Dodaj do ulubionych

wspomnienie

03.04.05, 04:16
pierwszy raz poszlam zobaczylam papieza 1987 roku w Tarnowie byla msza dluga
iiiiiii te przebyte kilometry w potwornym deszczu szlismy cala noc i tak sie
zaczelo potem kolejne jego przyjazdy az do 1997 roku w ktorym wyemigrowalam
do NY.Kiedy ostatni raz bylam w Polsce 5 lat temu jaks sila kazala pojechac
mi do Rzymu no i pojechalam zeby zobaczyc go po raz ostatni..........Uwazam
sie za bardzo szczesliwa osobe ze moglam zyc w tym czasie kiedy on.Jest takie
cos co jestem pewna ze wszyscy maja ....pamiec......dzisiejszy dzien kazdy z
nas zapamieta z dokladnoscia setna ten moment kiedy dowiadujemy sie ze on nie
zyje.po latach bedziemy pamietac ze w momencie komunikatu o jego smierci
tutaj w New Yorku zerwal sie przerazliwy wiatr kosze na smieci fruwaly do
okola zaczelo strasznie padac i zrobilo sie ciemno dostawalo sie
ciarki ....na ulicach pusto kazdy zaplakany....istny koniec swiata
Obserwuj wątek
    • mamacat Re: wspomnienie 03.04.05, 04:33
      W 1991 roku Papiez zawital do Polski dwa razy: raz na dluzej, drugi raz tylko na
      chwile, na dzien mlodziezy. W czerwcu byl w Koszalinie. My harcerze z Gorzowa
      pojechalismy jako Biala Sluzba. Nigdy nie zapomne tego dnia. Harcerze z calej
      Polski przyjechali zeby sluzyc tym, ktorzy przyszli sie modlic razem z Papiezem.
      Bylo strasznie zimno, padal deszcz. My bylismy przygotowani na upaly, mdlejacych
      z goraca ludzi. Mielismy roznosic wode i opiekowac sie omdlalymi. Pogoda jednak
      zrobila nam "numer." Zamiast wody roznosilismy goraca herbate. Pukalismy do
      mieszkan ludzi i prosilismy zeby nam robili herbate. Ludzie byli bardzo
      wdzieczni. Potem przyjechal Papiez i wszyscy rozgrzali sie modlitwa.
      Drugi raz w tym samym roku Papiez byl w Czestochowie na Dniu Mlodziezy. Bylo
      niesamowicie. My przyszlismy z pielgrzymka gorzowska. Mnostwo ludzi zjedoczonych
      w modlitwie. Wieczorem rozlozylismy sie na wzgorzu przed seminarium. Mnostwo
      mlodziezy; spiewalismy, niektorzy juz spali. Nagle grupka mlodziezy zaczela
      wolac "Ojcze Swiety, Ojcze Swiety," dolaczylismy sie do wolania. Nasze glosy
      dotarly do Papieza, ktory szykowal sie juz do spoczynku. Nagle zobaczylismy go w
      oknie. Usmiechal sie do nas i pomachal do nas reka. Bylo to niesamowite
      przezycie. Uslyszal nas Ojciec Swiety.

      Dzis ogladam program w amerykanskiej telewizji. Tylu ludzi sie modli za jego
      dusze. W Nowym Jorku nawet niebo placze. Odszedl taki niezastapiony czlowiek.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka