowych z bardzo
          żywym, zajmującym stylem pisarstwa. To się naprawdę daje i chce czytać, czego na
          pewno nie można powiedzieć o żałosnym gniocie Janusza Palikota, nazywanym przez
          pomyłkę książką. Jego "przebojowa publikacja" "Płoną koty w Biłgoraju" jest tak
          nudna, że aż zęby bolą przy czytaniu.
          Porównajmy ataki na książkę Zyzaka z niektórymi opiniami tych, którzy ją
          dokładnie przeczytali, w odróżnieniu od atakujących. Profesor Andrzej Nowak,
          przyznając, że są pewne usterki w pracy Zyzaka, stwierdził, że pomimo to jej
          "ocena musi być bardzo dobra ze względu na gigantyczny, niespotykany wręcz
          nakład pracy, także pracę interpretacyjną" ("Nasz Dziennik" z 4-5 kwietnia 2009
          r.). Znany publicysta Jerzy Jachowicz pisał o "tytanicznej wprost pracy
          24-letniego badacza", dodając: "Ogrom źródeł, z jakich korzystał, i własnych
          przedsięwzięć badawczych jest doprawdy imponujący". I rzeczywiście, należy
          podziwiać przede wszystkim ogromną, benedyktyńską wręcz pracowitość Zyzaka w
          wyszukiwaniu źródeł. Próbowano dyskredytować jego książkę, atakując ją za to, że
          część źródeł ustnych, które przytacza, jest anonimowa. Przypomnijmy więc, iż
          autor książki posiada nagrania wszystkich tych anonimowych opinii i nie podaje
          nazwisk ich autorów ze względu na troskę o bezpieczeństwo wypowiadających się
          osób. Co więcej, te anonimowe źródła występują zaledwie na kilkunastu stronach
          tej 624-stronicowej książki. O tej zaś proporcji milczą jak grób autorzy
          agresywnych napaści na pracę Zyzaka. Największe wzburzenie osób piętnujących
          jego książkę wywołało poinformowanie w niej - w oparciu o anonimowe źródła - o
          historii nieślubnego syna Wałęsy. Zajadłe ataki na Zyzaka w tej sprawie
          doprowadziły nagle do czegoś nieprzewidzianego - kilka osób znających dobrze
          historię młodzieńczego romansu Wałęsy i jego nieślubnego dziecka zdecydowało się
          otwarcie przemówić. Wypowiedzi ich przedstawiła "Gazeta Pomorska" z 2 kwietnia
          2009 r., można je też odsłuchać w nagraniu wideo tej gazety w internecie.
          Nawiązywały do tej sprawy również centralne gazety, powołując się na informacje
          "Gazety Pomorskiej". W "Dzienniku" z 3 kwietnia pisano już w tytule "Cała wieś
          mówi o nieślubnym dziecku Wałęsy. Zobacz wspomnienia ludzi z okolic Łochocina".
          Na ten sam temat informowała "Rzeczpospolita" z 3 kwietnia w tekście pt. "Zyzak
          napisał prawdę?", przytaczając fragmenty z wypowiedzi krajanów Wałęsy
          przytoczonych w "Gazecie Pomorskiej".
          Czarna karta mediów

          Rzeczą znamienną jest przemilczenie przez przeważającą część mediów ustaleń
          podanych przez świadków reporterom "Gazety Pomorskiej", a także "Expressu
          Bydgoskiego". Znany publicysta Piotr Skwieciński, były prezes PAP, pisał w
          "Rzeczpospolitej" z 6 kwietnia: "Nie mam wątpliwości, że w przyszłości sprawa
          Zyzaka będzie przywoływana jako czarna karta polskich mediów. Uderzające jest,
          że gdy reporterzy 'Gazety Pomorskiej' i 'Expressu Bydgoskiego' (a nie żadnej
          centralnej redakcji) postanowili zweryfikować - uznawane dotąd przez wszystkich
          za główny kanon obrazy i za w oczywisty sposób fałszywe - twierdzenia historyka
          o młodzieńczych ekscesach Wałęsy (sprawa nieślubnego dziecka i nieszczęsne
          sikanie do kropielnicy), i kiedy okazało się, że mieszkańcy Łochocina
          potwierdzają - i to wcale nie anonimowo - wersję Zyzaka, 'Wyborcza' przemilczała
          to totalnie. Odkrycie pomorskich dziennikarzy zostało pominięte przez niemal
          wszystkie informacyjne serwisy głównych telewizji, a większość redakcji
          prasowych nie zamieściła go w swoich papierowych wydaniach". Dodajmy przy
          okazji, że właśnie fragmenty książki Zyzaka na temat młodzieńczych lat Wałęsy
          należą do ustaleń pionierskich. Przyznaje to nawet autor proplatformowego
          "Newsweeka" Piotr Śmiłowicz, pisząc w numerze z 13 kwietnia o Zyzaku: "Jego
          zasługą jest jednak to, że zdecydował się na badanie terenu dziewiczego, jakim
          było dzieciństwo i młodość Lecha Wałęsy. Dotąd okres ten był znany tylko z
          relacji samego zainteresowanego. Najwyraźniej historycy z tzw. wielkim
          nazwiskiem bali się tego tematu, skoro zabrał się do niego młody człowiek".
          "Odbrązawiacz" Zyzak

          Nie chcę być panegirystą Pawła Zyzaka, dlatego muszę zaakcentować jedną wadę
          jego pisarstwa. Na pewno nie jest on bezstronnym historykiem piszącym sine ira
          et studio (bez gniewu i namiętności). Głównym celem jego pracy jest
          odbrązowienie Wałęsy w oparciu o skrzętnie nagromadzoną ilość materiałów
          źródłowych. Tytuł tej książki wyraźnie pokazuje tę tendencję: "Lech Wałęsa. Idee
          i historia". Osobiście dałbym jeszcze bardziej jednoznaczny tytuł: "Lech Wałęsa.
          Próba odbrązowienia". Paweł Zyzak pracowicie weryfikuje stwierdzenia Wałęsy w
          różnych okresach jego życia, wyłapuje powtarzające się w nich sprzeczności na
          temat podawanych faktów. Przywołuje na przykład twierdzenia o niezwykle wielkiej
          religijności byłego prezydenta, jakoby cechującej go od dzieciństwa,
          • Gość: CDN Re: Bazylu Baranie! masz w prezencie od zjączka IP: *.chello.pl 10.04.09, 15:26
            Powołuje się przy tym nie tylko na sąsiadów Wałęsy, ale i na proboszcza z jego
            rodzinnych stron - księdza J. Płaciszewskiego (por. s. 317). Porównuje sprzeczne
            stwierdzenia Wałęsy w sprawie kryzysu wiary. W jednym z wywiadów powiedział on
            Orianie Fallaci, że oddalił się od wiary tylko między 17. a 19. rokiem życia. W
            drugim wyznaniu z kolei twierdził, że "Gdzieś między dwudziestym a dwudziestym
            piątym rokiem życia sporo grzeszyłem" (s. 39-40). Według Zyzaka (s. 41): "Żadna
            z osób, pamiętających Lecha Wałęsę z młodości, nie poświadczyła głębokiej
            religijności na miarę tej, jaka objawiła się w nim kilkanaście lat później, w
            trakcie strajku w Sierpniu �80 (...). - Po co chodzić do spowiedzi, jeśli nie
            masz nic do wyznania? - żartował (...)".
            Zyzak jest ogromnie sceptyczny co do różnych zwierzeń Wałęsy. Na przykład
            przytacza na s. 318, z jednoznacznymi wątpliwościami, historię "cudu", jaki
            Wałęsa miał przeżyć osobiście. Historią tą Wałęsa uraczył Krzysztofa
            Wyszkowskiego jeszcze w okresie Wolnych Związków Zawodowych (WZZ). Podczas
            wystąpień robotniczych 15 grudnia 1970 r. Wałęsa rzekomo stał przed komendą MO w
            Gdańsku, akurat wtedy, gdy milicja strzelała z okien budynku. Wtedy jakoby Lech
            miał poczuć silne uderzenie w klatkę piersiową. Gdy spojrzał na marynarkę,
            dostrzegł w niej dziurę na piersi. Rozpiąwszy marynarkę, wyjął z kieszeni
            notesik - jak się okazało - również przedziurawiony. Notesik otworzył się na
            obrazku Matki Bożej. Na tym obrazku zatrzymał się i uległ spłaszczeniu (!)
            pocisk milicyjnej kuli. Zyzak przytacza w tym momencie komentarz Wyszkowskiego,
            który stwierdził, że Matka Boża została potraktowana przez Wałęsę bardzo
            instrumentalnie. W tym czasie bowiem, gdy miał się zdarzyć opisywany przez
            Wałęsę cud, przyszły heros "S" zwyczajnie siedział na kanapie i pił kawę z
            dowództwem operacji (por. s. 318).
            Zyzak uważa również za dość wątpliwe różne opowieści byłego prezydenta
            zmierzające do wykreowania jego "martyrologii". Jest przekonany, że nie ma
            przekonywających dowodów na to, że komuniści chcieli - jak opowiadał Wałęsa -
            zgładzić go w styczniu 1981 r. we Włoszech i później znów, już w Gdańsku, w maju
            1985 roku. Na łamach "Gazety Wyborczej" ilość rzekomych zamachów na życie Wałęsy
            urosła już do pięciu (por. Lech Wałęsa wie o pięciu "poważnych" zamachach na
            niego, "Gazeta Wyborcza" z 6 października 2005 r.). Dodajmy do tego jeszcze
            nieścisłości w opowieści Wałęsy o jego aresztowaniach, który wywiadzie dla
            Oriany Fallaci powiedział: "Byłem zatrzymany ok. 100 razy, prawie zawsze
            zamknięty na 48 godzin" (por. O. Fallaci, Dwa wywiady, Samodzielna Oficyna
            Literacka, 1982, s. 20). Według Pawła Zyzaka (s. 296), z dokumentów źródłowych
            wynika, że Wałęsa został zatrzymany dwanaście razy, w tym tylko pięciokrotnie z
            osadzeniem w areszcie na 48 godzin. Jak widać, rozbieżność między faktami a
            relacją Wałęsy była po prostu ogromna! Dość wątpliwa wydaje się również opowieść
            Wałęsy, jak to rzekomo straszył władzę "dobrym przegłodzeniem własnych dzieci",
            by w ten sposób wyrazić protest przeciwko szykanom władzy. Zyzak (s. 351)
            przytacza na przykład, za autobiografią Wałęsy, następującą opowieść: "(...) W
            okresie WZZ, po wyrzuceniu z 'Elektromontażu', Wałęsa zorientował się, że w jego
            domu 'ściany mają uszy'. Niepocieszony brakiem ofert pracy, postanowił to
            wykorzystać i wygłosił w domu przemówienie: 'Zaplanowałem więc - wspomina - że
            kiedy zostanę odprawiony z kwitkiem, wezmę po południu dzieci, na wszelki
            wypadek dobrze przegłodzone (sic!), zaprowadzę do sklepu i niech biorą, co chcą,
            do jedzenia'. Ekspedientce zamierzał wytłumaczyć się brakiem pracy, a następnie
            pozwolić spisać swoje dane, obiecując rychłą spłatę długu po otrzymaniu pensji.
            I co dalej? Kiedy ponownie znalazł się w 'pośredniaku', podszedł do niego
            kierownik i oświadczył: '(...) Znamy pana sytuację, wiemy, że jest pan bez
            pracy', i wręczył mu 6000 zł tytułem zapomogi".
            Zyzak podaje fakty dowodzące, że Wałęsa bez skrupułów koloryzował, nawet w
            odniesieniu do tak poważnych opracowań, jak encyklopedie. Według niego (s. 326),
            w kwestionariuszu przysłanym mu przez "Encyclopaedia Britannica" Wałęsa napisał
            o sobie: "Jeden z przywódców strajku 1970, 1976, przywódca strajku 1980".
            Przynajmniej jedno z tych twierdzeń jest drastycznie nieprawdziwe. Wałęsa nie
            był w żadnym razie "jednym z przywódców strajku w 1976 roku"!
            Czy Zyzak ma prawo do wyrażania wątpliwości wobec przeróżnych opowieści Wałęsy?
            Na tle wielokrotnych, udowadnianych przez niego kłamstw byłego prezydenta czy po
            prostu jaskrawych sprzeczności w jego komentarzach na temat tych samych faktów
            dotyczących różnych wydarzeń uważam, że sceptycyzm Zyzaka wobec Wałęsy jest
            bardzo, ale to bardzo uzasadniony. Tym, którzy krytykują autora książki za jego
            nastawienie skierowane głównie na odbrązawianie Wałęsy, proponuję - niech
            zabiorą się sami za taką biografię, w której popróbują skutecznie zawalczyć z
            zarzutami wobec niego.
            Zyzaka portret Wałęsy

            Przyjrzyjmy się teraz innym aspektom kreślonego przez Pawła Zyzaka
            psychologicznego portretu Wałęsy. Autor książki, w oparciu o bardzo bogaty
            materiał źródłowy, stara się wypunktować mocne strony Wałęsy, które zapewniły mu
            przywództwo w "Solidarności". Zalicza do nich: "niewątpliwą charyzmę",
            "przebojowość", "umiejętność szybkiego podejmowania decyzji", "świetne
            zrozumienie mas", "umiejętność wyczuwania nastrojów społecznych". Sam określił
            to słowami: "Jak jestem między wronami, to kraczę jak one". W parze z tym jednak
            szły tendencje do autorytatywnego sterowania "Solidarnością", do usuwania ludzi,
            którzy w zasadniczych dla związku sprawach mieli opinie odmienne niż Wałęsa,
            swego rodzaju "despotyzm", którego nie próbował zbytnio ukrywać, wyrażając się:
            "Ja demokratycznie, półdemokratycznie, a nawet niedemokratycznie buduję
            demokrację" (cyt. za: J. Kurski: Wódz, Warszawa 1991, s. 7).
            Wśród cech charakteru Wałęsy najbardziej męcząca wydaje się jego skrajna pycha
            sięgająca niebotycznych rozmiarów. Bardzo wiele osób pamięta, jak nawet po
            uzyskaniu w wyborach prezydenckich w 2000 r. tylko ok. 1 proc. głosów
            przechwalał się, że zostanie prezydentem Europy. Zyzak bardzo mocno wzbogaca
            nasze informacje na temat rozmiarów tej pychy. Przypomina opinię słynnej
            dziennikarki włoskiej Oriany Fallaci, która po wielogodzinnym wywiadzie z Wałęsą
            stwierdziła m.in.: "Był bardzo pretensjonalny i pewny siebie, uważał się za
            kogoś bardzo inteligentnego. Był nieprawdopodobnie próżny. Potworny ignorant
            (...). Jako człowiek był tym, co my we Włoszech określamy jako 'antipatico'".
            Pycha przywódcy "Solidarności" odzwierciedlała się - według Zyzaka - w byciu
            człowiekiem, "który bardzo dużo myśli o swojej pozycji, a mierzy ją długością
            oklasków dla niego i jego konkurentów". Dlatego nie mógł ścierpieć tego, że Anna
            Walentynowicz momentami otrzymywała równie duże, jak on, oklaski. W odniesieniu
            do niej szczególnie widoczne były przejawy małości Wałęsy. Zyzak przytacza na
            przykład wspomnienie Bogdana Borusewicza: "W tym czasie pani Ania była bardzo
            popularna w Polsce, była osobą, która wyraźnie zagrażała pozycji Wałęsy. Nie
            było większego konfliktu do czasu podróży delegacji 'Solidarności' do Papieża.
            Pani Ania chciała bardzo jechać do Papieża ze względu na to, że jest religijną
            kobietą, i okazało się, że nie znalazła się w delegacji. Wałęsa obiecał, że
            pojedzie, a potem nawet jej zabronił, gdy ona chciała jechać na własną rękę. To
            wywołało nasze oburzenie (...).
            Do najostrzejszego konfliktu między Wałęsą a Walentynowicz doszło akurat w
            czasie spotkania z Janem Pawłem II. Walentynowicz podeszła z jedną z
            pamiątkowych książek do księdza Stefana Wesołego i zapytała, czy może dostać
            autograf Ojca Świętego dla ciężko chorej przyjaciółki. Ksiądz Wesoły zachęcił
            ją, aby uczyniła to teraz, dopóki Jan Paweł II nie jest jeszcze zajęty. Papież
            zareagował przyjaźnie i upomniał się o długopis. Wówczas podszedł do nich
            Wałęsa, wołaj
            • Gość: cdn2 Re: Bazylu Baranie! masz w prezencie od zjączka IP: *.chello.pl 10.04.09, 15:30
              Wówczas podszedł do nich Wałęsa, wołając: 'Jak pani śmie wykorzystywać Ojca
              Świętego! Pani jest bezczelna! Ja mam pierwszeństwo, mam dzieci, a tak się nie
              zachowuję!'. 'Panie Wałęsa, załatwicie te sprawy później, dobrze?' - rzucił
              Papież i zwrócił się do Walentynowicz: 'Przepraszam, jakie imię mam tu wypisać,
              bo zapomniałem...'. Walentynowicz z trudem powstrzymywała łzy" (s. 289).
              Dziennikarka Ewa Berberyusz użalała się w "Gazecie Wyborczej" z 13-14
              października 1990 r.: "Przed Wałęsą wstrzymuje mnie (...) stosunek do ludzi.
              Nasilająca się podejrzliwość, dopatrywanie się w każdym, kto nie schlebia,
              przeciwnika (...)" (s. 288).
              Z rodu rzymskiego cesarza Walensa

              Niebotyczne rozmiary pychy Wałęsy dobrze ilustrował przytoczony przez Zyzaka (s.
              299) fragment wywiadu udzielonego przez przywódcę "S" podziemnemu pismu "Bez
              dekretu" (nr 13 z 1986 r.). Publicystka tego pisma pytała Wałęsę: "Czy jest w
              historii jakaś postać, która jest dla Pana wzorem, punktem odniesienia czy może
              mistrzem? - Nie ma - stwierdził Wałęsa. Jest Jan Paweł II, jest Józef Piłsudski,
              jestem ja, Lech Wałęsa... To są wielkie postacie, robiące wielkie rzeczy w
              określonych warunkach". Jeszcze bardziej surrealistyczna była scena przytoczona
              przez Zyzaka (s. 300) za Krzysztofem Wyszkowskim. Oto sekretarz Wałęsy Andrzej
              Celiński miał zwrócić się do przywódcy "S" w następujący sposób: "Piłsudskiego
              już przewyższyłeś? - Tak - przytaknął Lech. - A Stalina...? - ciągnął Celiński.
              - No tutaj... - odburknął Wałęsa". Zdaniem Wyszkowskiego, dzielny elektryk nie
              miał całkowitej pewności co do tego, czy przewyższył poziom geniuszu Stalina.
              Najbardziej groteskowe było ubzduranie sobie przez Wałęsę, że pochodzi z rodu
              cesarza rzymskiego Walensa. Pierwszy raz sprawę tych "przemyśleń" Wałęsy
              nagłośniono w spreparowanej przez bezpiekę taśmie z nagraniem rozmowy między
              Wałęsą a jego bratem (s. 445-446). Zyzak przytacza jednak również inne
              odwoływania się przywódcy "Solidarności" do swego rzekomego pochodzenia od
              rzymskiego cesarza Walensa, ba, nawet próbuje znaleźć praprzyczynę tych bajek
              dzielnego elektryka. Przywołuje najpierw (s. 446) opowieść M.F. Rakowskiego, jak
              to ks. Alojzy Orszulik komentował wywody o wyimaginowanym protoplaście rodu
              Wałęsów dyrektorowi Agencji "Interpress" Mirosławowi Wojciechowskiemu: "Orszulik
              mówił, że to on jest winien, iż Wałęsa bredził o swoim cesarskim pochodzeniu.
              'Prosił mnie o książki. Przywoziłem mu je, a on oddawał mi nie rozcięte.
              Wreszcie dałem mu książkę o początkach chrześcijaństwa. Przeczytał 12 stron i
              natknął się na nazwisko cesarza Walensa. Zapytał mnie, czy mogło tak być, że
              pisał się on przez 'ł'. Po co ci to, Lechu, potrzebne? Bo to może mieć związek z
              moją rodziną, odpowiedział. Stąd wzięła się kwestia w rozmowie z bratem na temat
              cesarskiego pochodzenia rodziny". Sam ks. bp Alojzy Orszulik tak wspominał o tej
              sprawie w książce "Czas przełomu" (Warszawa Ząbki 2006, s. 98): "W innym miejscu
              Wałęsa przekonywał brata, że pochodzą z rodu cesarskiego, bo od cesarza
              Walezjusza (istotnie, kiedyś mi mówił, że wyczytał w książce ks. Józefa
              Umińskiego pt. 'Historia Kościoła', t. I, i czy bym nie mógł sprawdzić, czy
              nazwisko Wałęsa nie pochodzi od nazwiska Walensa. Być może, że Polacy zmienili
              literę 'l' na 'ł', a literę 'e' na 'ę' i wymawiają jego nazwisko w obecnym
              brzmieniu (...)".
              Skomplikowana psyche Wałęsy czasem znajdowała odbicie w dość zaskakujących
              wynurzeniach. Zyzak (s. 319) cytuje np. jedno z takich wystąpień Wałęsy, gdy w
              przypływie szczerości, na spotkaniu z grupą działaczy "Solidarności" we
              Włocławku 1 listopada 1980 r. powiedział: "Ja, jak wchodzę do kościoła, to
              zapominam o wszystkim - ja się tym sprawdziłem - myślałem, ile mi jeszcze
              zostało, może dzień, może rok - tego nie przewidzisz - i z czym ja stanę, że
              zdrajca, że świnia, że oszukał ludzi. Nie wierzę w wielkich ludzi, którzy
              uczciwie szli do przodu (...)". Zyzak zwraca uwagę na powtarzające się u Wałęsy
              skłonności do powtarzania zdań wewnętrznie sprzecznych: "Nie chcę, ale muszę",
              "Jestem za, a nawet przeciw", "Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia",
              "Plusy dodatnie, plusy ujemne". Widzi w tych zwrotach świadectwo permanentnego
              uciekania przed odpowiedzialnością za czyny. Chowając się za tego typu
              dwuznacznymi zwrotami, "mógł zmyć z siebie barwę reprezentanta danej opcji i
              spróbować zatrzeć negatywne wrażenie". Swą niebywałą elastyczność poglądów
              Wałęsa usprawiedliwiał stwierdzeniami w stylu: "Jestem człowiekiem, który chce
              (...) być użytecznym niezależnie od granic, kolorów i ideologii. Zając głodny
              nie zna granic". Potrzebując szerokiego pola manewru, lubił mówić dwuznacznikami
              w stylu: "Ja się z wami zgadzam, tylko to trzeba robić mądrze". Według Zyzaka,
              Wałęsa bardzo rozwinął "sztukę swoistej gry słowem". Na przykład jednoznaczną
              dla wszystkich "lustrację" przeobraził w "mądrą lustrację", stwarzając w ten
              sposób sobie i przeciwnikom lustracji szerokie pole manewru.
              Odsłanianie zacieranych kart z przeszłości

              Do najcenniejszych części książki Pawła Zyzaka należy żmudne odtwarzanie różnych
              źródeł na temat charakteru kontaktów między Lechem Wałęsą a Służbą
              Bezpieczeństwa. Część z publikowanych przez niego materiałów powtarza dane znane
              już z książki Pawła Gontarczyka i Sławomira Cenckiewicza "SB a Lech Wałęsa". A
              jednak, jak przyznaje jeden z autorów wspomnianej już książki Sławomir
              Cenckiewicz na łamach "Rzeczpospolitej" z 2 kwietnia 2009 r., Zyzak wzbogaca
              opisaną wcześniej sprawę TW "Bolka" o obszerną relację (czterogodzinne nagranie
              wideo) mjr. SB Janusza Stachowiaka na temat współpracy Wałęsy z SB (s. 120-121).
              Warto zapoznać się z przedstawianymi przez Zyzaka odpryskami różnych donosów TW
              "Bolka" (s. 122-129).
              Szczególnie interesujący jest rozdział o roli głównego zausznika Wałęsy
              Mieczysława Wachowskiego (s. 270-280 oraz s. 463-466). Jak wiadomo, Wachowskiemu
              już kiedyś nadano przydomek "kapciowy" (od nakładania kapci na nogi Wałęsy).
              Zyzak pokazuje, że wpływ Wachowskiego na Wałęsę nie polegał tylko na ogromnych
              umiejętnościach przypochlebiania się "Wodzowi", w czym "kapciowy" był
              rzeczywiście nie do prześcignięcia. Zwraca uwagę na umiejętności organizacyjne
              Wachowskiego, jego "niezwykłe poczucie humoru", zażyłe kontakty z Danutą
              Wałęsową, która uważała go za "człowieka wręcz uroczego". Według Zyzaka (s.
              277), szerzyły się informacje o tym, że Wachowski specjalizował się też w
              organizowaniu różnych "rozrywek" szefowi "Solidarności". Jak pisze w swojej
              książce: "Od czasu do czasu wypływały informacje, że Wachowski 'odmroził' swoje
              kontakty z trójmiejskim 'półświatkiem' i dbał o zapewnienie dobrej zabawy
              Przewodniczącemu. Wałęsa cieszył się dużym powodzeniem u kobiet. Jego
              współpracownicy mówią o 'ekstazie kobiet, dzikich oczach i oszalałym wzroku'
              fanek. Wielu działaczy wiedziało lub przynajmniej domyślało się licznych
              romansów naszego tytułowego bohatera". Na osobną uwagę zasługują przykłady
              konfiskowania przez służby specjalne w dobie prezydentury Wałęsy różnych
              niewygodnych dla niego dokumentów, które potem bezpowrotnie zaginęły.
              Walorem książki Zyzaka jest przytoczenie wielu ciekawych, a wciąż za mało
              znanych materiałów na temat różnych pseudoautorytetów współdziałających z
              Wałęsą. Młody historyk przytacza np. na s. 389-390 szyfrogram Horsta Neubauera,
              ambasadora NRD, do kierownictwa NRD z 2 grudnia 1981 roku. W szyfrogramie tym,
              po raz pierwszy opublikowanym w paryskiej "Kulturze" z września 1995 r.,
              Neubauer przytaczał wypowiedź Stanisława Cioska, ministra ds. współpracy ze
              związkami zawodowymi, tak relacjonującego swą rozmowę z Bronisławem Geremkiem:
              "Część decydujących doradców 'Solidarności' rozpoznała już obecną sytuację i wie
              o zmianie sytuacji. Mają więcej strachu, niż zakładaliśmy, i zaczynają ratować
              skórę. Właśnie miałem osobliwą rozmowę z szefem ekspertów 'Solidarności'
              Geremkiem. (...) Nie wierzyłem własnym uszom. Geremek oświadczył, że dalsza
              pokojowa koe
              • Gość: cdn3 Re: Bazylu Baranie! masz w prezencie od zjączka IP: *.chello.pl 10.04.09, 15:35
                (...) Nie wierzyłem własnym uszom. Geremek oświadczył, że dalsza pokojowa
                koegzystencja pomiędzy 'Solidarnością' w obecnej formie a socjalizmem realnym
                jest niemożliwa. Konfrontacja siłowa nieunikniona. (...) Aparat solidarnościowy
                musi zostać zlikwidowany przez państwowe organy władzy. Po siłowej konfrontacji
                'Solidarność' mogłaby na nowo powstać, ale jako rzeczywisty związek zawodowy bez
                Matki Boskiej w klapie, bez programu gdańskiego, bez politycznego oblicza i bez
                ambicji sięgnięcia po władzę. Być może - kontynuował Geremek - tak umiarkowane
                siły jak Wałęsa mogłyby zostać zachowane. Po konfrontacji nowa władza państwowa
                mogłaby w innej sytuacji politycznej kontynuować nowe procesy demokratyzacyjne.
                Nie mogę jeszcze ocenić, czy Geremek mówił tylko we własnym imieniu i czy jego
                zdanie jest reprezentatywne. Jego postawa z pewnością nie jest podzielana przez
                Kuronia i Modzelewskiego (...)". Sądzę, że ujawnienie takich niezbyt ciekawych
                epizodów z życia Geremka czy niektórych innych pseudoautorytetów (np. Kuronia)
                wpłynęło na rozmiary nagonki prowadzonej przeciwko Zyzakowi w niektórych
                mediach. Na przykład na łamach "Gazety Wyborczej" pracę tę zaatakowano
                kilkadziesiąt razy.
                W komentarzach na temat krytyk Wałęsy wychodzących z najróżnorodniejszych
                środowisk, od prawicy po dawną opozycyjną lewicę laicką, bardzo zabrakło mi
                autorskiego komentarza na temat określonych momentów czasowych, w których
                atakowano Wałęsę. Na przykład na s. 575-576 Zyzak przytacza utwór Jacka
                Kaczmarskiego "Kariera Nikodema Dyzmy", jednoznacznie bardzo ostro atakujący
                Lecha Wałęsę. Jedna ze zwrotek piosenki Kaczmarskiego stwierdzała np.:

                Rzecznicy salonowej tłuszczy
                Unoszą brwi - to wielki człowiek!
                Ja krzyczę - Cham to! Cham
                griaduszczij!
                Lecz przecież mam nierówno
                w głowie.

                Choć osobiście całkowicie zgadzam się z porównaniem Wałęsy do Nikodema Dyzmy, to
                jednak warto to porównanie, przywołane w utworze Kaczmarskiego z 12 października
                1990 r., uzupełnić informacją na temat warunków, w jakich powstał tekst.
                Atakujący Wałęsę Jacek Kaczmarski należał do gorliwych zwolenników
                Mazowieckiego, Geremka i Michnika, a to właśnie ci zwolennicy stanowili trzon
                "salonowej tłuszczy". Wałęsy w owym czasie nie popierała "salonowa tłuszcza",
                lecz zwykły lud, czyli większość Polaków głosujących w grudniowych wyborach
                prezydenckich 1990 roku.
                Na koniec tego szkicu o książce Pawła Zyzaka chciałbym ją gorąco polecić każdemu
                czytelnikowi, który myśli po polsku. Uważam, że praca ta może znakomicie służyć
                do demaskowania jakże licznych oszczerstw medialnych z takich kuźni oszczerstw
                jak "Wyborcza", nie mówiąc o osądach takich przedstawicieli łże-elit jak Tusk,
                Niesiołowski czy Palikot. Warto pokazywać tę książkę wszystkim sąsiadom lub
                kolegom dotąd pozostającym pod wpływami "Wyborczej" i PO. Niech porównają tak
                wielkie merytoryczne wartości książki Zyzaka z oczerniającymi ją kłamstwami
                pseudoautorytetów. Może się wreszcie przebudzą!
                Prof. Jerzy Robert Nowak
    • Gość: Bazylu Baran Re: Bazylu Baranie! IP: *.chello.pl 10.04.09, 15:48
      nie nie wstydzę się.

      następne pytanie proszę.
    • Gość: dedektyw inwektyw Re: Muszę znaleśc i przeczytać IP: *.gprs.plus.pl 10.04.09, 16:11
      Recezje przeciwników,czy zwolenników Lecha mnie nie przekonuja, bo choćby sto razy sie obracali, to i tak dupa z tyłu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka