Dodaj do ulubionych

Nauczanie a czyny

25.08.07, 09:16
www.mateusz.pl/czytania/20070825.htm
"„Mówią bowiem, ale sami nie czynią. Wiążą ciężary wielkie (...), lecz sami
palcem ruszyć ich nie chcą” – zarzut postawiony przez Jezusa faryzeuszom może
dotyczyć każdego z nas. Łatwo wymagać od innych, szczególnie gdy sprawowana
funkcja do tego upoważnia. Wymagać od siebie, sobie narzucać dyscyplinę – to
dużo trudniejsze. Jednak tylko wtedy człowiek jest wiarygodny, kiedy sam czyni
to, czego wymaga od innych. Dlatego najdoskonalszym wzorem jest dla nas Jezus
Chrystus – nasz Mistrz i Nauczyciel – który jedyny całym swoim życiem
realizował to, czego nauczał."

Anna Lutostańska, „Oremus” sierpień 2001, s. 112
Obserwuj wątek
    • avchdega-27 Re: Nauczanie a czyny 25.08.07, 13:15
      z2006 napisał:

      > www.mateusz.pl/czytania/20070825.htm
      > "„Mówią bowiem, ale sami nie czynią. Wiążą ciężary wielkie (...), lecz sa
      > mi
      > palcem ruszyć ich nie chcą” – zarzut postawiony przez Jezusa faryze
      > uszom może
      > dotyczyć każdego z nas. Łatwo wymagać od innych, szczególnie gdy sprawowana
      > funkcja do tego upoważnia. Wymagać od siebie, sobie narzucać dyscyplinę –
      > to
      > dużo trudniejsze. Jednak tylko wtedy człowiek jest wiarygodny, kiedy sam czyni
      > to, czego wymaga od innych. Dlatego najdoskonalszym wzorem jest dla nas Jezus
      > Chrystus – nasz Mistrz i Nauczyciel – który jedyny całym swoim życi
      > em
      > realizował to, czego nauczał."
      >
      > Anna Lutostańska, „Oremus” sierpień 2001, s. 112

      Niestety, nie zgadzam się z tezą, że „człowiek _tylko_ wtedy jest wiarygodny,
      kiedy sam czyni to, czego wymaga od innych“.

      Jest to jedna z tych „logicznych“ wypowiedzi, które tylko na pozór wydają się
      prawidłowe, jak chociażby stwierdzenia typu: „to, czego nie zgubiłem,
      posiadam“... Naturalnie nie zgubiłem wielu rzeczy: parowozu, jachtu, zegarka
      marki Rollex, ale przecież sam fakt niezgubienia czegoś nie czyni mnie
      automatycznie posiadaczem takiej „niezgubionej“ rzeczy:)

      Twierdzenie Anny Lutostańskiej o potrzebie uwiarygodnienia, wymaganych od innych
      zachowań własnym przykładem jest słuszne, ale jedynie w wypadku, gdy usunie się
      zeń ograniczającą partykułę komunikacyjną „tylko“, bo z nią staje się ono po
      porostu nieprawdziwe.

      Zostańmy może przy zaproponowanym przykładzie „upoważnienia do stawiania wymagań
      z racji sprawowanej funkcji“, do czego oczywiście najlepiej nadaje się przykład
      niekonsekwentnego chrześcijańskiego duszpasterza.

      Czy duchowny, o którym wiemy, że jest pazerny na pieniądze nie jest wiary-godny,
      twierdząc, że chciwość jest grzechem? Przecież takie stwierdzenie jest dalej
      godne wiary, mimo iż wygłasza je osoba nie wcielająca je w życie! Podobnie jest
      zresztą z całym dekalogiem, z wszystkimi zasadami wiary chrześcijańskiej...

      Jeszcze drastyczniej sprawa wygląda i innych relacjach społecznych.
      Czy cierpiący na otyłość lekarz powinien przestać namawiać ludzi do rosządnego i
      zdrowego jedzenia, bo sam się tych zasad nie trzyma? Czy leniwy nauczyciel
      powinien przestać zadawać zadania domowe i nie sprawdzać stanu wiedzy swych
      uczniów (co z racji jego lenistwa byłoby mu zresztą na rękę), tylko dlatego, że
      sam ma problemy z pilnością? Czy zarówno otyły lekarz jak i leniwy nauczyciel
      głoszący niestosowane przez samych siebie _prawdziwe_ i _słuszne_ zasady nie są
      godni wiary?

      Przykłady można mnożyć w nieskończoność.

      Tak sobie myślę, że bardzo często słuszne poniekąd apele o uwiartygodnianie
      głoszonych nauk (stawianych wymagań) osobistym przykładem (co na pewno zwiększa
      szansę ich przyjęcia przez odbiorców), zwłaszcza w dziedzinie etyki i
      moralności, wcale nie są powodowane troską o lepszą jakość przekazu, ale mają
      zupełnie inne, bardziej – że tak się wyrażę – egoistyczne podłoże.

      Kiedy słyszymy bowiem trudny przekaz, który jest coprawda wiarygodny bez względu
      na to, kto go głosi, to podświadomie o wiele łatwiej udaje się go nam odrzucić,
      kiedy można użyć palca wskazującego do „zdemaskowania“ innych, którzy również
      mają z nim trudności, którzy również go odrzucają. Jeśli dodatkowo uda się nasz
      „krytyczny“ palec skierować w stronę głoszącego nakazy, to czujemy się jeszcze
      lepiej... Zaraz przypominamy sobie powiedzenia typu „lekarzu ulecz się sam“,
      albo wręcz odwołujemy się do wersetów z Biblii, które zacytowane zostały na
      wstępie cytatu z „Mateusza“, a wszystko po to, aby łatwiej było głoszony nakaz
      odrzucić...

      A.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka