Gość: "szary pracownik"
IP: *.wro.vectranet.pl
11.08.07, 14:21
Skoro musicie się zapożyczać, to wasza pensja jest zbyt mała i wtedy trzeba
albo szukać lepszej roboty (o ile się w ogóle do czegoś nadajecie) albo żyć
tak, jak was stać. Szybkie pożyczki etc na całym świecie są przeznaczone dla
idiotów-gołodupców, którym brak samodyscypliny, żeby na coś zaoszczędzić. Ja
żyję szczęśliwie bez kredytów, DA SIĘ BEZ PROBLEMU, ale trzeba tylko zlewać
znajomych, którzy pozornie mają więcej niż ty, a tak naprawdę wszystko na
kreskę. W żadnym wypadku nie próbować im dorównać i bezczelnie ignorować ich
"świetne" życiowe porady, jak prowadzić swój budżet...
Różni nas to, że ja, mimo skromniejszego sposobu życia mam naprawdę niezłe
oszczędności. Mam rezerwę i nie muszę się płaszczyć przed szefem w pracy w
nadziei, że mnie nie wywali, nie mam długów, w razie jakiegoś poślizgu
życiowego nie muszę skomleć u znajomych i rodziny, żeby pożyczyli na nagły
wydatek lub kolejny raz zadłużać się na lichwiarski procent w parabanku, jeśli
czasem zasuwam w pracy po godzinach lub biorę dodatkowe zadania to dlatego, że
sam tego chcę, bo zbieram na jakiś extra wyjazd, elektronikę etc, a nie jak
inni z przerażeniem, że nie starczy im do pierwszego i że już zalegają drugą
ratę i trzeba na nią wykombinować kasę. Różnica kolosalna... za dwa lata
pomyślę o jakimś zadbanym ok. 10-letnim Porsche (sic!, w necie są naprawdę
ciekawe oferty, trzeba tylko dużo czasu poświęcić na szukanie) i sr...m na to,
że wg niektórych nowobogackich kmiotów musi być koniecznie nowy, błyszczący i
cyniarski, mi chodzi o markę, legendę auta i osiągi, chcę go mieć dla siebie,
a nie dla ku...wek pod dyskoteką... zadłużeni "życiowi" koledzy i koleżanki na
razie jeżdżą w najlepszym razie Fabią na raty lub służbowymi Corsami
obklejonymi reklamami. Ale opowieści o planach zakupu nieruchomości (dyżurny
temat na spotkaniu jak nikt nie ma nic ciekawego do powiedzenia, rzygać się
chce) czy wakacjach etc to prawie jak u Rockefeller'ów. Tylko że pozory
mylą... Na koniec... PIER...CIE KONSUMPCJĘ NA KREDYT, tyle, że do tego
potrzeba silnego charakteru... jestem dla niektórych "dziadem"... dziwne
tylko, że ci wielcy państwo kilka razy szli do dziada z uniżoną prośbą o
pożyczenie 500-700 zł, jaki paradoks. Żałosne du...ki.
P.S. jedyne na co się skusiłem (dokładnie przedwczoraj) to karta kredytowa,
potrzebna mi do zakupów przez internet i ułatwiająca pobyt za granicą,
najtańsza opcja, żadne "Gold" etc... I tyle