Dodaj do ulubionych

Jestem przerażona:(

16.01.05, 16:09
Studiuję ogrodnictwo. Warzywnictwo, dodajmy. A ponieważ uwielbiam jedzenie, w
koncu musiałam się 'zgadać' z resztą mojej grupy. No i... jak w temacie.
Jestem w stanie pojąć, że mój wegetarianizm jest dla nich nie do zrozumienia,
bo powiedzmy że to 'wina' pochodzenia - małe miasteczka, wsie, środowiska
generalnie raczej rolnicze. Jestem w stanie pojąć, że nie smakowały im kotlety
sojowe, bo co się okazało: 'a czym przyprawiałeś?' 'No jak mięsne, pieprzem i
solą' ?? takie to też by mi nie smakowały, ale mięsa przprawionego wyłącznie
pieprzem i solą to nawet za wszystkozernych czasów bym nie tknęła. Tak bez
żadnych ziół czy choćby czosnku? Błe. Ohyda...
Nie jestem w stanie zrozumieć, że oni w sporej części NIGDY nie jedli
brokułów. Przecież to jest na tyle powszechne warzywo, ze da sie je kupić
wszędzie, niektórzy to nawet uprawiają w gospodarstwach, ale tylko na
sprzedaż. A teraz mieszkają w Krakowie, gotuja sobie sami i nawet nie maja
ochoty spróbować... O soczewicy czy ciecierzycy, albo oberżynie to juz nie ma
co wspominać:/ Jak mi wyznał jeden z kolegów (i sporo osób go poparło) 'dla
mnie to by wystarczyła kapusta, marchewka, cebula i pomidory, reszta nie jest
potrzebna'.
I tak na koniec: rozmawiałam z koleżanką o sałatkach i zimie, poskarżyła się
że teraz to sałata taka zwiędnieta jest, więc poradziłam jej kapustę pekińską.
Zero zrozumienia, pustka w oczach i pytanie: 'Ty... a jak to wygląda?'
I tym smutnym akcentem...
pozdrawiam ciepło
martva
Obserwuj wątek
    • Gość: g Re: Jestem przerażona:( IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.01.05, 16:12
      chyba zabłądziłaś:)
    • dispell Re: Nie przerażaj się... 16.01.05, 16:13
      ...zmień znajomych. Co prawda tutaj większość mięsożernych, ale w potrawach
      warzywnych czy też jak to się przyjęło gadać - wegetariańskich również śmy sa
      rozsmakowani, wszak może być i do, i "samo z się"...A i wegetariańskie forum
      tez jest...)))
      • martvica Re: Nie przerażaj się... 16.01.05, 16:48
        dispell napisał:

        > ...zmień znajomych.

        Znajomych zmienić nie bardzo mogę... Bo to właściwie nie są moi osobiści
        'wybrani' znajomi, tylko ludzie z grupy. Więc jestem na nich skazana jeszcze
        przez jakiś czas. A wspólnych tematów do rozmowy naprawdę znaleźć nie mogę:
        książek nie czytają, zwierząt nie lubią, do kina chodzą na inne filmy, z
        jedzeniem... no właśnie, a na ogrodnictwie się znaleźli przypadkiem, więc
        kwiatki, style i kompozycje też odpadają. Bez sensu.
        No to sobie ponarzekałam:D
        Pozdrawiam serdecznie
        Martvunia:)
    • kinamina Re: Jestem przerażona:( 16.01.05, 16:17
      Ja studiuje Rolnictwo i nie raz okazuje sie, ze mimo iz jestem ze Szczecina to
      wiem o tym wiecej niz moi koledzy ze wsi.

      .... podobno najciemniej pod latarnia....:)
    • jswm Re: Jestem przerażona:( 16.01.05, 16:20
      ja bardzo przepraszam ale Twój nick (i podpis tyż) to są dopiero przerażające
      mam nadzieje, że Cie nie obrazi ten komentarz. :)
      • allexamina Re: Jestem przerażona:( 17.01.05, 21:06
        > ja bardzo przepraszam ale Twój nick (i podpis tyż) to są dopiero przerażające

        Nie rozumiem, czyzbym tak dlugo mieszkala poza Polska ze juz nie rozumiem
        znaczenia slow?

        "martwica - osadowa skała wapienna lub krzemionkowa pochodzenia chemicznego,
        powstająca przez wytrącanie (krystalizację) węglanu wapnia lub krzemionki z wód
        źródlanych."

        Martva, bardzo mi sie podoba Twoj nick! I poglady tez. Tak trzymaj! Feuerbach
        mial po trosze racje, to co jemy wplywa na nasze poglady. Dlatego zawsze lzej
        znalezc sie w grupie z zalozenia "niezatwardzialej" ;^)
        • jswm Re: Jestem przerażona:( 20.01.05, 17:07
          o dopiero zauważyłam komentarz,
          jakaż ja jestem ograniczona, że martwica + martwa to mi się tylko z martwicą
          tkanek skojarzyło a do tego jeszcze się dzisiaj otwarcie przyznałam, że nie
          wiem co z czerwonej kapusty zrobić...ojojoj
          • jacek1f Re: Jestem przerażona:( 20.01.05, 17:10
            poniewaz dietujesz, to masz na surowo zjesc. Albo zmien diete, bo moze jakie
            skutki uboczne rozproszeniowe sa...:-(
    • Gość: sabna Re: Jestem przerażona:( IP: *.range81-156.btcentralplus.com 16.01.05, 16:20
      Eee tam dobry kawałek polędwiczki wołowej doprawiony własnie tylko sola i
      pieprzem i usmażony w masełku mniam
      Ja tam ostatnio jestem za prostotą, niektóre suszone przyprawy mogą nawet
      zepsuc pyszne danie. Grunt to nie przekombinowac
      • martvica Re: Jestem przerażona:( 16.01.05, 16:38
        Nie pomyliłam forów, chcę porozmawiać o jedzeniu, a nie żreć się z fanatykami z
        obu stron:/ Nie chodzi mi o wegetarianizm, tylko o kwestię próbowania nowych
        rzeczy, o taki... zupełnie nie wiem jak to sformułować... otwartość kulinarną? I
        z drugiej strony zamykanie się na nowinki (jeśli kapustę pekińską można nazwać
        nowinką:/). Nie rozumiem po prostu, jak mozna jeśc na okragło to samo i nie
        eksperymentować, jeśli się ma łatwy dostęp do nowych dla siebie produktów. I nie
        używać żadnych przypraw poza pieprzem i solą. Już pal licho, że odbiera się
        życiu jedną z największych przyjemności, ale monotonia nie jest wskazana z
        powodów czysto zdrowotnych...
        Teraz jasne?:)
        Pozdrawiam ciepło
        Martva ( i tak właśnie brzmi mój nick, ale ktos mi go zabrał:/)
        • dispell Re: No to jesteś w odpowiednim 16.01.05, 16:47
          ...do tego miejscu - a takimi "gamoniami" bym się zbytnio nie przejmował.
          Niekiedy wykonuję numerek "promocyjny" w marketach - moja żońcia wtedy mało ze
          śmiechu się nie tarza a musi zachować powagę. Biorę do łapy jakiś produkt i na
          pełny regulator gadam o jego zaletach i co można z niego wykonać - jak on
          cudownie znika z półki...))) Tym ludziom po prostu nikt nie powiedział ( a mają
          swoje autorytety - niekoniecznie te z rozumem pod kopułką) co, jak i z czym.
          Jeśli w domu matka używała tylko soli i pieprzu to dla większości granica nie
          do przebycia. W jakimś wątku ktoś opowiadał o znajomych co to nie zjedzą "-NO
          BO NIE..." Spuśćmy na takich zasłonę miłosierdzia i róbmy swoje w towarzystwie
          podzielającym nasze gusty, a jeśli nie podzielającym to o otwartych umysłach i
          na nowości i na nowe możliwości, nie tylko kulinarne...)))
        • Gość: Xena Re: Jestem przerażona:( IP: *.access.telenet.be 16.01.05, 16:53
          To rzeczywiscie smutne , ze te osoby sa tak odporne i nie uznaja zadnych
          urozmaicen .
          Ja bylabym chora gdybym nie sprobowala wszystkiego co mi w oko wpadnie
          o przyprawach i ziolach nawet nie wspominam
          wszelkie warzywa i produkty zbozowo-nasienne tez uwielbiam
          I miesko rowniez i ciagle mnie korci aby wymyslac cos nowego i probowac ,
          probowac !
        • ampolion Re: Jestem przerażona:( 16.01.05, 20:21
          Chyba cię rozumiem. Są wegetarianie na diecie wegetariańskiej i to całkiem
          specjany przypadek. A ty chyba mówisz o ludziach, którzy po prostu o jarzynach,
          surówkach, owocach w zasadzie nic nie wiedzą. Chodzi o dietę zbalansowaną, może
          nawet o potrawy bezmięsne, jarzynowe co jak najbardziej tutaj pasuje.
          Ja wolę określać takie dania jako bezmięsne raczej niż "wegetariańskie". Albo
          właśnie jarzynowe.
          • Gość: cookie Re: Jestem przerażona:( IP: *.aster.pl 17.01.05, 01:24
            jak to tak... bez brokułki, bakłażanka, soczewiczki??? to i bez szpinaku,
            rzepy, soi, pora, czosnku, cukinii i dziesiątek innych warzywek?
            Najpierw takie coś mi przemknęło przez głowę, gdy czytałam posta Martvej
            (niezły nick)... A potem przypomniałam sobie pierwsze lata "na swoim"...
            oszczędzanie na jedzeniu, brak pomysłów, umiejętności, czasu, wreszcie lenistwo
            spowodowały, że autentycznie nie dostrzegałam istnienia tych pyszności w
            sklepach czy na straganach.
            Warzywa pasjami odkrywam od kilku lat zaledwie i już wiem, że, po pierwsze,
            warzywa są. Po drugie, są różne. A po trzecie, są pyszne. I dokonania takiego
            odkrycia życzę znajomym Martvej (co za nick). A Martvej - znalezienia ludzi, z
            którymi będzie nadawać na tych samych falach.
            • martvica Re: Jestem przerażona:( 17.01.05, 20:34
              Ale najgorsze jest to, ze oni wcale nie oszczędzaja, na brak czasu raczej tez
              nie mogą narzekać, gotuja sobie sami albo zmawiaja pizzę, a czas spedzają chyba
              na oglądaniu głupawych seriali w TV i alkoholizowaniu sie wieczorem. Pomysłów
              może rzeczywiście nie mają, bo skąd - i to jest jeszcze gorsze, mam wrażenie ze
              jak sie pewnych rzeczy nie wyniesie z domu, to już nie ma szans na zmiany:/
              Dla nich obiad bezmięsny to ziemniaki czy ryż, ewentualnie z surówką. Na
              studiach, po kilku takich rozmowach, przestałam się dziwić zdumionym oczom i
              pytaniu 'to co ty właściwie jesz?' Masakra. I mój facet mi sugeruje, że JA
              jestem ograniczona kulinarnie:/
              Na szczęście poza uczelnią mam znajomych, którzy nadają na tych samych falach. I
              mozemy razem pochłonać tzatziki czy 'meksykańską' sałatkę ryzową. I staram się
              wtedy nie mysleć o przyszłych mgr inż ogodnictwa (specjalizacja warzywnictwo).
              BTW ostatnio na seminarium z jednym panem doktorem wyszło, że on nie wie co to
              jest rukola! Naprawdę nie mogłam uwierzyć. Że grupa nie wiedziała, rozumiem, ale
              szanowny pan doktor, który po chwili namysłu stwierdził 'a to pewnie jakaś
              tamtejsza /szwajcarska/ specjalność'? Bez komentarza:(
              pozdrawiam wszystkich wspierajacych mnie na duchu:)
              Martvunia




              • Gość: Cynamoon Re: Jestem przerażona:( IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.05, 20:40
                Nie przejmuj sie.
                Ja uchodze za kosmitke wsrod wszystkich ludzi znajomych poniewaz pieke chleb,
                uzywam rozmaitych ziaren i "dziwnych skladnikow". Oprocz tego nie zajmuje mi to
                wielu godzin dziennie i nie bankrutuje od tego.
                Mam tylko jedna kolezanke, ktora nie jada plastikowych bul ze sklepu z
                plastikowa wedlina i nie dziwi sie ze chleb mozna posmarowac jakas fikusna pasta
                a na obiad nie zjec ziemniakow z kotletem...

                Gdyby nie forum, chyba czulabym sie osamotniona ;-)
                • thiessa Re: Jestem przerażona:( 18.01.05, 00:22
                  Coz, my z mezem okreslamy ten typ Polskim kotleciarzem. Polski kotleciarz
                  charakteryzuje sie przede wszystkim tym, ze w kazda niedziale zjada rosol i
                  schabowego najlepiej z kapusta. Oprocz tego zna tylko gulasz, mielonego, jakies
                  pieczone udka a z dan jarskich pierogi, golabki, nalesniki. Zup jada malo,
                  repertuar ogranicza sie do ww rosolu, pomidorowej, jarzynowej, ogorkowej, w
                  porywach krupnik i kapusniak. Wlasnie jesli chodzi o kapuste mam wrazenie ze
                  jada ja stale sadzac po zapachach jakie dobywaja sie z domostw ludzkich, smiem
                  twierdzic, ze polowa moich sasiadow gotuje kapuste co 2 dzien.
                  Jesli chodzi o inne produkty spozywane przez kotleciarza to przede wszystkim
                  ogromne ilosci chleba, koniecznie tradycyjnego bialego i do tego wedlina badz
                  pasztet, wzglednie mielonka. Ach i jeszcze ogromne ilosci ziemniakow, tak
                  wiecej niz pol talerza.
    • sinistra80 Re: Jestem przerażona:( 19.01.05, 21:52
      gorąco pozdrawiam, nick jest wiecej niż super!
      zgadzam się, że przeciętny Polak to typ "kotleciarza". ja lubię w kuchni
      eksperymenty, zwłaszcza, że do makaronu, który uwielbiam, pasuje mi wszystko
      (wspominałam kiedyś o wersji: makaron+ fasolka "bretońska" w sosie
      pomidorowym). prawda jest taka, że jeśli się tego nie wyniesie z domu, to
      raczej nie zostanie się "wielkim ekperymentatorem kuchennym".
      kiedyś, będąc na I roku, jadłam kanapkę z pasztetem sojowym. najpierw było
      niedowierzanie, jak można tak bez mięsa (zaznaczyłam, że mięso, owszem jadam,
      ale nie szaleję za nim, a za sojowym pasztetem jak najbardziej), a następnie
      nastapił atak tak agresywny i furiacki, że zdziwienie odebrało mi mowę.
      odsądzono mnie od czci i wiary, wróżono mi rychły zgon itp. tylko dlatego, że
      schabowy nie jest podstawą mojego wyżywienia. atakujący pochodzili z małych
      miejscowości. nie wiem jak się ma mieszkanie w dużym mieście do otwarcia
      kulinarnego, ale przypuszczam, że istnieje dodatnia korelacja.
      alicja
    • Gość: Hanna Re: Jestem przerażona:( IP: 64.213.237.* 19.01.05, 22:09
      Masz duzo racji. Odwiedzilam w kraju krewna, na klopoty z trawieniem. U niej w
      domu w wrzesniu byly tylko ogorki kiszone. Ludzie, a gdzie wzrzywa i owoce? Nie
      jada, bo jej szkodzi!! Wiecej jej szkodzilo, ze blonnika zadnego nie jadla.
      Ale tego sie trzeba nauczyc od malego--warzywa i owoce zawsze. Jak kiedys
      rodzince zrobilam salate zielona z surowa kapusta czerwona,
      kalafiorami,marchwia, ogorkiem--i sosem wlasnej robory, bali sie o zoladki. Jak
      salata-to tylko z smietana, na slodko, jak marchew-to gotowana z groszkie i
      zasmazka. Teraz wiele sie zmienia, w kraju zjada sie wiecej warzyw i w bardziej
      urozmaiconej formie(surowki!!), ale daleko nam do innych krajow.
      A przeciez, jak sie odwiedzi targ w kraju i poczuje te zapachy...cos
      wspanialego. I ceny sa takie niskie- ale wiadomo, niektorzy "trawy" nie jedza!!
      Najlepsze, co mozna zrobic dla dziecka, to nauczyc go jesc warzywa.
      • Gość: cookie Re: Jestem przerażona:( IP: *.aster.pl 19.01.05, 23:51
        W sumie to szewc bez butów chodzi, więc studenci warzywnictwa nie jedzący
        tematu studiów jakoś mnie nie dziwią ;-) Ale smucą.
        Znajoma na wieść, że właśnie zjadła krewetki (które, notabene, smakowały były)
        pobiegła galopem do łazienki... inni na proszonym obiedzie serwują rozgotowany
        makaron z sosem z resztek kiełbasy i bez żadnych warzyw - cóż, trzeba zjeść i
        pochwalić... ludzie są różni, ich podejście do jedzenia też...

        > Masz duzo racji. Odwiedzilam w kraju krewna, na klopoty z trawieniem. U niej
        w
        > domu w wrzesniu byly tylko ogorki kiszone. Ludzie, a gdzie wzrzywa i owoce?
        Nie
        >
        > jada, bo jej szkodzi!! Wiecej jej szkodzilo, ze blonnika zadnego nie jadla.

        Co prawda, to prawda. Choćby dla zdrowia należy warzywka wcinać.
        A tak off topic - obieracie warzywa typu ogórek, pomidor? Bo ja tylko myję i
        jem z skórka. Jakoś sie nie truję, ale może powinnam obierać?
        • Gość: t martvico ... z twoich postów wyziera nutka pychy IP: *.bielsko.dialog.net.pl 20.01.05, 16:35
          powinnaś ich zachęcać , a nie dziwić się wielkimi oczyma .
          Spróbuj upichcić coś wegetatiańskiego i zaproś ich na konsumpcję .
          • Gość: mwookash Obawiam się że to nie takie proste IP: *.man.polbox.pl 20.01.05, 16:53
            Przyzwyczajenia kulinarne są silne.

            Ponoć koty karmine od małego jednym rodzajem pożywienia już z reguły w
            późniejszym wieku będą preferowały smak dzieciństwa. (Były takie badania).
            Ponoć u ludzi jest podobnie
            • jacek1f Re: Obawiam się że to nie takie proste 20.01.05, 16:56
              No mam nadzieje ze nie podobnie! zwazywszy na przedszkolną traume szpinakowo-
              ziemniakowo-burakowo-mielonowo itp !!!! ... ktora musialem przezyc daaawno temu.
              A teraz sobie te rzeczy chwale, a roznia sie troszeczke od pierwych wzorow:-)
              • dispell Re:naszczęście to tylko kolejny mit...))) 20.01.05, 17:01
                Kto by mnie zmusił do jedzenia takich "obrzydliwych" rzeczy jak owoce morza czy
                też jajka po wiedeńsku...I jeszcze całą listę rzeczy od sera pleśniowego
                począwszy...)))
      • Gość: . Re: Jestem przerażona:( IP: *.acn.waw.pl 23.01.05, 15:55
    • Gość: kiwi Re: Jestem przerażona:( IP: *.chello.pl 20.01.05, 17:00
      Mie martw sie! Wcale nie uważam, że musisz podjąć misje edukacyjna. Dla wielu z
      nich sam kontakt z Toba i rozmowa o jedzeniu tak szokująca na pewno dały im do
      myslenia.
      Powiem ci, ze mam działkę na zabitej dechami wsi, w bardzo późno
      zelektryfikowanej okolicy i ludzie tam są niesamowici! To oni pierwsi dali nam
      ziarenka patisonów a przy okazji kilka słoiczków marynowanych, to oni dziwili
      sie naszym cukiniom, to oni biorą sobie od nas rozmaite - wydawałoby sie
      siarczyscie polskie zioła, takie, jak lubczyk! Kobitki chętnie eksperymentuja w
      kuchni chociaż co jakis czas któraś dostaje łomot od nachlanego mężula, bo "on
      trawy żarł nie będzie". Ale one sie nie dają. A to niecałe 100 km od Wwy!
      • jacek1f Re: Jestem przerażona:( 20.01.05, 17:02
        Jeeezu Kiwi, tez masz dom gdziesz koło Boruczy, Kątów Wielgich i Flakowizny?
        :-))) Jakbym widział moich.. Tyle, że to pewno wszędzie.
        • Gość: kiwi Re: Jestem przerażona:( IP: *.chello.pl 21.01.05, 17:32
          Nad Pilicą go mam, w stronach gdzie ludzie prości, ziemia czysta i nie
          nawożona, bo nie mają kasy na nawozy, w lasach grzyby i jagody, na polach
          truskawki udają się jak nigdzie a wody pełne ryb. Nieopodal lasy, lasy, lasy.
          • jacek1f nooo 21.01.05, 17:52
            u mnie też prości - jak sosny:-)
            ziemia to piach, wieć nie nawożą...
            truskawki z piachem przesmaczne;
            dziki walczą z psami o ziemniaki i zwykle wygrywają;
            lasy grzybne wszędzie oparte o mokradła;
            więc ryb to nie za wiele, ale żab mnóstwo;
            i tylko u mnie gniazduje z 6 zajęcy:-)
          • baky Re: Jestem przerażona:( 21.01.05, 17:59
            Gość portalu: kiwi napisał(a):

            > a wody pełne ryb.

            Tjaaaaaa... Pełne ryb... hihihi...
            • jacek1f Re: Jestem przerażona:( 21.01.05, 18:02
              oj Baky, nie czepiajsa... Moze ona tak poetyczniej trochu...
              Ja z żabami jak najbardziej przyziemnie (wodnie) i poważnie:-)
              • baky Re: Jestem przerażona:( 21.01.05, 18:24
                jacek1f napisał:

                > oj Baky, nie czepiajsa... Moze ona tak poetyczniej trochu...
                > Ja z żabami jak najbardziej przyziemnie (wodnie) i poważnie:-)

                Tyle, że jak ryb nie ma, to żaba nie będzie miała okazji na spławik wejść.

                PS. A tak nawiasem - sytuacja w tym kraju (dla utrudnienia nie powiem jakim)
                jeśli chodzi o ryby, jest k a t a s t r o f a l n a. Niestety - widoków na
                poprawę nie widać.
                Gatunkami skazanymi (wręcz) na wyginięcie są:
                1. szczupak - praktycznie już go nie ma
                2. okoń - paradoksalnie lat temu trochę uznany za chwast
                3. boleń
                4. sum
                5. certa
                6. świnka
                7. brzana
                W kolejce czekają łososiowate (łosoś, troć, pstrąg, lipień, głowacica). Gdyby
                nie grupa zapaleńców rozsianych po kraju już by ich nie było.
                Fajnie, co?
                • baky Zapomniałem wspomnieć węgorza_n/t 21.01.05, 18:25
        • Gość: mwookash To moje rodzinne strony IP: *.man.polbox.pl 21.01.05, 18:34
          Moja Babcia pochodziła z Kątów Czernickich niedaleko Strachówki :)
          • jacek1f Re: To moje rodzinne strony 21.01.05, 20:21
            łoł! Kąty Czernickie i Kąty Boruczy!!! To to! A gdziesz na mopkradłach w lesie
            ukryte pięć dymów Szlędaków :_)))
            Pięknie! Pozdrawiam!
            • Gość: mwookash A a Kątach Czernickich chaty... IP: *.man.polbox.pl 22.01.05, 12:03
              rodziny Tryców. Babcia się przeprowadziła po wyjściu za mąż nieco w stronę
              Warszawy. Jej rodzeństwo w dużej mierze też (a było ich dziewięcioro). Ale
              trochę rodziny zostało. Dawno tam nie byłem ale ta "kraina" ma swój urok. Te
              stare chaty rozrzucone po lasach. I ludzie też swoiści. Serdeczne pozdrawiam
              (Teraz z Bemowa)
    • tamara5 Re: Jestem przerażona:( 21.01.05, 20:19
      Smutne i nieco zatrważające, zwłaszcza, że to studenci warzywnictwa. I pewnie
      nigdy się nie zastanowią czemu w sklepie jest tylko jedna odmiana ziemniaków, i
      nie uświadczysz w Polsce szalotki.
      Jedzenie, poznawanie nowych smaków i potraw jest tak ogromną przyjemnością...
      Brak słów. Ale oni się wyrobią - może jak zaczną wyjeżdżać za granicę i to bez
      sterty własnych puszek i zakupów jedynie w Tesco, i dorobią się na tyle, że
      będzie stać ich na kolację np. w paryskij restauracyjce, pewnie wówczas im
      zadzwoni, że można inaczej.
      Znajoma, młoda mężatka skarżyła się ostatnio, że wpadła do niej rodzina:
      ciocia, wujek, mama, no i podała im zapiekankę z brokułami. Niby zjedli, ale
      zaraz doszły ja słuchy, że kto to widział takie dziwactwa, przecież jak jest
      niedziela i goście to trzeba jakoś po ludzku, z fasonem, porządne schabowe
      podać a tak to wstyd matce przynosi! Bo u nich zawsze w niedzielę jest schabowy
      i gościom też by nie ośmielali się podać czegoś innego. No i ona teraz zawsze
      na stół: schabowe, kiełbacha i buraczki.
      Skądinąd znajoma wychowana na wsi większość nowości poznaje u mnie, nie umie
      rozpoznać kiełkującej rzodkiewki i nie zna nazw większości kwiatów a spaghetti
      kojarzy jej się wyłącznie z sosem bolońskm.
      ZGROZA - do końca życia jeść to samo.
      Sama kiedyś na początku kupiłam mojej teściowej piękny album - Kulinaria
      świata. I co, moja teściowa też robi ciągle to samo, a w sierpniu podaje
      warzywa ze słoików. Musiało jej pewnie mowę odjąć z oburzenia. Młoda i głupia
      byłam...
      Inna sprawa, że zwykłej kapusty nie jadłam chyba z pół roku, a sos pesto
      robiłam wczoraj. Przesyłam pozdrowienia znad sałaty z gruszkami, orzechami,
      serami i winogronami.
      • Gość: pianissima Re: Jestem przerażona:( IP: *.acn.waw.pl 22.01.05, 17:11
        Mialam podobne doswiadczenia i spostrzezenia, kiedy przyjmowalam gosci z Polski
        za granica (dziesiec lat temu i teraz...). Zawsze chcialam im dac do
        skosztowania cos nowego, pysznego. I bede szczera do bolu: nawet tacy troche
        otwarci nie sa w stanie docenic... tysiaca psznosci. O takich zupelnie
        zamkinietych gosiciach nie wspomnne.
        Do kuchni trzeba dojrzec. Poznawas stopniowo. Chciec kosztowac. Nie ma sensu
        podawac langusty, krewetek i ostryg, komus kto zywi sie kapusta i pierogami,i
        jest z tym szczesliwy. To bedzie dla niego prawdziwa kara boska. Lepiej podac
        ravioli z dobrym sosem - to moze bedzie mile doswiadczenie dla goscia, a
        zamiast schabowego dobry stek wolowy.
        W ten sposob mozna najbardziej zamkinietego powoli otworzyc; lepiej nie rzucac
        na gleboka wode...
        A ze jestesmy spoleczenstwem mocno zamknietym... Nie ma sie co dziwic. Od
        polwiecza nie mamy imigrantow, malo kontaktow z innym swiatem, malo podrozy
        (nie mowie o duzych miastach), placimy tez za polwiecze zamkniecia na swiat -
        to tez wystarczajaco dlugo, by nabrac przyzwyczajen...
        W dodatku chodzenie do restauracji jest zwykle uwazane za kosztowne dziwactwo.
        Wiec jak mamy byc otwarci na roznorodnosc? Skad sie jej nauczyc????

        • siostraheli dziecko z Koniakowa 23.01.05, 16:08
          kiedys przywiezlismy na kilka dni z wakacji, zeby miasto poznalo, wesole
          miasteczko, zoo itp atrakcje. W czasie obiadu dostalo potwornej histerii z
          powodu kalafiora, ktory podalam do obiadu. W domu uzywali tylko kapuste kiszona
          i kiszone ogorki.
        • Gość: prymityw Re: Jestem przerażona:( IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.01.05, 00:48
          Nie ma się co przerażać, że tylu ludzi nie fascynuje się kulinarnymi
          nowinkami. Ja na przykład lubię rzeczy najprostsze, nie lubię gotować, nie
          lubię za dużo kombinować z przyprawami. Sądzę, że jeśli ktoś lubi gotować, to
          częściej decyduje się na jakieś eksperymenty kulinarne.
          Nie znoszę na surowo czosnku, cebuli ani pora (normalnie ciągnie mnie na
          wymioty).Do nowych potraw podchodzę nieufnie ze względu na powszechność
          stosowania wyżej wymienionych dodatków.
          Lubię ryby, ale nie zjem tzw. owoców morza.
          Spodziewam się, że inni też mają swoje nielubiane potrawy i nie mam im tego za
          złe. Dlatego, jeśli zapraszam gości, to staram się podać takie dania, które są
          dość uniwersalne i wiem, że wszystkim raczej smakują, a jakies nowinki
          kulinarne podałabym jako danie nieobowiązujace. Dla gości z zagranicy nie
          podawałabym jako głównego dania jakiejś typowo polskiej potrawy, co do ktorej
          miałabym przekonanie że może być kontrowersyjna smakowo np. bigos.
          Kiedyś dałam się namówić na karpia po żydowsku,ale wyjatkowo mi nie smakował
          (znawcy twierdzili, że pyszny) i od tej pory nie probuję nawet takich słodko -
          rybnych kombinacji.
          Gdy oglądam programy kulinarne z różnych stron świata, to upewniam się, że
          niewiele zjadłabym w ich wersji oryginalnej.
          Niektóre z nich robię po swojemu, pod warunkiem, że nie są zbyt skomplikowane,
          bo po prostu nie lubię sobie utrudniać pod tym względem życia.
          A co do serwowania gościom nowych,pysznych potraw, to nie każdy lubi nowe
          potrawy w cudzym wydaniu.
          I to nie musi mieć związku z otwartością na nowe kulinarne doświadczenia,
          tylko z tym, czy jakaś potrawa wydaje mi się smaczna.
          Czyli innymi słowy NIE TO DOBRE CO DOBRE, TYLKO TO CO KOMU SMAKUJE.
          Współczuję dyplomatom, którzy na różnych zagranicznych spotkaniach muszą
          zjadać przedziwne miejscowe przysmaki, a odmowa mogłaby być poczytana za
          bardzo niewłaściwy gest.
          Ja bym tak nie mogła. Zwykle jakąś nową potrawe najpierw obwąchuję pod kątem
          zawartości CCP (cebula, czosnek, por ),inaczej wolę jej nie próbowac.
          Langusty, krewetki i inne pyszności moga się kojarzyć negatywnie ze względu na
          swój wygląd, a nie dlatego, że na co dzień ktoś żywi się pierogami i kapustą.
          Każdy z nas ma jakieś uprzedzenia.
          Człowiek otwarty na różne smaki niekoniecznie równie chętnie spróbuje
          chińszczyznę z kurczakiem jak i z psem w roli głównego składnika.
          Podobnie jak za gotowaniem, nie przepadam za robótkami na drutach, ani za
          wieloma fascynującymi dla innych ludzi zajęciami.
          Dużo chętniej przeczytam książkę, niż przyrządzę jakieś ciekawe danie, co nie
          znaczy, że odżywiam się monotonnie.
          • dispell Re: Tobie to uchodzi 24.01.05, 00:56
            ale ludziom któzy mają być magistrami od warzyw, nieznajomość tychże chluby nie
            przynosi. Powiedziałbym więcej to tak jakby na przykład absolwent Akademi
            Medycznej potrafił rozpoznać jedynie grypę a rościł sobie pretensje do tytułu
            doktora nauk medycznych. Absurdalne...)))
            • Gość: prymityw Re: Tobie to uchodzi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.01.05, 08:26
              Hm, jeśli studiują warzywnictwo, niekoniecznie muszą się pasjonować gotowaniem.
              To są dwie różne rzeczy.
              Podstawowym celem ich pracy ma być uprawa warzyw i na tym mają się znać.
              A uprawiać będą najprawdopodobniej to, co najlepiej będzie się udawało na ich
              ziemi i to, na co będzie popyt no i rzecz jasna będzie opłacalne. Można
              świetnie znać się na uprawie i nie lubić gotować bądź nie odczuwać potrzeby
              szczególnego urozmaicania kuchni, i można być otwartym kulinarnie, a być
              kiepskim ogrodnikiem.
              Absolwent Akademii Medycznej po wyborze specjalizacji i tak nie będzie leczył
              i diagnozował wszystkich chorób, jako np. kardiolog nie będzie się wypowiadał
              autorytatywnie w sprawach psychiatrii.
              Gdyby autorka postu razem ze swoją grupą edukowała się w kucharzeniu, to taki
              brak otwartości kulinarnej mógłby być istotną przeszkodą, (chyba, że ktoś chce
              prowadzić mały bar specjalizujący sie w kilku daniach, umie je przyrządzić,a
              musi zdobyć tylko potrzebne do tego celu papiery).
              Uważam, że w warzywnictwie bardziej istotna jest wiedza, na temat umiejętności
              uprawy warzyw, stosowania nawozów, środków ochrony roślin,znajomości chorób i
              szkodników roślin, niż chęć wypróbowywania róznych potraw z tymi warzywami.
              Chcę móc kupić warzywa od dobrego i uczciwego fachowca w dziedzinie uprawy np.
              kalafiorów, niekoniecznie musi być ich miłośnikiem w kuchni.
              Podobnie jak hodowca drobiu nie musi eksperymentować w kuchni z wieloma
              gatunkami mięsa i przyrządzać je na wiele sposobów. Niech jego kurczaki będą
              zdrowe i smaczne i to mi wystarczy.
              • dispell Re: Tobie to uchodzi 24.01.05, 09:36
                Ja chyba jakieś inne studia skończyłem. Co za łajzy z tych moich wykładowców
                były. Nie pozowolili na naukę tego co mnie konkretnie interesowało tylko kazali
                zaliczać jakieś ćwiczenia, kolokwia, egzaminy - po co to?
                A teraz poważnie: aby cokolwiek zrobić konkretnie - trzeba mieć wiadomości
                dotyczące całości zagadnienia i argument, że będą uprawiać "...to, co najlepiej
                będzie się udawało na ich ziemi i to, na co będzie popyt..." to czysta
                demagogia - skąd to mają niby wiedzieć - z nieuctwa? Dla mnie - kulą w płot...
                • Gość: prymityw Re: Tobie to uchodzi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.01.05, 12:54
                  Może powiem to w ten sposób.
                  Dobrze jest mieć pojęcie o wszystkim.
                  Ale wiedza ma to do siebie, że nie tkwi w głowach uczniów, studentów,
                  kursantów na zawsze. Wiedza, jaką otrzymujemy ma nam dać ogólne pojęcie, ale w
                  końcu wybieramy to, co nas najbardziej interesuje.
                  I tak można zaliczyć wszystkie kolokwia i egzaminy, ale jeśli w pięć lat po
                  skończeniu studiów nadal ktoś pamięta wszystko, czego sie uczył, to gratuluję
                  pamięci .
                  Jeżeli dziedzina wiedzy jest dość szeroka, to naturalną koleją rzeczy będa w
                  niej powstawały szersze lub węższe specjalizacje.
                  I chociaż student medycyny musi zdać wszystkie egzaminy, to po kilku latach
                  pracy na ortopedii jego wiedza z dziedziny np. chorob oczu będzie na pewno
                  mniejsza, niż jego kolegi z roku, który został okulistą.
                  I nie dzieje się tak tylko dlatego, że różni ich wiedza zdobyta po skończeniu
                  studiów, ale również z tego powodu, że zapomnieli już sporo z tego, czego się
                  nauczyli na studiach.
                  Nie wiem, może zgłosi sie jakiś światły człowiek i oświadczy, że to nieprawda,
                  bo on może spokojnie zdać ponownie wszystkie egzaminy i kolokwia, chociaż
                  studia skończył kilka lat temu.Tak prosto z marszu, bez powtarzania materiału.
                  Tacy też istnieja, ale raczej nie jest to regułą.
                  Aby zdobyć wiedzę na temat uprawy warzyw, koledzy i koleżanki autorki postu
                  studiują warzywnictwo.
                  Jak zrozumiałam, ona nie ma im do zarzucenia braku wiedzy na temat rozmaitości
                  i zalet warzyw, gdyż osoby z grupy pochodzą z różnych środowisk, gdzie tej
                  wiedzy mogli nie zdobyć.
                  Ona nie może zrozumieć jak ludzie, którzy studiują uprawę warzyw, mogą nie
                  interesować się wykorzystaniem warzyw w kuchni, czyli nie wykazywać szeroko
                  pojętej otwartości kulinarnej. Skoro się chce uprawiać warzywa, to oczywiste
                  jest, że powinno sie wiedzieć, co można zrobić z końcowym produktem naszej
                  działalności od strony kulinarnej.
                  Ja uważam, że otwartość kulinarna nie musi iść w parze z zamiłowaniem do
                  gotowania a tym bardziej z ogrodnictwem. Można nie mieć oporów przed
                  spróbowaniem, jeśli ktoś przyrządzi i poda, ale samemu nie gotować.
                  Być może, jeśli ktoś lubi gotować, to w miarę zdobywania wiedzy o uprawie
                  warzyw może rozwinąć sie i w tym kierunku, ale jeśli nie lubi, to raczej nie
                  będzie sie wysilał na eksperymenty kulinarne, choć jego wiedza na temat uprawy,
                  wartości i wykorzystania warzyw może być bardzo duża.
                  I wreszcie, po skończeniu studiów przyjdzie czas, na praktyczne wykorzystanie
                  wiedzy, a wtedy każdy musi sie dostosować do warunków, jakie ma u siebie. A
                  należy do nich, jak sądzę, zaplecze w postaci ziemi, nawodnienia, możliwości
                  sprzedania plonu, środków na inwestycje w nowe pomysły, a nawet oporu rodziny. T
                  Jeśli ktoś nie nastawi się na uprawę kilkunastu gatunków jednocześnie, to
                  życie prędzej, czy póżniej wymusi na nim specjalizację.
                  Co nie znaczy, że gdy zmieni się koniunktura, on musi przy tej specjalizacji
                  pozostać.
                  Nie będąc miłośnikiem kuchni, może uprawiać te warzywa, których sam nie lubi i
                  nie je. I mogą one być bardzo dobrej jakości.
                  Podobnie, jak hodowca wspaniałych krów może lubić tylko dwie potrawy z
                  wołowiny, albo tylko trzy potrawy z sera, a na mleko mieć uczulenie.

                  • dispell Re: Kończąc tę 24.01.05, 13:02
                    mało merytoryczną wymianę postów. Wolę mieć do czynienia z fachowcami będącymi
                    profesjonalistami w swojej dziedzinie - niezależnie od rodzaju wykształcenia,
                    czego każdemu życzę, niż z "niedorobionymi" magistrami, których dość znaczna
                    ilość jest niestety przez uczelnie wypuszczana. Na tym temat kończę i zamykam.
                  • Gość: mwookash Chodzi głównie o to IP: *.man.polbox.pl 25.01.05, 12:52
                    że lekarz nie musi się znać na wszystkich chorobach ale łatwiej mu korzystać z
                    lepszych leków i terapi nie tylko w swojej dziedzinie i nie jest "ograniczony"
                    jak laik. Dlatego ucząc się o warzywach i ich wartościach odżywczych na
                    warzywnictwie powinno się mieć chyba jakąś wiedzę o brokułach i choć ze względu
                    na ich właściwości chcieć je zjeść. Nie muszą ale powinni z samej ciekawości.
                    Warzywnicy nie uprawiają wciąż tych samych odmian tylko jeszcze tworzą nowe!
                    Naprawdę brokuły i kapusta pekińska nie są jakąś egzotyką.

                    PS Lekarze dzieleni na pediatrów, kardiologów, neurologów to tak jak
                    dzielenie "roślinoznawców" na warzywników, ogrodników (rosliny ozdobne),
                    sadowników, leśników.
                    Kardiolog zna się na ukłądzie krążenia, ogrodnik warzywnik na warzywach.
      • wij-drewniak A moja teściowa... 23.01.05, 16:57
        ... za rewolucję kulinarną uważa dodanie pieczarek do farszu do gołąbków.
        Zjadłszy stwierdza, że to zupełnie inne gołąbki i pyta: a ile ryżu, a ile
        mięsa. Bo to przecież zupełnie inny przepis.
        Ale teściowa żoną mięsożercy radykalnego jest i takich ma trzech synów (ze
        wskazaniem na dwóch poza moją jurysdykcją oczywiście). Ktoś już wyżej napisał -
        kotleciarstwo wynosi się z domu. Mój też był bardzo tradycyjny, mięsno-
        kartoflany, do czasu gdy w liceum przestałam jeść mięso. Dopiero wtedy mama
        zaczęła kombinować jak tu nie robić dwóch obiadów czyli zrobić coś co zjedzą
        wszyscy. I pojawiła się w domu soczewica, kabaczki, cukinie.
        Ja mięso już jem, ale nie jestem fanatyczką. Za to uwielbiam pierogi z
        soczewicą mojej mamy
    • Gość: kiwi Wody pełne ryb... IP: *.chello.pl 23.01.05, 16:18
      A jakze! Wody pełne ryb, bo tuż obok sto hektarów stawów istniejacych juz od
      kilkuset lat jako hodowlane. No i rzeczywiście, zapomniałam, te żabie koncerty!
      Jak zaczynaja w jednym stawie rechotać, inny im odpowiada, potem kolejny... Mam
      to nagrane w telefonie komórkowym i słucham sobie czasami.
      • Gość: t prymityw - brawo ....... IP: *.bielsko.dialog.net.pl 24.01.05, 20:55
        Jestem tego samego zdania , co TY . A " dispelowi " brakło argumentów .
        • martvica Re: prymityw - brawo ....... 24.01.05, 21:05
          A ja się zgadzam z dispellem. Być na warzywnistwie i nie wiedzieć jak wygląda
          kapusta pekinska??? Rozumiem że mało kto wyladował na tych studiach z wyboru, na
          specjalizacji zresztą tym bardziej. Sama wolałabym byc na 'roslinach ozdobnych',
          bo właśnie to mnie w zyciu interesuje, niestety to zależało od średniej, mówi
          się trudno. Ale jednak mam jakieś poczucie obowiązku wobec tematu studiów.
          Oczywiście, że nie będę pamietać 3/4 z tego, czego się nauczyłam, z różnych
          dziwnych przedmiotów - ale będę wiedzieć jak rośnie brukselka i co jest jadalną
          częścią kalarepy. I nie bedę do tego potrzebowała ściągi, skrzętnie skrytej pod
          ławką:>
          pozdrawiam
          martvunia
          • Gość: prymityw Re: prymityw - brawo ....... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.01.05, 21:57
            Pozdrawiam. Odróżniam warzywa, znam więcej roślin niż wszyscy znajomi w moim
            otoczeniu razem wzięci. Znam prawie wszystkie gatunki drzew i krzewów w Polsce
            i umiem je odróżnić nawet w zimie, chociaż mam zawód medyczny, a nie związany
            stricte z biologią.
            Lubię pracę w ogrodzie, ale nie lubię gotować i szkoda mi czasu na zmuszanie
            się do kulinarnych ekstrawagancji. A Twoi znajomi to po prostu trochę
            nierozgarnięci ludzie, którzy trafili na ten kierunek pewnie przez przypadek.
            Gdybym ja była w Twojej grupie, to pewnie wiedziałabym bardzo dużo o
            przedmiocie studiów, ale podejścia do gotowania bym nie zmieniła. Jeśli Ci
            pasuje, to możesz powiedzieć, że jestem ograniczona lub zamknięta kulinarnie,
            ale jedno nie musi mieć z drugim nic wspólnego.
    • Gość: chachanka chlop do zony, podczas zakupow: IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.01.05, 21:16
      - patrz, zamszowe ziemniaki!
      - no co ty, to kiwi! z tego sie robi paste do butow!
      ;)
      • Gość: baba Re: chlop do zony, podczas zakupow: IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.01.05, 22:56
        myśli w mojej głowie bardzo się kotłują . oni do tego normalnie dorosną. trzeba
        tylko czasu troszkę.
      • Gość: kiwi Re: chlop do zony, podczas zakupow: IP: *.chello.pl 25.01.05, 00:09
        Jakem kiwi, obsmiałam się z pełnym uznaniem. Uwielbiam takie sklepowe
        rozmówki "dobrze poinformowanych". To tak, jak pewna pani doktor która (choć to
        nie to forum) popisywała się umiłowaniem muzyki poważnej i zapewniała mnie, ze
        do jej ulubionych utworów należą "Cztery koncerty na każdą porę roku"
        Vivaldiniego".
    • sinistra80 Konopielka- pamiętacie? 26.01.05, 14:56
      • baky Pamiętamy. I co?_n/t 26.01.05, 15:05
    • sinistra80 Konopiela- pamietacie? 26.01.05, 15:01
      Ze zmeczenia nie ten klawisz...
      Kto oglądał pamięta, jak bohaterka zrobiła obiad: osobno ziemniaczki, osobno
      kapusta, osobno kotlet. to miało być tak "po miejsku". gospodarz się wściekł
      niemożebnie i kazał zrobić "po bożemu"- posiekać mięso i wszystko wymiąchać.
      sytuacja podobna do opisywanych przez wiele osób- ogromna niechęć do
      jakichkolwiek nowości.
      • baky Aaaaa... Już kleję temacik :O))_n/t 26.01.05, 15:06
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka